logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Absurdalne wyroki należy ignorować

Środa, 3 marca 2021 (21:13)

Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej stwierdził, że ustawa o Krajowej Radzie Sądownictwa może naruszać unijne prawo. Jak skomentuje Pan to orzeczenie?

– Jest to ewidentne wspieranie sędziów z „nadzwyczajnej kasty”. Samo rozstrzygnięcie godzi w obowiązujący w Polsce porządek konstytucyjny, ale też – generalnie – w prawo unijne, dlatego że wkracza w sprawy zastrzeżone do wyłącznej kompetencji państwa członkowskiego Unii Europejskiej. Chodzi o to, że kwestie organizacji sądownictwa, wyłaniania sędziów – jak powszechnie wiadomo – podlegają regulacji każdego z osobna państw członkowskich. Jednocześnie orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej ma kuriozalny charakter, bowiem konstatacja tego wyroku jest taka, że kolejne nowelizacje ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa nie są, ale – jak czytamy – mogą być niezgodne z prawem unijnym. Dlatego też sędziom, sądom polskim zaleca się stosowanie przepisów, które obowiązywały przed wejściem w życie tych nowych regulacji, czego – muszę przyznać – zupełnie nie rozumiem. Mianowicie na mocy polskiego porządku konstytucyjnego nieobowiązujące przepisy nie mogą być stosowane. Zatem sama ta wytyczna wydaje się niewykonalna.

Resort sprawiedliwości wydał stanowisko w sprawie orzeczenia Trybunału w Strasburgu. Zdecydowanie krytykuje w nim działania Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

– Minister Zbigniew Ziobro powiedział jasno, że wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej wychodzi poza traktaty europejskie, a tym samym je narusza, a co za tym idzie – jest nie do przyjęcia. Zgodzić się też należy z przewodniczącym Krajowej Rady Sądownictwa Pawłem Styrną, że praktyka na dzisiaj jest taka, że sędziowie niezadowoleni z uchwał KRS odwołują się do Sądu Najwyższego, który te odwołania rozpatruje. Co więcej, KRS w przypadku rozstrzygnięcia uchylającego uchwałę też te postanowienia akceptuje. Tak czy inaczej uważam, że orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej to jest burza w szklance wody, bo ten wyrok tak naprawdę niczego nie zmienia poza faktem, że rzeczywiście stwarza wrażenie wkraczania w wewnętrzne sprawy polskiego wymiaru sprawiedliwości.

Jak zatem państwo polskie powinno zareagować na to orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu?

– Myślę, że na poziomie postępowania przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej strona polska jasno artykułowała swoje stanowisko, o którym wspomniałem, że procedura wyłaniania sędziów jest wewnętrzną sprawą państwa członkowskiego Unii Europejskiej, że w porównaniu z innymi państwami, takimi jak Niemcy, Holandia, Francja czy Hiszpania, specjalnych różnic nie ma. Dodam tylko, że w tych państwach nawet o wyborze sędziów decydują politycy, tymczasem w Polsce takie decyzje w zdecydowanej mierze podejmują sędziowie, którzy stanowią większość w Krajowej Radzie Sądownictwa. Natomiast ostateczną decyzję co do powierzenia obowiązków sędziego podejmuje prezydent RP. Zatem praktyka pokazuje, że jednak procedura odwoławcza istnieje, sąd rozpatruje odwołania od uchwał Krajowej Rady Sądownictwa, stąd już sam stan faktyczny kompromituje ustalenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. W moim przekonaniu wyrok jest zupełnie niewykonalny, jako mający polityczny charakter, będący wręcz aktem wsparcia „nadzwyczajnej kasty”. 

Jak długo jeszcze mamy się tłumaczyć? A może należy powiedzieć wprost, że nie są to kompetencje organów unijnych, i zakończyć temat raz na zawsze? Inaczej cały czas będziemy stawiani na baczność i zmuszani do ustępstw…

– Wydaje mi się, że absurdalne wyroki należy ignorować, a nawet przedstawić Komisji Europejskiej takie stanowisko, że tego wyroku nie jesteśmy w stanie zaakceptować, bo jest on, biorąc pod uwagę polskie prawo i Konstytucję RP, nie do wykonania. Jednocześnie nie ma co dyskutować z faktami – jesteśmy pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej i oczywiście zgodziliśmy się na to, że poddajemy się orzecznictwu, procedurze postępowania przed Trybunałem Sprawiedliwości w Luksemburgu. Jednak kwestia wykonania danego orzeczenia to też jest kwestia suwerennej decyzji państwa członkowskiego. Przypomnę tylko, że Niemcy nie wykonywały wyroków Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, które uznawały za niekorzystne dla siebie albo niezgodne z niemieckim porządkiem konstytucyjnym. Natomiast ten wyrok jest w sposób oczywisty niezgody z polskim porządkiem konstytucyjnym i w związku z tym nie może być wykonany.

A zatem możemy się spodziewać takiej reakcji? Jednak czy to nie za mało?

– Myślę, że taki sygnał płynący z Warszawy wystarczy. Jednocześnie trzeba mieć świadomość, że do Komisji Europejskiej można mieć pretensje wtedy, kiedy to Komisja wszczyna przeciwko Polsce postępowanie przed Trybunałem Sprawiedliwości w Luksemburgu. W tym wypadku to postępowanie wynikało z pytań prejudycjalnych Naczelnego Sądu Administracyjnego, który odwołał się od uchwał Krajowej Rady Sądownictwa, a więc mamy do czynienia z przyjętą i stosowaną od dawna taktyką, którą można określić jako „zagranica”. Sądy korzystają głównie z tej możliwości, chociaż na ulicznych protestach mogliśmy również zobaczyć przedstawicieli „nadzwyczajnej kasty”, którzy protestowali, udzielając się politycznie. Myślę, że w tym wypadku taki krytyczny stosunek do tego orzeczenia i konsekwentna odmowa jego wykonania będą miały miejsce. Tym bardziej że werdykt Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej jest o tyle kuriozalny, że nie jest skierowany do państwa polskiego, bo w tego typu orzeczeniu oczekuje się zmiany obowiązujących regulacji, co może zrobić tylko państwo polskie, natomiast tutaj jest jakby wytyczna skierowana do polskich sądów, abstrahująca zupełnie od obowiązującego w Polsce porządku prawnego. Tymczasem, jak już powiedziałem, żaden polski sąd nie może stosować prawa, które przez ustawodawcę zostało uchylone.   

Jak długo jeszcze może potrwać ta batalia o kształt sądownictwa w Polsce?

– Myślę, że jest to never ending story – niekończąca się opowieść. Opozycja w Polsce działa na zasadzie: nie, bo nie, mając absolutnie świadomość, że polski wymiar sprawiedliwości wymaga naprawy. Jeśli chodzi o praktyczne funkcjonowanie polskich sądów, są niezbędne zmiany, tak aby procedury były uproszczone i przyspieszyły. Z drugiej jednak strony jest kwestia rozmaitych patologii i taką patologią jest dzisiaj rozpolitykowanie polskich sędziów i organizacji sędziowskich, co też – w moim przekonaniu – narusza Konstytucję RP i godzi w status sędziego, który powinien być apolityczny. Tylko że dobrej woli ze strony opozycji nie ma co oczekiwać. Zmiany, które są możliwe przy obecnej większości sejmowej, trzeba wdrażać w życie krok po kroku. Trzeba mieć w tym oczywiście poparcie prezydenta. To, jak może wyglądać procedowanie kolejnych ewentualnych ustaw reformujących wymiar sprawiedliwości, pokazała chociażby debata nad przedłożeniem prezydenckim dotyczącym wyłaniania kandydatów na prezesów Sądu Najwyższego, co – jako żywo – nie robiło żadnej rewolucji, jeżeli chodzi o Sąd Najwyższy, a mimo to opozycja próbowała na wszelkie sposoby wykazać, że projekt jest niekonstytucyjny i absolutnie nie powinien wchodzić w życie. Zatem tak będzie pewnie z każdą propozycją rządową, która będzie kontestowana. Osobiście oczekuję, że za chwilę ze strony resortu ministra Zbigniewa Ziobry wpłyną do Sejmu kolejne projekty, które będą stanowiły jakby dalszy etap reformy wymiaru sprawiedliwości w Polsce i mimo sprzeciwu opozycji będziemy je procedować i uchwalać.

             Dziękuję za rozmowę.    

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl