logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Prawo w Polsce nie działa

Czwartek, 4 marca 2021 (21:31)

Aktualizacja: Czwartek, 4 marca 2021 (21:31)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Sąd Rejonowy w Płocku nie dopatrzył się profanacji wizerunku Matki Bożej Częstochowskiej przez aktywistki związane z ruchem LGBT, które umieszczały naklejki ze sprofanowanym wizerunkiem Madonny z Dzieciątkiem Jezus z aureolami w kolorach tęczy. Jak skomentować całą tę sytuację?

– Ten wyrok przede wszystkim świadczy o sądzie, który wydał taki werdykt. Sąd – jak się wydaje – nie jest w stanie zrozumieć podstawowych kwestii. Ciekawe, czy podobny wyrok ten sąd wydałby, gdyby w tęczowej otoczce przedstawiono wizerunek Mahometa. Z całą pewnością łączyłoby się to z protestami światowej opinii, środowisk islamskich. Jestem przekonany, że w takiej sytuacji ten sam sąd wydałby wyrok skazujący. Natomiast fakt, że sprawa dotyczy Matki Bożej, to widać, że można zrobić wszystko, wydać nawet tak absurdalny wyrok.

Jeśli naklejanie wizerunków Matki Najświętszej na toalecie, koszu na śmieci czy na budynkach nie obraża – według sądu – uczuć religijnych to, co obraża?

– Widać, że można wszystko. Jest to zatem martwy przepis – w interpretacji sądu. W ustnym uzasadnieniu mogliśmy usłyszeć, że sprawcy nie mieli intencji obrażać niczyich uczuć, tyle że prawdziwych intencji nie sposób zbadać, bo to tylko wie osoba dopuszczająca się takiego czynu i oczywiście Pan Bóg, który wie wszystko. Na pewno nie ulega wątpliwości, że tęcza w tym wydaniu jest symbolem rozpusty i rozwiązłości seksualnej, co w zestawieniu z Matką Bożą, która uosabia czystość, jest jasnym dysonansem. Zatem jeśli ktoś nie dostrzega, że jest to uderzenie w istotę religii i kultu Matki Najświętszej, to albo niczego nie rozumie, albo problem tkwi w złej woli.

Wspomniał Pan o intencjonalności, co przypomina proces sędziego Topyły, który – jak wszyscy widzieli – na stacji benzynowej zabrał z lady 50 zł należące do staruszki, ale sędzia sprawozdawca uzasadniała, że do zaboru banknotu nie doszło umyślnie i celowo. Podobnie jest w tym wypadku, kiedy sędzina – w uzasadnieniu – stwierdza, że „oskarżenie nie wykazało, że działania oskarżonych były intencjonalne, ukierunkowane na obrazę uczuć religijnych katolików”…

– Zatem w rozumieniu sądu tu też był przypadek, ale jak to rozumieć, że ktoś przypadkowo, a nie celowo wymalował obraz Matki Bożej w otoczce tęczy? Przecież to się nie trzyma żadnej logiki. Ponadto rozklejanie wizerunku Matki Bożej – na toalecie – też było przypadkiem, bez intencji i bez ukierunkowania na obrazę uczuć religijnych ludzi wierzących? Gdzie tu widać przypadkowość?! Ale to świadczy o sądzie, i szerzej o stanie polskiego sądownictwa. 

Chyba to pytanie będzie retoryczne, czy taki skandaliczny wyrok nie jest otwarciem furtki do kolejnych profanacji symboli religijnych i prowokacji?

– Oczywiście, że ten werdykt sądu otwiera drogę do ewentualnych kolejnych profanacji, wskazując, że sprawcy takich haniebnych czynów będą się mogli czuć bezkarnie. Przypomnijmy sobie dziwne wyroki w sprawie Nergala, notabene bronionego przez niektórych, co też świadczy o stanie polskiego sądownictwa. Tylko niechby osoby, które dopuściły się profanacji wizerunku Matki Bożej Częstochowskiej, spróbowałyby zrobić coś podobnego, dajmy na to, w Auschwitz, które dla niektórych jest niemal symbolem religijnym, niech w kolorach tęczy spróbują przedstawić symbole islamskie, i wtedy niech się sąd wypowiada. Zobaczymy, czy nie mamy do czynienia z islamofobią itd. Proszę sobie przypomnieć, co się działo, kiedy ktoś spalił Koran w Stanach Zjednoczonych, gdzie opinia lewicowo-liberalna była oburzona tym, jak można w ten sposób postępować. Natomiast wyrok sądu w Płocku pokazuje, że z religią katolicką można robić wszystko, także z wizerunkami Matki Bożej. Sytuacja jest zatem niezwykle dramatyczna.

Zmierzamy prostą drogą, do momentu, kiedy wolność religijna będzie zagrożona?

– Myślę, że wolność religijna w Polsce już jest zagrożona. Natomiast trzeba podkreślić, że my zmierzamy do anarchii sądowej. Jeśli bowiem wyroki sądów są coraz częściej ideologiczne, to nic dziwnego, że coraz mniej ludzi szuka w sądach sprawiedliwości, a szczególnie w kwestiach, które dotyczą sfery ideowej, choć nie tylko. Funkcjonowanie sądownictwa w Polsce jest na skandalicznym poziomie, i to w każdym tego słowa znaczeniu. To sytuacja, która niebywale osłabia nasze państwo.

Rewolucja lewicowa rozszerza się na różne instytucje państwa, w tym również na sądownictwo?

– Dokładnie. Oczywiście, że są różni sędziowie i różne wyroki, ale przypomnijmy wyrok na radnego Tomasza Pituchę, którego wyrokiem sądu zmuszono do wpłacenia na marsz LGBT, który on krytykował w mediach społecznościowych. Jak można zmuszać kogoś wyrokiem sądu do łamania sumienia? To tak jakby protestującego w sprawie aborcji zmusić do płacenia na organizacje proaborcyjne. Zatem to są rzeczy, które wprost łamią sumienia, i to się dzieje w majestacie prawa, w majestacie Rzeczypospolitej.

Reforma sądownictwa idzie jak po grudzie, bo sprzeciwiają się sędziowie, politycy opozycji totalnej, ale też Komisja Europejska. Ten wyrok chyba jednak  potwierdza, że droga reform jest słuszna i konieczna?

– Reforma trwa, tyle że nic się nie zmieniło. Od czasów pierwszych ruchów, jeśli chodzi o reformę sądownictwa, czy szerzej wymiaru sprawiedliwości, nic się w sądownictwie nie zmieniło na korzyść. Można nawet powiedzieć, że ponad pięć lat rządów Zjednoczonej Prawicy nie spowodowało zmniejszenia skandalicznych wyroków – przeciwnie jest ich coraz więcej. I to też musi dawać do myślenia.

 Chce Pan powiedzieć, że reforma wymiaru sprawiedliwości jest pozorowana, czy może bunt, jaki się pojawia, skutecznie ją ogranicza?                 

– Bunt środowiska sędziowskiego i polityków totalnej opozycji to jedno, a dwa, że te reformy są nieskutecznie wprowadzane. Nie widać efektów, tymczasem to po efektach się poznaje skuteczność dokonywanych zmian. Rzeczywiście po pierwszych dwóch, trzech latach rządów Prawa i Sprawiedliwości można było jeszcze mówić, że prace są prowadzone, że trwają zmagania, tyle że te zmagania są cały czas, ale nie widzimy konkretnych zmian na lesze. I nie chodzi tu tylko o Sąd Najwyższy, bo wiemy jak sprawy się mają, ale powinniśmy też zauważyć dobrą zmianę w sądach okręgowych, rejonowych itd. Jednak tego nie ma.

Niedawno zapadł wyrok przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie Krajowej Rady Sądownictwa. Na co opcja rządząca odpowiada, że absurdalne wyroki wkraczające w polski porządek konstytucyjny nie będą wykonywane. Co więcej, mają się pojawić kolejne projekty reform wymiaru sprawiedliwości…

– Zgoda, co do tego, że Unia Europejska chce w Polsce wprowadzać anarchię sądową i jest jasne, że trzeba się temu przeciwstawiać. Natomiast zadaję pytanie – jakie są efekty dotychczasowych działań w obszarze wymiaru sprawiedliwości? Trzeba zatem podsumować efekty kilku lat reformowania, co się zmieniło, co się poprawiło w tej materii. Jeśli tego nie widać, to logiczne wydaje się pytanie, czy ta reforma jest dobrze pomyślana?

Pytanie pozostaje otwarte, ale wracając do zasadniczej części naszej rozmowy i werdyktu sądu w Płocku, chciałem Pana zapytać, do czego może doprowadzić ta agresywna lewacka propaganda i de facto nienawiść na tle religijnym?

– Sądy to jest tylko jedna z władz w Polsce – władza bardzo ważna. Natomiast rzeczywiście mamy do czynienia z rewolucją kulturową, która przetacza się przez świat, co więcej, jest wspierana przez lewaków na Zachodzie, którzy uważają się za nieodwoływalnych, co ciekawe, ich władza nie pochodzi z demokratycznego wyboru – nawet w sposób pośredni. Nie może być też tak, że Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzeka wbrew prawu danego państwa członkowskiego. Zresztą sędziowie Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu są pośrednio wybrani przez państwa członkowskie, więc jest to sędziokracja, a nie żadna demokracja. Tak to wygląda.  

Owszem można się zgodzić, że władza chce zmienić to, co jest złe, ale chęciami nie mierzy się skuteczności działań politycznych. Naciski są i pewnie będą, dlatego trzeba bronić niezależności przed presją czynnika zewnętrznego. Stąd bardzo dobre jest posunięcie – wniosek Rady Ministrów do Trybunału Konstytucyjnego w zakresie nadrzędności Konstytucji RP nad prawem europejskim, aby te kwestie raz na zawsze uporządkować. Natomiast jeśli mówimy o tym, jak funkcjonują sądy w Polsce to – jak już wspomniałem – moim zdaniem nic się nie zmieniło, co więcej – pogorszyło się.

Może metoda dotycząca reformowania wymiaru sprawiedliwości, jaką dobrano, nie jest właściwa?

– Wszystko na to wskazuje, dlatego należałoby wrócić do idei sędziów pokoju, co spowodowałoby, że najprostsze, najbardziej banalne sprawy w sądach, które się ciągną latami, a które można by rozstrzygnąć na jednym czy dwóch posiedzeniach, byłyby prowadzone w szybszym tempie. Patrząc na przewlekłość postępowań, trzeba sobie powiedzieć, że prawo w Polsce w ogóle nie działa. Resort sprawiedliwości jest od tego żeby poddać ocenie, czy to, co zaplanowano, co wprowadzono, jest w ogóle skuteczne, czy też nie. Jeśli jest nieskuteczne, to należy się zastanowić, jak to zmienić, być może inaczej trzeba podchodzić do pewnych kwestii. Oczywiście nie ulega wątpliwości, że wiele spraw jest zabagnionych, że mamy do czynienia z demoralizacją na uniwersytetach, co przenosi się później na instytucje państwa, również takie jak sądy. Zapewne będą się zdarzać takie wyroki jak ten Sądu Rejonowego w Płocku, który nie dopatrzył się profanacji wizerunku Matki Bożej Częstochowskiej przez aktywistki związane z ruchem LGBT, ale nie może to być normą. Zresztą tu wcale nie chodzi o ten wyrok, który jest skandaliczny, ale proszę mi wskazać choćby jeden element który się poprawił, jeśli chodzi o sądownictwo – może poza Trybunałem Konstytucyjnym, gdzie mamy pozytywne orzeczenie, jeśli chodzi o ochronę życia ludzkiego. Ale jest pytanie – co w obszarze sądownictwa zmieniło się w codziennym życiu zwykłych Polaków? Moim zdaniem niewiele, niestety.

Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl