Czy zaskoczył Pana werdykt Sądu Rejonowego w Płocku uniewinniający sprawczynie profanacji wizerunku Matki Bożej Częstochowskiej?
– Niestety, przyzwyczailiśmy się już do tego typu werdyktów, które obrażają nie tylko uczucia religijne, ale również dokonują profanacji symboli czy miejsc świętych. Natomiast zaskoczeniem dla mnie było uzasadnienie tego wyroku. Chciałbym zwrócić uwagę na dwie kwestie, otóż sąd stwierdził, że działania oskarżonych nie były intencjonalne, nie były ukierunkowane na obrazę uczuć religijnych katolików. Zdaniem sądu zamierzeniem tych osób nie było znieważenie wizerunku Matki Bożej Częstochowskiej. Można zatem powiedzieć, że sąd niejako wnika w intencje, w sumienia, motywy działania aktywistek związanych z ruchem lgbt i oczywiście twierdzi, że w tym działaniu nie było intencji, które miałyby obrażać uczucia religijne. Takie twierdzenie jest oparte na bardzo subiektywnej ocenie. Jest też druga kwestia mianowicie powoływanie się na opinię publiczną: otóż sąd mówi, że powszechna opinia publiczna wskazuje, iż osoby, które nie akceptują tak przeobrażonego wizerunku Matki Najświętszej w tęczowej aureoli, pozostają w zdecydowanej mniejszości.
To kuriozalne uzasadnienie…
– Owszem kuriozalne także dla prawników. Oczywiście trudno mi dyskutować na płaszczyźnie prawa, ale zastanawiające jest, na jakiej podstawie sąd twierdzi, że takie poglądy wyraża zdecydowana mniejszość, a więc – w tym rozumieniu – zdecydowana mniejszość społeczeństwa godzi się na tego typu bezkarne działania, które obrażają katolików. Tymczasem katolicy stanowią zdecydowaną większość, więc na jakiej podstawie sąd wyciąga taki wniosek. A nawet jeśli – idąc tym tokiem rozumowania – zdecydowana większość uznałaby dokonać czegoś, co jest niezgodne z prawem, to czy sąd również uzasadniałby to w taki sposób. Sąd zauważył też, że ideą osób tzw. nieheteronormatywnych było zwrócenie uwagi na ich orientację, ich przynależność do płci. Mamy zatem do czynienia – moim zdaniem – z bardzo wszechstronnym zaangażowaniem sądu po stronie nie tylko poprawności politycznej, ale wręcz z afirmacją ideologii lgbt. Działania tych ludzi, którzy dopuszczają się aktu obrazy uczuć religijnych, są – w ocenie sądu – usprawiedliwione. W tym zakresie jest to chyba rzecz mimo wszystko nowa, dlatego jestem zaskoczony całą tą sytuacją i takim uzasadnieniem sądu.
Ciekawe, czy ten sam sąd postąpiłby podobnie wobec sprawców znieważenia Mahometa czy symboli islamu?
– No właśnie, na przykład we Francji, która jest krajem zupełnej poprawności politycznej, gdzie chrześcijaństwo zostało zupełnie wypchnięte z przestrzeni publicznej, są jednak wyroki sądu za obrazę uczuć religijnych. Oczywiście nie dotyczą one obrazy uczuć religijnych katolików, tylko mahometan, których prawa są respektowane. W Polsce mamy do czynienia z działaniami daleko bardziej idącymi i rażącymi, mianowicie z umieszczaniem wizerunku Matki Bożej, zniekształconego w ideologiczną, tęczową aureolę, co więcej, w bardzo niestosownych miejscach.
Jakie następstwa może mieć taki, a nie inny werdykt sądu?
– Werdykt sądu w Płocku oczywiście może być zachętą do kolejnych ataków na symbole religijne, także na kapłanów. Niejako utrwala on poczucie bezkarności. Co więcej, osoby dopuszczające się takich haniebnych czynów są nie tylko uniewinniane, ale można powiedzieć, że sąd, usprawiedliwiając takie czyny, wręcz sankcjonuje tego typu działania, dając – w konsekwencji – przyzwolenie, czy też nawet zachęcając do przekraczania kolejnych granic. Mam na myśli ataki na obiekty sakralne, także fizyczne ataki na kapłanów. Następnym krokiem będą ataki na katolików, więc może się okazać, że katolicy, którzy będą chcieli pójść na niedzielną Mszę Świętą, będą narażeni na ataki fizyczne ze strony środowisk lewackich.
Liderka tzw. strajku kobiet Marta L. po koniec października 2020 roku w jednej z rozgłośni radiowych – zwracając się do ludzi wierzących – nawoływała do sprzeciwu wobec Kościoła, twierdząc, że jest to „ostatnie ostrzeżenie”.
– Z tych słów przebija ogromna nienawiść do Kościoła, w ogóle do cywilizacji chrześcijańskiej. Ta nienawiść wcale nie jest rzeczą zupełnie nową. Tego typu wydarzenia miały już bowiem miejsce w historii Europy i świata, także w historii Polski. Co ciekawe, jeśli chodzi o wspomniany przez pana redaktora tzw. strajk kobiet, to mamy do czynienia także z postulatami, które powtarzają działania komunistów, działania podejmowane w PRL-u, w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. Mam na myśli próbę zastępowania sakramentów świętych uroczystościami świeckimi. Współcześni aktywiści zamiast sakramentu Chrztu Świętego proponują huczne pierwsze urodziny, a zamiast rodziców chrzestnych mają być opiekunowie dla dziecka nazywani „rodzicami honorowymi”, kapłana ma zastąpić celebrant lub celebrantka „ceremonii humanistycznej”. Również zamiast I Komunii Świętej ma być ceremonia rozkwitu, a zamiast ślubu kościelnego ślub humanistyczny z laickim rytuałem. To wszystko pokazuje, że ci lewaccy wichrzyciele nie są nawet w stanie – mentalnie w sensie negatywnym – oderwać się od myślenia o Kościele, w którym upatrują wroga. Widać jednak, że nie rozumieją, iż Kościół trwa od wieków, że jest instytucją bosko-ludzką i że bramy piekielne Kościoła nie przemogą. Z działaniami szatańskimi mieliśmy do czynienia od początku rodzaju ludzkiego.
Te obecne działania środowisk lewackich nie są zatem niczym oryginalnym, ale są kalką postulatów, prób, które podejmowali wcześniej komuniści, władze PRL-u.
– Dokładnie. Wtedy wszystkie te działania miały służyć wychowaniu w duchu odpowiedniej ideologii i miało stworzyć obywatela spolegliwego wobec państwa socjalistycznego, wobec ideologii, ale tutaj również o to chodzi. Proponowane dzisiaj śluby humanistyczne były już w PRL-u i nazywały się ślubami cywilnymi, było też propagowanie składania kwiatów przez nowożeńców pod pomnikami odnoszącymi się do ideałów tzw. władzy ludowej, a nie na ołtarzu Matki Najświętszej, jak to jest często praktykowane. Mamy zatem próbę walki z Kościołem – walki prymitywnej, ale również próbę przeformatowania Kościoła, który – jak pamiętamy – chcieli już „naprawiać” protestanci, rewolucja francuska, która wprowadziła zamiast chrześcijaństwa tzw. kult rozumu itd. Podobnie postępowali bolszewicy, których ideologia była w kontrze do ceremonii chrześcijańskich. Myślę, że współcześni rewolucjoniści, aktywiści mają jeszcze wiele do zrobienia, mają też skąd czerpać pomysły i bardzo możliwe, że będą się odwoływali do kolejnych absurdów komunizmu. Wszystko to, czego jesteśmy świadkami, to są działania neomarksistowskie, mamy zatem do czynienia z rewolucją neomarksistowską na szeroką skalę.
Środowiska lewackie chcą nie tylko reformować Kościół, ale też ingerują w kanon lektur. Ostatnio pod obstrzałem znalazła się powieść „W pustyni i w puszczy”.
– W tym wszystkim chodzi o stworzenie nowego człowieka, co jest elementem integralnym każdej ideologii totalitarnej. Tak było w przypadku wspomnianej rewolucji francuskiej, także rewolucji bolszewickiej czy narodowosocjalistycznej – wszędzie tam była próba tworzenia nowego człowieka w kontrze do cywilizacji chrześcijańskiej. Henryk Sienkiewicz jest na cenzurowanym już od dawna wśród środowisk liberalnych, którym nie w smak jest „Trylogia”. Teraz do tego dołącza „W pustyni i w puszczy” jako powieść – według nich – patriarchalna, rasistowska, propagująca kolonializm. Jak widać mamy do czynienia z coraz bardziej ekspansywnym wkraczaniem ideologii poprawności politycznej. To, co wydawało się nam dość odległe – jeśli chodzi o Polskę – mam na myśli różne absurdy, które pojawiały się w Stanach Zjednoczonych czy w Europie Zachodniej, okazuje się, że już dociera do Polski. Rada Języka Polskiego uznała na przykład, że słowo „murzyn” jest słowem absolutnie niewłaściwym. Okazuje się, że „Murzynek Bambo”, wierszyk Juliana Tuwima, który znają – przynajmniej nieco starsi ludzie, jest w tym momencie uznany za wierszyk rasistowski, co jest już kompletnym odrealnieniem.
Czym się może skończyć niekontrolowana rewolucja lewicowa, która chce wywrócić do góry nogami nasz system wartości i jak powstrzymać ekspansję lewackiej ideologii?
– Ta rewolucja rozgrywa się na wielu płaszczyznach, uderza w Kościół i to uderzenie, które trwa nie od dzisiaj, nasiliło się w XX wieku. Myślę tutaj, że wraz z rozwojem nurtów modernistycznych, które w sposób niewłaściwy interpretowały Sobór Watykański II i doprowadziły w dużym stopniu do protestantyzacji Kościoła w Europie Zachodniej, konsekwencją czego jest dalszy kryzys i niemalże opustoszałe świątynie, desakralizacja również Kościoła katolickiego. Drugi obszar to jest walka z państwem, które chce opierać swój system prawny na wartościach cywilizacji łacińskiej. I tutaj nawet nie chodzi o model państwa katolickiego, chrześcijańskiego, bo on został już swego czasu zarzucony, ale o jakiekolwiek przejawy pewnego tradycyjnego modelu państwa. Trzeci obszar to jest oczywiście skomasowany atak na rodzinę, z czym mamy do czynienia również w Polsce. Czwartym obszarem ataków jest edukacja, która jest poddana bardzo mocnej presji środowisk lewackich, bo w edukacji upatrują możliwość manipulacji człowiekiem. Następnym obszarem atakowanym jest prawo. Można powiedzieć, że normy prawne, które pojawiły się przynajmniej od połowy ubiegłego stulecia w krajach Europy Zachodniej, w swoich fundamentach, w swoich założeniach aksjologicznych mają właśnie relatywizm i są skierowane w normy chrześcijańskie. Jeśli zatem weźmiemy pod uwagę również zmiany na scenie politycznej, także daleko idącą zmianę chrześcijańskiej demokracji, która nie ma dziś już nic wspólnego z chrześcijaństwem, to okazuje się, że polityczne struktury czy organizacje obrony tradycyjnego porządku czy ładu w świecie są w tej chwili już bardzo słabe, zepchnięte na margines.
Wspomniał Pan, że jednym z obszarów ingerencji rewolucji lewicowej jest państwo. Może zatem państwo powinno być w jakiejś mierze odpowiedzialne za zwalczanie tego typu lewackiej ideologii?
– Oczywiście, uderzenie w cywilizację łacińską to jest również uderzenie w filary: Kościół, państwo i naród. Mamy do czynienia z atakiem na państwo, który trwa już od co najmniej trzech wieków. Również bolszewicy lansowali tezę o tzw. obumieraniu państwa. Mamy zatem przeniesienie tej bolszewickiej, leninowskiej idei obumierania państwa na współczesny grunt, to znaczy próbę pozbawiania państwa należnych mu kompetencji. Dlatego chodzi o to, żeby naturalne kompetencje państwa, które dotyczą na przykład troski o edukację – nie w sensie etatystycznym, ale w rozumieniu właściwego rozwoju edukacji, zapewnienia możliwości kształcenia w duchu klasycznej edukacji – niekoniecznie tylko państwowej, ale również, jeśli chodzi o ochronę rodziny, co też należy do podstawowych kompetencji państwa – żeby to wszystko było rozwijane. Dalej jest też współpraca państwa z Kościołem, bo te dwie płaszczyzny Kościół i państwo się uzupełniają, tak jak dusza i ciało. W tym sensie atak na państwo, które trwa, co najmniej od trzystu lat, atak w postaci różnych ideologii, w postaci pomniejszania roli państwa – jako gwaranta ładu i bezpieczeństwa obywateli przyniósł swoje negatywne konsekwencje. To jest oczywiście wpływ ideologii liberalnej oraz ideologii socjalistycznej, które przez wieki doprowadziły do takiego stanu rzeczy. Temu można i trzeba się przeciwstawiać z całą stanowczością.

