Czy Solidarna Polska zagłosuje przeciwko Prawu i Sprawiedliwości w sprawie Funduszu Odbudowy, czy to tylko blef, prężenie muskułów?
– Wydaje się, że politycy Solidarnej Polski na tyle ostro i zdecydowanie się wypowiadają w sprawie wynegocjowanego przez premiera Mateusza Morawieckiego unijnego budżetu i Funduszu Odbudowy, że pewnie zachowają się konsekwentnie i w rezultacie zagłosują przeciwko. Póki co trwają jednak targi, przepychanki i jak to w polityce bywa kalkulacje, jak się zachować, będą trwały do samego końca. Na razie wygląda na to, że Zbigniew Ziobro ze swoją drużyną jest zdeterminowany, stąd jak to się zakończy, zobaczymy dopiero po głosowaniu w Sejmie.
Prawo i Sprawiedliwość odkłada głosowanie nad ratyfikacją unijnego Funduszu Odbudowy, bo nie ma pewności, jak zachowa się Solidarna Polska?
– Dokładnie tak. Dlatego najpierw musi sobie poukładać, a przynajmniej próbować poukładać sprawy wewnątrz koalicji Zjednoczonej Prawicy. Jest to rzecz fundamentalna i to nie tylko w tym konkretnym głosowaniu, bo wiemy, że opozycja prawdopodobnie zagłosuje tak jak Prawo i Sprawiedliwość, ale tu chodzi też o przyszłość rządów Zjednoczonej Prawicy.
Borys Budka twierdzi, że nie ma czegoś takiego jak Zjednoczona Prawica, że w świadomości wyborców funkcjonuje tylko Prawo i Sprawiedliwość.
– Borys Budka w tym wypadku ma rację, ale przy tym nie odkrywa żadnej Ameryki, bo wszystkie sondaże poparcia dla różnych partii o tym świadczą. Należy powiedzieć, iż nie ma też czegoś takiego jak zjednoczona opozycja – mało tego nie ma pewności co do tego, że w pełni zjednoczona jest Koalicja Obywatelska. Jak widzimy, tych konfliktów w różnych bytach politycznych na polskiej scenie jest całkiem sporo.
Jaki los czekałby Solidarną Polskę poza koalicją Zjednoczonej Prawicy?
– Sądzę, że samodzielnie Solidarna Polska nie byłaby w stanie osiągnąć pięcioprocentowego progu, a zatem byłaby bez szans, aby dostać się do parlamentu. Musiałaby zatem szukać jakichś partnerów, być może w Konfederacji, tyle tylko że Konfederację też tworzą różne byty i tam również są wewnętrzne napięcia. Proszę pamiętać, że czym innym są narodowcy, a czym innym korwinowcy. Sytuacja jest zatem złożona, poza tym perspektywa powrotu do władzy mocno oddalałaby się od Zbigniewa Ziobry. Warto też zwrócić uwagę, że Solidarna Polska już od ponad 6 lat nie tylko współrządzi Polską, ale też samodzielnie sprawuje rządy w Ministerstwie Sprawiedliwości, gdzie ma ogromne wpływy, podobnie rzecz ma się, jeśli chodzi o spółki skarbu państwa. Gdyby politycy Solidarnej Polski chcieli osiągnąć to samo, a więc mieć wpływ na rządzenie państwem, i chcieliby iść samodzielnie, to taki marsz należałoby rozpisać na kolejne 10 lat, o ile w ogóle byłoby to możliwe. Zatem taka perspektywa nie jest dla Zbigniewa Ziobry i jego politycznego zaplecza zbyt zachęcająca.
Solidarna Polska to chyba nie jedyny problem PiS-u, bo niestabilna sytuacja jest też w Porozumieniu. Czy koalicja Zjednoczonej Prawicy rozpada się na naszych oczach?
– Współcześni politycy mocno stąpają po ziemi, starają się kalkulować, co im się opłaca bardziej, a co nie. Zgadzam się z panem redaktorem, że w Porozumieniu jest duży konflikt, że Jarosław Gowin słabnie. Ostatnio jego bliski współpracownik Robert Anacki decyzją Krajowego Sądu Koleżeńskiego zastał zawieszony w prawach członka partii Porozumienie, w związku z podejrzeniem lobbowania na rzecz jednej z zagranicznych firm. Zatem problemów w tej formacji jest co niemiara. Oczywiście trudno powiedzieć, czy to będzie rzutować na koalicję z Prawem i Sprawiedliwością, ale na pewno Jarosław Gowin i członkowie jego formacji, osłabieni wizerunkowo wewnętrznymi problemami, tym bardziej nie mają czego szukać poza PiS-em.
Czy zatem rację ma szef „Solidarności” Piotr Duda, mówiąc, że obaj liderzy powinni wiedzieć, że sami nic nie znaczą? Poparcie dla Solidarnej Polski i Porozumienia, gdyby obie formacje zdecydowały się na samodzielny start w wyborach, to poziom błędu statystycznego.
– Zbigniew Ziobro i Solidarna Polska mają jeszcze program, pewną wizję – mam na myśli krytyczne stanowisko wobec Unii Europejskiej chociażby w kwestii wynegocjowanego unijnego budżetu, co dla prawicowego elektoratu jest bardzo ważne. Natomiast Jarosław Gowin właściwie nie bardzo wiadomo, do kogo adresuje swój przekaz i w ogóle – w sensie elektoratu – jest na boku Zjednoczonej Prawicy, i nie jest w stanie zawalczyć o jakiś elektorat poza Zjednoczoną Prawicą. Mamy zatem czas burzy na polskiej scenie politycznej, która dotyka także Platformę. Przypomnę tylko wewnętrzny konflikt w sprawie aborcji, ale mamy też szerszy konflikt, który dotyka też Koalicji Obywatelskiej – to protesty partii wchodzących w skład tej koalicji przeciwko używaniu bez uzgodnień ich loga i nazw partii podczas słynnych już zdalnych konwencji Borysa Budki i Rafała Trzaskowskiego. Ten konflikt dotyczy też kwestii międzypartyjnych poza Koalicją Obywatelską, gdzie mamy zdenerwowanie Lewicy i PSL-u, jeśli chodzi o wizję koalicji „276”. Gdziekolwiek nie popatrzeć, to można zauważyć różnorakie konflikty.
A może przyspieszone wybory zmieniłyby coś, wyjaśniły?
– Przyspieszone wybory mogą co najwyżej utrudnić sytuację Prawu i Sprawiedliwości, które mogłoby mieć większą trudność stworzenia rządu koalicyjnego. Natomiast wcale nie byłoby łatwiej stworzyć koalicyjnego rządu Platformie, ponieważ różnych bytów dookoła byłoby całe mnóstwo, a ponadto sama Platforma prawdopodobnie nie byłaby już główną partią opozycyjną. Można bowiem przypuszczać, że główną siłą na tej flance byłaby Polska 2050 Szymona Hołowni, który w różnych sondażach zrównuje się, a w niektórych nawet wyprzedza Platformę. Nie wydaje się, żeby przedterminowe wybory parlamentarne mogły ustabilizować jakkolwiek władzę w Polsce, a skoro tak, to po co komu przyspieszone wybory?
Nie jest tajemnicą, że Prawo i Sprawiedliwość prowadzi rozmowy z Pawłem Kukizem. Koło Kukiz’15 – Demokracja Bezpośrednia, jeśli chodzi o „szable”, w Sejmie może być alternatywą zdolną zastąpić Solidarną Polskę czy Porozumienie nie tylko w głosowaniu nad unijnym budżetem.
– Jeśli chodzi o głosowanie nad ratyfikacją unijnego Funduszu Odbudowy, to cała opozycja najprawdopodobniej może zastąpić Solidarną Polskę, głosując razem z Prawem i Sprawiedliwością. Choć dzisiaj po tym, co usłyszeliśmy ze strony Platformy i PSL-u, też nie jest to takie pewne i do końca przewidywalne, jak nieprzewidywalna jest opozycja. Słyszymy bowiem, że Platforma i PSL stawiają pewne warunki. Zważywszy, że te pieniądze z unijnego budżetu są Polsce bardzo potrzebne, jest to działanie skrajnie nieodpowiedzialne. Natomiast Paweł Kukiz spełnia – w tym momencie – rolę pewnego straszaka, szczególnie na Jarosława Gowina. Mianowicie te kilka „szabel”, które ma Kukiz, mogą być Prawu i Sprawiedliwości pomocne i nie jest tak, że – chociażby przy rozbiciu Porozumienia – da się obalić rząd, bo sytuacja może być zupełnie inna.
Czy Paweł Kukiz to stabilny polityczny partner?
– To, czy Paweł Kukiz to stabilny partner polityczny, to jest inna rzecz. Natomiast straszak zawsze jest po to, żeby dać spodziewany efekt w konkretnym głosowaniu, a niekoniecznie jako realna alternatywa.
Jaka jest polityczna przyszłość Pawła Kukiza?
– Oczywiście prawdą jest, że wszystko, co miał Paweł Kukiz, cały kapitał polityczny i osobowy, jaki zgromadził wokół siebie, stracił, żeby nie powiedzieć zmarnował. Rzeczywiście nie powinien się unosić honorem, ambicjami, tylko założyć partię, wziąć z budżetu państwa dotację dla partii politycznych, dzisiaj pewnie byłby w zupełnie innej sytuacji. Natomiast dopiero teraz ogłasza się jako partia, ale startuje z wiele słabszej pozycji i w sondażach jest rzadziej wybierany niż ugrupowanie Szymona Hołowni. Jednak nie przekreślałbym całkowicie Pawła Kukiza, bo gdyby Prawo i Sprawiedliwość rzeczywiście zdecydowało się zrobić ukłon w jego stronę – dajmy na to co do sędziów pokoju i w jakiś sposób popracować w tej materii, to może jako polityk i formacja byłby się w stanie odrodzić. Chociaż trzeba podkreślić, że Kukiz dzisiaj, to nie jest już dawna świeżość i nie są to te możliwości, które miał on jeszcze do niedawna.
Sędziowie pokoju, zwłaszcza w sytuacji, kiedy reforma wymiaru sprawiedliwości nie idzie tak, jak zakładano, to chyba rozsądne rozwiązanie?
– Największa patologia, jaka ma miejsce w wymiarze sprawiedliwości, to są przeciągające się sprawy – nawet najprostsze. Ta przewlekłość sprawia, że trzeba czekać na werdykt nawet parę lat, bo nie ma szybkiej ścieżki proceduralnej. To znaczy, sędziowie nawet najbardziej banalne sprawy potrafią ciągnąć latami. I w tym sensie przeniesienie tego typu spraw na inny poziom z całą pewnością mogłoby usprawnić system orzekania. Zwłaszcza, jeśli zostałoby to dobrze przeanalizowane w sensie koncepcyjnym, ale też realnym. Jest duża szansa na udrożnienie – w jakimś zakresie – systemu sądownictwa w Polsce.
Są jednak pewne zastrzeżenia do sędziów pokoju, chociażby co do ich rozeznania w kwestiach prawnych i kompetencji w tym zakresie.
– Jeśli spojrzeć na nasz obecny system sprawiedliwości – mam na myśli wyroki sądów – to można mieć bardzo duże zastrzeżenia. I nawet, jeśli sprawy toczą się latami, to wcale nie oznacza, że wyroki, jakie zapadają przed sądem, są sprawiedliwe. Ponadto sam fakt, że sprawy są przewlekane, że na wyroki trzeba czekać tak długo, czyni je niesprawiedliwymi już z samej definicji.

