logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: facebook/Bogdan Rzońca/ Inne

Partnerstwo – tak, poddaństwo – w żadnym wypadku

Środa, 17 marca 2021 (21:10)

Aktualizacja: Środa, 17 marca 2021 (21:10)

Z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Ostatnio Parlament Europejski przyjął rezolucję w sprawie ogłoszenia Unii Europejskiej „strefą wolności dla osób LGBTIQ”. Jak odebrał Pan tę debatę i stanowisko posłów opozycji oraz sam tekst dokumentu?

– Prawda jest taka, że posłowie opozycji w Parlamencie Europejskim nie mają nic do powiedzenia w sprawach gospodarczych i ekonomicznych, nie mają propozycji, jak pomóc Polsce, Polakom, przedsiębiorcom przy pomocy Unii Europejskiej. Mają natomiast tylko jeden pomysł, jak zaistnieć w mediach tzw. głównego nurtu – mianowicie donosić na Polskę, krytykować nasz kraj, wyśmiewać się z Polski i mówić nieprawdę na jej temat. Ten ostatni akcent jest szczególnie przykry, bo rezolucja, o której rozmawiamy, była właśnie pokłosiem mówienia nieprawdy o Polsce – jakoby w naszym kraju osoby o odmiennej orientacji seksualnej były prześladowane, dyskryminowane, pozbawione awansu itd. Zaprzeczeniem tego oraz dowodem, że ci ludzie mogą normalnie żyć, funkcjonować, gromadzić się, prezentować swoje poglądy jest przykład jednego z europosłów z Polski – tego, który ostatnio na forum europarlamentu występował w czerwonej fryzurze.

Co powoduje, że liderzy unijni w sposób bezrefleksyjny słuchają narracji polityków Platformy, Lewicy czy PSL-u?

– Co ciekawe, narracja polityków Platformy, Lewicy czy PSL-u jest słuchana tylko wtedy, kiedy narzekają oni i mówią źle na temat Polski. W innych przypadkach ich głos się nie liczy. Zresztą w innych niż ideologiczne kwestiach – ważnych dla Polski, ci politycy nie zabierają głosu – mimo że są członkami głównej siły w Parlamencie Europejskiej – mianowicie Europejskiej Partii Ludowej (EPP). EPP dyktuje warunki, jest najliczniej reprezentowana w Komisji Europejskiej i biorąc pod uwagę instrumenty, jakimi dysponuje Unia Europejska, można by to wykorzystać dla Polski. Ale niestety wkład europosłów opozycji dla Polski jest żaden. Natomiast jeśli przychodzi do debaty, stają się nadaktywni i kiedy zabierają głos, to opowiadają niestworzone rzeczy, głupoty, co znajduje posłuch wśród przeciwników Polski. Najsmutniejsze jest to, że mimo iż widać jak na dłoni, w jaki sposób są traktowani, wykorzystywani i – moim zdaniem – też ośmieszani, to jednak nic sobie z tego nie robią. Trudno się jednak dziwić, skoro jest to grupa nastawiona na destrukcję Polski. To jest bardzo przykre.       

Bruksela rzeczywiście uwierzyła w przekaz aktywisty Barta Staszewskiego, który zamieszczał tablice z kłamliwymi informacjami o polskich gminach czy miastach jako „strefach wolnych od LGBT” czy może jest to wygodny pretekst, żeby uderzać w Polskę?

– Poza Parlamentem Europejskim w zasadzie nikt nie interesuje się tym negatywnym przekazem, który ma godzić w Polskę. Przeciwnie, jest wiele pozytywnych informacji na temat Polski. Na przykład Eurostat – Europejski Urząd Statystyczny – pokazuje, że Polska ma bardzo dobre wyniki finansowe, w Polsce poziom bezrobocia jest jednym z najniższych w Unii Europejskiej. Również prognozy co do wychodzenia z kryzysu przez nasz kraj też są pozytywne, co więcej – rząd ma w swoich działaniach poparcie społeczne. Natomiast to, co zrobił Bart Staszewski – dezinformując Unię Europejską, co zresztą zostało wykorzystane do ataków na nasz kraj – w ogóle nie jest sprawdzane. Wystarczy jedynie, że europosłowie Lewicy czy liberałowie coś podsuną liderom poszczególnych grup w Parlamencie Europejskim i natychmiast jest to wykorzystywane przeciwko Polsce, a inicjatorzy tych kłamliwych tez są przez chwilę na topie. Dziwię się tym, którzy uczestniczą w tych atakach i – jak poseł Adamowicz – z trybuny parlamentarnej porównują liderów prawicy do Putina czy nawet Lenina.

Czy takie porównania znajdują posłuch?   

– Owszem, ale głównie wśród polityków europejskiej Lewicy oraz w mediach. Tak naprawdę nikt w Parlamencie Europejskim nie czyta powstających tam ideologicznych rezolucji. Nikt też specjalnie się nad ich treścią nie zastanawia – może oprócz liderów, którzy przygotowują  teksty tych dokumentów. Później taka rezolucja jest głosowana, ale bez głębszej analizy. W efekcie takie państwa, jak Polska, Węgry, obrywają. Ostatnio też Słowenia – za rzekomą nietolerancję przedstawicieli mediów i brak wolności mediów. Są to jednak tematy zastępcze, wyssane z palca, dlatego że realne problemy są zupełnie gdzie indziej. Dzisiaj przebywając w Brukseli, słyszę o trzeciej fali pandemii COVID-19, tymczasem mamy blamaż Komisji Europejskiej związany z zamówieniami szczepionek. Widzimy też, że nie wiadomo, czy Niemcy, Holendrzy, Szwedzi, Duńczycy czy Austriacy zatwierdzą w swoich krajach unijny Plan Odbudowy, bo ich zdaniem głównymi beneficjentami będą Hiszpania, Grecja, Włochy, po części też Polska. Zatem w Unii są inne problemy, którymi należy się zajmować. Tymczasem zamiast pracować nad mądrymi rozwiązaniami jeden dzień w Parlamencie Europejskim straciliśmy na jałową debatę, która jest komiczna, śmieszna, oparta na fake newsach.

Temat jest jednak wygodny dla lewicowych i liberalnych liderów Unii Europejskiej…        

– To prawda, ale na przykład niemieccy europosłowie z Grupy Tożsamość i Demokracja bronią Polski, również francuscy europarlamentarzyści mówią, aby dać Polsce spokój. Zatem rzetelnie myślący posłowie mówią wprost, że to, z czym mamy do czynienia, to jest nagonka na Polskę, tyle że jest to głos opozycji w europarlamencie, która nie jest cytowana w mediach. Szkoda, bo podczas tej debaty w PE było też kilkanaście rozsądnych głosów wypowiedzianych m.in. przez polityków francuskich, niemieckich, węgierskich, ale ich głosy nie pojawiły się, zostały przemilczane w mediach głównego nurtu. Szkoda, bo przebiły się głosy i komiczne, dziwaczne zachowania. Europarlament robi się tęczowy. Właściwie wszystko można tam przegłosować nawet wbrew logice. Sytuacja wygląda tak, że gdyby z ośrodków decyzyjnych padło hasło, że trzeba np. przemalować słonie, to też zostałoby to przegłosowane. Nikt bowiem nie czyta tego typu ideologicznych rezolucji, które są nagłaśniane przez lewicowe, liberalne media. To powoduje, że krzyk mniejszości się przebija i wybrzmiewa. W ten sposób urabia się nieświadomą opinię publiczną.

Polska znów staje się przedmiotem ataków, ale to przecież nie w Polsce osoby homoseksualne są prześladowane czy atakowane?

– Dokładnie. Dane za 2019 rok pokazują, że w Holandii były 574 takie przypadki, w Niemczech 248, w Belgii 163. Natomiast na Litwie 2, a w odsądzanej od czci i wiary Polsce zaledwie 16. Jest jednak jeszcze jeden ważny kontekst tej sprawy, o którym się głośno nie mówi – mianowicie, że we Francji, Niemczech, Holandii czy Belgii, gdzie takich incydentów walki z homoseksualizmem jest najwięcej, autorami czy sprawcami tych ataków są muzułmanie, których te kraje sobie same sprowadziły. I ci muzułmanie, co wynika z ich religii, nie tolerują homoseksualizmu. Jest ich tak dużo na zachodzie Europy, a zatem są tak groźni, że niemiecka prasa po prostu boi się opisać ich działania, dlatego odwraca się kota ogonem i woli mówić, że to w Polsce, gdzie – przypomnę – było 16 przypadków nietolerancji wobec homoseksualistów, jest najgorzej. Co ciekawe, część ludzi daje się ogłupić tej retoryce i wierzy, że to prawda. Ileż jednak trzeba mieć złej woli, żeby się dać wciągnąć w te kłamstwa… Przenosząc akcenty w stronę ideologii, zapomina się, że sukces każdej społeczności, każdemu narodowi gwarantuje silna rodzina. Ale środowiska lewicowe, które zarabiają na chaosie, zarabiają na młodzieży, która dość łatwo ulega wpływom i daje się omamić, że celem życia jest przyjemność, hedonizm i właśnie tym młodym serwuje się narkotyki, proste rozwiązania, korzystanie z uciech bez konsekwencji, aborcję w każdej sytuacji. To przerażające, ale prawdziwe.

Filozofia proponowana przez środowiska lewicowe jest bez sensu, bez wizji, bez przyszłości…

– Co z tego, kiedy jest akceptowana, aprobowana. Dlatego w szczególny sposób powinniśmy się troszczyć o tradycyjną rodzinę, o właściwe wychowanie młodego człowieka, żeby byli odporni na ataki różnych lewackich nurtów, żeby się nie dali omamić obietnicom łatwego życia i nie słuchali zmanierowanej – w wielu aspektach Unii Europejskiej, bo Unia nie da im pracy, ale przeciwnie – Unia zlikwiduje nam kopalnie, gazownie, cementownie czy huty. Nam pozostaną tylko zielone trawniki i obietnice, że pracę młodzi znajdą u Niemca, że na zachodzie kupimy energię, samochody, żywność, a my Polacy – jako ta biedniejsza część Europy będziemy pariasami, ludźmi do wynajęcia – jak mówił europoseł Platformy Janusz Lewandowski.

Trzaskowski idzie dalej i mówi, po co nam Centralny Port Komunikacyjny, skoro będzie port lotniczy w Berlinie…

– To jest właśnie ten rodzaj myślenia, że Polskę należy zwijać. Takie podejście na luzie ma czynić nasze życie tylko z pozoru łatwe, miłe i przyjemne, i na krótki czas. Później pojawiają się problemy, przychodzą trudności, porażki życiowe młodych ludzi, wzrasta liczba samobójstw, rośnie liczba ludzi niezadowolonych z życia. Rodzice przestają być autorytetami, tradycyjna rodzina przeżywa kryzysy, nie ma się kto opiekować starszymi, schorowanymi ludźmi, ale jest to konsekwencja wypaczenia systemu wartości. Co ciekawe, Unia ma pieniądze na różne ideologiczne, lewackie projekty, ale żeby wesprzeć domy pomocy społecznej czy uczciwy proces wychowania, żeby pokazywać młodym ludziom perspektywy poprzez szkołę, wysiłek, naukę, to na to pieniędzy nie ma.

Jak przyhamować zapędy lewicowych euro-decydentów, zanim rozmontują nasz świat tradycyjnych wartości?

– Wydaje się, że ta mocno propagowana filozofia bezsensu skrzeczy także w tych środowiskach. Oni chyba sami już wiedzą, że na przykład we Francji czy w Niemczech sami pozbawili się własnej siły roboczej, pozbawili się następnych pokoleń. I tak w Niemczech nie ma kto dziedziczyć firm, bo rodzice nie mieli dzieci. W związku z tym firmy idą na sprzedaż i często kupują je nie Niemcy, ale ludzie innych kultur, którzy się tam osiedlili. Zatem tak jak każda rewolucja pożera swoje dzieci, tak samo jest z filozofią bezsensu. Żeby ten zły sen spełnił się w szerszym wymiarze, potrzeba jeszcze trochę czasu, ale zgubny kierunek został już obrany. Dlatego my, Polacy, powinniśmy się zreflektować, wziąć się mocno za ręce i stanowczo przeciwstawić się próbom degeneracyjnym poprzez dobry system wychowawczy, wzmocnienie roli i autorytetu rodziców oraz ich wpływ na program nauczania. Ale także – i tu jest rola państwa – przez wsparcie naszych przedsiębiorców i ochronę rodzimego rynku gospodarczego, przez inwestycje w polskie firmy i pomoc naszym przedsiębiorcom różnego szczebla. Ważna jest także nasza niezależność energetyczna, dobry system ochrony zdrowia, bo jak pokazuje kwestia zakupu szczepionek Unia Europejska nie jest odpowiedzialnym partnerem, skoro w tak ważnej kwestii, jak życie i zdrowie ludzi, nie stanęła na wysokości zadania. Zatem musimy sami dbać o pryncypia i nasze wartości. Jeśli od tego odstąpimy, to staniemy się – także my w Polsce – przerobioną masą, narodem bez tożsamości, bez kultury i bez przyszłości.

Czy polski rząd, bo to także jego rola, staje w tej materii na wysokości zadania?

– Polski rząd dobrze robi, że twardo negocjuje z Unią Europejską, że nie daje się wymanewrować. Na przykład wczoraj mieliśmy werdykt Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który potwierdza, że można opodatkować sieci zagraniczne handlowe, które nie płacą w Polsce podatków. I to się udało, czyli można walczyć o swoje skutecznie, ale trzeba to robić tu, w Brukseli. Nie można tylko i wyłącznie stać z daleka krzycząc, że jest źle, że Unia się nam nie podoba. Ten wczorajszy werdykt pokazuje też, że zarówno Polacy, jak i Węgrzy potrafili się przeciwstawić dyktatowi Komisji Europejskiej, która stała na stanowisku, że nasz podatek od hipermarketów jest niedobry oraz że podatek od reklam na Węgrzech też jest niedobry. Trzeba być na miejscu w Brukseli, trzymać rękę na pulsie, prezentować jasno i stanowczo swoje stanowisko, spierać się na argumenty. Trzeba też pokazywać, skąd bierze się sukces młodych, trzeba pokazywać perspektywę ludziom młodym, bo na Zachodzie młodzi nie są szczęśliwi, może na krótką chwilę, tak im się tylko wydaje. Narkotyki, brak celu, brak wykształcenia powoduje, że później pojawiają się problemy z pracą, nie mają zatem szans na sukces. U nas, w Polsce, podejmujemy działania, aby pomagać młodym w lepszym starcie, ale musimy to robić jeszcze skuteczniej.

I tu potrzebna jest pomoc Kościoła, który jest autorytetem i ma wielkie możliwości…

– Dokładnie tak. Dlatego słusznie ostatnio orzekł Watykan, by mówić stanowcze NIE! dla błogosławieństwa związków homoseksualnych. I koniec kropka. Twarde stanowisko oraz jasne określanie pozycji człowieka we wszechświecie, który jest po Bogu najważniejszy, a nie klimat ze wszystkimi modami, którymi w imię określonych korzyści producentów urządzeń do ferm wiatrowych próbuje się uzależnić poszczególne kraje. Na Zachodzie jest nadmiar energii i trzeba znaleźć odbiorców, ale dlaczego mamy temu ulegać. My musimy dbać o swoje interesy i prezentować twarde stanowisko, a przy tym być wytrwali i cierpliwi, bo przeciwnik – opozycja sponsorowana przez środowiska propagujące chaos i mętną wodę – jest groźna. Trzeba być też czujnym, ponieważ w mętnej wodzie łatwo się pogubić, a ci, którzy są sprawcami tego fermentu i wiedzą, jak się zachować w tym gąszczu problemów, czerpią z tego zyski. Przypomnę tylko, co zrobiła kanclerz Angela Merkel w ostatnich dniach niemieckiej prezydencji w Unii Europejskiej, kiedy podpisała umowę gospodarczą z Chinami, żeby upłynnić np. niemieckie samochody. Tak to wygląda, że w Unii każdy myśli tylko o sobie, tylko Platforma, Lewica i niestety też PSL mówią, że Unia da nam wszystko, że musimy być pokorni, bo bez Unii nie ma życia. To nieprawda, Unia Europejska jest nam, owszem, potrzebna, ale my też jesteśmy potrzebni Unii. Zatem partnerstwo jak najbardziej tak, ale poddaństwo w żadnym wypadku. Rację miał św. Jan Paweł II, mówiąc o dwóch płucach Europy – wschodnim i zachodnim, które są oba potrzebne. Do tego bardzo konsekwentna praca z młodymi ludźmi, bo to jest przyszłość. A także jasna prezentacja swojego stanowiska w mediach, aby z prawdziwym, a nie zafałszowanym przekazem docierać do ludzi. Stąd też mądra decyzja o odkupieniu mediów, by w Polsce głos miały polskie media, żeby dominował polski przekaz, a nie przekaz zagranicznych mediów, co nie ma nic wspólnego z polskim interesem narodowym i polską racją stanu.

   Dziękuję za rozmowę. 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl