logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Ofiary katastrofy smoleńskiej upominają się o prawdę

Sobota, 20 marca 2021 (15:58)

Aktualizacja: 21 marca 2021 (13:34)

Z senator Alicją Zając z Prawa i Sprawiedliwości, wdową po senatorze Stanisławie Zającu, który zginął w katastrofie rządowego Tu-154M pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 roku, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Opublikowane przez Telewizję Polską nagrania z tajnej narady u ówczesnego premiera Donalda Tuska z 23 kwietnia 2010 roku pokazują, że płk Edmund Klich nie czuł wsparcia od rządu. Co więcej, w ogóle miał wątpliwości, czy państwo staje na wysokości zadania. Jak Pani odebrała tę rozmowę? 

– Myślę, że po raz pierwszy postać Edmunda Klicha, polskiego akredytowanego przy Rosyjskim Międzypaństwowym Komitecie Lotniczym (MAK), objawiła się publicznie jako Polaka, który jednak był zainteresowany wyjaśnieniem przyczyn i okoliczności katastrofy. Jednak nie był do tego odpowiednim ekspertem, bo był specjalistą od katastrof cywilnych. A jak wiadomo, Tu-154M był samolotem wojskowym, należał do 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, załoga była złożona z wojskowych i sam lot do Smoleńska był lotem o charakterze wojskowym – o czym wszyscy doskonale wiemy, a co próbowano przedstawiać inaczej. Sądzę, że sam Edmund Klich był zaskoczony, dlaczego rząd w ten sposób postępuje, i to niecałe dwa tygodnie po katastrofie. Jako rodziny nie mieliśmy wówczas tej świadomości. Co więcej, uważaliśmy, że skoro zaproszono nas do Moskwy, to stronom zależało na szybkiej i rzetelnej identyfikacji naszych bliskich zmarłych. Zresztą zapewniano nas, że zwłoki zostały przebadane, że w celu identyfikacji został pobrany materiał genetyczny. Jednak okazuje się, że nie dość, że ciała naszych najbliższych nie zostały przebadane, to zostały pomylone. Co więcej, zbezczeszczone. Musieliśmy przeżywać pogrzeby naszych bliskich po raz drugi – po ekshumacjach, zadbać o ich godność, czego nie zrobił rząd Donalda Tuska.

Te zaniedbania wyglądają na celowe?

– Zaniedbania, to mało powiedziane. Mnie się wydaje, że były to działania celowe z premedytacją. Natomiast to, jak wobec Rosji zaprezentował się ówczesny polski rząd – ze swoją niekompetencją, z niechęcią podejmowania trudnych decyzji i w ogóle z oporem czy wręcz strachem wobec Moskwy – to jest upokarzające. Tak naprawdę zastanawiam się, kto podejmował te nieodpowiedzialne decyzje. Nie sądzę bowiem, żeby Donald Tusk był na tyle silną osobowością, aby samodzielnie działać. Wydaje mi się, że musiał mieć jakichś doradców, i może historia kiedyś odkryje te karty i dowiemy się, kto to był.    

Doradcy to jedno, ale ostatecznie tak poważne decyzje podejmuje i odpowiada za nie premier… 

– Dokładnie tak. Dziwi mnie natomiast to, że ani Edmund Klich, ani Bogdan Klich, który wówczas był ministrem obrony narodowej i odpowiadał za Siły Zbrojne Rzeczypospolitej, nie wysłali do Smoleńska ekspertów wojskowych od badania katastrof lotniczych. Chodziło o to, żeby pokazać Rosjanom, że jesteśmy aktywni, że nie damy się zbyć byle czym i chcemy uczestniczyć w zabezpieczeniu zwłok ofiar oraz w śledztwie jako pełnoprawny podmiot, a nie petent. Tu chodziło o pokazanie siły państwa polskiego, które w tym momencie, za rządów Tuska abdykowało. Ówczesna postawa rządu Donalda Tuska, która się ujawnia w kolejnych latach od katastrofy, świadczy o jego postawie poddańczej wobec Moskwy i Putina, czego ja nie potrafię zrozumieć. Dla nas – rodzin – jest to bardzo przykre.

Jak wówczas bezpośrednio po katastrofie i później rząd i sam premier Tusk podchodził do rodzin smoleńskich? 

– Byliśmy traktowani jako zło konieczne. Przypominam sobie spotkanie rodzin w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, kiedy przybyliśmy tam na zaproszenie Donalda Tuska. Były dwa takie spotkania, ale ja uczestniczyłam tylko w pierwszym, bo po sposobie, w jaki nas potraktowano, po tym, jak Tusk odpowiadał na nasze pytania, po zachowaniu całego tego gremium, które towarzyszyło premierowi, które nawet nie zostało nam przedstawione, stwierdziłam, że więcej się tam nie pojawię, żeby nie dawać satysfakcji tej całej ekipie. Proszę sobie wyobrazić, że Donald Tusk nie odpowiadał na nasze pytania, a było tam co najmniej kilkadziesiąt osób, krewnych ofiar. Tusk mówił to, co chciał, chwalił Rosjan za profesjonalne podejście i czynił to z właściwą sobie butą.

Podobne wrażenie można odnieść z nagrania rozmowy Donalda Tuska z Edmundem Klichem, gdzie szef rządu martwi się, że Rosjanie mogą być oskarżeni przez Polaków o spowodowanie katastrofy, ale nie interesuje go obiektywne wyjaśnienie jej przyczyn.

– Wtedy, przeżywając ból po stracie najbliższych, skupialiśmy się na żałobie. Przerażeni tym, co się wydarzyło, przybici tragedią, byliśmy pewni, że państwo polskie zadba w sposób rzetelny o wyjaśnienie przyczyn i okoliczności katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku. Zatem nie analizowaliśmy tego, co rząd powinien wtedy zrobić i czy robi to właściwie oraz odpowiedzialnie, bo wydawało nam się, że każdy polski rząd, którego obywatele zginęli, podejdzie do sprawy z powagą i najwyższą starannością. Dziś, znając coraz więcej szczegółów, w głowie mi się nie mieści, że można było postąpić tak, jak uczynił to rząd Donalda Tuska. Oczywiście, analizuję wszystkie sytuacje na przestrzeni lat, bo na bieżąco i bezpośrednio w tym uczestniczę – byłam przecież przesłuchiwana w prokuraturze, uczestniczyłam przy ekshumacji mojego męża, byłam również w Prokuraturze Krajowej, otrzymuję dokumenty o powołaniu nowych biegłych itd. – ale do głowy by mi nie przyszło, że można się zachować tak nieodpowiedzialnie. Jako rodzina mogę powiedzieć, że przez cały ten czas strona rosyjska nie wykonała żadnego ruchu, nie odpowiedziała na monity, aby pomóc polskiej stronie w wyjaśnieniu katastrofy Tu-154M. Dlaczego…?     

Z rozmowy Tusk – Klich wynika, że ówczesnego premiera nie interesowały szczegóły sprawy, ale przekaz i to, dlaczego Klich udzielał krytycznych wywiadów w mediach… 

– Moim zdaniem Donald Tusk zawsze dbał przede wszystkim o PR. Tymczasem wiele istotnych spraw nie jest wyjaśnionych, jak chociażby, dlaczego w kwietniu 2010 roku w Katyniu rozdzielono dwie wizyty – prezydenta i premiera, czego dotyczyła rozmowa Tuska i Putina na sopockim molo we wrześniu 2009 roku. I kiedy teraz ujawniane są taśmy z tajnej rozmowy Tuska i Klicha, kiedy słyszę ich treść, to choć jestem człowiekiem przyjaźnie usposobionym, ciężko mi na to patrzeć ze spokojem.

Czy po tych rozmowach spodziewa się Pani nie tylko politycznych konsekwencji wobec osób odpowiedzialnych? 

– Myślę, że gdyby zakończono śledztwo i można byłoby faktycznie próbować wyjaśnić sprawę tak jak strona polska to dzisiaj prowadzi, gdyby było wsparcie i współpraca ze strony Rosji, to uważam, że byłaby szansa ujrzeć wszystko w pełnym świetle. Tyle że za rządów Tuska, którego dzisiaj zaciekle bronią jego polityczni żołnierze, śledztwo było spychane na margines, a Rosjanie robili z nami dosłownie, co chcieli. Co ciekawe, odbywało się to przy udziale ówczesnych władz. Proszę sobie przypomnieć, co mówiła z rozrzewnieniem wręcz, podczas spotkania w Moskwie, a także z sejmowej mównicy ówczesna minister zdrowia Ewa Kopacz. Słyszeliśmy o przekopywanej ziemi na miejscu katastrofy do metra w głąb i o profesjonalnym podejściu, z szacunkiem rosyjskich śledczych i służb medycznych do ciał ofiar w prosektorium. To wszystko okazało się nieprawdą, co pokazały późniejsze ekshumacje. Jeśli ktoś wiele razy posługuje się nieprawdą, w dodatku w tak ważnej sprawie, to staje się niewiarygodny. 

Dlaczego tak szybko chciano pochować naszych zmarłych? Dlaczego nie pozwolono nam zaglądać do trumien? Dlatego, że – jak się później okazało – nasi bliscy byli skrępowani sznurami i włożeni do trumien w czarnych workach, a niektóre ciała zostały pomylone. Dzisiaj na wiele pytań możemy już sobie odpowiedzieć, natomiast pewnie nigdy nie uda się nam uzyskać odpowiedzi, dlaczego tacy politycy, jak Ewa Kopacz, Tomasz Arabski, Sławomir Nowak i oczywiście Donald Tusk, a także Paweł Graś, dlaczego ci ludzie nie ponieśli żadnej odpowiedzialności. Pytań bez odpowiedzi jest zatem wiele.

Od kilku lat PiS sprawuje władzę, ma instrumenty. Czy na przestrzeni tego czasu sprawa wyjaśnienia katastrofy została posunięta do przodu? 

– Robimy wszystko, co tylko możliwe, żeby wyjaśnić sprawę. Trudno jednak nadrobić zaniedbania, które zostały poczynione w pierwszych dniach, tygodniach i miesiącach po katastrofie. Mam m.in. na myśli wybór Konwencji chicagowskiej i załącznika 13 do zbadania katastrofy. Podkomisja smoleńska pod nadzorem Antoniego Macierewicza robi wszystko, żeby pokazać przynajmniej pewne elementy tego tragicznego zdarzenia z 10 kwietnia 2010 roku. Jej konkluzje będą opierać się na badaniach, ekspertyzach laboratoriów międzynarodowych. Natomiast to, kto powinien ponieść odpowiedzialność za to, co się wydarzyło blisko 11 lat temu w Smoleńsku, na takie pytanie każdy zdroworozsądkowo myślący powinien sobie sam odpowiedzieć. 

Gdyby sprawa była rzetelnie wyjaśniana od początku, gdyby nie było prób zamiatania pod dywan, zakłamywania prawdy, to z czasem – jak w każdej żałobie – przeżywalibyśmy ból i wspominali naszych bliskich zmarłych, ale nam zafundowano niekończącą się trwogę, skazano nas na ciągłą szarpaninę, na dalsze wysłuchiwanie nieprawdy. Nie wiem, jak można dzisiaj stanąć przed kamerą i patrząc Polakom w oczy – wobec tych faktów, które wychodzą na jaw – z premedytacją bronić decyzji podejmowanych wówczas przez rządy premierów Tuska i Kopacz.

Spodziewa się Pani, że faktów, których jeszcze nie znamy, może być więcej? 

– Jestem o tym przekonana. Nie jestem zwolennikiem nagrywania rozmów, ale tu widać, że takie nagrania były potrzebne. Zresztą, jak słyszymy, to Donald Tusk informował Edmunda Klicha, że rozmowa będzie rejestrowana. Tyle że później próbowali te taśmy zniszczyć, ale prawda nie daje się zamieść pod dywan. Zawsze stałam na stanowisku, że zmarli w Smoleńsku upomną się o prawdę, i upominają się o prawdę, bo zbyt wielka była to tragedia dla Polski i dla nas osobista, żeby wszystko mogło pójść w niepamięć. Ludzie pamiętają o katastrofie, o ofiarach. Rocznice tragedii smoleńskiej gromadzą wiele osób, które uczestniczą w nabożeństwach i nawiedzają groby naszych bliskich zmarłych. Ta pamięć nie ogranicza się tylko do 10 kwietnia każdego roku, ale trwa cały czas. W czasie świąt, 1 listopada, kiedy wspominamy naszych zmarłych na grobach, pojawia się wiele zniczy, to dla nas bardzo cenne, bo pamięć ta zewnętrzna i ta modlitewna jest zawsze ważna. Polacy chcą poznać prawdę. Ufam, że w końcu doczekamy się pełnej prawdy o tym, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem.

      Dziękuję za rozmowę.

     

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl