Z nagrania rozmowy Donalda Tuska i Edmunda Klicha ujawnionego przez Telewizję Polską wynika, że ówczesny premier obawiał się, że Polacy mogą winą za katastrofę obarczyć Rosjan oraz zabiegał o dobry PR. Na próżno szukać tam troski o wyjaśnianie okoliczności katastrofy smoleńskiej.
– To tylko potwierdza, że wszystkie zapewnienia, jakie słyszeliśmy ze strony ówczesnych władz, że zabiegają, aby wyjaśnić okoliczności katastrofy smoleńskiej, to było kłamstwo. Te ujawnione taśmy, które dotyczą spotkania w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów – zresztą w reakcji na wywiad jakiego płk Edmund Klich, przewodniczący Komisji Badania Wypadków Lotniczych, udzielił jednej ze stacji telewizyjnych, gdzie krytycznie odniósł się do działań czy też zaniechań rządu, są de facto obciążeniem ówczesnych władz. Nawet sam kontekst tego spotkania – reakcja i wezwane na dywanik przez premiera świadczy o intencjach i działaniach premiera Donalda Tuska. Trzeba powiedzieć, że pierwsze dni, tygodnie po katastrofie były kluczowe, decydujące w zakresie wyjaśnienia pewnych rzeczy przez polskich specjalistów z różnych dziedzin, ekspertów od katastrof lotniczych, ale nie tylko, którzy przy wsparciu rządu mogliby pewne kwestie sformułować czy postawić zasadne pytania. Jednak okazuje się, że Donald Tusk nie życzył sobie niewygodnych pytań, ponieważ miał już postawioną tezę.
Jednak Edmund Klich nie pierwszy raz starał się – w tamtym czasie – zwrócić uwagę polskim władzom na potrzebę większej aktywności w działaniach po katastrofie smoleńskiej…
– Oczywiście. Teraz poznaliśmy taśmy dotyczące spotkania Edmunda Klicha z premierem Tuskiem, ale przypomnę, że dzień wcześniej – 22 kwietnia 2010 roku także doszło do tajnego spotkania Edmunda Klicha z ówczesnym szefem MON Bogdanem Klichem (stenogram z tego spotkania opublikowała „Gazeta Polska”), gdzie polski akredytowany przy rosyjskiej wojskowo-cywilnej komisji MAK płk Klich dzielił się swoimi przemyśleniami m.in., że to on poprosił o spotkanie, bo chciał zwrócić uwagę na konieczność pewnych działań ze strony Polski, których nie było. Wcześniej, bodajże 15 kwietnia 2010 roku, Edmund Klich złożył meldunek o odpowiedzialności strony rosyjskiej za katastrofę smoleńską z powodu niezamknięcia lotniska Siewiernyj, mimo fatalnej pogody i braku widoczności. Za sformułowanie tego typu tezy 22 kwietnia został zaatakowany przez ministra Bogdana Klicha.
A dzień później przez Donalda Tuska.
– Szef MON bronił strony rosyjskiej – można powiedzieć, że Bogdan Klich, a później również – jak pan zauważył – Donald Tusk chcieli jakby przerzucić odpowiedzialność za katastrofę na stronę polską, na przykład na pilotów tupolewa itd., są to rzeczy znane. Chcę też zwrócić uwagę, że spotkanie 22 kwietnia szefa MON i płk. Klicha, które jest integralnie związane ze spotkaniem dzień później z Donaldem Tuskiem, zostało nagrane przez Edmunda Klicha. Jak twierdził, miał do tego prawo. Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła postępowanie, które w końcu zostało jednak umorzone. Ważne jest też spotkanie dzień później z Tuskiem – teraz ujawnione w szczegółach, gdzie widać wyraźnie, jaką postawę prezentował szef ówczesnego rządu. Wezwanie Edmunda Klicha było reakcją na jego wypowiedź w stacji komercyjnej (TVN), gdzie krytycznie ocenił postawę Donalda Tuska wobec śledztwa po katastrofie smoleńskiej. Dla Tuska, który dbał o pijar, żeby jak najlepiej wypadać w mediach, był to cios.
Pułkownik Klich skarży się, że w Moskwie był sam, bez żadnego wsparcia. Czy to przypadek, że eksperta od cywilnych katastrof lotniczych wrzucono na głęboką wodę – samego – do zbadania katastrofy wojskowego TU-154M. Jak to możliwe, że ówczesny rząd nie wsparł swojego przedstawiciela, który nie miał tłumacza, nie miał samochodu, a do Polski wrócił za swoje pieniądze.
– Zastanawiające jest to, że polski przedstawiciel do zbadania katastrofy, w której zginął prezydent RP i najważniejsze osoby w państwie, został pozostawiony bez żadnego wsparcia polskich władz, bez stosownego zaplecza eksperckiego i – jak słyszymy – także bez pieniędzy. Już ten sam fakt jest szokujący i obciążający ekipę Tuska, ale wygląda na to, że w tym szaleństwie była metoda. Zapewne chodziło o to, żeby nie wskazać na rzeczywiste przyczyny tego, co się wydarzyło 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem, czyli nawet nie usiłować zbadać przyczyn katastrofy, nie przesądzając, czy ta katastrofa nastąpiła w wyniku zaniedbań ze strony rosyjskiej – niezamknięcia lotniska, czy też była działaniem mającym na celu doprowadzenie do fizycznej likwidacji poprzez eksplozję, wybuch. Najważniejsze w tej chwili dla Polski, dla opinii publicznej jest to, żeby w sposób bardzo czytelny i jasny opisać działania polskiego rządu – mam na myśli właśnie te zaniechania. I tutaj, mówiąc o zaniechaniach po katastrofie czy to w śledztwie, o braku wsparcia na przykład dla polskich prokuratorów oraz braku innych działań, których nie podjęto, nie sposób nie przywołać rozmowy, jaka miała miejsce między Tuskiem i Putinem we wrześniu 2009 roku na sopockim molo. Tak naprawdę nie wiemy, czego ta rozmowa dotyczyła. Nie twierdzę, że ta rozmowa dotyczyła tragedii, która się wydarzyła 10 kwietnia 2010 roku, ale w takiej sytuacji nie można wykluczyć, że mogły tam zapaść, a przynajmniej być dyskutowane jakieś kierunkowe ustalenia dotyczące relacji polsko-rosyjskich. Być może te ustalenia także ciążyły nad zaniechaniami ze strony Donalda Tuska już po katastrofie. Wiele jest tutaj ciągle niewiadomych…
Zastanawiające jest też, że w trakcie rozmowy Donalda Tuska i Edmunda Klicha – 23 kwietnia 2010 roku, premier nie interesuje się wyjaśnieniem katastrofy, lecz niepokoi go to, że opinia publiczna w Polsce może oskarżać Rosjan o spowodowanie tragedii.
– To pokazuje, w jakim kierunku idzie myślenie Donalda Tuska. Premier niepokoi się też, że wypowiedź Edmunda Klicha dla TVN-u niewątpliwie utrudni obalanie teorii spiskowych. I na tym koncentruje się uwaga Donalda Tuska, na tym, że – według niego – są jakieś teorie spiskowe. W domyśle taką teorią spiskową jest to, że za katastrofą stoi strona rosyjska, a być może są też jakieś powiązania – przynajmniej poprzez zaniechania – ze strony polskiej. To ma być tą teorią spiskową i na tym się koncentruje uwaga Donalda Tuska. Proszę zwrócić uwagę, że nie na analizie – jeszcze wówczas bogatych informacji, które przekazywali w kwestii katastrofy polscy eksperci. Niestety, te przekazy, uwagi, analizy były odrzucane. W trakcie rozmowy z Donaldem Tuskiem widać, że Edmund Klich jest tym wszystkim zaniepokojony. Jego celem – mam na myśli także rozmowę z ministrem Klichem, a także raport z 15 kwietnia skierowany do szefa MON jest przede wszystkim – jak zauważa sam autor – zwrócenie uwagi na daleko idące zaniechania ze strony rosyjskiej i podjęcie odpowiednich działań. Edmund Klich, moim zdaniem, bardzo słusznie zwrócił uwagę, że strona rosyjska formułuje raport, a Polska ma 60 dni na odpowiedź. Jest to bardzo istotne. Taśmy, jakie teraz ujrzały światło dzienne, potwierdzają zaniechania ze strony ówczesnych polskich władz państwowych i podejście ekipy Donalda Tuska do katastrofy smoleńskiej.
Zastanawiające, gdzie dzisiaj jest Donald Tusk, który tak ochoczo na Twitterze komentuje polskie sprawy, krytykuje działania obecnego rządu, ale po ujawnieniu „taśm Klicha” dziwnie zamilkł?
– Na ogół w sposób cyniczny Donald Tusk reaguje na różne zarzuty czy wątpliwości – zresztą słuszne – związane przede wszystkim z katastrofą smoleńską. Jest to pewna taktyka, pewna linia, wariant obrony – poprzez właśnie lekceważenie czy wyśmiewanie rzekomo spiskowych teorii. Teraz, kiedy mamy pewien konkret – jeśli chodzi o taśmy – dla obserwatorów, wielu Polaków nie jest to oczywiście żadne zaskoczenie, ale mamy czarno na białym zapis rozmowy, słów, jakie wypowiadał ówczesny premier. W świetle tych faktów nie może przecież ironizować, że taśmy te zostały sfałszowane, nie może też zaprzeczyć słowom, które sam wypowiadał. Nic zatem dziwnego, że póki co milczy. Być może taką przyjął taktykę, że lepsze będzie milczenie i niewykluczone, że obmyśla jakąś odpowiedź. Trudno mu będzie jednak się wytłumaczyć, bo fakty są takie, że jako premier rządu nie podjął żadnych działań, które zmierzałyby do wyjaśnienia przyczyn i okoliczności katastrofy. Sprawa jest tutaj zero-jedynkowa.
Czy Pana zdaniem za rażące zaniedbania w sprawie podejścia do katastrofy smoleńskiej i wyjaśniania jej przyczyn Donald Tusk powinien stanąć przed Trybunałem Stanu?
– Chyba nie ulega żadnej wątpliwości, że tak. To jest procedura, która w odniesieniu do Donalda Tuska powinna zostać wypełniona, natomiast jest pytanie – czy tylko przed Trybunałem Stanu. Nie jestem ekspertem, więc nie chciałbym się wypowiadać, ale myślę, że sprawa jest tutaj oczywista. Będzie to też ważny test dla Rzeczypospolitej, test na wiarygodność państwa polskiego, jest to bowiem sprawa autorytetu Polski i Polaków. Nie jest to absolutnie jakakolwiek zemsta polityczna, ale jest to potrzebne jako pewna lekcja edukacji dla Polaków. Jeśli zatem chodzi o taśmy z 23 kwietnia 2010 roku, o których rozmawiamy, to w moim przekonaniu mają one też wymiar edukacyjny. Pokazują indolencję, brak działań, brak obrony polskiego interesu narodowego, państwowego ze strony ówczesnego premiera Donalda Tuska.
Tuskowi będzie zatem trudno uciec od oczywistych faktów, próbować wywinąć się z odpowiedzialności.
– Wcześniej Donald Tusk – jak to ma w zwyczaju – wił się niczym piskorz. Mówiło się o zaniechaniach jego czy różnych osób z jego otoczenia czy instytucji. Natomiast na tych taśmach wyraźnie widać, słychać konkretnie, że za ten stan rzeczy odpowiada nie tylko Donald Tusk, ale w pierwszej kolejności właśnie on – jako szef rządu. Takie oddanie sprawiedliwości Polakom, przede wszystkim rodzinom smoleńskim, ale także tym, którzy zginęli 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem, jest potrzebne, wręcz konieczne. Znaczenie tych taśm widzę przede wszystkim takie, że one będą pomocne w wyjaśnieniu zaniechań ze strony państwa polskiego w pierwszych, a także późniejszych dniach po katastrofie. Według mnie to sprawa najważniejsza, od której trzeba zacząć wyjaśniać przyczyny katastrofy rządowego TU-154M. Później w oparciu o ten fundament, na tej bazie można oczywiście dalej badać inne kwestie, inne aspekty związane z różnymi przesłankami dotyczącym właśnie katastrofy. O ile brak wraku tupolewa, brak umiędzynarodowienia śledztwa to wina rządu Platformy i PSL-u, to trzeba też powiedzieć, że choć Prawo i Sprawiedliwość rządzi już ponad pięć lat, to jednak wciąż nie mamy publikacji raportu podkomisji Antoniego Macierewicza. Nie mówię tego w formie zarzutu, ale stwierdzam pewien fakt. Wyjaśnienie przyczyn katastrofy jest na pewno bardzo mocno skomplikowane. Nie zmienia to jednak faktu, że warunkiem wyjaśnienia jest pokazanie w sposób przejrzysty, punkt po punkcie, tych wszystkich zaniechań ze strony rządu Donalda Tuska, a później Ewy Kopacz. Możemy się zastanowić, z czego te zaniedbania wynikały, jakie były ich przyczyny, co też zapewne ma swoje odniesienia. Tylko tak sprawę karygodnych zaniechań możemy wyjaśnić, bo materiał – choćby wspomniane taśmy – jest na tyle oczywisty, że państwo polskie, rząd muszą zareagować i powinny stanąć na wysokości zadania. Przed nami 11. rocznica tragedii smoleńskiej i czas najwyższy, żeby sprawy te wyjaśnić, a winnych ukarać. Jesteśmy to winni tym, którzy zginęli 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem.

