Liczył Pan na to, że marszałek Tomasz Grodzki wykaże się cywilną odwagą i zrzeknie się immunitetu, aby przed sądem dowieść swojej niewinności i bronić dobrego imienia?
– Absolutnie na to nie liczyłem. Przewidywałem, że taka będzie decyzja marszałka Grodzkiego. Mogę zatem powiedzieć, że nie jestem rozczarowany postawą marszałka Grodzkiego, jego poczuciem honoru, przyzwoitości, uczciwości czy odpowiedzialności. Chcę też podkreślić, że sprawa immunitetu nie powoduje, że prof. Tomasz Grodzki musiałby się zrzec funkcji trzeciej osoby w państwie czy też mandatu senatora RP. Pozbawienie immunitetu nie oznacza też kary, nie przesądza o winie, ale otwiera drogę do zbadania sprawy, rzetelnego postępowania i możliwość obrony. Zatem marszałek Grodzki mógłby stanąć z otwartą przyłbicą, patrząc prosto w oczy każdemu, i oczekiwać na wyjaśnienie tych spraw czy zarzutów, jakie są formułowane przeciw niemu.
Zarzuty są poważne…
– Owszem, zarzuty, jakie prokuratura zamierza postawić Tomaszowi Grodzkiemu, zarzuty korupcyjne, są zawsze sprawą poważną, tym bardziej kiedy dotyczą polityka, bądź co bądź wysokiego szczebla. Chcę zwrócić uwagę, że Prokuratura Regionalna w Szczecinie, formułując wniosek do Kancelarii Senatu o uchylenie immunitetu marszałkowi Grodzkiemu, nie ujęła w nim wszystkich zarzutów, bowiem część z nich – ponad połowa – uległa przedawnieniu. Zatem w tym wniosku są tylko te zarzuty, które nie uległy przedawnieniu.
Czy tak powinna się zachowywać trzecia osoba w państwie?
– Nie tylko marszałek Senatu, ale w ogóle żaden odpowiedzialny człowiek nie powinien się zachowywać w taki sposób, zasłaniając się immunitetem. Natomiast fakt, że sprawa dotyczy trzeciej osoby w państwie, co marszałek Tomasz Grodzki zwykł tak często podkreślać, mówiąc o piastowanym przez siebie urzędzie, to tylko dodatkowo uwypukla obraz dewaluacji zasad, wartości, także odpowiedzialności, czy brak zwykłej przyzwoitości wśród polityków totalnej opozycji.
Czyżby marszałek Grodzki nie wierzył w możliwość udowodnienia swojej niewinności i dlatego kategorycznie wyklucza zrzeczenie się immunitetu?
– Jestem co do tego przekonany. Proszę też zwrócić uwagę na sprytne – moim zdaniem – formułowanie odpowiedzi na temat zarzutów korupcyjnych, kiedy na pytania dziennikarzy o łapówki, kopertówki – jak zwał, tak zwał – nie mówi, że nie wziął, tylko stwierdza, że nigdy od nikogo nie żądał pieniędzy czy korzyści majątkowych za przeprowadzenie operacji i nie uzależniał przeprowadzenia jakiejkolwiek operacji od otrzymania takowych korzyści. Ta gra słów jest zastanawiająca i moim zdaniem nieprzypadkowa, bo marszałek Grodzki nie powiedział jasno, że nie wziął. Ale to już powinien rozstrzygnąć sąd.
Platforma, jak to ma w zwyczaju, a także sam marszałek Grodzki twierdzą, że formułowane zarzuty to atak polityczny…
– To nic nowego, bo w ten sposób ta formacja polityczna, która ma obywatelskość tylko w nazwie, zachowuje się za każdym razem, kiedy pojawiają są zarzuty wobec jej polityków. Przypomnę tylko, że tego typu stwierdzenia czy też próby tłumaczenia się pojawiały się, kiedy został zatrzymany Sławomir Nowak i miał formułowane zarzuty zarówno tu, w Polsce, jak i na Ukrainie. Podobnie było w przypadku byłego już senatora Józefa Piniora czy senatora Stanisława Gawłowskiego. Wszystkie draństwa, jakich dopuszczali się politycy Platformy, draństwa, które wyszły na jaw, zawsze były lekceważone i nazywane działaniami politycznymi, polityczną wendettą obozu Zjednoczonej Prawicy. Natomiast w tych rzucanych na lewo i prawo słowach o upolitycznianiu nie było merytorycznych argumentów.
Po drugiej stronie mamy falę ataków na prezesa Daniela Obajtka. Z analizy przedstawionych dziennikarzom przez prezesa Orlenu dokumentów finansowych wynika, że nie ma tam rozbieżności między dochodami a wydatkami, inwestycjami. To jednak nie zatrzymuje fali hejtu. Czemu to zatem ma służyć?
– To jest zaplanowana w sposób perfekcyjny akcja, która może się okazać bardzo kosztowna dla wiodącej spółki Skarbu Państwa, jaką jest PKN Orlen. Zatem tu nie chodzi tylko o uderzenie w Daniela Obajtka, ale w sprawnego prezesa potężnego koncernu, który pod jego kierownictwem się rozwija, i który zaczyna być niebezpieczny dla interesów innych – nie zawsze nam życzliwych państw. Warto też zwrócić uwagę, kiedy rozpoczęła się ta akcja mająca na celu zdyskredytowanie prezesa Obajtka – mianowicie, kiedy Orlen osiąga niespotykane wcześniej wyniki finansowe. Orlen z tym prezesem stał się silnym, a przez to niebezpiecznym graczem. Fuzja PKN Orlen z Lotosem czy zakup jednej z największych grup wydawniczych w Polsce, Polska Press, od niemieckiej Verlagsgruppe Passau Capital Group, widać nie jest w smak tym, którzy źle życzą Polsce. Prezes Orlenu poprzez rozsądne perspektywiczne działanie i mądre decyzje bardzo mocno nadepnął na odciski wielu, i stąd ten frontalny atak, który cały czas trwa.
O ile prezes Daniel Obajtek staje w pełnym świetle ze swoimi rozliczeniami, o tyle marszałek Grodzki chowa się za immunitetem. Jak to rozumieć?
– Nie chciałbym porównywać czy oceniać tych dwóch sytuacji, bo marszałek Grodzki, który tak lubuje się w określaniu siebie trzecią osobą w państwie, jeszcze kilka lat temu był nieznanym, lokalnym politykiem Platformy. I tylko dzięki zbiegowi okoliczności nagle zaistniał i stał się przysłowiowym języczkiem u wagi. Przypomnę, że na początku kadencji Senatu stwierdził, że ma propozycję od Prawa i Sprawiedliwości objęcia teki ministra zdrowia czy też marszałka Senatu. Ten ruch sprawił, że obawiając się, że Grodzki może odejść, a tym samym dać przewagę PiS-owi w Senacie, Platforma w porozumieniu z resztą opozycyjną zauważyła profesora Grodzkiego, który niewielką, ale jednak większością głosów senatorów objął funkcję marszałka Senatu. Tym sposobem Tomasz Grodzki, który, dopytywany, nigdy nie ujawnił, kto ze strony PiS-u proponował mu przejście, dzięki temu sprytnemu zabiegowi sam siebie wylansował, co pozwoliło mu zasiąść na fotelu marszałka Senatu i stać się znanym w Polsce politykiem. Natomiast jeśli chodzi o prezesa Obajtka, to można powiedzieć, że po prostu robi swoje, dobrze wykonuje swoją pracę. I gdybym miał porównywać osiągnięcia obu panów, to sukcesy marszałka Grodzkiego do prezesa Obajtka mają się rozmiarowo tak jak mrówka do słonia.
Panie Senatorze, jeśli popatrzymy na działania totalnej opozycji, wychodzi na to, że Trybunał Konstytucyjny jest nielegalny, prezes Julia Przyłębska wybrana nielegalnie, prokuratura jest używana do celów politycznych, Konstytucję też traktują wybiórczo. Również prezydent RP jest notorycznie obrażany, a ostatnio dostało się też Robertowi Lewandowskiemu, że przyjął odznaczenie od Andrzeja Dudy. Opozycja tylko sądy uważa jeszcze za swoją „ostoję”. Właściwie większość organów państwa jest torpedowana i nieuznawana przez opozycję. Czy to normalne?
– Przytaczając „doktrynę Sławomira Neumanna”, że sądy będą prowadziły sprawy, ale rozstrzygnięć – przynajmniej do wyborów –nie będzie, że jeśli ktoś trzyma z nimi, to w sądach krzywda go nie spotka, to rzeczywiście można by uznać, że sądy są po stronie opozycji. Natomiast nieco inaczej wygląda sprawa Tomasza Grodzkiego, który – widać – nawet „platformianym” sądom nie wierzy. Widocznie uważa, że dowody przeciw niemu są tak przekonujące, że nie da się tego w żaden sposób ukręcić. Jeśli zaś chodzi o najlepszego piłkarza świata Roberta Lewandowskiego, który ma liczne sukcesy sportowe na swoim koncie, to głupotą są próby dezawuowania tych faktów, które zauważył, i słusznie docenił prezydent Andrzej Duda. Swoją drogą jakoś nikt nie protestował, nie wylewał fali hejtu, kiedy prezydent Bronisław Komorowski, w 2013 roku za osiągnięcia w Wimbledonie odznaczył Agnieszkę Radwańską Złotym Krzyżem Zasługi, a Łukasza Kubota i Jerzego Janowicza Srebrnymi Krzyżami Zasługi. Wtedy nie było ujadania, co pokazuje, że w ocenach brak jest jednakowej miary. Niestety tak się w Polsce porobiło, złość, niechęć czy wręcz wrogość zaszły tak daleko, że nie patrzymy i nie oceniamy obiektywie rzeczywistości. Jesteśmy my i oni, co więcej, wszystko jest wykorzystywane przeciwko Zjednoczonej Prawicy. Oczywiście normalną sprawą jest, że w każdym demokratycznym państwie jest – czy też powinna być – silna, konstruktywna, merytoryczna opozycja, ale u nas takiej opozycji na próżno szukać. W Polsce są krzykacze, tymczasem – zwłaszcza teraz, w okresie pandemii, a więc w bardzo trudnym dla nas wszystkich czasie – taka opozycja solidna, mądra przydałaby się. Natomiast politycy opozycji pokazują, gdzie tak naprawdę mają polskie społeczeństwo, gdzie mają dobro i interes polskiego Narodu, interes naszej wspólnej Ojczyzny. Jedyny punkt programu, jaki mają na pewno, to odsunąć PiS od władzy. Nieistotne, jakimi metodami miałoby się to dokonać, nieważne, do jakiego kłamstwa, bezczelności trzeba by się posunąć, ważne, żeby dorwać się do władzy – za wszelką cenę. Tak to wygląda.
Ale nie wolno przy tym torpedować instytucji państwa polskiego...
– Nie można, i gdzie indziej tego nie ma. W zachodniej Europie, a przypomnę, że przez pięć lat jako poseł zasiadałem w Parlamencie Europejskim, nigdy nie widziałem, żeby europosłowie z frakcji opozycyjnej dla jakiegokolwiek rządu, czy to niemieckiego, francuskiego, włoskiego czy innego, pluli na swoją własną ojczyznę. Krytyka zawsze miała swoje granice. Natomiast u nas jest wszystko postawione na głowie, opozycja jest – jak sama siebie określa – totalna i tą totalnością robi wielką krzywdę państwu polskiemu.
Dziękuję za rozmowę.

