Jak odbiera Pan Profesor kolejne kłamstwa historyczne szkalujące Polskę, tym razem ze strony amerykańsko-rosyjskiej dziennikarki pochodzenia żydowskiego Mashy Gessen, która na łamach tygodnika „The New Yorker” oskarża Polaków o wymordowanie trzech milionów Żydów?
– Najstosowniejszą odpowiedzią ze strony polski byłby tutaj pozew sądowy. Mamy bowiem do czynienia z tak wierutnym kłamstwem, że chyba tylko kłamcy pokroju tych, których znamy imiennie, a którzy od lat specjalizują się w szkalowaniu Polski, mogliby coś takiego wymyślić. Są tacy, którzy szczególne jeśli chodzi o relacje polsko-żydowskie – z nauki uczynili instrument walki – przede wszystkim z polskością, i to za wszelką cenę. Cóż, to takie postawy pieniaczy, propagandzistów i ludzi, którzy za nic mają naukę, a kierują się przede wszystkim własnym partykularnym interesem, specjalizują się w działaniach na szkodę Polski i próbują to na każdym kroku udokumentować i puszczać w świat. Przykre jest natomiast to, że tych ludzi w wielu wypadkach finansuje państwo polskie. Dzisiaj wiemy, kto był inspiratorem do powstania materiału zamieszczonego w gazecie „The New Yorker”, kto się z tego artykułu cieszy i kto wyraża swoje zadowolenie, że oto kolejny raz – mówiąc kolokwialnie – Polsce dokopano. Tym bardziej warto się zastanowić, czy takie antypolskie działania nie powinny być elementem postępowania sądowego, bo jest to tak jawny fałsz, tak jawne kłamstwo, że wszelka polemika z tym jest chyba całkowicie bezzasadna.
Mówiąc o tym, kto się cieszy z tych kolejnych ataków na Polskę, miał Pan na myśli środowiska, czy może osoby profesorów Jana Grabowskiego i Barbary Engelking?
– Dokładnie tak. Zresztą Jan Grabowski chwali się, że był inspiratorem tego materiału, że rozmawiał długo z jego autorką Mashą Gessen, co więcej – wyraża swoje zadowolenie, że został dobrze zrozumiany. To jest też przykład, że w gronie swoich naukowców mamy takie postaci, które nie szanują Polski, które plują kłamliwie we własne ojczyste gniazdo. Jest tak, że często za byle co czepia się ludzi, oskarża, a nawet pozbawia funkcji, a tutaj ktoś może bezkarnie kłamać, szkalować państwo polskie, które go żywi i daje mu dach nad głową. To wzywa o pomstę.
Czy reakcja naszych władz na antypolskie kłamstwa – m.in. reakcja polskiego MSZ i Ambasady RP w Waszyngtonie, która zwróciła się do redakcji „The New Yorkera” o wyjaśnienia i sprostowanie tych kłamstw, co zaowocowało delikatną jedynie korektą, oraz protest, jaki wyraziło Muzeum Auschwitz-Birkenau, są wystarczające? Wspomniał Pan o tym, że powinny być pozwy sądowe…
– Mamy do czynienia z działalnością świadomą, więc niby dlaczego mielibyśmy czekać na jakieś zamieszczone cienką czcionką sprostowanie, które do niewielu dotrze? To jest kolejna faza świadomego działania antypolskiego, stąd czas najwyższy powiedzieć: dosyć! Musimy zdecydowanie zadziałać i potwierdzić, że nie będziemy dłużej tolerować tych, którzy nas szkalują. Jeśli Polska im nie odpowiada, to zawsze mogą wybrać wschód czy jakikolwiek inny kierunek. Natomiast państwo polskie nie powinno im stwarzać możliwości dalszego opluwania naszej Ojczyzny, właśnie stąd.
Pamiętamy, co mówił Barack Obama o „polskich obozach śmierci”, i brak reakcji ówczesnych polskich władz. Nic zatem dziwnego, że inni też sobie pozwalają…
– Zgoda, że to jest proceder, który się ciągnie od dawna. W przytoczonym przez pana redaktora przykładzie, podczas gdy prezydent Stanów Zjednoczonych kłamał, ówczesny minister spraw zagranicznych Polski faktycznie pozostał niemotą. I to rzeczywiście budzi wątpliwość, czy taka osoba powinna być urzędnikiem reprezentującym państwo polskie. Z drugiej strony ten przykład pokazuje, że ktoś, kto obraża państwo polskie, wcale nie musi być jego obywatelem.
Dlaczego wypaczanie prawdy historycznej jest tak niebezpieczne?
– To jest dobre pytanie o wielowarstwowym podglebiu. Odpowiadając, musielibyśmy sięgnąć do korzeni antypolonizmu. Niektórym się wydaje, że konflikt polsko-żydowski jest czymś naturalnym i antysemickie tendencje mogą się pojawiać wszędzie; co więcej, że nie będzie to miało żadnego znaczenia, bo Polska jest jakby skazana na to, żeby być naturalnym przeciwnikiem społeczności żydowskiej. Z tym że jest to wybór także tamtej społeczności, która przez wiele lat robiła wszystko, żeby na Polakach wieszać wszystkie kłamstwa, oskarżenia, co tylko się da. To podejście wywodzi się także w jakimś sensie z okresu polskiego romantyzmu, kiedy na zachodnich obrzeżach imperium rosyjskiego car wyrzucił z głębi Rosji społeczność żydowską. Mam na myśli tę społeczność, która żyła własną kulturą i była zrusyfikowana. I ci ludzie przyszli na tereny zamieszkałe przez większość polską i nagle okazało się, że różne miejscowości mają od 60 do nawet 90 procent mniejszości żydowskiej, która w gruncie rzeczy stała się dominująca w tych miejscach. Mamy tu problem tak zwanych Litwaków. Do tego doszły nasze romantyczne ciągoty, żeby wywindować – i myśmy w to uwierzyli – społeczność polską do narodu wybranego. Tymczasem – jak powiedział jeden z filozofów – dwa wybrane narody obok siebie mieszkać nie mogą. I zaczął się tzw. ideologiczny antysemityzm, który wyrażał się w tym, że „Polacy z mlekiem matki wyssali antysemityzm”, co pozwolił sobie powiedzieć premier Izraela – zresztą urodzony na polskiej ziemi. I ta obelga była wielokrotnie powtarzana na przestrzeni lat. Dopiero kiedy w ostatnich latach zaczęły się poprawiać relacje polsko-żydowskie, to pojawili się – co trzeba przyznać z wielkim uznaniem – polscy Żydzi, to znaczy ci, którzy mają wielki szacunek i uznanie także dla kraju, w którym mieszkają lub mieszkali. Szczęśliwie poznałem takich ludzi, których mamy jeszcze u siebie. Jest to bogactwo i wiara w to, że może to w jakimś stopniu zrównoważyć ideologicznych nienawistników żydowskich, którzy gotowi są w sprawie polskiej zawsze i wszędzie szkodzić.
Jak wytłumaczyć fakt, że z jednej strony największą grupę wśród tych, którzy zostali odznaczeni przez Instytut Yad Vashem za ratowanie Żydów, stanowią Polacy, a z drugiej strony ten sam żydowski naród, który docenia poświęcenie Polaków, oskarża nas o antysemityzm?
– Proszę zwrócić uwagę, dlaczego Żydzi i instytucje żydowskie w Niemczech są wyjątkowo dobrze strzeżone czy pilnowane, a u nas, w Polsce, nie ma potrzeby pilnować społeczności żydowskiej, bo w Polsce de facto nie ma nastawienia antyżydowskiego. Jednocześnie jeśli wsłuchamy się w pojawiające się głosy, to bez przerwy słychać o polskim antysemityzmie. Jest to wyjątkowe przekłamanie i fałsz. Niestety, Jana Karskiego, który przybył do Ameryki, aby zwrócić uwagę na dramatyczną sytuację narodu żydowskiego w okupowanej przez Niemców Polsce, też nie słuchano ani na Kapitolu, ani wśród bogatego bankierstwa w Stanach Zjednoczonych. Dlaczego? Bo środowisko żydowskie też było obojętne wobec swoich rodaków doznających krzywd pod okupacją niemiecką. Tymczasem to nam później przyszło płacić rachunki niemieckich katów. Niestety, pewne uproszczenia na Zachodzie wciąż się pojawiają, a ponieważ Auschwitz było na ziemiach polskich, to wnioskuje się, że to my, Polacy, jesteśmy odpowiedzialni, a przynajmniej próbuje się nam przypisać odpowiedzialność, za to, czego na naszych ziemiach dokonywali Niemcy. Zresztą Niemcy zapłacili ogromne pieniądze, żeby sami Żydzi używali określenia nie: „niemieccy oprawcy”, tylko: „nazistowscy oprawcy”, bo wtedy łatwiej do grona nazistów można zaliczyć także Polaków.
Za pieniądze można zafałszować prawdę?
– Skoro tak zrobiono, to widać, że można. Jeżeli ktoś dzisiaj powie, że ciągle jeszcze obowiązuje trójpodział władzy według Monteskiusza, to powiem, że ten ktoś jest bardzo naiwnym człowiekiem. Dzisiaj, niestety, decydują przede wszystkim dwie kategorie: pieniądze, czyli banki i media, czyli dostęp do tub propagandowych. A wszystko to, zwłaszcza banki, jest w rękach żydowskich. Nic zatem dziwnego, że mając pieniądze, mogą dowolnie kupować tzw. prawdę użytkową. Tak dzisiaj ukształtowany jest świat i to pokazuje, że wartości są coraz bardziej poniewierane, a tzw. prawdy użytkowe są obnoszone, co więcej: im właśnie nadaje się wymiar objawiony. Niestety, rzeczywistość dzisiejsza wygląda tak, że nie duchowość, tylko użyteczność jest w cenie, jest najbardziej eksponowana i dowartościowywana. Co więcej tę użytkowość określają ci, którzy mają odpowiednie środki, a jednocześnie ci, którzy otrzymują dofinansowanie, aby takie, a nie inne „prawdy” objawiać. I tak kłamstwo się szerzy.

