logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: fot. facebook/Bogdan Rzońca/ Inne

Tradycyjne wartości podstawą odbudowy potencjału Europy

Czwartek, 1 kwietnia 2021 (14:35)

Aktualizacja: Czwartek, 1 kwietnia 2021 (14:49)

Z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Dziś w Budapeszcie odbywa się spotkanie lidera włoskiej Ligi Matteo Salviniego z premierem Węgier Viktorem Orbánem i szefem polskiego rządu Mateuszem Morawieckim. Jakie są szanse na powołanie nowej grupy, frakcji w Parlamencie Europejskim?

– Z jednej strony można powiedzieć, że szanse są duże, bo w Parlamencie Europejskim doszło do przesilenia i przewagę ma lewicowo-liberalna grupa posłów, co spowodowało, że chrześcijańskie, konserwatywne partie, grupy, politycy przestają mieć cokolwiek do powiedzenia. Wszystkie rezolucje są albo szantażem politycznym i zagrożeniem dla chrześcijańskich wartości, albo są wymuszane, tworzone pod potrzeby wyborów np. w Niemczech, Holandii czy Austrii, aby nie robić konfliktów. Zatem mamy przesilenie wynikające z dominacji socjalistów, liberałów i zielonych, a z drugiej strony wypchnięto z Europejskiej Partii Ludowej (EPP) Węgrów – Fidesz, którzy solidarnie opuścili szeregi tej tzw. chrześcijańskiej demokracji, która z chrześcijaństwem i demokracją ma już niewiele wspólnego. Co by jednak nie powiedzieć, EPP jest kluczową partią w europarlamencie – partią, której liderują Ursula von der Leyen i Donald Tusk.

Postawa Węgrów spowodowała, że niektórzy inni konserwatywni posłowie z Chorwacji, ze Słowenii zaczęli się mocno zastanawiać, czy mądrze postępują, tkwiąc dalej w EPP. Jeśli do tego dodamy większe porozumienie niż dotychczas, do którego dochodzi między włoskimi siłami w Parlamencie Europejskim, bo z jednej strony w Grupie Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR) są Bracia Włosi, a z drugiej strony cała grupa posłów włoskich, którzy są bardzo mocni merytorycznie i choć są konkurentami dla Braci Włochów, to ostatnio wyrazili swoją gotowość współtworzenia takiej grupy razem z konserwatywnymi posłami włoskimi. Z tego wynika, że po wyjściu Fideszu z EPL-u pojawiła się szansa na stworzenie, czy może raczej poszerzenie skrzydła konserwatywnego w parlamencie, a co za tym idzie i – co moim zdaniem – jest bardziej istotne, patrząc w przyszłość, mianowicie szansa na stworzenie europejskiej partii konserwatywnej, która przygotowywałaby polityków do przyszłych wyborów do europarlamentu, które odbędą się za trzy lata.

Póki co są to plany, ale czy jest wola, aby taka nowa prawicowa siła powstała?

– Wiele sobie  obiecuję po spotkaniu premierów Polski i Węgier oraz lidera włoskiej Ligi Matteo Salviniego w Budapeszcie. Mam nadzieję, że pycha z jaką się obnoszą lewica oraz zieloni i dyktat polegający na odrzuceniu wartości chrześcijańskich i wprowadzaniu bocznymi drzwiami rozwiązań prawnych jak chociażby tryb warunkowości, który ma być wprowadzony po to, żeby karać konserwatywne kraje Unii Europejskiej, że ten lewacki pęd zostanie zatrzymany. Póki co zauważamy, że te dążenia sił lewackich powoli zaczynają się przejadać i w Parlamencie Europejskim oraz poza nim – w Europie.

Coraz bardziej widać chęć utworzenia nowego środowiska, które szło by w poprzek siłom lewicowym, socjalistycznym, co może zaowocować powstaniem partii konserwatywnej. To jest bardzo istotne, bo tylko konserwatyści w oparciu o stałe, niezmienne wartości chrześcijańskie, wartości gospodarcze, rynkowe mogą odbudować gospodarczy potencjał Europy i dzięki temu – w przyszłości Europa może z powodzeniem konkurować z innymi kontynentami. W przeciwnym wypadku Europa pod dyktatem socjalistów – lewicy i liberałów będzie spychana na boczny tor, a inne kontynenty będą ją wyprzedzać.        

Dziennik „Corriere della Sera” przypomina, że stworzenie nowej grupy w PE może być trudne i wskazuje, że inicjatywa ta raczej nie zyska poparcia ze strony chociażby liderki – wspomnianego przez Pana – prawicowego ugrupowania Bracia Włosi Giorgii Meloni, przewodniczącej Europejskich Konserwatystów i Reformatorów.

– Słyszałem też inną opinię, mianowicie Matteo Salvini miał stwierdzić, że spekulacje, konflikty i tego typu problemy pozostawia dziennikarzom, a sam chce, aby doprowadzić do porozumienia. Wierzę w to, że jest to możliwe, i czy to będzie z mniejszym czy większym udziałem Włochów, to pewne jest to, że potrzebą chwili jest stworzenie w Europie bariery, odporu dla różnych lewicowych pomysłów nazwijmy to sprzecznych z naturą człowieka, sprzecznych z wartościami chrześcijańskimi, sprzecznych z Europą ojczyzn Gasparriego, Adenauera i Schumana, sprzecznych ze zdrowym rozsądkiem.

Uważam, że chociażby z tego punktu widzenia warto tę inicjatywę wspierać i życzyć, aby to się ziściło, bo Europa jest w tej chwili drążona przez filozofię bezsensu, bezideowości. To już nie jest ta Europa, która była kiedyś. Dzisiaj mamy chociażby w takich krajach, jak Hiszpania, Włochy czy Grecja, ogromne bezrobocie. W Hiszpanii władzę sprawują socjaliści, podobnie jest w Grecji, i ci ludzie nie potrafią rządzić. Jeśli zatem ludzie sami dojrzewają do tego, że należy stworzyć nową siłę europejską, żeby bronić mocy gospodarczej Europy, Unii Europejskiej i państw narodowych, to trzeba iść w tym kierunku. Jest to pierwsza rzecz, za którą trzeba się wziąć i razem próbować objaśniać potrzebę i sens funkcjonowania państw narodowych.

Póki co jednak dominuje lewicowość?     

– Lewicowość dominuje szczególnie wśród ludzi młodych, wśród młodzieży, bo jest propagandowo nośna, nie wymaga wysiłku. Powiem to wprost – lewicowość nie żąda od młodego człowieka, żeby był porządny, tylko żeby konsumował świat, ile się tylko da, w myśl hasła: róbta, co chceta. Stąd problem z narkotykami, różnymi używkami, alkoholizmem i to jest lewacka propozycja dla młodych ludzi. Tyle że ten hedonizm nie daje szans na długie, mądre, szczęśliwe życie w rodzinie. Tym bardziej nie możemy pozwolić na zniszczenie tradycyjnej, naturalnej rodziny, na zniszczenie roli mamy, taty, babci, dziadka, dziecka – tych ról nie można odwracać, jak to próbują czynić socjaliści. Oni negują wszystko i mówią wprost, że wcale nie musi być, jak było, że każdy może być każdym, może zdobyć własną ścieżkę awansu, a tradycyjne wartości trzeba odrzucić i żyć jak każdemu się podoba. Tymczasem prawda jest inna, sukces gwarantują stare, dobre wartości, stare sprawdzone mechanizmy, takie jak praca, rodzina, wysiłek, i to wszystko trzeba wpajać młodym ludziom. Stąd jako konserwatyści na pewno mamy ogromne zadanie do zrealizowania. Musimy pokazać młodym ludziom prawdziwy sens życia w dłuższym okresie, a nie tylko z dnia na dzień czy z tygodnia na tydzień, musimy pokazać, że sens życia daje stabilizacja i że jest to proces, który trwa.

Jakie są – Pana zdaniem – szanse, że po najbliższych wyborach zmieni się układ sił w PE zdominowanym przez lewicę?

– Uważam, że jest taka szansa. Widzę to po ugrupowaniu Tożsamość i Demokracja (ID) w PE, któremu przewodzi Marine Le Pen. Jest to grupa skupiająca nie tylko Francuzów, ale także Włochów, Niemców, ale właściwie każdy kraj jest w tej grupie reprezentowany. Grupa ta została otoczona czymś w rodzaju kordonu sanitarnego, bo mówi się o niej, że jest częściowo sponsorowana przez Putina, co do końca nie jest prawdą, bo wychodziłoby na to, że socjaliści niemieccy czy lewica w ogóle byliby też sponsorowani przez Putina. Nie ma się chyba, czego bać i można, więcej, trzeba zbudować silne ugrupowanie. Uważamy, że ze wspomnianym ugrupowaniem trzeba współpracować i gdybyśmy podjęli z nimi współpracę, to zapewne ze strony opozycji totalnej zostalibyśmy obrzuceni błotem, że współpracujemy z Putinowcami. Skoro socjaliści niemieccy współpracują, skoro kanclerz Angela Merkel współpracuje z Putinem w sprawie gazociągu Nord Stream, Francuzi też kłaniają się nisko w pas Rosjanom z wielu powodów, podobnie inne kraje zachodnie, to wydaje się, że nie ma się, czego bać i należy stworzyć silne ugrupowanie, które wystawi najmocniejszych kandydatów. To pozwoli odbić PE z rąk sił lewackich. Europarlament w tej formie, w jakiej obecnie funkcjonuje, jest przeszkodą dla rozwoju mocnej, silnej gospodarczo Europy.

Unia Europejska to także finanse, tymczasem Trybunał Konstytucyjny w Karlsruhe wstrzymał ratyfikację przez niemiecki parlament Funduszu Odbudowy. Czy UE grozi nieprzyjęcie Funduszu Odbudowy?

– Takie zagrożenie zawsze istnieje. Wielokrotnie na sali plenarnej PE słyszałem – także z ust parlamentarzystów EPP z Holandii, ze Szwecji czy Austrii – że nie mogą być dłużej bankomatem dla Greków, Hiszpanów czy Włochów, którzy przetrwonili swoje budżety. Co więcej, ci europosłowie mówią, że muszą wiedzieć, za czym głosują, że muszą pilnować, żeby się za bardzo nie zadłużyć. Nic dziwnego, że TK w Karlsruhe to podniósł i nie pozwolił prezydentowi Niemiec podpisać zgody na zaciągnięcie zobowiązań. Myślę, że sprawa byłaby prostsza, jaśniejsza dla nas, także dla Węgrów czy dla Słoweńców, bez mechanizmu warunkowości. Jednak per saldo trzeba powiedzieć, że pomimo tego, iż istnieje zagrożenie, że plan odbudowy nie wejdzie, gdy któryś z krajów tego nie przegłosuje, to z całą pewnością byłaby to duża strata dla Polski, która jest czwartym w kolejności beneficjentem tych środków po Hiszpanach, Włochach czy Grekach. Nie zmienia to jednak faktu, że część z tych środków w przyszłości trzeba będzie spłacić, ale gdyby się nam udało, przy pomocy tych środków rozpędzić gospodarkę i dodać dużo energii ekonomicznej polskim przedsiębiorcom, to mielibyśmy, z czego spłacać.

Koalicjant Prawa i Sprawiedliwości – Solidarna Polska, uważa jednak, że zgoda na ratyfikację unijnego Funduszu Odbudowy, to utrata suwerenności...      

– Nie obawiałbym się utraty suwerenności, dlatego że mamy inne mechanizmy obronne, które możemy zastosować. Tak czy inaczej – w końcu – polski parlament będzie musiał przyjąć stanowisko w sprawie ratyfikacji. Uważam, że im bardziej będą transparentne rozmowy w parlamentach krajowych oraz transparentne relacje między zamierzeniami KE, Rady Europejskiej i europarlamentu, tym lepiej będzie dla UE. Natomiast, jeśli coś będzie się rozstrzygało pod dywanem, jeśli coś będzie ukryte, jeśli będą niedopowiedzenia, a póki co specjalizują się w tym politycy z Komisji Europejskiej, odpowiedzialni za tzw. praworządność, to będzie to zaburzało porządek Unii i może doprowadzić do tego, że taki czy inny parlament, widząc brak jasności, może powiedzieć: nie!

Polska na razie nie musi się spieszyć z decyzją?

– Dokładnie. Poczekajmy zatem do połowy kwietnia, przyglądając się, jak to wygląda w innych krajach. Uważam, że polski parlament powinien przyjąć unijny Fundusz Odbudowy, jednocześnie tworząc mechanizmy, które wykluczą zaburzanie porządku prawnego, gdyby Unia chciała nam dyktować swoje warunki i prawo, które byłoby ponad naszą Konstytucją. Konstytucja RP jest pierwszym aktem prawnym i nikt nie może tego podważać. Wszyscy o tym mówią, piszą. Natomiast Komisja Europejska, a w szczególności lewica socjalistyczna, zieloni oraz liberałowie, którzy nie lubią patriotów, którzy za nic mają Europę ojczyzn, ci właśnie wprowadzają mechanizmy, które burzą porządek – z jednej strony prawy, a z drugiej powodują, że następuje spadek zaufania pomiędzy instytucjami europejskimi i parlamentami krajowymi. Nic zatem dziwnego, że TK w Karlsruhe jako pierwszy dał sygnał, że coś takiego się dzieje. Dlatego my też musimy się rozglądać i analizować dokładnie naszą pozycję po ewentualnym zatwierdzeniu dochodów własnych, które będą źródłem spłaty pożyczki wypuszczonej poprzez  obligacje przez Komisję Europejską. Zatem podchodziłbym do tego spokojnie, merytorycznie, bo –moim zdaniem – utrata suwerenności nam nie grozi, ale uważać trzeba i zachować czujność, co do każdego zapisu umowy z Unią Europejską.

       Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl