Rzecznik rządu był proszony o komentarz do podanych we wtorek danych Eurostatu dotyczących zatrudnienia, z których wynika, że w lutym bezrobocie w Polsce wyniosło 3,1 proc. i był to najniższy wskaźnik wśród krajów Unii Europejskiej. Dopytywano go, czy jego zdaniem ten wynik to zasługa pomocy antykryzysowej, która przewiduje wsparcie pod warunkiem utrzymania zatrudnienia, i czy rząd nie obawia się nadzatrudnienia i masowego bezrobocia w momencie, gdy tzw. tarcza antykryzysowa przestanie działać.
– Przede wszystkie tarcze kryzysowe, zarówno tarcza finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju, jak i wszystkie elementy związane z tarczą ZUS-owską, innymi zwolnieniami i poręczeniami kredytowymi, miały na celu uratowanie miejsc pracy i zabezpieczenie łańcuchów dostaw, które były realizowane w Polsce. W związku z tym to jest to działanie, które uratowało miejsca pracy – powiedział Müller.
Podkreślił, że „faktycznie Polska na tle innych krajów UE wypada pod tym kątem najlepiej, i to jest powód do radości, a nie do smutku".
– Natomiast czy dojdzie do zwiększenia bezrobocia w najbliższym czasie, to oczywiście pokażą też niestety dane epidemiczne. To znaczy – jeżeliby epidemia miała się dalej przedłużać, oczywiście to wpływa negatywnie na gospodarkę. Natomiast przewidywania ekonomistów zarówno krajowych, jak i ekspertów międzynarodowych pokazują, że Polska ma szansę wyjść z kryzysu właśnie dzięki temu, że polscy pracownicy, polscy przedsiębiorcy radzą sobie dobrze dzięki swojej zaradności, dzięki swojej pracowitości oraz z drugiej strony dzięki temu, że w odpowiednim czasie i w odpowiednim zakresie wpłynęły środki finansowe z pomocy rządowej, że Polska z tego powodu ma szansę przejść przez kryzys najlepiej w całej UE – mówił rzecznik rządu.
Dodał, że potrzeba jeszcze kilka miesięcy, by móc to w całości ocenić.
***
Z kolei o nieupolitycznianie szczepień przeciw COVID-19 zaapelował szef KPRM, pełnomocnik rządu ds. szczepień Michał Dworczyk. Odnosząc się do informacji o wysokiej liczbie szczepień w Rzeszowie, zaznaczył, że chodzi o to, że znajdujący się tam punkt zamawia szczepionki dla całego województwa.
Na konferencji prasowej Dworczyk nawiązał do informacji, że „w Rzeszowie szczególnie duży procent mieszkańców już się zaszczepił”. – Pojawiły się niestety również polityczne insynuacje, że Rzeszów i Podkarpacie są inaczej traktowane, że ma to związek z wyborami prezydenckimi w tym mieście. To są kłamstwa, to są nieprawdziwe informacje, które wynikają albo z niewiedzy, albo z braku dobrej woli – podkreślił.
Zaapelował do polityków i komentatorów, by posługiwali się sprawdzonymi danymi i „wypowiadali się w sposób przemyślany, a nie taki, który mógłby podważyć zaufanie do programu szczepień”.
Szef KPRM odwołał się do prezentacji pokazującej zaawansowanie szczepień w poszczególnych województwach, w której woj. podkarpackie z 17 proc. zaszczepionych mieszkańców, „plasuje się mniej więcej w środku”.
– Podkarpacie i wszystkie miejscowości na Podkarpaciu są dokładnie tak samo traktowane jak pozostałe części Polski i tempo szczepień i dostaw szczepionek jest dokładnie takie samo – zapewnił.
Odnosząc się do informacji o kilkudziesięcioprocentowym wskaźniku zaszczepionych, wyjaśniał, że w niektórych miastach główny podmiot prowadzący działalność leczniczą „ma kilkadziesiąt punktów rozsianych na terenie województwa, w których realizuje szczepienia”. W tych punktach – mówił – są szczepione osoby z terenu całego województwa, natomiast za zamawianie szczepionek i rozliczanie szczepień odpowiada centralny podmiot.
– Jeżeli ktoś nie dochowa rzetelności i nie zweryfikuje tej informacji albo ma złą wolę, może powiedzieć, że 43 proc. mieszkańców Rzeszowa zostało zaszczepionych; to jest oczywiście nieprawdą – dodał, podkreślając, że wiele zaszczepionych osób jest spoza Rzeszowa.
Powołał się na przykłady innych miast, gdzie system dystrybucji szczepionek i zastosowanie tego samego sposobu wyliczeń jak dla Rzeszowa i woj. podkarpackiego wskazałoby – błędnie – 40 proc. zaszczepionych w Wałbrzychu i 48 proc. w Sopocie.
Zaapelował, aby „nie wykorzystywać pandemii, nie wykorzystywać Narodowego Programu Szczepień do prowadzenia bieżącej rozgrywki politycznej”. – Tutaj powinniśmy działać jak jedna drużyna, mamy wspólny cel, którym jest zaszczepienie możliwie największej części populacji, to jest jedyna droga, żeby zahamować pandemię – mówił.
– Jeden z parlamentarzystów podaje, że szczepionki Johnson&Johnson będą przekazane do Wałbrzycha. To jest oszustwo, przykład typowej dezinformacji – powiedział Dworczyk. Dodał, że rzeczywiście w kwietniu do Polski ma trafić 321 tys. tych szczepionek „ale absolutnie nie ma mowy o tym, dokąd te szczepionki trafią, ich nawet jeszcze nie ma w Polsce”.
Podkreślił, że jeśli szczepionki zostaną dostarczone w zadeklarowanym terminie, „najprawdopodobniej będą wykorzystywane do szczepienia chorych przez wyjazdowe punkty szczepień – do osób leżących, które same nie mogą dotrzeć do punktów szczepień”. Zaznaczył, że w takiej decyzji dotyczącej wykorzystania jednodawkowego preparatu chodzi o to, by szczepienie było jak najmniej dolegliwe.
***
Chcielibyśmy, żeby wszyscy powyżej 60. roku życia zostali zaszczepieni jeszcze w kwietniu – mówił szef KPRM Michał Dworczyk i zaapelował do punktów szczepień, aby przesuwały terminy szczepienia osób 60 plus z maja na kwiecień.
Podczas konferencji w KPRM dotyczącej Narodowego Programu Szczepień Dworczyk podkreślał, że „musimy być bardziej elastyczni”. – Mówimy też o takich sytuacjach, z którymi do tej pory się nie spotykaliśmy, czyli z pewnym nadmiarem szczepionek punktowo, i w kolejnych miesiącach pewnie takie sytuacje będą miały miejsce, my też na przeciw nim będziemy wychodzić – podkreślał.
Jak dodał, przyspieszenie szczepień jest ważne w walce z III falą COVID-19.
– Przyspieszając, chcemy w szczególności przyśpieszyć szczepienie osób powyżej 60. roku życia – podkreślał Dworczyk. – Chcielibyśmy, żeby wszystkie osoby, czyli około pół miliona osób powyżej 60. roku życia, zostały zaszczepione jeszcze w kwietniu – dodał.
– Apelujemy do punktów szczepień, mamy ich ponad 6,5 tys. w skali kraju, o to, żeby przesuwały te punkty szczepień w swoich kalendarzach, w centralnym kalendarzu, pacjentów powyżej 60. roku życia z maja na kwiecień – przekazał i zaznaczył, że takie informacje zostały przekazane do punktów.
Podkreślał, że jesteśmy obecnie w takiej sytuacji, że należy zadbać o osoby powyżej 60. roku życia jako te, które są narażone na trudny przebieg COVID-19.
***
Jeżeli wśród osób zaszczepionych znajdą się takie, które nie były do tego uprawnione, to Narodowy Fundusz Zdrowia ma możliwość wyciągnięcia sankcji wobec punktu szczepień – poinformował p.o. prezes NFZ Filip Nowak.
Na konferencji prasowej szef NFZ był pytany o doniesienia, że w rzeszowskim punkcie szczepień preparat przeciw COVID-19 był podawany także tym osobom, które nie miały wystawionego skierowania na szczepienie.
Filip Nowak przypomniał, że przepisy regulujące kolejność szczepień gwarantują szczepienie „odpowiednim grupom wiekowym i osobom, które uzyskały odpowiednie skierowanie”.
– Natomiast istnieje taka możliwość – i to właśnie sprawdzamy w ramach postępowania wyjaśniającego – czy nie były wśród tych osób zaszczepionych bez skierowania osoby, które właśnie tego skierowania na dziś nie posiadały, ale jednak były uprawnione do tego, żeby uzyskać szczepienie właśnie w tym terminie, w którym były szczepione – powiedział.
Dodał, że „istnieje spore podejrzenie”, że wśród osób, którym podano szczepionkę przeciw COVID-19, znalazły się takie, które być może nie były uprawnione w tym momencie do zaszczepienia.
– Jeżeli znajdą się takie osoby wśród tych, które zaszczepiono, to oczywiście Narodowy Fundusz Zdrowia ma możliwość wyciągnięcia jakichś sankcji wobec tego punktu szczepień. Myślimy przede wszystkim o tym, żeby w pierwszej kolejności nie zapłacić za to podanie szczepionki temu nieuprawnionemu – stwierdził Nowak.
Dodał, że ewentualne dalsze konsekwencje są uzależnione od wielu czynników, m.in. od skali zjawiska i powtarzalności tych zdarzeń.

