logo
logo

Dziś w
„Naszym
Dzienniku”

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Czy zabraknie prądu?

Środa, 14 kwietnia 2021 (07:58)

Aktualizacja: Środa, 14 kwietnia 2021 (09:11)

Tylko w ciągu roku ceny uprawnień do emisji CO2 wzrosły ponaddwukrotnie. Jeszcze w marcu minionego roku oscylowały wokół 17-18 euro za tonę, aktualnie sięgają 43 euro za tonę, windując ceny energii elektrycznej. To z kolei wkrótce może przełożyć się na jeszcze większy wzrost cen energii dla odbiorców, uderzając przede wszystkim w przemysł. Nie jest to jedyny problem w dziedzinie energetyki.

Już w perspektywie następnych kilku lat zabraknąć może nam mocy w systemie, gdy wygaśnie rynek mocy dla elektrowni węglowych opartych na starszych technologiach. W związku z tym z brakiem energii elektrycznej możemy mieć do czynienia już w 2025 roku. – W tej chwili jest to kwestia nawet do 5 lat. Polskie Sieci Elektroenergetyczne w swoich raportach dla Urzędu Regulacji Energetyki przewidywały, że energii elektrycznej może zabraknąć już w 2020 roku, jeśli nie będzie subsydiów rynku mocy. Subsydia te, które będą kosztowały ponad 70 mld zł, spowodowały przesunięcie się tej granicy na 2025 r., który zbliża się szybko – wyjaśnia w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prof. Władysław Mielczarski z Instytutu Elektroenergetyki Politechniki Łódzkiej.

Już obecne zapotrzebowanie na energię w kraju w coraz większym stopniu pokrywane jest jej importem, głównie ze Szwecji, z Litwy oraz Niemiec. A miniony rok był kolejnym, w którym pobiliśmy rekord ilości sprowadzonej energii elektrycznej. Zapotrzebowanie na energię coraz trudniej będzie zaspokajać nawet jej zakupami poza granicami kraju.

– Możliwości importowe już się nam w zasadzie kończą. Połączenia północno-wschodnie są już w pełni wykorzystywane, te z Niemcami podobnie – alarmuje profesor Mielczarski.

Profesor Władysław Mielczarski zaznacza, że import nie jest wcale pewnym źródłem zaopatrzenia. Gdy ostatnio w Szwecji zabrakło energii elektrycznej, to musieliśmy ją wspomagać.

– Dodatkowo należy wziąć pod uwagę kwestie popytowe. Coraz bardziej rośnie w Polsce popyt na energię elektryczną, i to nie tylko w dzień, ale także w nocy. Mimo pandemii nasz przemysł pracuje bowiem pełną parą, co zresztą ratuje polską gospodarkę w tym czasie. Dodatkowym elementem jest coraz powszechniejsza zdalna praca oraz masowe korzystanie z platform oferujących filmy na żądanie. Mamy więc sytuację, w której maleją nasze możliwości zaopatrzenia, a rośnie popyt. To będzie skutkować tym, że energii elektrycznej będzie nam brakowało – dodaje nasz rozmówca.

Drogi Czytelniku! Więcej można przeczytać w papierowym wydaniu "Naszego Dziennika" dostępnym w punktach sprzedaży prasy oraz w wydaniu elektronicznym TUTAJ.

Artur Kowalski

Nasz Dziennik