Za nami konwencja Porozumienia. Czemu miała służyć, skoro na horyzoncie nie ma żadnych wyborów?
– Proszę zwrócić uwagę, że sytuacja w samej partii Porozumienie jest bardzo niejednoznaczna, słyszymy o wewnętrznym rozłamie, są spory, nie do końca też jest chemia między koalicjantami Zjednoczonej Prawicy. Również sygnały płynące z parlamentu o ewentualnych, przyspieszonych wyborach, to wszystko – rzecz można – zmusiło Jarosława Gowina do policzenia się – jaką siłą obecnie dysponuje. I ta konwencja była skierowana nie na zewnątrz, a bardziej do środka, do własnych członków, do lokalnych struktur i osób, które jeszcze trwają przy Gowinie.
Ale jest ich niewiele, co zresztą pokazują sondaże.
– To prawda, ale tu bardziej chodzi o pokazanie, w jakim momencie formacja się znajduje, że w ogóle jest, działa, co więcej, nowi posłowie deklarują chęć przystąpienia czy też poparcia Porozumienia. Jarosław Gowin wysyła przekaz, że trwają rozmowy i że jego formacja wciąż jest może niedużym, ale ciągle istotnym graczem na scenie politycznej. Sobotnia konwencja była więc czymś w rodzaju psychologicznej terapii dla członków Porozumienia, aby im uzmysłowić, że nic się jeszcze nie skończyło, że formacja ta jest ciągle w grze, co więcej, ciągle dysponuje siłą i możliwościami.
Czy te możliwości dotyczą też samodzielnego funkcjonowania w polityce?
– Na tym etapie należy zapomnieć o samodzielności, ale ważnym komunikatem oprócz tego, jaki po tej konwencji został wysłany do członków i struktur Porozumienia, był także komunikat do koalicjantów tworzących Zjednoczoną Prawicę, a zwłaszcza do Prawa i Sprawiedliwości oraz prezesa Jarosława Kaczyńskiego – mianowicie, że ktoś za wcześnie odtrąbił koniec Porozumienia. Tymczasem Gowin mówi – jesteśmy, działamy i co by nie powiedzieć, rośniemy w siłę, bo – jak słyszymy – dwoje posłów chce przystąpić do struktur partyjnych Porozumienia.
Agnieszka Ścigaj i Leszek Kołakowski zdementowali te plotki…
– Owszem, postąpili dość sprytnie, bo nie wstąpili do partii, nie zostali członkami, ale zadeklarowali współpracę z Porozumieniem. Jednak, co by nie powiedzieć, bycie posłem formalnie niezwiązanym z żadnym ugrupowaniem jest mało komfortowe…
Ale bezpieczne…
– Tylko w wypadku, kiedy ktoś chce być wyłącznie posłem i nie mieć wpływu na nic. Dlatego w tym przypadku mamy delikatny sygnał, na kogo Agnieszka Ścigaj i Leszek Kołakowski wskazują, ale nie mówią pełnym zdaniem, że wchodzą do struktur Porozumienia, ale że chcą razem działać. To raczej pokazuje, że ci posłowie będą głosować tak jak Porozumienie, które tym samym zyskało dwie szable.
Z drugiej strony Porozumienie wysyła sygnał do PiS-u – uważajcie, bo choć wciąż jesteśmy w Zjednoczonej Prawicy, ale jeśli chodzi o poszczególne głosowania, to nie możecie być pewni?
– Teatr, a takim teatrem zawsze są konwencje, mówi więcej niż słowa i deklaracje. Porozumienie wysyła sygnał nie tylko do PiS-u, ale także do innych sił parlamentarnych i pozaparlamentarnych, że ciągle jest, że ciągle ma głosy, że może być wartością dodaną do ewentualnych nowych koalicji parlamentarnych czy wyborczych.
Symbioza z PiS-em jednak ciągle trwa…
– Trzeba myśleć o przyszłości, a dwa lata z małym okładem, jakie są do kolejnych wyborów parlamentarnych, szybko upłyną. Nikt też nie wie, jak będzie wyglądało głosowanie nad ratyfikacją unijnego Funduszu Odbudowy, nie wiadomo też, jak ostatecznie zachowają się poszczególne formacje, jeśli chodzi o wybór nowego Rzecznika Praw Obywatelskich, a zatem tematów drażliwych na horyzoncie jest kilka. Natomiast Jarosław Gowin wychodzi niejako do przodu i widać, że już rozpisuje sobie scenariusz pod ewentualne zerwanie współpracy z PiS-em, po ewentualnych nowych wyborach.
Czy Jarosław Gowin nie uprzedza też ewentualnego ruchu Solidarnej Polski?
– Nie najlepsze relacje między szefami Porozumienia i Solidarnej Polski nie są żadną tajemnicą. Co ciekawe, obie te formacje walczą o ten sam elektorat. I jeśli Jarosław Gowin jako pierwszy kieruje swoje przesłanie do środowisk chadeckich i ewentualnie środowiska Pawła Kukiza, to w takim układzie do kogo ma się zwrócić Solidarna Polska i Zbigniew Ziobro, do Konfederacji?
Czy PiS rzeczywiście przeżywa kryzys i ma problem z utrzymaniem spójności?
– Jeśli chodzi o to, czy PiS jest trzymane w ryzach, to powiedzmy sobie jasno, że owszem, w tej formacji jest pewne przesilenie, zmęczenie materiału, i chyba wszyscy oczekują jasnej deklaracji poszczególnych koalicjantów Zjednoczonej Prawicy, czego tak naprawdę chcą i czy w ogóle jeszcze są w stanie działać wspólnie. Ale jeśli spojrzymy na wszystkie sondaże poparcia, to PiS ciągle jest liderem, poparcie ciągle przekracza 30 procent, i życzę wszystkim ugrupowaniom takiego kryzysu. To poparcie jest zarazem ważnym komunikatem dla wszystkich zmęczonych, znużonych, że może nie jest idealnie, że wszystko może nie układa się tak, jak sobie życzylibyśmy, ale na dzisiaj jest to stabilna perspektywa bezpieczeństwa i dla osób o poglądach prawicowych nic oprócz PiS-u nie ma.
A co z zapowiadaną nie tak dawno współpracą Kukiza z Gowinem?
– To jest kolejny teatr, o którym mało się mówi, teatr, który został wyciszony. Paweł Kukiz, owszem, postawi swoje warunki, przedstawi swoje programowe zadania, które są realne do zrealizowania, ale to wcale nie musi oznaczać koalicji. Paweł Kukiz wielokrotnie mówił – także ostatnio to powtarza, że nie ma mowy o koalicji formalnej, ale możliwa jest – nazwijmy to – koalicja zadaniowa. Moim zdaniem zaczyna wreszcie mówić bardzo pragmatycznie, ale jednocześnie – i to się potwierdza – jest mu bliżej do Gowina niż PiS-u.
Jeśli zatem mówilibyśmy o ewentualnych wcześniejszych wyborach, to Porozumienie Jarosława Gowina, Kukiz’15, Bezpartyjni Samorządowcy i Demokracja Bezpośrednia to są potencjalni koalicjanci, którzy mogą być zainteresowani powołaniem wspólnego wyborczego bloku politycznego. Myślę też, że Paweł Kukiz wyciągnął wnioski, a jednocześnie widać tam chemię ze środowiskiem Gowina, czego pewnym zwiastunem jest pojawienie się na konwencji Porozumienia Agnieszki Ścigaj. To może być zapowiedź, że kolejne osoby mogą się na tej płaszczyźnie pojawiać jako pewien pomost.
Czy współpraca Pawła Kukiza z PSL-em to już definitywnie przeszłość?
– PSL staje się mistrzem tworzenia nowego loga i wymyślania nowych nazw koalicji samej z sobą. Poza PSL-em nie ma na dzisiaj żadnej siły w ramach Koalicji Polskiej. Z chwilą wyjścia Kukiza po sromotnej awanturze o pieniądze i o stanowisko wicemarszałka dla Stanisława Tyszki sądzę, że powrotu do tej, zresztą bardzo folklorystycznej, koalicji nie ma i nie będzie. Natomiast PSL próbuje budować swoją koalicję, którą nazywa chadecką na zasadach wymazywania plamek po KOD-zie i tęczowej koalicji przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Tak zwani ludowcy próbują wykorzystać kryzys w środowisku wiejskim po to, żeby się odbudować jako partia wiejska. Póki co są mistrzami budowania sloganów, haseł, loga, ale ich realna siła się nie zwiększyła, nic nowego się nie wydarzyło i raczej się nie wydarzy.
Zatem podsumowując, spróbujmy odpowiedzieć na pytanie, czy Zjednoczona Prawica utrzyma większość w Sejmie i czy będzie w stanie rządzić do końca kadencji.
– Na dzisiaj możemy mówić o zjednoczonej kadencji i to jest najlepsza puenta tego, z czym dzisiaj mamy do czynienia. Wewnątrz koalicji rządzącej nie ma zjednoczenia personalnego. Na przykład wiceminister od Zbigniewa Ziobry wychodzi i krytykuje premiera Morawieckiego. Również były wiceminister zdrowia prof. Maksymowicz krytykuje rząd za walkę z pandemią, i jeśli takie rzeczy odbywają się w świetle kamer, kiedy prosto w twarz krytykuje się własny rząd, własnych ministrów, premiera itd., to znaczy, że nie dzieje się najlepiej. I to jest pożywką dla opozycji.
Zatem czy Zjednoczona Prawica przetrwa?
– Przetrwa tak długo, jak to się będzie wszystkim opłacało. Pierwszy, a zarazem chyba najważniejszy egzamin w tym roku będzie związany ze środkami unijnymi. Jeżeli wewnątrz koalicji rządzącej nie będzie wspólnego, spójnego głosowania co do środków unijnych, będzie to wyglądało bardzo źle. Nawet jeśli unijny Fundusz Odbudowy przeszedłby głosami opozycji, to wizerunkowo będzie to wyglądało niekorzystnie. Oczami wyobraźni już widzę, jak opozycja totalna krzyczy, że rząd szykuje polexit. Biorąc pod uwagę, że nasz rząd nie ma zbyt dobrych notowań na gruncie unijnym, co jest też efektem działań opozycji totalnej, która od kilku lat notorycznie skarży się i donosi na Polskę do Brukseli, to ta aura niechęci może się tylko wzmocnić.
PiS z kilku względów odsuwa to głosowanie także z powodu niepewnej większości i zgody wewnątrz Zjednoczonej Prawicy, ale być może też czeka, co w sprawie Funduszu Odbudowy zrobią Niemcy. Może więc niech najpierw inni się opowiedzą przeciw, a wtedy argument polexitu będzie bezprzedmiotowy?
– Błędem taktycznym byłoby wybiegać przed szereg, zwłaszcza wobec wątpliwości, jakie ma w tej sprawie Trybunał Sprawiedliwości Niemiec, który – jak wiemy – ma duże obiekcje co do nowego unijnego budżetu, a szczególnie Funduszu Odbudowy. Zatem zasada „warto poczekać” jest bardzo rozsądnym wyjściem. Owszem, większość państw unijnych ratyfikowała unijny Fundusz Odbudowy, ale nie powinniśmy działać pod taką presją.
Dziękuję za rozmowę.

