logo
logo

Zdjęcie: R. Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Ustawa pod szpiega

Poniedziałek, 11 lutego 2013 (02:04)

Prace nad rządowym projektem ustawy o udziale zagranicznych funkcjonariuszy lub pracowników we wspólnych operacjach lub wspólnych działaniach ratowniczych na terytorium RP toczą się w tempie ekspresowym.

Projekt wpłynął do Sejmu w połowie stycznia i jest już po pierwszym czytaniu w sejmowej Komisji Spraw Wewnętrznych. Został przyjęty głosami koalicji, mimo wyraźnych sprzeciwów posłów opozycji. Teraz ustawa trafi do specjalnej podkomisji, jej prace zamierzają bojkotować parlamentarzyści PiS. Ma to być wyraz sprzeciwu wobec decyzji Platformy Obywatelskiej, która odrzuciła ich wniosek o procedowanie projektu w trybie wysłuchania publicznego. Niewykluczone, że szybkie tempo prac legislacyjnych zakończy się głosowaniem na plenum już na początku marca; marszałek Sejmu Ewa Kopacz wyznaczyła bowiem bardzo krótki termin na przygotowanie sprawozdania komisji – na 22 lutego. – To jest bubel legislacyjny. Nie chce mi się wierzyć, że ten cały pośpiech jest przypadkowy. Moim zdaniem, chodzi tu o umożliwienie obcym funkcjonariuszom wejścia do Polski i działania na jej terenie na podstawie dyskrecjonalnej decyzji rządu – ocenia poseł Piotr Naimski (PiS), były doradca szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego Aleksandra Szczygły. Jego obawy podziela Marek Opioła, szef sejmowej speckomisji. – Ten projekt w sposób bezpośredni narusza bezpieczeństwo wewnętrzne naszego kraju, umożliwiając i legalizując działanie obcego wywiadu na terenie Polski – zaznacza. Ustawa precyzuje zasady udziału zagranicznych funkcjonariuszy lub pracowników we wspólnych operacjach lub wspólnych działaniach ratowniczych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, prowadzonych przez funkcjonariuszy lub pracowników Policji, Straży Granicznej, Biura Ochrony Rządu, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego lub Państwowej Straży Pożarnej. Projekt ma być instrumentem zapewniającym Polsce „porządek i bezpieczeństwo publiczne, zapobiegać przestępczości, stwarzać podstawy do współdziałania podczas zabezpieczania m.in. imprez masowych, katastrof czy klęsk żywiołowych”.

Do tej pory udział we wspólnych operacjach i działaniach ratowniczych na terytorium Polski może odbywać się przede wszystkim na podstawie umów międzynarodowych.

W uzasadnieniu projektu czytamy, że celem ustawy jest dostosowanie polskiego porządku prawnego do przepisów UE. Chodzi o decyzję Rady UE z 23 czerwca 2008 r. w sprawie intensyfikacji współpracy transgranicznej, szczególnie w zwalczaniu terroryzmu i przestępczości transgranicznej, oraz umożliwienie funkcjonariuszom lub pracownikom państw członkowskich Unii udziału we wspólnych operacjach na terytorium Polski. Dotyczy to sytuacji, w których nasz kraj potrzebowałby międzynarodowej pomocy tych służb „w przypadkach ochrony porządku i bezpieczeństwa publicznego, zapobiegania przestępczości, w trakcie zgromadzeń, imprez masowych, klęsk żywiołowych, katastrof oraz innych poważnych zdarzeń”.

Decyzja Rady UE implementuje do prawodawstwa wszystkich państw Unii postanowienia konwencji z Prüm, zawartej między siedmioma krajami: Belgią, RFN, Hiszpanią, Francją, Luksemburgiem, Holandią i Austrią. Konwencja dotyczyła wymiany informacji wrażliwych, w tym m.in. danych daktyloskopijnych czy numerów rejestracyjnych. Jej celem było przede wszystkim przeciwdziałanie terroryzmowi i szybka koordynacja między sygnatariuszami. Zdaniem Piotra Naimskiego, projekt, który wpłynął do Sejmu, jest projektem, który daleko wykracza poza zakres prawa unijnego. – Decyzja z 2008 r. dość precyzyjnie określa, czego cała materia ma dotyczyć. Udzielenie tego typu wrażliwych informacji innym krajom jest trudną kwestią. Polski projekt mówi o pomocy udzielanej na wniosek różnego szczebla polskich organów przez służby innych krajów. To co innego niż intencja prawodawstwa unijnego – twierdzi poseł. Chodzi m.in. o procedury ratownicze w przypadku klęsk żywiołowych, czego nie ma w dokumencie unijnym. Kwestie te są regulowane w umowach dwustronnych, z tego punktu widzenia ustawa jest więc niepotrzebna. Ponadto zapisy nowej ustawy rozszerzają zakres działania na terenie RP obcych funkcjonariuszy na służby spoza Unii.

– Spytałem o to ministra Piotra Stachańczyka, który potwierdził, że projekt wykracza poza zakres prawa unijnego – relacjonuje Naimski. –Można powiedzieć, że ustawa w sposób absolutnie nieuprawniony i sprzeczny z polskim interesem to prawo nadinterpretuje. Rodzi się więc poważne pytanie, jaka jest rzeczywista intencja rządu. Czy tą intencją jest stworzenie możliwości operowania obcych służb na terenie Polski? – zastanawia się poseł.

Były wiceminister spraw zagranicznych, poseł Krzysztof Szczerski, ocenia, że projekt nie dookreśla katalogu zdarzeń, w których obcy funkcjonariusze mieliby uczestniczyć. A to stwarza szerokie ramy do nadużyć. – Tego typu współpraca powinna być bardzo ściśle uregulowana. I mieć bardzo ścisły katalog sytuacji, w których można wnioskować o pomoc zewnętrzną. Ten katalog musi być bardzo ściśle reglamentowany. W innym razie daje się zbyt szerokie pole do decydowania o wewnętrznym bezpieczeństwie kraju – podkreśla Szczerski.

Suwerenność to przede wszystkim zasady samowładności i całowładności. To polskie służby mają gwarantować bezpieczeństwo publiczne. Przepisy regulujące sytuację, w której bezpieczeństwo publiczne naszego kraju mają zapewniać obce służby, muszą być przygotowane z najwyższą starannością. Tu nie może być pośpiechu – dodaje.

Patrole czy inwigilacja

Projekt rządowy rozszerza zakres działania wspólnych patroli. Dokument Rady UE mówi tylko o nich w aspekcie formalnym, a więc o ich ewentualnej lokalizacji czy kosztach. Ustawa określa już liczbę funkcjonariuszy do dwustu. Przewiduje ponadto, że będą mieli możliwość działalności operacyjnej, np. możliwość obserwacji. Projekt ustawy wprowadza rozwiązania, które w dość szeroki sposób określają katalog możliwości funkcjonariuszy służb zagranicznych działających w Polsce: prawo do noszenia munduru służbowego, posiadania i używania środków przymusu bezpośredniego, także broni palnej w sytuacji, gdy zagrożone jest życie, zdrowie lub ich wolność. Z zastrzeżeniem jednak, że może się to odbywać wyłącznie pod kierownictwem i w obecności polskich funkcjonariuszy.

Podczas patrolu funkcjonariusze mogą używać środków łączności i obserwacji technicznej, pojazdów służbowych, statków powietrznych i jednostek pływających. – Można sobie tylko wyobrazić obcych policjantów na ulicach Warszawy w czasie manifestacji albo nieumundurowanych funkcjonariuszy służb specjalnych jakiegoś kraju spoza UE, którzy będą prowadzili działania operacyjne wobec polskich obywateli – mówi Naimski. Podobnego zdania jest Bogdan Święczkowski, prokurator w stanie spoczynku, były szef ABW. – Na wypadek konkretnych zdarzeń, kiedy Polska jest zmuszona do szukania pomocy w innych krajach, wystarczą umowy bilateralne związane z układem z Schengen. Przykładem jest obecność niemieckich i angielskich funkcjonariuszy na Euro 2012. Taka ustawa, która dopuszcza przedstawicieli wszelkich państw, także spoza UE czy NATO, do działania na terenie Polski tylko i wyłącznie za zgodą rządu, to wielka przesada – komentuje.

Prerogatywy dla rządu

Projekt zakłada, że wspólne operacje koordynuje komendant wojewódzki policji, komendant oddziału Straży Granicznej, komendant wojewódzki Państwowej Straży Pożarnej, dyrektor delegatury Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego lub osoba wskazana przez szefa Biura Ochrony Rządu. Z wnioskiem o ich udział w operacjach może wystąpić komendant główny Policji, komendant główny Straży Granicznej, komendant główny Państwowej Straży Pożarnej i szef ABW. Organem decydującym jest minister spraw wewnętrznych. W przypadku jeśli działania mają być prowadzone na większą skalę, zarówno pod względem czasu trwania, jak i liczby funkcjonariuszy, decyzję ma podejmować rząd. W uzasadnieniu do ustawy czytamy, że „zakres przyznanych uprawnień zależy od tego, kto koordynuje wspólną operacją”. „Taka regulacja ma charakter pragmatyczny, jako że z punktu widzenia skuteczności wspólnie prowadzonych działań funkcjonariusze lub pracownicy zarówno obcy, jak i polscy powinni posiadać takie same uprawnienia” – czytamy w uzasadnieniu projektu. Funkcjonariusze będą zobowiązani do przestrzegania prawa polskiego, ale mają też korzystać z przywilejów zarezerwowanych dla polskich służb, np. z bezpłatnej pomocy lekarskiej. Projekt przewiduje również organizowanie specjalnych szkoleń na terytorium Polski. Istotny jest też zapis umożliwiający obcym funkcjonariuszom wgląd do informacji uzyskanych przez polskich funkcjonariuszy i włączonych do akt wspólnie prowadzonej sprawy. Z tym że nie będą oni mieli dostępu do całej dokumentacji polskich baz. – Ale oprócz tego istnieje wymiana danych między krajami. To polega tak naprawdę na dostępie służb kraju X do banku danych kraju Y – zaznacza Naimski.

Anna Ambroziak

Nasz Dziennik