Mimo chwiejącej się większości sondaże wciąż pokazują największe poparcie dla Zjednoczonej Prawicy. Czy to ugruntowana pozycja?
– Jak wiemy, można mieć większość, można nawet wygrać wybory, i można nie rządzić. Rządzi ten, kto jest w stanie zbudować większość koalicyjną. I na tym polega sukces w polityce. Myślę, że warto w tym miejscu przytoczyć słynne już powiedzenie PSL-u i odpowiedź na pytanie: Kto wygra wybory i kto będzie rządził? Na pewno będzie to nasz koalicjant! I coś w tym stwierdzeniu jest. Zatem wybory to tylko etap – ważny, ale etap, jeden element całej układanki. Natomiast drugim elementem jest umiejętność zbudowania koalicji, programu, który pozwoli realnie sprawować władzę w Polsce.
Nie zmienia to faktu, że Zjednoczona Prawica wciąż rządzi, a opozycja, mimo iż bardzo chce przejąć władzę, to jednak nie potrafi zbudować większości…
– Uważam, że szczególnie Platforma ma dzisiaj dobre samopoczucie, tyle że nic takiego samopoczucia nie uzasadnia, bo w przypadku tej formacji mówimy o bardzo poważnym kryzysie. Platforma przeżywa bardzo poważny kryzys, zarówno programowy, jak i dotyczący funkcjonowania. Proszę zwrócić uwagę, że to z szeregów Platformy odpływa największa liczba posłów, co więcej, ci politycy sami odchodzą i nawet niespecjalnie trzeba ich do tego zachęcać. Platforma przeżywa regres, co więcej, nie chce dopuścić do siebie tej świadomości, co jeszcze bardziej pogłębia ten problem.
Czy ten kryzys to kwestia słabego przywództwa?
– Nie tylko. Na ten kryzys pracują wszyscy politycy Platformy już od sześciu lat, a więc od przegranych wyborów z Prawem i Sprawiedliwością, co więcej, tych porażek po drodze uzbierało się bodajże sześć. Ten wewnętrzny kryzys to kwestia pewnego bezwładu w tej formacji. Przypomnę, że w 2015 roku po przegranej z PiS-em Platforma startowała z pułapu powyżej 27 procent poparcia, a dzisiaj jest już poniżej 20 procent, a nawet w sondażach coraz bardziej zbliża się do progu 15 procent. To jest bardzo jednoznaczny sygnał i zespoły ekspertów, analitycy to widzą, ale pytanie, – czy liderzy Platformy chcą to zobaczyć i przyjąć do wiadomości…
Sondaże pokazują zmianę lidera opozycji, gdzie pozycję traci Koalicja Obywatelska, a zyskuje Polska 2050 Szymona Hołowni. To już trwała tendencja?
– Z pewnością tu nie ma przypadku. To już jest kolejny sondaż, w którym Platforma schodzi poniżej magicznego progu 20 procent i przegrywa z Ruchem Polska 2050 Szymona Hołowni, który, nie wygrywając wyborów parlamentarnych, jest coraz bliżej utworzenia klubu poselskiego. Wszystko wskazuje na to, że taki klub parlamentarny może wkrótce powstać.
Jaka jest różnica – czy liderem opozycji jest Platforma, czy Polska 2050, skoro tworzą je ludzie o tożsamych poglądach, a Hołownia buduje swoją ekipę, podbierając parlamentarzystów Platformie?
– Po pierwsze, po stronie opozycji w Polsce nie ma dzisiaj lidera i dotyczy to zarówno ugrupowania, jak i personalnie konkretnego polityka. Mamy dwie osoby wskazywane jako potencjalni liderzy: pierwszy to prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski i drugi to Szymon Hołownia. Obaj panowie mają swoje polityczne ambicje i swoje aspiracje, i nie sądzę, żeby to się dało pogodzić. Mamy zatem dwóch panów, którzy zdają sobie sprawę, że to oni będą głównymi rozgrywającymi po stronie opozycji. Problem w tym, że żaden z nich nie chce ustąpić drugiemu. Rafał Trzaskowski ma świadomość porażki, czy wręcz klęski, Platformy pod przewodnictwem Borysa Budki. Mamy właściwie ciąg zdarzeń, zjazd po równi pochyłej zapoczątkowany przez wybór Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na kandydata w wyborach prezydenckich w ubiegłym roku. Z drugiej strony jest Szymon Hołownia, który – rzec można – poczuł krew, poczuł zew zwycięstwa i ma świadomość, że może się liczyć. Efekty przynosi jego ciężka praca w terenie, walka o budowanie struktur, walka o elektorat.
Tyle że elektoraty Platformy i Polski 2050 są bardzo podobne…
– Zgadzam się z panem redaktorem, dlatego warto pamiętać, że elektorat Platformy – ten rdzenny – nigdy nie zagłosuje na Zjednoczoną Prawicę, ale ci wyborcy, czując się zawiedzeni działaniami Platformy, szukają alternatywy i taką alternatywą, wspólnym mianownikiem, może być dla nich Polska 2050 Szymona Hołowni. Poza tym wspólnym wrogiem dla jednej, jak i drugiej formacji jest PiS. Realnie patrząc, elektorat PiS-u nie zagłosuje na Platformę i odwrotnie – nikt z Platformy nie odda głosu na Zjednoczoną Prawicę. Tak to działa.
Czas Borysa Budki w roli szefa Platformy dobiega końca czy wewnętrzny pucz to tylko pogłoski?
– Wygląda na to, że wszyscy dookoła już o tym wiedzą, tylko sam zainteresowany udaje, że nie wie, i kurczowo trzyma się pozycji, nie dopuszczając do siebie myśli, że tak szybko jego sen o potędze się skończył. Pewne jest, że Borys Budka nie zdał egzaminu, to nie jest osobowość, to nie jest polityczny lider. Jak wiadomo, przewodniczący Budka lubi biegać maratony i z tego jest znany w Sejmie. Maraton to bieg samotny i Borys Budka także w polityce jest takim samotnym biegaczem, za którym nie widać tłumu, który biegłby w tym samym kierunku. Borys Budka rozpoczął bieg, ale reszta została w blokach startowych i czeka na nowego lidera.
Z drugiej strony jest Szymon Hołownia. Jak długo, Pana zdaniem, można jechać na tzw. efekcie świeżości?
– Jak widać można. Udaje się to Szymonowi Hołowni.
Ale do wyborów parlamentarnych jest jeszcze ponad dwa lata…
– Tak, to prawda, ale po drodze są wybory na prezydenta Rzeszowa, gdzie Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, PSL-owi i Polsce 2050 udało się wystawić wspólnego kandydata. Dalej są odłożone w czasie wybory uzupełniające w wielu samorządach i jestem pewny, że Szymon Hołownia będzie wykorzystywał takie okazje do promocji swojego ugrupowania i siebie samego. Wszystkie wybory uzupełniające będą zatem elementem do wykorzystania i Szymon Hołownia oraz jego środowisko będą się starali rozegrać ten bieg z korzyścią dla siebie. Plus oczywiście budowanie klubu parlamentarnego po to, żeby w pewnym momencie móc w Sejmie legalnie składać swoje projekty ustaw. Taki jest cel.
Na ile wiarygodną osobą jest Szymon Hołownia, który diametralnie zmienił swój punkt widzenia, kiedy startował z pozycji tzw. katolickiego dziennikarza, autora książek o wierze, poprzez udział w wyborach prezydenckich i teraz, kiedy chce odsunięcia Kościoła od państwa?
– To pokazuje charakter, kręgosłup polityka, człowieka, bądź jego brak. Ale polityków pokroju Szymona Hołowni w polskim parlamencie jest więcej. Trzeba powiedzieć wyraźne, że jest dość pokaźna grupa polityków oraz osób publicznych, którzy prezentują podobne poglądy. Tak czy inaczej Hołownia jest jednym z wielu polityków, którzy zapomnieli o swoich korzeniach, wartościach, które bardzo długo nosili na sztandarach i głosili, że są dla nich najważniejsze. Dzisiaj okazuje się, że niekoniecznie.
A może to był tylko szyld?
– Każdy dojrzewa. Niektórzy dojrzewają i wyciągają z tego wnioski. Niektórzy być może uznali, że korzystniej dla nich będzie popłynąć w głównym nurcie, a nie pod prąd. W końcu z nurtem to szybciej, prościej, po co się zatem męczyć.
Co jest bolączką polskiej opozycji, co sprawia, że żadna z formacji, poza chęcią zdobycia władzy, nie potrafi zbudować programu, który byłby alternatywą dla PiS-u, nawet więcej, wszelkie próby, chociażby Platformy, sprawiają, że potyka się o własne nogi?
– Nie bardzo wiadomo, czego chce dzisiejsza opozycja, co chce osiągnąć i do czego zmierza. Mam wrażenie, że opozycja w Polsce się pogubiła, że nie potrafi odróżnić spraw globalnych od partykularnych interesów partyjnych. Zapomina też, że nie da się, że nie wolno budować kapitału politycznego na nieszczęściu, jakim jest pandemia koronawirusa i związany z nią kryzys. COVID-19 przeżywa cały świat, wszyscy obrywają, czy to gospodarczo, czy to w ramach służby zdrowia itd., a nasza klasa polityczna zachowuje się tak, jakby to był problem tylko Polski, co więcej, jakby winę za to, że mamy pandemię, ponosił obecny rząd. To duże nieporozumienie. Nie da się też budować swojego kapitału tylko i wyłącznie na wrogości, wręcz patologicznej, do opcji rządzącej. Oczywiście zawsze jest tak, że opozycja staje okoniem wobec rządzących, bo wilczym prawem opozycji jest krytyka rządzących, trudno więc, żeby przeciwstawne siły pałały do siebie miłością. Tylko że poza krytyką, często niemerytoryczną, trzeba mieć jeszcze alternatywny program, pokazać go wyborcom i przekonać ich, że to lepszy pomysł na rządzenie. Tego jednak nie widać. Opozycja totalna miota się niczym w zaklętym kręgu i nie bardzo ma pomysł, jak z tego wyjść. To sprawia, że raz za razem traci poparcie, a na tej bezsilności, bezideowości próbują korzystać inni. Szymon Hołownia i Polska 2050 są tego przykładem.

