logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Odrębność w ramach Zjednoczonej Prawicy

Piątek, 7 maja 2021 (13:18)

Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Dzięki poparciu Lewicy Sejm uchwalił we wtorek ustawę wyrażającą zgodę na ratyfikację decyzji o zwiększeniu zasobów własnych Unii Europejskiej. Czy to tylko doraźna współpraca PiS z Lewicą, czy może zapowiedź czegoś więcej?

– Oczywiście, jest to jednorazowe głosowanie – w moim przekonaniu istotne z punktu widzenia polskich interesów.  Natomiast nie sądzę, aby po stronie Lewicy był jakiś plan dogadywania się z obozem Zjednoczonej Prawicy. Zatem zważając na różnice, na pewno nie jest to element jakiejś dalszej współpracy.     

Platforma się miota i oskarża Lewicę o złamanie opozycyjnej solidarności. PSL, widząc, że unijny Fundusz Odbudowy zyska większość, ostatecznie zagłosowało za, wiedząc, że wyborcy mogą im tego nie wybaczyć. Wygląda na to, że zjednoczona opozycja, o której wiele się mówiło, to był projekt dla naiwnych…?

– Zjednoczona opozycja to pomysł Borysa Budki. Z całą pewnością zbyt wiele różni przynajmniej część posłów Koalicji Obywatelskiej z tym, co reprezentuje Lewica. Nie ma też zbieżności poglądów między elektoratem PSL-u, Kukiz’15, a chociażby tymi wyborcami, którzy głosują na Lewicę. Trudno zatem było oczekiwać, że ten plan się powiedzie. „Koalicja 276”, której zapowiedź powstania usłyszeliśmy w lutym tego roku, która – jak zapowiadał Borys Budka – miała być pierwszym krokiem do zjednoczenia opozycji i pokazania, że w tym kręgu są wspólne cele, które powinny łączyć, po prostu nie wypaliła. Celem i spoiwem, który łączy, miało być obalenie rządu Zjednoczonej Prawicy i doprowadzenie do przedterminowych wyborów, ale ten plan też się nie powiódł.

Myślę, że realistycznie do tego podszedł zarówno Władysław Kosiniak-Kamysz, jak i Włodzimierz Czarzasty, którzy uznali, że na popieraniu takiej idei totalnej opozycji można tylko stracić. I rzeczywiście, na poparciu unijnego Funduszu Odbudowy Lewica zyskała, a zdecydowanie straciła Koalicja Obywatelska.

Wygląda zatem, że po głosowaniu w Sejmie opozycja wychodzi skłócona, a Zjednoczona Prawica…?

– Politycy Solidarnej Polski – od początku do końca – byli w tej materii konsekwentni. Świadomość tego, że Zbigniew Ziobro zdania nie zmieni, mieliśmy już po spotkaniu koalicyjnym zorganizowanym przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Wiedzieliśmy zatem, że w tej kwestii Solidarna Polska pozostanie przy własnym zdaniu. Mieliśmy też świadomość, że w Sejmie większość dla poparcia absorpcji funduszy europejskich PiS znajdzie, więc ta konsekwentna postawa Solidarnej Polski raczej nie zaszkodziła naszej formacji i samej Zjednoczonej Prawicy. Oczywiście, lepiej byłoby, gdybyśmy w takich sprawach – nawet mając odrębne zdanie – jednak głosowali jednomyślnie. Dla wyborców też byłoby zrozumiałe, gdyby Solidarna Polska zagłosowała wspólnie z PiS-em, akcentując jednak swoją odrębność i swoje poglądy na temat unijnego Funduszu Odbudowy. Stało się inaczej, Solidarna Polska zagłosowała przeciw i myślę, że jest to sygnał wskazujący na pewną odrębność w ramach Zjednoczonej Prawicy. Tak czy inaczej Zbigniew Ziobro chciał i zaakcentował swoją autonomię w ramach Zjednoczonej Prawicy i jako koalicjant. Szanujemy to.

Czy to wpłynie na relacje w ramach koalicji? Należy się spodziewać jakichś konsekwencji?      

– Jeśli chodzi o Solidarną Polskę, to przyjęto do wiadomości, że nasi koalicjanci głosują w ten, a nie inny sposób i akurat w tej sprawie zachowują swoją odrębność w ramach Zjednoczonej Prawicy. Co do posłów PiS-u, którzy zagłosowali niezgodnie z dyscypliną klubową, to już władze Klubu Parlamentarnego PiS podejmą decyzję, rzecznik dyscypliny. Jeśli zaś chodzi o Solidarną Polskę, to tak jak powiedziałem: Zbigniew Ziobro akcentował to odrębne zdanie wcześniej i myśmy to przyjęli do wiadomości.

Może być tak, że ta odrębność spowoduje, iż posłowie Solidarnej Polski nie znajdą się na listach PiS-u w najbliższych wyborach parlamentarnych?

– Nie. Myślę, że jasny komunikat popłynął już ze spotkania prezesa Jarosława Kaczyńskiego, Zbigniewa Ziobry i Jarosława Gowina przed głosowaniem w Sejmie co do kwestii wspólnych list i tego, że idziemy razem do wyborów parlamentarnych w 2023 roku. Jest zatem wola utrzymania koalicji Zjednoczonej Prawicy w obliczu najbliższych wyborów parlamentarnych.

Głosowanie nad unijnym budżetem i Funduszem Odbudowy w Sejmie za nami, teraz czas na Senat. Spodziewa się Pan szybkiej ścieżki czy blokady pod pozorem konsultacji i merytorycznej dyskusji, do czego już nas przyzwyczaił marszałek Grodzki?

– Sejm już podjął decyzję o ratyfikacji, uchwalił ustawę w sprawie ratyfikacji decyzji o zwiększeniu zasobów własnych Unii Europejskiej. Krajowy Plan Odbudowy – jak wiadomo – został przesłany przez rząd do Komisji Europejskiej, natomiast decyzja Senatu może ten proces zatwierdzenia opóźnić. Znamy marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego i gry, jakie już wcześniej prowadził raczej ze słabym skutkiem. Dlatego nauczony pewnym doświadczeniem, nie mam złudzeń, że i w tym przypadku będzie prowadzona znana gierka na zasadzie, że jeśli przyjmiecie nasze poprawki, to będzie akceptacja, jeśli nie – to trudno.

Poprawki do ustawy ratyfikacyjnej wysuwane przez Koalicję Obywatelska były nieracjonalne. Przede wszystkim nigdy też nie było praktyki, żeby do ustaw ratyfikacyjnych, za które odpowiedzialny jest rząd, opozycja wprowadzała jakiekolwiek zmiany. To, co mówił Borys Budka: żeby negocjować warunki przyjęcia funduszy europejskich, to jest kompletna aberracja, więc należy się spodziewać, że podobnie będzie to formułowane w Senacie. Prawdę powiedziawszy, nie ma żadnego znaczenia, czy Senat będzie nad tym pracował tydzień, dwa czy miesiąc. Jeżeli senatorowie podejdą do tej sprawy racjonalnie, to swoje propozycje zgłoszą i zakończą sprawę na najbliższej sesji Senatu. Wówczas na posiedzeniu Sejmu w maju poprawki Senatu zostaną rozpatrzone. Natomiast jeśli pójdą utartą już drogą i będą sprawę przeciągać przez miesiąc, to Sejm zajmie się tą kwestią w czerwcu i te poprawki Senatu odrzuci. Tutaj nie ma innej opcji. Natomiast najistotniejsze jest to, co się stało na posiedzeniu Sejmu w tym tygodniu, gdzie 290 głosów było za ratyfikacją i Sejm uchwalił ustawę. W tej sytuacji to, co się teraz dzieje w Senacie, nie ma większego znaczenia.

           Dziękuję za rozmowę.   

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl