Rafał Trzaskowski zamiast zarządzać Warszawą promuje swój projekt „Campus Polska Przyszłości”. To już kolejna inicjatywa tego polityka…
– Widzimy, że Rafał Trzaskowski coraz bardziej robi się niepoważny. Po wyborach prezydenckich, od których niedługo minie rok, gdzie osiągnął dobry wynik, zdobył nawet pewną, co też trzeba przyznać, rosnącą popularność. Stworzył swój ruch obywatelski „Wspólna Polska”, którego nazwy nie pamiętają dziś nawet czołowi politycy Platformy. Mówił o „Nowej Solidarności”, co wywołało uzasadniony sprzeciw NSZZ „Solidarność”, która uznała to za próbę przywłaszczenia przez Trzaskowskiego nazwy związku zawodowego. Ponadto prezydent Warszawy podkreślał potrzebę zaktywizowania ludzi, którzy do tej pory nie angażowali się w politykę.
Równolegle pojawiły się problemy z oczyszczalnią ścieków „Czajka” i związaną z tym indolencję urzędującego prezydenta i władz Warszawy i zasadniczo nic z tych pomysłów Rafała Trzaskowskiego nie wyszło, co więcej, kpiono, że to jest największy falstart w polityce, jaki się pojawił w ostatnim czasie. Teraz, kiedy widać, że Platforma coraz bardziej nabiera wody i tonie, różni politycy tej formacji próbują sobie tworzyć szalupy ratunkowe – szyldy, pod którymi gromadzą „szable”. Przypomnę tylko, że Bronisław Komorowski – nagle – pojawił się w otoczeniu Władysława Kosiniaka-Kamysza, mówiąc o nowej inicjatywie chadeckiej.
Czy to oznacza, że w szeregach Platformy wrze?
– Przejawem tego może być list otwarty Grzegorza Schetyny do kolegów partyjnych i klubowych z apelem o ratowanie Platformy, pod którym podpisało się 51 parlamentarzystów. Jest to manifest buntu przeciwko przewodniczącemu Borysowi Budce. Nic więc dziwnego, że także Rafał Trzaskowski chce stworzyć kolejny ruch czy projekt pod nazwą „Campus Polska Przyszłości”, który niekoniecznie musi być atrakcyjny, chwytliwy. Po pierwsze, dlatego że od wyborów minęło sporo czasu, który Platforma i Trzaskowski zmarnowali. Trudno więc mówić o kontynuacji, świeżości. Po drugie, sam ten ruch nie jest na tyle atrakcyjny, żeby był w stanie konkurować z Polską-2050 Szymona Hołowni, który lepiej wypada medialnie, ponadto funkcjonuje też w mediach społecznościowych. Po trzecie, sam Rafał Trzaskowski ma tyle wspólnego z młodzieżą, co każdy z nas, który był kiedyś młody. Trudno coś więcej o tej nowej, kolejnej inicjatywie Trzaskowskiego powiedzieć.
Warszawa mu uwiera? Nawet patrząc z boku, widać, że woli podróżować po Polsce i uprawiać politykę, niż załatwiać sprawy miasta, którym ma zarządzać…
– Warszawa jest specyficznym miastem, jeśli chodzi o elektorat. Wiemy też, że politycy wielkich miast angażują się w politykę, na przykład prezydent Krzysztof Żuk w Lublinie jest liderem Platformy Obywatelskiej na Lubelszczyźnie. Wygląda zatem, że ta sfera partyjna angażuje niektórych samorządowców w znaczący sposób. Warszawa rzeczywiście uwiera Rafałowi Trzaskowskiemu, i to widać na każdym kroku. Można powiedzieć, że Trzaskowski sobie wyraźnie nie radzi z zarządzaniem stolicą, musi też kryć pewne patologiczne rzeczy, które funkcjonują tam od dawna, jeszcze za rządów poprzedniczki. Ciągle też mierzy się z różnymi awariami, a to znów podnosi opłaty za parkowanie, ceny śmieci itd. Robi więc wiele rzeczy niepopularnych, tymczasem jest to polityk, który lubi być popularny lubi funkcjonować w mediach, zna języki obce. W związku z tym nie sądzę, żeby taki byt urzędniczy, samorządowy był skrojony dla Trzaskowskiego.
W sierpniu w Olsztynie ma się odbyć spotkanie tysiąca osób w wieku 18-35 lat, ma ono wyłonić ludzi, którzy chcą się zaangażować „w życie publiczne” – jak twierdzi Trzaskowski. Można powiedzieć, że brakuje tylko sieci do tego połowu młodych…
– Jakaś dziwna moda zapanowała, żeby angażować młodzież w poważne sprawy, co ma dać poszczególnym formacjom jakieś odbicie sondażowe. Te nadzieje się spotęgowały jeszcze bardziej po marszach tzw. strajku kobiet, kiedy młodzi ulegając propagandzie, pojawiali się na ulicach. Sam Borys Budka maszerował, paradował z maseczką, na której widniały pioruny. Widać, uznano, że młodzież da nową siłę. Jeśli przyjąć taką argumentację, to warto się zastanowić, gdzie dzisiaj jest Borys Budka – w jakim miejscu? Uważam, że to jest infantylizacja polityki. Rozumiem, że następuje ona w całym świecie, gdzie np. na Ukrainie aktor zostaje prezydentem państwa. Jest taki trend, ale nie można budować polityki z samą młodzieżą, opierając się wyłącznie na emocjach. Ponadto nie rozumiem, z jakiego powodu Rafał Trzaskowski ma być atrakcyjny dla młodzieży?
Młodzież to kupi?
– Jeśli nawet kupi, to nie w takiej sile, która pozwoliłaby na poważne polityczne odbicie Platformie, a przecież taki jest cel. Tak naprawdę nie chodzi tu wcale o młodzież, o jej interesy, pragnienia, oczekiwania, ale o to, żeby się odbić, bo dno sondażowe coraz bliżej. Z tego, co miało być „Nową Solidarnością”, zrobiła się mała szalupa ratunkowa, na której Rafał Trzaskowski usiłuje przetrwać i się wybić. To jego wybór, może stanowić jakiś element w nowych układankach, które pewnie zaistnieją. Z tym że, po pierwsze – nie wiadomo, czy Platforma przetrwa, a po drugie – nie bardzo wiadomo, kto będzie jej nowym liderem. I w tym rozgardiaszu politycznym każdy sobie tworzy płaszczyznę, żeby coś znaczyć, żeby później ewentualnie brać udział w negocjacjach – w sytuacji, kiedy tworzyłyby się nowe układanki. I taką rolę ten ruch Trzaskowskiego może spełnić, ale nie ma mowy o wielkim ruchu społecznym, który wygra wybory.
Czy zważając na list – wspomniany wcześniej przez Pana Profesora – podpisany przez 51 parlamentarzystów, m.in. przez Bartosza Arłukowicza, powrót Grzegorza Schetyny na pozycję lidera Platformy jest możliwy?
– W polityce jest wszystko możliwe. Grzegorz Schetyna oczywiście należy do krytyków działań Borysa Budki, ale nie sądzę, że wróci na fotel przewodniczącego Platformy. Raczej ktoś od Schetyny może zostać wykreowany na nowego lidera tej formacji i przejmie schedę. Borys Budka był katastrofalnym wyborem – już od samego początku. Nawet jeśli jesteśmy krytyczni wobec Grzegorza Schetyny, jego możliwości i jego hasła, że Platforma będzie totalną opozycją, to Borys Budka doprowadził to do skrajności. Granicę totalności przesunął w stronę absurdu, śmieszności, co więcej, stał się totalny nawet w szkodzeniu sobie i swojej formacji politycznej. Mam tu na myśli chociażby ostatnie głosowanie w Sejmie. Zatem Budka złożył wszystko – nawet swój własny los – na ołtarzu totalnej opozycji wobec Prawa i Sprawiedliwości. Nic zatem dziwnego, że Platforma tonie w swej totalności.
Patrząc na ostatnie sondaże, czy w Polsce szykuje się zmiana politycznego układu sił, gdzie Platforma nie tylko że straciła już pozycję wicelidera, ale może spaść z podium, ustępując Lewicy?
– Jak najbardziej. Ten proces się rozpoczął. Elektorat lewicowo-liberalny jest nastawiony na krótkodystansowe, doraźne, wymierne korzyści – najlepiej finansowe. Unijny Fundusz Odbudowy, który może przynosić różne perturbacje, w krótkim dystansie może stworzyć wrażenie, że jest to sukces, i tym Platforma też będzie próbowała się chwalić. Będzie się chwalić, że jest partią proeuropejską, co jest ważne dla jej elektoratu, będzie się chwalić, że coś zostało zbudowane dzięki jej działaniom. Jeśli jednak przyjrzeć się bliżej, to Platforma nie bardzo ma czym się chwalić, bo sukcesów ewidentnie brak. Ciągle powtarzana retoryka, że PiS jest zły, to za mało. Coraz mniej ludzi to obchodzi i nawet jeśli są mocno antypisowscy i stoją po drugiej stronie barykady ideologicznej, to tak naprawdę są znużeni wiecznym powtarzaniem tego samego. W związku z tym jesteśmy o krok od tego, kiedy Nowa Lewica, jako płaszczyzna działania politycznego, będzie bardziej atrakcyjna niż Platforma.
Trzaskowski na forum amerykańskiego think-tanku Atlantic Council przypisuje sobie zasługi rządu w sprawie walki z koronawirusem. Przecież podczas kulminacji drugiej fali, mimo zakazu gromadzenia i niebezpieczeństwa rozprzestrzeniania się przenoszenia COVID-19, sam uczestniczył w tzw. marszach kobiet?
– Kiedy Rafał Trzaskowski kandydował na prezydenta Polski, mówiłem, że on nawet nie jest klasycznym politykiem, że nie ma dorobku, którym mógłby się pochwalić. Natomiast jest to polityk, ale bardziej nowoczesnego typu – produkt medialny, językowo dobrze wyrobiony, dość dobrze skrojony garnitur czy odpowiednia fryzura, ale to wszystko… Reszta to PR. Proszę przypomnieć sobie, jak wyglądała jego kampania prezydencka, gdzie przymilał się nawet do Konfederacji, do Marszu Niepodległości, tylko po to, żeby zdobyć ich głosy. To pozycjonuje go jako polityka, który jest w stanie obiecać wszystko, wszystkim, dla każdego coś miłego.
Oczywiście podczas tego panelu dotyczącego reakcji władz lokalnych na epidemię koronawiursa Trzaskowski chciał wypaść jak najlepiej, pokazać swoje sukcesy na tym froncie, podkreślając nawet, że jeśli chodzi o reakcję na COVID-19, działania władz samorządowych Warszawy były szybsze niż działania podjęte przez polski rząd. To jest oczywiście nieprawdą. Tyle tylko, że chyba nawet on sam nie spodziewał się, że ta jego wypowiedź pójdzie w eter, stało się jednak inaczej. Nic więc dziwnego, że jest dzisiaj przedmiotem krytyki. To przykład megalomanii.

