logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Spróbują „nieboszczkę” Platformę dowieźć do końca kadencji

Poniedziałek, 10 maja 2021 (20:29)

Aktualizacja: 10 maja 2021 (20:29)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Platforma trzeszczy w posadach? Pytam o to w kontekście listu, pod którym podpisało się 51 parlamentarzystów tej partii…

– Tu sprawdza się znane powiedzenie, że pycha kroczy przed upadkiem. I po raz kolejny urzeczywistnia się to na polskiej scenie politycznej. Jesteśmy świadkami czegoś niewyobrażalnego, bo gdyby jeszcze kilka miesięcy wstecz ktoś powiedział, że Platforma będzie miała tylko 14 procent poparcia w sondażu, to chyba nikt nie uwierzyłby w to. Przypomnę tylko, że w 2015 roku Platforma po przegranych wyborach miała 27 procent poparcia, a w najlepszych dla siebie czasach nawet 40. Oceniając sytuację obiektywnie, nie da się ukryć, że to, z czym dzisiaj mamy do czynienia, to bardzo poważny kryzys w Platformie – kryzys przywództwa. Jednocześnie zaświeciło się pomarańczowe światełko ostrzegawcze, zasadne jest też pytanie, czy na pokładzie Platformy jest jeszcze pilot.

Trwa gorączkowe szukanie lidera. Czy Borys Budka de facto stracił już przywództwo w Platformie i pozostaje tylko to ogłosić?

– Sądzę, że Borysa Budki jako szefa Platformy już nie ma. I tak jak pan redaktor zauważy, jest tylko kwestią czasu, kiedy zgrabnie – jako nowe otwarcie – zostanie to ogłoszone. Podobnie jak Rafał Trzaskowski w „cudowny” sposób nagle ogłosił drugie otwarcie swojego ruchu. Nie ma już mowy o pierwszym ruchu obywatelskim „Wspólna Polska”, który był działaniem spontanicznym po ubiegłorocznych wyborach prezydenckich i który znalazł się już w martwym punkcie. Mamy natomiast zgrabną próbę przejścia do nowego projektu pod nazwą „Campus Polska Przyszłości”, a jednocześnie widać wyraźnie kolejny etap podmieniania lidera Platformy. Jednym słowem, widać, że w Platformie obowiązuje hasło: na kłopoty Trzaskowski. Wygląda na to, że prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski jest jednym z ostatnich kół ratunkowych dla Platformy. Fakty są brutalne – jak nie Trzaskowski, to kto? Tym bardziej że widać, iż ławka jest krótka. Może się okazać – jeżeli Trzaskowski nie będzie widział wspólnego mianownika do ratowania czy próby reanimowania Platformy, że Borys Budka będzie tym, który poda komendę: sztandar wyprowadzić.

Na razie widać, że Trzaskowski zaczyna realizować własne ambicje polityczne, bo czym innym jest próba budowy nowego ruchu wokół swojej osoby?

– Obserwując ruchy i działania Rafała Trzaskowskiego, jedno jest pewne: żaden z niego samorządowiec. To nie jest jego miejsce. Wygląda, że ktoś go skrzywdził, wskazując jako kandydata na prezydenta Warszawy. Powoli robi to samo, co robił Robert Biedroń jako prezydent Słupska, który był wiecznie w delegacji, rzec można: wycieczkowicz, który według danych spędził rok kadencji w podróży. I w przypadku Trzaskowskiego zapowiada się dokładnie taka sama sytuacja. Fakty są takie, że jest a to w Rzeszowie, a to w Gdańsku czy w Olsztynie. Mało który, a może żaden z prezydentów dużych polskich miast bywa tak często na obcym gruncie; co więcej, powiada, że prowadzi działania samorządowe. Tymczasem widać gołym okiem, że zajmuje się polityką i to w wymiarze ogólnopolskim, partyjnym. Tak czy inaczej coś tu jest nie tak, widać też, że Rafał Trzaskowski wyraźnie się męczy w roli prezydenta Warszawy. Może więc warto, żeby zadeklarował, czy jest prezydentem i gospodarzem stolicy i bierze na siebie pełną odpowiedzialność za miasto i jego mieszkańców, za sukcesy i klęski oraz za realizację swojego programu wyborczego, czy też nie. Byłoby dobrze, gdyby się jasno określił, bo tego oczekują mieszkańcy Warszawy, czy może wraca do krajowej polityki. Polityka krajowa, tematy unijne – to są klimaty Trzaskowskiego, ale na pewno nie samorząd.

Czy Trzaskowskiemu opłaca się reanimować będącą w agonii Platformę, czy może uznał, że to już przegrany projekt, i dlatego sam próbuje budować coś nowego?  

– Odpowiem pytaniem na pytanie – dość brutalnie – mianowicie, czy można reanimować trupa? Mówimy tutaj o wiarygodności, a kolejne sondaże po głosowaniu nad unijnym Funduszem Odbudowy pokazują, że Platforma traci. Prawo i Sprawiedliwość zyskuje, Lewica utrzymuje swoją czwartą pozycję, a Platforma traci coraz bardziej. Zastanawiające jest też, czy projekt „Campus Polska Przyszłości” to jest sprytne obejście i próba zaatakowania Polski-2050 Szymona Hołowni jego własną bronią, czyli świeżym, młodym elektoratem dzisiaj będącym na studiach, a jednocześnie mającym prawa wyborcze.

Tylko czy młodzież – dość niestała w poglądach – to pewny elektorat?  

– Proszę zwrócić uwagę, że środowiska akademickie w Polsce to w dużej mierze ludzie o poglądach liberalnych, a nawet liberalno-lewicowych. Dlatego mam wrażenie, że mamy do czynienia z projektem, który rykoszetem może uderzyć zarówno w Polskę-2050, także w Lewicę, i Trzaskowski może ten proces przeprowadzić. Na razie widać, że są na ten projekt pieniądze – słychać, że niekoniecznie tylko polskie. Patrząc, co się dzieje, można się zastanowić, czy właśnie nie trwa kampania wyborcza, co jest chyba ewenementem, jaki znam – pierwszym od 30 lat, że w połowie kadencji parlamentu ktoś prowadzi kampanię wyborczą.

Lewica, popierając Fundusz Odbudowy, będzie zyskiwać – przynajmniej wszystko na to wskazuje, ale czy Platforma – jak liczą sygnatariusze listu otwartego – jest w stanie powrócić na pozycję lidera opozycji, czy przeciwnie – może spaść z podium, ustępując miejsca Lewicy?

– Myślę, że Lewica się zbuntowała i – cytując jednego z działaczy tej formacji – stwierdziła, że nie będzie podnóżkiem Platformy. To pokazuje, że politycy Włodzimierza Czarzastego nie chcą być dłużej upokarzani, wykorzystywani, bo uważają się za autonomiczną partię, która prowadzi własną politykę. W szeregach opozycji widać, że mamy bunt na statku, gdzie Lewica pokazała wyraźnie: nie chcemy mieć nic wspólnego z tzw. totalną opozycją. Ta konstruktywna postawa – z jednej strony, ale z drugiej krok do przodu przed dotychczasowych sojuszników pokazują, że Platforma ma problem i bardzo trudno jej będzie wrócić na dawne, czołowe miejsce w opozycyjnym szeregu. O przejęciu władzy nawet nie wspomnę.

Kto zatem jest dzisiaj liderem opozycji?

– W parlamencie arytmetyka wskazuje na Platformę, ale politycznie, czyli szerzej: poza Sejmem w zetknięciu Polski-2050 Szymona Hołowni i nowego ruchu Rafała Trzaskowskiego – mamy remis ze wskazaniem na Hołownię. Hołownia ma tę przewagę, że nie jest posłem, w przeciwieństwie do Trzaskowskiego nie jest też osobą pełniącą funkcję publiczną, ale jako „człowiek z ulicy” – wykorzystując słabość Platformy – dokonuje pewnego przewrotu na polskiej scenie politycznej, i co ciekawe, robi to skutecznie. Zatem biorąc pod uwagę siłę, dorobek Platformy i możliwości działań prezydenta Warszawy, to Trzaskowski teoretycznie ma większą przewagę i potencjał, tym bardziej zaskakujące, że Hołownia pozbawiony tego potencjału, tylko z kołem poselskim w Sejmie, robi rzecz wręcz niewyobrażalną – osiąga w sondażach pułap 20 procent poparcia. Myślę, że jeśli nadal będzie tak skuteczny w podbieraniu parlamentarzystów, to jest – moim zdaniem – blisko powołania klubu parlamentarnego. Natomiast jeśli w Platformie, i to szybko, nie dokona się reset, to może się okazać, że maratończyk Borys Budka zostanie sam, a jego drużyna – oczywiście nie cała – przejdzie do Polski-2050.  

Biorąc pod uwagę wysoką subwencję, jaką otrzymuje Platforma, chyba trudno liczyć na rozpad tej formacji w czasie trwania kadencji?

– Zgadza się. Będą robili wszystko, żeby „nieboszczkę” dowieźć do końca kadencji. Z drugiej strony pieniądze to nie wszystko, bo jak widać, można mieć pieniądze i przegrywać z siłą, która nawet nie jest klubem, tylko kołem poselskim, a jej lider nawet nie jest członkiem parlamentu. To pokazuje, że w polityce pieniądze to nie wszystko. Jednocześnie pamiętajmy, że Platforma – tak jak wiele innych ugrupowań – ma pieniądze, ale ma też wydatki, pokaźne wydatki, w tym także spłaty kredytów.

Jakie miejsce w rozgrywce z Borysem Budką odgrywa Grzegorz Schetyna, który za czasów przewodnictwa Budki jest raczej na uboczu?

– Grzegorz Schetyna to wytrawny polityk, cwany polityczny lis, który doskonale wie, jak to się robi. Odsunął się na bok, dał się wykrzyczeć Budce, a teraz po raz kolejny udowodnił, że jako lider Platformy może i nie był najlepszym wyborem, ale ktoś inny – Borys Budka, był jeszcze gorszy od niego. Grzegorz Schetyna w przeciwieństwie do Borysa Budki może mówić o sukcesach; co więcej, na jego koncie na pewno nie ma tak spektakularnych porażek jak w przypadku obecnego szefa Platformy. Budka na przestrzeni niespełna półtora roku przewodniczenia Platformie pobił rekordy szybkości w kategorii, jak stracić poparcie, a jednocześnie jak stracić wiarygodność. Żaden z liderów politycznych – w tak krótkim czasie – nie przetrwonił tak wiele. Odchudzić tak mocno partię – to niewątpliwy „sukces” Budki. Przypomnę tylko, że to za jego przewodzenia rozpoczął się masowy proces wychodzenia z Klubu Parlamentarnego Platformy. To naprawdę bardzo rzadka sytuacja – przyznam, że czegoś takiego w parlamencie nie widziałem.

Co ciekawe ta formacja, która miała być partią zbudowaną na wartościach chrześcijańskich, demokratycznych i konserwatywnych, dzisiaj jest utożsamiana wręcz z lewactwem…

– Platforma to miała być partia chadecka, która swoimi korzeniami będzie sięgać do Roberta Schumana – kandydata na ołtarze, męża stanu, prawnika, ministra spraw zagranicznych Francji, architekta projektu Unii Europejskiej i pojednania Europy. Tymczasem politycy Platformy się pogubili. Trzeba wyraźnie stwierdzić, że panowie z Platformy stracili kręgosłup; z partii mocno prounijnej stali się formacją negującą zasady europejskie i teraz po omacku szukają swojej nowej tożsamości. Inna sprawa, że przez ostatnie 20 lat rzeczywistość europejska mocno się zmieniła, stąd muszą zmienić swój program – tak jak każda partia co jakiś czas dokonuje liftingu. Tylko pytanie, czy Platforma tego momentu na reformę, odświeżenie nie przespała. Na razie nie widać konstruktywnego podejścia, za to mamy wszechobecną fanaberię, ciągłe niezadowolenie. Oczywiście, wilczym prawem każdej opozycji jest krytyka rządu, ale należy przy tym zachować zdrowy rozsądek i odróżnić krytykę, walkę polityczną od interesów państwa – mam na myśli grunt unijny i grunt NATO-wski. Ciekawe, jak wyjaśnią politycznym kolegom na gruncie europejskim, brukselskim, swoje głosowanie w Sejmie nad unijnym Funduszem Odbudowy. Moim zdaniem głosowanie Platformy w Senacie jest do przewidzenia, bo drugi raz numer z wstrzymaniem się od głosu nie przejdzie. Zresztą jak wytłumaczyliby to na forum europejskim?

          Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl