Dotychczas z powodu braku właściwej opieki lub odmowy leczenia zmarło ponad 100 tys. osób. W ocenie internisty, specjalisty chorób zakaźnych dr. n. med. Zbigniewa Martyki, ordynatora oddziału obserwacyjno-zakaźnego w ZOZ w Dąbrowie Tarnowskiej, to jest o wiele większe zagrożenie niż sam SARS-CoV-2. – W pierwszych 9 miesiącach 2020 roku było o milion trzysta tysięcy mniej hospitalizacji niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Tak więc aż tylu potrzebującym pacjentom odmówiono leczenia szpitalnego! – mówi ordynator oddziału obserwacyjno-zakaźnego.
Jednak jak dodaje, nie lepiej jest z leczeniem COVID-19. Doktor Martyka przyznaje, że gdy sam zachorował, leczył się amantadyną według wskazań dr. Włodzimierza Bodnara, pulmonologa z Przemyśla. Dostęp do tego leku jest jednak wciąż dla wielu Polaków ograniczany. – Niestety, moi pacjenci nie mają tej szansy, gdyż szpital nie wyraził zgody na zakup amantadyny – wyjaśnia lekarz. Specjalista wskazuje przy tym, że szczepienia nie mogą być jedynym sposobem walki z pandemią. – To musi być indywidualna decyzja, bez żadnej presji ze strony władz i medyków. Obecnie nasz stan wiedzy jest następujący: szczepionki zostały dopuszczone warunkowo – nie mają ukończonych badań, nie znamy wszystkich skutków ubocznych w perspektywie dni czy tygodni, nie znamy wszystkich skutków ubocznych w perspektywie lat – zaznacza dr Martyka.
W ocenie specjalisty walka z koronawirusem powinna opierać się m.in. na budowaniu odporności. – Przebywanie na świeżym powietrzu, na słońcu, dobre dotlenienie organizmu. A co słyszymy? „Zostań w domu, ogranicz wychodzenie, a nawet jeśli wychodzisz na świeże powietrze, to oddychaj przez maskę”. Pamiętają państwo, jak zabroniono wchodzić do lasu? Takie absurdy są na porządku dziennym – podnosi dr Martyka.
Drogi Czytelniku! Więcej można przeczytać w papierowym wydaniu „Naszego Dziennika” dostępnym w punktach sprzedaży prasy lub w wersji elektronicznej TUTAJ.

