Po początkowym podtrzymaniu ostrego tonu wobec Putina, którego Joe Biden nazwał mordercą, administracja amerykańska spuszcza z tonu i rezygnuje czy też zawiesza nałożenie sankcji wobec spółek budujących gazociąg Nord Stream 2. W co gra Biden?
– Nie wiem, czy prezydent Joe Biden w ogóle w coś gra, natomiast jego otoczenie owszem prowadzi dość dziwną grę na linii Waszyngton – Moskwa. Możliwe interpretacje całej tej sytuacji są dwie. Albo, co jest mało prawdopodobne, że gazociąg Nord Stream 2, do którego sfinalizowania pozostało zaledwie kilkadziesiąt kilometrów, i tak nie zostanie dokończony, więc sankcje są niepotrzebne, a Joe Biden w ten sposób pokazuje wobec Moskwy gest dobrej woli. Jednak o wiele bardziej prawdopodobne jest to, że Niemcy „wychodzili” sobie w Waszyngtonie zgodę, żeby ten gazociąg został dokończony – zapewne obiecując, że absolutnie projekt ten nie będzie prowadzić do izolacji krajów Europy Środkowej. Zatem być może padły jakieś puste zapewnienia. Tak czy inaczej w sferze geopolitycznej znaczyłoby to, że Stany Zjednoczone całkowicie skupiają się na konflikcie z Chinami i ostatecznie w tym starciu – tak Niemcy, czyli Unia Europejska, jak i Rosja, są Waszyngtonowi potrzebne. Dogadując się w tej materii, Ameryka poświęca interesy państw Europy Środkowej.
Swoją drogą, ciekawe, że Niemcy, którzy tak „walczą” z emisją CO2, fundują sobie potężny gazociąg, który ostatecznie będzie powodował, czy sprzyjał emisji CO2. Tak w rzeczywistości wygląda walka z emisją CO2.
Czyżby Joe Biden był tak naiwny, dając wiarę Niemcom, że Nord Stream 2 to jest tylko projekt biznesowy, tym samym wzmacniając relacje Berlin – Moskwa kosztem bezpieczeństwa energetycznego Europy?
– Nikt tego tak nie czyta. Wszyscy myślący zdroworozsądkowo – także Amerykanie, mają świadomość, że Nord Stream to projekt ewidentnie polityczny czy polityczno-biznesowy. Natomiast Stany Zjednoczone prawdopodobnie potrzebują sojuszy do globalnej konfrontacji z Chinami. Chiny to bardzo poważny gracz, a Rosja w tym względzie jest słaba, bo mimo obaw, ostatecznie nie zaatakowała Ukrainy i po jakimś stanie napięcia przychodzi czas porozumienia. Jest za to pytanie: co Biden w zamian za rezygnację z sankcji uzyska i co już uzyskuje, i to nie dla nas, bo nas – jak się wydaje – może poświęcić tylko, co uzyskuje, biorąc pod uwagę swoje interesy. A te interesy i główna rozgrywka ma miejsce na Dalekim Wschodzie. Rosja graniczy z Chinami i ma wiele możliwości w tym zakresie. Jeśli Joe Biden zrezygnowałby z sankcji za nic, to oznaczałoby, że jest naprawdę słabym politykiem, co z kolei zwiastowałoby wiele nieszczęść z tego powodu i strat dla całego świata.
Czy administracja amerykańska tak często zmieniając zdanie jest wiarygodna? Mieliśmy politykę resetu Obamy i Busha w relacjach z Moskwą, później była bardziej stanowcza polityka Donalda Trumpa, a dzisiaj – za Bidena – znów mamy powrót do resetu…
– Musimy pamiętać, że Rosja – w tej chwili nie jest największym wrogiem dla Ameryki. Stąd na relacje Waszyngton – Moskwa nie możemy patrzeć przez pryzmat naszych obaw. Dla Stanów Zjednoczonych oczywiście Rosja jest pewnym zagrożeniem, bo się rozpycha, bo za Putina chciałaby powrócić do pozycji imperialnej, bo współpracuje z Chinami itd., ale największym zagrożeniem dla amerykańskich interesów w świecie, dla ich globalnego przywództwa, nie jest Moskwa, a Pekin. Jeśli to sobie uświadomimy, to zrozumiemy, że Moskwa jest tylko czasowym – na pewnym etapie – przeciwnikiem, którego trzeba okiełznać, ale ostatecznie, z którym należy się dogadać. Położenie Rosji na łopatki praktycznie otwiera nieprzebrane przestrzenie syberyjskie do swobodnej penetracji przez Chiny, przez chiński kapitał. Tego Stany Zjednoczone oczywiście nie chcą, bo jest to sprzeczne z ich interesem. Amerykanie myślą w kategoriach globalnych, bardziej w perspektywie Pacyfiku niż Atlantyku. Waszyngton miał oczywiście sojusz z Berlinem, tymczasem za prezydentury Trumpa został on w jakimś sensie nadwątlony, a przynajmniej nie był tak ścisły, jak to bywało wcześniej. Prezydent Donald Trump chciał sprzedawać amerykański gaz i jego myślenie w tym względzie – w ogóle w kwestiach międzynarodowych było proste, opierające się w dużej mierze na biznesie i korzyściach. Nic zatem dziwnego, że nakładał sankcje na firmy realizujące projekt Nord Stream. Faktem natomiast jest, że ta chwiejność Joe Bidena na pewno świadczy o nim źle. Jeśli bowiem słyszymy, że z jednej strony mówi o Putinie, że to morderca, a z drugiej z nim rozmawia i ma zamiar się spotkać, jeśli mówi, że projekt Nord Stream jest zły, co także teraz podkreśla administracja amerykańska, a z drugiej strony znosi sankcje na firmę będącą operatorem budowanego przez Rosję i Niemcy gazociągu Nord Stream 2, to wygląda to bardzo niedobrze. Chaotyczność, jaką obserwujemy, w polityce takiego światowego mocarstwa, jakim bez wątpienia są Stany Zjednoczone, źle wpływa na jego wizerunek. Jeśli takie mocarstwo nie będzie budzić respektu, to wówczas bardzo łatwo jest uruchomić lawinę czy też kaskadę różnych niekorzystnych zdarzeń.
Tymczasem mamy otwarcie furtki dla Putina, który lubi takie sytuacje i każdą słabość przeciwnika potrafi wykorzystać, nie wspominając już o Chinach, które też prowadzą swoją bardzo zaczepną politykę…
– Problemem w tych naszych rozważaniach jest to, że stojąc z boku i komentując pewne wydarzenia, nie znamy kulis. Nie wiemy, co ustalono chociażby podczas spotkania w Rejkiawiku szefów dyplomacji Rosji – Ławrowa i Stanów Zjednoczonych – Blinkena, które Moskwa ocenia jako konstruktywne. Być może jest jakiś deal, jakiś układ, który daje Amerykanom pewne przewagi, ale tego nie znamy, możemy zatem oceniać jedynie zewnętrznie całą sytuację. Patrząc z boku, widzimy krok w tył administracji amerykańskiej. Musi się rodzić pytanie, co Rosja i Niemcy dają w zamian Stanom Zjednoczonym? Jeśli nic, to byłby to koszmarny błąd administracji prezydenta Joe Bidena, a jeśli coś, to jest pytanie – co? Czy będą na przykład blokować chińską ekspansję wzdłuż Jedwabnego Szlaku, będą blokować chińskie technologie typu 5G, promując tym samym amerykańskie. Pytanie brzmi – za co i jaka jest tego cena? Faktem też jest, że w krótkim czasie rządów Joe Bidena, kiedy sprawuje on najwyższy urząd w Stanach Zjednoczonych, w jego działaniach i postawie nie widać konsekwencji. To z kolei jest złym sygnałem dla sojuszników Ameryki – także w Europie Środkowej, które widzą, że Waszyngton zmienia front, przez co staje się mało wiarygodnym partnerem.
Jeśli mówimy o przeorientowaniu polityki Bidena, to czy Berlin jest dla Waszyngtonu wystarczająco wiarygodnym partnerem, skoro jeszcze przed ogłoszeniem wyników wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych zawarł umowę handlową z Chinami – umowę wbrew polityce amerykańskiej?
– Owszem, ale ta umowa nie została jeszcze ratyfikowana. Niemcy rządzą Unią Europejską i tworzą w tej chwili imperium w Europie. Z kolei Ameryka – sama potężna – liczy się z mocnymi i z nimi woli się układać. Z drugiej strony Niemcy stoją jakby w rozkroku – z jednej strony kuszeni są, żeby wejść w układ z Chinami i z tego korzystać, a z drugiej strony się obawiają tego, mając na uwadze, że wolty historyczne – w przeszłości – wiele ich kosztowały. Dlatego nie bardzo wiedzą, czy w obliczu tej konfrontacji zagrać bardziej na Waszyngton, czy może na Pekin. Pewnie woleliby pozostać w tym rozkroku i korzystać ze wszystkich stron, ale na dłuższą metę tak się nie da. Na pewno dla Stanów Zjednoczonych byłoby korzystne, gdyby Berlin opowiedział się po ich stronie.
Kiedy dwóch się spiera, to zazwyczaj korzysta ten trzeci – myślę o Putinie?
– Dokładnie. Rosja to największe państwo świata, które posiada ogromne zasoby surowcowe i militarne. Nie bez znaczenia jest też jej geostrategiczne położenie, zwłaszcza jeśli chodzi o Chiny – o czym wspomniałem wcześniej, więc trudno żeby się z tym nie liczono. Ponadto Putin przetrwał bardzo trudny dla siebie okres i rodzi się pytanie, czy nowy czas – jeśli chodzi o kontakty handlowe itd. – i na ile będzie dla niego lepszy.
Co z tego wszystkiego wynika dla Polski, jak w tej sytuacji mogą wyglądać relacje amerykańsko-polskie? Biały Dom twierdzi, że prezydent Biden chce budować relacje z Polską w oparciu o wspólne interesy…
– Tylko że brak uszczegółowienia, o jakie interesy chodzi, więc należałoby je wymienić, zdefiniować. Kwestia gazociągu Nord Stream 2 jest sprawą bezpieczeństwa, jest też konkretną inwestycją biznesową. I jeśli Amerykanie – jak widzimy tak łatwo zmieniają zdanie w istotnej sprawie, nie wygląda to najlepiej. Zawsze trzeba było brać pod uwagę taką ewentualność, a dzisiaj w szczególności jest to bardzo negatywny dla nas sygnał. Pokazuje, że dla Waszyngtonu jesteśmy co najwyżej drugorzędnym partnerem i gdzie indziej Amerykanie upatrują swoje strategiczne sojusze.
Czy to oznacza, że czasy relatywnie dobrych relacji polsko-amerykańskich jak za prezydenta Donalda Trumpa minęły?
– W dużej mierze były to relacje pełne gestów, natomiast w sensie zaangażowania amerykańskiego nie było aż tak różowo. Stany Zjednoczone owszem sprzedawały nam – jako swojemu sojusznikowi – nowoczesny sprzęt wojskowy, czy też sprzedają nam gaz, ale na tym przecież korzystają. Natomiast jeśli mówimy o jakimś głębszym zaangażowaniu w ważny przecież projekt Trójmorza, to nie było tego widać. Relacje polsko-amerykańskie za prezydentury Trumpa były owszem ciepłe, ale w znaczeniu gestów. Jednak nie skupiajmy się na gestach, ale patrzmy na interesy i korzyści.
Dziękuję za rozmowę.

