logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Cios w bezpieczeństwo energetyczne Polski

Niedziela, 23 maja 2021 (17:04)

Z dr. Krzysztofem Kawęckim, politologiem, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Przychylając się do wniosku Republiki Czeskiej, Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej nakazał Polsce natychmiastowe wstrzymanie wydobycia w Kopalni Węgla Brunatnego „Turów”. Czy ten wyrok – wydany jednoosobowo przez hiszpańską sędzię – w ogóle nie podważa władzy sądowniczej i czy nie mamy tu do czynienia ze złamaniem unijnych traktatów?

– Kilka dni temu Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał werdykt w sprawie reformy sądownictwa w Rumunii. Dla przypomnienia sprawa dotyczy odpowiedzialności sędziów za pomyłki sądowe. Orzeczenie Trybunału w Luksemburgu mówi m.in., że sądy państw członkowskich Unii Europejskiej mają orzekać zgodnie z prawem unijnym, że obowiązuje zasada pierwszeństwa prawa Unii Europejskiej nad prawem krajowym. Co więcej – niezależnie od tego, czy to prawo jest stanowione drogą ustawową, a więc przez parlament, czy też konstytucyjnie. Jest to sformułowanie absolutnie zmierzające w kierunku pozbawienia państw członkowskich suwerenności w zakresie stanowienia prawa i narzucenie prawa unijnego. Jeśli Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej twierdzi (wydając takie orzeczenie), że prawo unijne ma pierwszeństwo nawet nad prawem krajowym rangi konstytucyjnej, brzmi to bardzo niedobrze. Warto też zwrócić uwagę, że Trybunał w Luksemburgu, który został ustanowiony w 1952 roku, nie jest organem wybieralnym, ale złożony jest z sędziów delegowanych czy też mianowanych przez poszczególne państwa. Traktat lizboński nadał temu organowi pewne kompetencje i od tego momentu Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej stosuje takie normy, jakie uważa za stosowne.  Procedura, która w tym przypadku nakazuje natychmiastowe zakończenie działalności kopalni „Turów”, nie przewiduje możliwości zarówno wysłuchania stron, jak i możliwości odwołania się od tej decyzji, co jest już całkowitym absurdem.

Jak w tej sytuacji powinien zachować się polski rząd?

– Mamy do czynienia z działaniami wymierzonymi w Polskę, w nasz narodowy interes, interes gospodarczy, w nasze bezpieczeństwo energetyczne. Polska została zaskarżona przez stronę czeską, a Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, a także Komisja Europejska, która też zabiera głos w tej sprawie i mówi, że Polska natychmiast musi się zastosować do orzeczenia, bardzo szybko przyjęły punkt widzenia Czech. Sytuacja jest dodatkowo niesprzyjająca poprzez fakt, że zaskarżyły nas Czechy – nasz partner w Grupie Wyszehradzkiej.

Czy możemy mieć zatem do czynienia z próbą rozbicia jedności Grupy Wyszehradzkiej?

– To jest bardzo możliwe, dlatego że w informacji przekazanej przez Polską Grupę Energetyczną bardzo trafnie zwrócono uwagę, że w promieniu kilkudziesięciu kilometrów działają cztery niemieckie kopalnie odkrywkowe węgla brunatnego – dużo większe od polskiej, i pięć czeskich, które jakoś unijnym organom nie przeszkadzają. To są fakty, które dają dużo do myślenia. W tej sytuacji nie można wykluczyć jakiegoś zakulisowego współdziałania Niemiec i Czech. Zresztą Czechy w ramach Grupy Wyszehradzkiej stosują często inną politykę niż pozostałe kraje, więc i taki wariant jest możliwy. Zastanawiające jest to, że żadna spośród wspomnianych kopalni czeskich i niemieckich nie wpływa negatywnie na środowisko, tylko polski „Turów”, który jest bodajże najnowocześniejszą spośród wspomnianych. Możemy mieć zatem do czynienia – z jednej strony – z próbą nacisku Komisji Europejskiej czy w ogóle Unii Europejskiej na Polskę, przy czym ta presja w ostatnim czasie się wzmaga, a z drugiej strony być może to jest kwestia współpracy czy też zakulisowego porozumienia niemiecko-czeskiego.

Sprawa sporu czesko-polskiego o kopalnię „Turów” nie jest niczym nowym. Jak informuje PGE, konsultacje ze stroną czeską prowadzone były przez pięć lat…

– Dokładnie. Z komunikatu PGE, której częścią jest elektrownia „Turów” i kopalnia „Turów”, wynika, że Republika Czeska zgodziła się na przedłużenie koncesji dla kopalni „Turów” do 2044 roku. Wyraziła też zgodę na rozbudowę kopalni i uznała metody ochrony środowiska, które dziś kwestionuje. Ponadto protokół uzgodnień dotyczący konkretnych działań minimalizujących oddziaływanie kopalni „Turów” na tereny przygraniczne został podpisany w 2019 roku. Niezrozumiałe jest także to, że sporne kwestie państw partnerskich Grupy Wyszehradzkiej są wyjaśniane nie we własnym gronie, a przy pomocy instytucji zewnętrznych. Nie sądzę też, żeby strona polska nie chciałaby spełnić ewentualnych oczekiwań Czech, obawiających się rzekomego zagrożenia dotyczącego obniżenia wód gruntowych, czy też w kwestii ochrony klimatu, środowiska itd. Nie wierzę więc, żeby Polska nie była zainteresowana rozwiązaniem tego problemu polubownie w bezpośrednich relacjach. Jak widać, wszystko jest bardzo zastanawiające, ale jedno w tym jest pewne, że Republika Czeska nie wykazała się tutaj dobrą wolą. Czy jest to też próba rozbicia Grupy Wyszehradzkiej – tego też nie można wykluczyć. Decyzja, stanowisko Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej ma również swoje konsekwencje dla bezpieczeństwa energetycznego Polski. Wiąże się z wyłączeniem Elektrowni Turów w Bogatyni, co więcej, może stworzyć potężną wyrwę w polskim systemie energetycznym, bo jak słyszymy, elektrownia ta dostarcza Polsce nawet osiem procent energii. Ponadto zamknięcie kopalni i elektrowni oznaczałoby dramat bezrobocia dla tysięcy ludzi – pracowników kopalni i elektrowni oraz ich rodzin.

Komu zależy na stworzeniu takiego kryzysu i – patrząc szerzej – czy nie chodzi tu o uzależnienie Polski od dostaw energii z zewnątrz, z Niemiec?

– Takie wnioski się nasuwają i takie byłyby konsekwencje wykonania postanowienia Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Zresztą ta presja na Polskę ze strony organów unijnych trwa cały czas. Przykładem jest kwestia powiązania budżetu unijnego na lata 2021-2027 z Funduszem Odbudowy. Mamy zatem wyraźne dążenie ze strony Komisji Europejskiej do powiązania budżetu unijnego z tzw. praworządnością. Mówi o tym Komisja Europejska i takie były też konkluzje szczytu Unii z lipca 2020 roku, wprawdzie różnie interpretowane. Na przykład strona polska i węgierska twierdziły, że ta szkodliwa zasada nie będzie obowiązywała, natomiast wypowiedzi i działania Komisji Europejskiej wskazują wyraźnie, że taki jest kierunek, taki jest trend. Mamy zatem próbę karania finansowego państw niepokornych, w tym Polski, właśnie w ten sposób. Ponadto grupą czy środowiskiem, które wspiera działania przeciwko Polsce, które w takich sytuacjach mocno protestuje, są organizacje ekologiczne. Na przykład Greenpeace – międzynarodowy ruch zielonych, który odgrywa także duże znaczenie w Parlamencie Europejskim oraz w polityce niemieckiej, gdzie jest znaczącą siłą polityczną, a jednocześnie jest mocno powiązany z niemieckim biznesem.

Komisja Europejska w swoim stanowisku mówi, że Polska musi natychmiast wykonać postanowienie Trybunału w Luksemburgu w sprawie kopalni „Turów”. Wygląda, że szykuje się nam poważna konfrontacja?      

– Co więcej, Komisja Europejska zapowiada, że będzie monitorowała wykonanie tego nakazu. Zapewne Komisja Europejska będzie wnioskować o dzienne kary finansowe za każdy ewentualny dzień zwłoki z wykonaniem postanowienia Trybunału Sprawiedliwości. Przypomnę tylko, że w przypadku Puszczy Białowieskiej za niewykonanie postanowienia groziła kara w wysokości stu tysięcy euro dziennie. Sytuacja jest zatem bardzo konfrontacyjna.

Z drugiej strony, jeśli Polska wykona to postanowienie zabezpieczające, to czy nie otwieramy lawiny roszczeń i żądań wobec nas w innych obszarach?

– Uległość byłaby otwarciem puszki Pandory. Kwestia zamknięcia kopalni „Turów” byłaby tylko pierwszym krokiem, za którym poszłyby kolejne działania. W konsekwencji doprowadziłoby to do utraty bezpieczeństwa państwa polskiego – w różnych obszarach, a w rezultacie do zapaści gospodarczej i finansowej. Innymi słowy sami sprowadzilibyśmy się do roli kraju drugiej kategorii. Myślę, że możemy tu mówić o działaniach Unii Europejskiej w duchu kolonialnym. Państwa zachodnie wcześniej taką metodę już stosowały i niewykluczone, że teraz mamy próbę kontynuacji takiej polityki wobec Polski i niektórych – innych – krajów Europy Środkowej. Przypomnę, że obok Węgier także Rumunia jest ostatnio na tapecie, jest celem presji ze strony Unii Europejskiej, co też nie jest przypadkowe – zwłaszcza że Bukareszt odgrywa bardzo istotną rolę w zakresie m.in. bezpieczeństwa militarnego Europy Środkowej i obok Polski wysuwa się na pierwszy plan. Niedawno miało miejsce zdalne spotkanie Bukaresztańskiej Dziewiątki, czyli grupy państw położonych na wschodniej flance NATO, które potwierdziło – przynajmniej deklarację – konsolidacji tej grupy. Tak czy inaczej decyzja Trybunału w Luksemburgu nie jest wyrazem troski o ekologię, stan wód gruntowych, ale jest próbą wywarcia presji na Polskę, próbą podporządkowania nas w wielu obszarach.

Zastanawiające, jak zachowa się opozycja, szczególnie tzw. totalna, czy opowie się po stronie suwerenności energetycznej Polski, czy stanie po stronie Niemiec i Brukseli?

– Wypowiedzi ekspertów czy też prawników związanych z totalną opozycją w zakresie poglądów, postaw są jednoznaczne, że trzeba się dostosować do postanowienia unijnego Trybunału. Rafał Trzaskowski też już się wypowiedział i uznał, że w imię poszanowania prawa trzeba wykonać to – jeszcze – postanowienie i zamknąć kopalnię „Turów”. Zresztą po stronie tzw. opozycji totalnej – już od dawna – dominuje troska bardziej o interesy innych iż o sprawy polskie. Nie sądzę więc, żeby w tym wypadku było inaczej. Zresztą od pewnego czasu mamy ostre ataki opozycji na spółki Skarbu Państwa, chociażby na PKN Orlen czy PGE, które odgrywają ogromną rolę w polskiej gospodarce, także w zakresie promocji działań państwa polskiego. Rolą opozycji jest, owszem, krytyka działań aktualnych władz, ale krytyka konstruktywna. Natomiast tam, gdzie jest zagrożony żywotny interes państwa, opozycja ma obowiązek wspierać rząd. Tymczasem wygląda na to, że będziemy mieć do czynienia z krytyką rządu polskiego i po stronie sporu z Unią Europejską opozycja będzie kibicować Brukseli – nawet jeśli uderza to w interesy Polski. Sprawa jest bardzo poważna, bo dotyczy bezpieczeństwa energetycznego, dotyczy także bezpośrednio kilkunastu tysięcy osób i to, jak się zachowa opozycja w Polsce, będzie testem – kolejnym zresztą. Być może nastąpi jakaś rozbieżność ocen opinii na ten temat. Nie wyobrażam sobie, żeby można było zająć inne stanowisko niż zgodne z polską racją stanu.

Spodziewa się Pan w tym względzie zmiany układu w szeregach opozycji?   

– Zastanawiające, jak się zachowa Polskie Stronnictwo Ludowe, jak zachowa się Polska 2050 Szymona Hołowni, również jak zachowa się Platforma. Jeśli chodzi o Platformę, to myślę, że postawa tej formacji powinna być ciekawa. Czy osoby, które kontestują przywództwo tej formacji, zdobędą się na odmienne stanowisko w tej kwestii niż kierownictwo? Myślę, że dla niektórych środowisk funkcjonujących w obrębie opozycji może to być test na polskość, bo sprawa ta uderza w nasz narodowy interes strategiczny.

          Dziękuję za rozmowę.

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl