Jak skomentuje Pan przechwycenie, uprowadzenie i zmuszenie do lądowania w Mińsku lecącego z Aten do Wilna pasażerskiego samolotu linii Ryanair – zarejestrowanego w Polsce?
– Niewątpliwie mamy tu do czynienia z działaniem Łukaszenki, który z całą pewnością nie odważyłby się na tego typu akt bez zgody i przyzwolenia Rosji, czyli Putina. W tej chwili w sytuacji pokazania słabości Zachodu – kiedy prezydent Joe Biden swoją deklaracją o zniesieniu sankcji de facto zgodził się, czy też przyzwolił na dokończenie projektu Nord Stream 2, to jest oczywistą oczywistością, że Rosjanie dalej testują Zachód, w tym momencie wykorzystując Białoruś. Łukaszenka, nie mając poparcia Moskwy, zapewne bałby się podjąć takie kroki, bo liczyłby się z konsekwencjami – także z sankcjami ze strony Rosji. Jednak nie boi się, więc posuwa się naprzód. Można zatem powiedzieć, że miękkość gry wobec Moskwy ośmiela Łukaszenkę, który czuje wsparcie i przyzwolenie Putina.
Jak powinna zachować się Polska w tej sytuacji?
– Odpowiadając, zastanówmy się, co zrobiłoby małe państwo Izrael, gdyby taka sytuacja miała miejsce w ich otoczeniu, gdyby – dajmy na to – Syria czy Egipt dopuściły się takiego działania jak Łukaszenka. Sprawa jest prosta – reakcja ze strony Izraela byłaby natychmiastowa i bardzo ostra. Izrael nie oglądałby się na innych, ale stanowczo odpowiedziałby na tego typu akt agresji. Izrael nie oglądałby się na to, czy i jak zareaguje świat Zachodu, nie czekałby na ewentualne utyskiwania, protesty, ale sam zacząłby działać adekwatnie do zagrożenia. Tymczasem Polska – mam na myśli polskie władze – apeluje do Unii Europejskiej – konkretnie do szefa Rady Europejskiej, wzywa też do działania Sojusz Północnoatlantycki. I wprawdzie dzisiaj ma się odbyć szczyt Rady Europejskiej, gdzie – jak słyszymy – na wniosek premiera Mateusza Morawieckiego agenda tematów poruszanych przez przywódców europejskich zostanie uzupełniona o temat uprowadzenia samolotu nad Białorusią, gdzie dyskutowane mają być m.in. ewentualne sankcje wobec reżimu Łukaszenki, ale jaki ostatecznie będzie efekt – tego na razie nie wiemy. Obawiam się, że możemy mieć do czynienia z sytuacją, gdzie sprawa rozejdzie się po kościach, gdzie poza ładnie brzmiącymi deklaracjami, stanowiskami, krytyką reżimu Łukaszenki i Putina – za chwilę wszyscy przejdą do porządku dziennego. Sprawy wrócą na wytyczone przez Berlin tory i usłyszymy, że jednak Nord Stream 2 to dobry projekt, że należy kontynuować jego realizację. Tak czy inaczej to jest dziecinada, to jest śmieszne i żenujące, że tak w obliczu zagrożeń zachowuje się świat Zachodu.
Zachód nie widzi, że ze strony Łukaszenki mamy do czynienia z potęgującą się dyktaturą?
– Łukaszenka, mając wsparcie Putina, czuje się bezkarny i posuwa się coraz dalej. Co więcej, narusza zasady prawa międzynarodowego. I państwa Unii Europejskiej, czy szerzej: świat Zachodu, doskonale zdają sobie sprawę z tego, że mamy do czynienia ze wschodzącą dyktaturą Łukaszenki, który łamie wszelkie zasady międzynarodowe, ale w istocie te prawa łamie Moskwa, tylko rękami Łukaszenki. Oświadczenia wydawane przez organy unijne, szefa unijnej dyplomacji Josepa Borrella, który mówi o umiędzynarodowieniu dochodzenia w sprawie wczorajszego incydentu, żeby ustalić, czy nie doszło do naruszenia zasad międzynarodowego lotnictwa – takie działania opierające się tylko na słowach już nikogo nie interesują. Co więcej – stają się żenujące. Tu potrzebne są zdecydowane działania wobec Rosji. Pytanie, czy takie będą, jaka będzie polityka wobec Moskwy, bo brak reakcji tylko może zachęcić Putina do kolejnych agresywnych zachowań.
Jak długo Europa i cywilizowany świat będą tolerowały reżim Putina i Łukaszenki?
– Trudno powiedzieć. Na pewno mamy zmianę retoryki i polityki ze strony nowej administracji amerykańskiej wobec Rosji oraz Putina i konsekwencje tego są – jak widać – natychmiastowe. Przyznam, że nie wiem, co chce uzyskać prezydent Joe Biden polityką uległości wobec Putina. To kardynalny błąd nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych. W porównaniu z działaniami Donalda Trumpa mamy też wyraźną zmianę retoryki administracji Joe Bidena wobec Niemiec, co tylko ośmiela niemiecką grę wobec Wschodu, która jest przeciwko naszym interesom. Nie ma się jednak co dziwić, że przeciwnik, widząc słabość drugiej strony, wykorzystuje sytuację i prowadzi twardą grę.
Jak to się może skończyć, jakie powinny być konsekwencje wobec reżimu Łukaszenki? W końcu na pokładzie tego samolotu byli obywatele Unii Europejskiej…
– Myślę, że skończy się to tak, że to głównie polski rząd będzie protestował. Słyszymy wypowiedź premiera Morawieckiego, który zapowiada, że podczas dzisiejszego szczytu Unii Europejskiej będzie się domagał wstrzymania wszystkich lotów z Białorusi na terytorium Unii Europejskiej. Natomiast można się spodziewać, że ze strony Zachodu będą oburzenia, a w końcu sprawa przycichnie, podobnie jak to było z aneksją Krymu czy zatrzymaniem i uwięzieniem Nawalnego, gdzie po jakimś czasie Berlin wraca do realizacji Nord Stream 2.
Zważając na politykę Niemiec i dążenia do de facto uzależnienia Europy od rosyjskiego gazu (Nord Stream) oraz swobodę coraz bardziej rozzuchwalonego Putina, który to wykorzystuje, czy to nie Moskwa, ale właśnie Berlin jest największym hamulcowym, żeby nie powiedzieć: wrogiem Europy?
– W jakimś sensie model przywództwa w Europie, jaki narzucają Niemcy, jest coraz bardziej niekorzystny dla krajów całej Unii Europejskiej, szczególnie dla krajów środkowej Europy, a zwłaszcza dla nas, dla Polski. Patrząc geopolitycznie, Europa na tym traci, a zyskuje Berlin, a pośrednio także Rosja. Nie sądzę jednak, żeby powstał szerszy, zdecydowany sprzeciw wobec polityki Berlina.
Chyba nie ma wątpliwości, że porwanie cywilnego samolotu przy użyciu środków militarnych to był akt terroryzmu państwowego i naruszenie prawa międzynarodowego. Czy można to uznać za akt wrogi wobec państwa polskiego?
– Oczywiście, że tak. Proszę zwrócić uwagę, że jeśli Izrael miał jakiś problem – gdziekolwiek, to uruchamiał swoich komandosów. Przypomnijmy też sobie działania związane z wykradzeniem zbrodniarza niemieckiego Adolfa Eichmanna z Argentyny, który został schwytany przez izraelski wywiad w Buenos Aires. Mieliśmy zatem do czynienia z manifestacją siły Izraela. Dzisiaj jest podobnie. Przykładowo jeśli Izraelowi zamknięto by jakieś szkoły, to momentalnie Izrael to samo zrobiłoby w odniesieniu do szkół i mniejszości na terenie swojego kraju. Oczywiście nie mówię, że musimy się posługiwać takimi metodami i stosować ten sam wzorzec, bo nie jesteśmy na Bliskim Wschodzie, ale chodzi mi o to, że nasze ciągłe oglądanie się na Zachód – a więc na kogoś, kto ostatecznie i tak nam nie pomoże, jest przeciwskuteczne. Co więcej, jest de facto manifestowaniem własnej słabości. Ponadto musimy mieć świadomość, że stajemy się problemem dla tak zdefiniowanego Zachodu, który wbrew nam chce się dogadywać z Rosją. Zachód musi jakoś stanąć po naszej stronie, ale to z kolei osłabia jego stosunki z Rosją, a Niemcy nie chcą sobie pozwolić na osłabienie przez nas stosunków z Moskwą. Dzisiaj realia są takie, że w stosunkach międzynarodowych – mówiąc brutalnie – liczy się siła i im prędzej to sobie uświadomimy – tym lepiej. Musimy też pamiętać, że Zachód posługuje się innymi kategoriami. Niemcy chcą się rozwijać przy współpracy z Moskwą – szczególnie dotyczy to współpracy energetycznej, i chcą nas rozbić energetycznie, czego przykładem jest postanowienie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie de facto zamknięcia Kopalni Węgla Brunatnego „Turów”. I taka jest dzisiaj gra. Oczywiście, możemy próbować skarżyć się na światowych salonach, ale to i tak nic nie da.
Jesteśmy zdani na siebie?
– Tak jest. Jednak wcale nie oznacza to, że musimy ulegać naciskom zewnętrznym. Przypomnę tylko, że są państwa mniejsze, słabsze od nas, a jakoś sobie radzą. Musimy tak działać, aby przeciwnik nie czuł się zbyt pewny, musimy tak działać, aby wszelki akt agresji wobec nas zabolał przeciwnika. Jeśli nie zaboli, to następnym razem posunie się jeszcze dalej.
Co zatem możemy zrobić?
– Przede wszystkim reagować adekwatnie do sytuacji. Piłka jest tutaj po stronie polskiego rządu, który na pewno ma instrumenty do tego, żeby zadziałać tak, aby przeciwnika – władze białoruskie – zabolało. Natomiast w szerszej perspektywie wiadomo, że chodzi tu o Moskwę, a nie o Kijów.
Polski rząd zapewne miałby silniejszy mandat, gdyby opozycja – zamiast krytykować, jak np. Borys Budka, prezydenta Dudę i premiera Morawieckiego, że za wolno działają – mówiła z rządem jednym głosem…
– Jeśli chodzi o postawę opozycji – nie tylko w tej kwestii, to szkoda słów. Dzisiejsza opozycja w Polsce jest nieobecna tam, gdzie być powinna, a rozpycha się tam, gdzie nie trzeba. W sprawach ważnych z punktu widzenia polskich interesów, polskiej racji stanu potrzebna jest jedność działań. Jeśli opozycja już nie chce pomóc, to przynajmniej niech nie osłabia działań rządu w różnych sprawach. Natomiast opozycja totalna działa na szkodę Polski, a jej jedynym celem jest obalenie aktualnie rządzących Polską. Wolta od wewnątrz zawsze osłabia państwo. Mamy ataki na Polskę z różnych stron, a opozycja zamiast wspierać władze – w tych przestrzeniach, w których powinna współpracować – zajmuje się walką z rządem. To objaw niedojrzałości politycznej.

