logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Rozstrzygnięcie w interesie Niemiec

Poniedziałek, 24 maja 2021 (17:30)

Aktualizacja: Poniedziałek, 24 maja 2021 (20:29)

Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej przychylił się do wniosku Czech i nakazał Polsce natychmiastowe wstrzymanie wydobycia w kopalni „Turów”. Z czym mamy do czynienia?

– Jest to absolutnie kuriozalne postanowienie – tymczasowe, które jeśli zostałoby wykonane, oznaczałoby nie tylko zamknięcie kopalni węgla brunatnego, ale też bezpowrotnie zakończenie działalności elektrowni „Turów”. To z kolei oznacza naruszenie bezpieczeństwa energetycznego Polski. Innymi słowy mamy do czynienia z wkroczeniem na teren absolutnie będący domeną państwa członkowskiego. Należy podkreślić, że żaden wyrok ani postanowienie sądów europejskich nie może naruszać suwerenności jakiegokolwiek z państw członkowskich Unii Europejskiej i godzić w jego bezpieczeństwo. W tym sensie postanowienie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej – z punktu widzenia polskich władz, polskiego państwa – jest niewykonalne. W moim przekonaniu to postanowienie jest też – w jakimś sensie – nieważne, ponieważ nie może być tak, żeby rozstrzygnięcie Trybunału w Luksemburgu godziło nie tylko w Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej, ale generalnie w prawa traktatowe Unii Europejskiej i umowy stowarzyszeniowe. Mamy zatem rzeczywiście element przeciągania liny, zawłaszczania przez TSUE kompetencji, które temu trybunałowi zwyczajnie nie są przypisane. Ponadto tak się jakoś dziwie składa, że często są to postanowienia czy wyroki skierowane przeciwko naszemu państwu, przeciwko Polsce.  

Jakie byłyby konsekwencje wykonania tego postanowienia i czy oraz na ile – Pana zdaniem – uzasadniona jest obawa, że wykonując ten werdykt, uruchomimy lawinę roszczeń wobec Polski w związku z tzw. praworządnością?

– To rozstrzygnięcie unijnego trybunału w sposób oczywisty jest w interesie Niemiec. Zmusza Polskę do tego, żebyśmy energię elektryczną czy gaz musieli zakupić właśnie od Niemiec, które po drugiej stronie granicy w promieniu kilkudziesięciu kilometrów mają kilka kopalni odkrywkowych węgla brunatnego, i jakoś to nikomu nie przeszkadza. Jest to zatem niejako drugie dno tego rozstrzygnięcia. Oczywiście zgoda i wykonanie tego postanowienia mogłyby uruchomić falę zupełnie absurdalnych roszczeń wobec Polski, np. organizacji ekologicznych w rozmaitych, innych dziedzinach. Przypomnę tylko, że Polska podpisała Europejski Zielony Ład w zakresie osiągnięcia neutralności klimatycznej. Zgodziliśmy się na daleko idące ustępstwa i to też – przecież nie w jakimś długim okresie, tylko w perspektywie – pierwszy etap do 2030 roku, a drugi do 2050 roku, jeśli chodzi o odchodzenie od konwencjonalnych źródeł energii – węgla kamiennego i węgla brunatnego. Trzeba zatem powiedzieć, że to rozstrzygnięcie TSUE lekceważy właśnie takie umowy międzynarodowe, jak Europejski Zielony Ład. W takim razie zasadne jest pytanie: po co był ten program, po co się na niego godziliśmy, skoro unijny trybunał tych postanowień nie respektuje?

Jeśli tak, to nie respektuje też uzgodnień między polską i czeską stroną odnośnie wydobycia w kopalni „Turów”.

– Dokładnie, bowiem z dokumentów opublikowanych przez Polską Grupę Energetyczną wynika, że jeśli chodzi o uzgodnienia środowiskowe ze stroną czeską, to wszystko było w jak największym porządku. Jest to zatem oburzające i pokazuje, że unijny Trybunał Sprawiedliwości sam ma problemy z tzw. praworządnością. Wydanie rozstrzygnięcia bez przeprowadzenia rzetelnego postępowania dowodowego absolutnie kłóci się z zasadą praworządności.

Waszyngton – jak się wydaje – w imię relacji z Berlinem odpuszcza Nord Stream 2 i wszystko wskazuje, że ten niemiecko-rosyjski projekt zostanie dokończony. Czy nie chodzi tu o zamknięcie kopalni „Turów” oraz innych elektrowni węglowych i – jak donosi niemiecka prasa – uniemożliwienie nam budowy elektrowni atomowej i uzależnienie nas od rosyjskiego gazu pochodzącego z gazociągu Nord Stream, ale kupowanego już od Niemiec?

– Polityka Stanów Zjednoczonych już pod rządami nowego prezydenta Joe Bidena budzi w sposób absolutny wątpliwości. Jest to polityka nie tylko w interesie Niemiec, ale również w interesie Rosji i Putina, bez zgody którego nie doszłoby wczoraj do porwania samolotu pasażerskiego i sprowadzenia go pod eskortą myśliwców na lotnisko w Mińsku. Mamy tutaj niewątpliwie do czynienia z działaniem i państwem o – mówiąc wprost – bandyckim charakterze. Jeśli zatem ze strony Joe Bidena są ustępstwa i urzędujący prezydent Stanów Zjednoczonych nie dostrzega tego, że w Moskwie mamy reżim Putina, który wspiera reżim białoruskiego satrapy, to jest to zastraszające i rzeczywiście musi budzić uzasadnione obawy. Możemy sobie tylko wyobrazić, co w ciągu najbliższych ponad 3 lat prezydentury Joe Bidena może się jeszcze wydarzyć – i to jest jakby pierwsze spostrzeżenie. Z drugiej strony, Niemcy oczywiście bronią swoich interesów gospodarczych i próbują wyeliminować Polskę jako rosnącą konkurencję. Skoro takie działania przeciwko Polsce są podejmowane, to znaczy, że Niemcy, a także inne państwa tzw. starej Unii dostrzegły, że Polska staje się ważnym graczem na rynku europejskim – graczem, który będzie zagrażał interesom gospodarczym głównie Niemiec i Francji. Dlatego my musimy się liczyć z tego rodzaju działaniami i być na nie przygotowani. Jednocześnie musimy być po prostu asertywni, a zatem jeżeli jest postanowienie, które nie zostałoby wykonane przez jakikolwiek kraj starej Unii, to my powinniśmy postępować dokładnie w ten sam sposób – i wysłać jasny, zdecydowany komunikat, że nie ma i nie będzie naszej zgody na tego typu postępowanie, na takie wyroki czy postanowienia unijnego trybunału.     

Czy mamy doczynienia z próbą obliczoną na wywołanie kryzysu energetycznego w Polsce? Berlin pracuje, aby politycznie i energetycznie uzależnić Polskę?

– Myślę, że postanowienie TSUE w sprawie kopalni „Turów” jest jednym z wyroków będących przejawem – nazwijmy to – zacietrzewienia. To wyrok, który ma zdestabilizować sytuację w Polsce, spowodować, że opinia publiczna w naszym kraju, wyborcy odwrócą się od rządu Zjednoczonej Prawicy. Jest to zatem zewnętrzna ingerencja w wewnętrzne sprawy Polski. Nie od dzisiaj wiadomo, że rządy Prawa i Sprawiedliwości i premiera Mateusza Morawieckiego są nie w smak zarówno Niemcom, Francuzom, jak i Hiszpanom, więc robią wszystko, aby ten rząd osłabić, żeby doprowadzić do ewentualnych przedterminowych wyborów w Polsce. Elementem tego działania są chociażby rozstrzygnięcia w sprawach dotyczących wymiaru sprawiedliwości. Jakimś elementem jest oczywiście działanie Koalicji Obywatelskiej kontestującej Krajowy Plan Odbudowy i ratyfikację ustawy o zasobach własnych Unii Europejskiej. Tutaj dziwnym trafem ze strony Niemiec nie ma oburzenia tym, że opozycja w ten sposób traktuje – zupełnie niemerytorycznie – Europejski Fundusz Odbudowy. To tylko pokazuje, iż w Europie mamy do czynienia z podwójnymi standardami w traktowaniu Platformy, która – jak wiadomo – jest członkiem Europejskiej Partii Ludowej, i w traktowanu rządu Prawa i Sprawiedliwości, która to formacja nie należy do partii aktualnie zarządzanej przez Donalda Tuska. Te wszystkie działania wskazują na dużą determinację europejskich elit w celu obalenia rządu Zjednoczonej Prawicy, ale myślę, że to im się nie uda.

Jak odebrał Pan zachowania wspomnianej tzw. totalnej opozycji w sprawie postanowienia TSUE?

– To są zachowania skandaliczne. Rafał Trzaskowski, który przyklaskuje temu postanowieniu, twierdząc, że w imię poszanowania prawa trzeba to postanowienie wykonać, a więc zamknąć kopalnię „Turów”; komentarz Róży Thun piszącej na Twitterze: „brawo pani sędzio” pochwalającej publicznie sędzię TSUE – to jest, można powiedzieć, współczesna Targowica. To pokazuje, czyim tak naprawdę interesom służą politycy opozycji i że w imię obrony interesu Niemiec są w stanie zrobić wszystko, nawet dopuszczając się godzenia w polską rację stanu. Natomiast ze strony pozostałych polityków Koalicji Obywatelskiej jest wymowne milczenie, czyli oczekiwanie, i pewnie też jakaś skryta radość, że takie wyroki są wydawane. Są też niejednoznaczne wypowiedzi polityków opozycji, którzy zamiast w sposób jednoznaczny potępić takie działanie organu zewnętrznego i stwierdzić jasno, iż taki werdykt narusza, czy też wprost godzi w bezpieczeństwo energetyczne Polski, bo – jak wiadomo – elektrownia „Turów” dostarcza energię elektryczną dla blisko 4 mln Polaków, że pracę wyniku ewentualnego zamknięcia kopalni i elektrowni może stracić kilkanaście tysięcy ludzi, to takiego jednoznacznego potępienia werdyktu unijnego trybunału nie ma. Niestety…

            Dziękuję za rozmowę.        

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl