logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Potrzebna jest decyzja

Czwartek, 27 maja 2021 (20:16)

Aktualizacja: Czwartek, 27 maja 2021 (21:10)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Panie Profesorze, dlaczego tak trudno wybrać nowego Rzecznika Praw Obywatelskich?

– Sytuacja polityczna w Polsce jest w takim momencie, zacietrzewienie jest tak duże, że trudno jest dokonać jakiegokolwiek wyboru, jeśli dany kandydat nie jest z jednej partii lub z jednego bloku politycznego. Trzeba też powiedzieć, że właściwie każda z instytucji publicznych w Polsce jest upartyjniona. Dzisiaj wybór sędziego ma podobny wymiar jak wybór posła. Zresztą chyba nie tylko u nas taka sytuacja ma miejsce, ale tak jest w ogóle w świecie zachodnim, widać to chociażby po orzeczeniach, i to nie tylko naszych sądów. Wystarczy tylko zobaczyć, jak orzeka Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, jak to wszystko podszyte jest polityką. Pewne jest też, że Adam Bodnar bardzo mocno upolitycznił instytucję Rzecznika Praw Obywatelskich, która za jego urzędowania była skrajnie upolityczniona, wręcz skrajnie zideologizowana. Widać też, co w sytuacjach zawirowań politycznych dzieje się z Najwyższą Izbą Kontroli. Zatem każdy wybór ma pewne konotacje partyjne i skutki partyjne, co następnie oddziałuje na notowania partii czy nawet na ich losy itd. I dlatego tak trudno jest dokonać wyboru, w tym wypadku nowego Rzecznika Praw Obywatelskich.     

Jak ważna jest w Polsce funkcja, instytucja Rzecznika Praw Obywatelskich?

– W istocie jak wskazuje nazwa – Rzecznik Praw Obywatelskich powinien zajmować się obroną praw pokrzywdzonych obywateli, w imieniu których stara się podejmować działania prawne. Jeśli jednak spojrzymy w jeszcze nie do końca minioną przeszłość – mam na myśli Adama Bodnara i wszystkie rewolucyjne kwestie, jakie się przewijały, to pojawia się tutaj problem rozumienia praw obywatelskich, czy w ogóle rozumienia człowieka jako takiego. Natomiast jeśli mówimy o zdrowym systemie, gdzie jest pewien porządek, gdzie prawa człowieka są rozpatrywane wedle porządku natury, to wiadomo, że ludzie znajdują się w różnej opresji – często ich prawa są naruszane i to powinno być troską i przedmiotem działań Rzecznika Praw Obywatelskich.

Kandydatką Prawa i Sprawiedliwości na nowego Rzecznika Praw Obywatelskich jest niezależna senator Lidia Staroń. To już piąta kandydatura na następcę Adama Bodnara.

– Lidia Staroń jest senatorem, a więc dochodzi tu dodatkowo kwestia głosu w, bądź co bądź, niepewnej arytmetyce senackiej. I na tym tle toczy się walka – nawet wewnątrz rządzącej koalicji, bo wiemy, że Porozumienie Jarosława Gowina też miało swojego faworyta na ten urząd, pod którego kandydaturą nie udało się zebrać wystarczającej ilości podpisów. Co więcej, formacja ta, przynajmniej w części – na czele z wicepremierem Gowinem – deklaruje i, jak słyszymy, podpisuje się pod poparciem dla kandydata Polskiego Stronnictwa Ludowego dr. Marcina Wiącka, który notabene jest kandydatem całej opozycji. Jarosław Gowin – jak widać – wyłamuje się z kierunku, jaki wytycza wiodąca formacja Zjednoczonej Prawicy – Prawo i Sprawiedliwość. Zatem mamy do czynienia z pewną grą polityczną i zobaczymy, jak się to zakończy.

Jaką szansę na wybór Rzecznika Praw Obywatelskich ma senator Lidia Staroń?

– Na razie nie wygląda na to, żeby miała większe szanse na wybór, podobnie jak to było w przypadku poprzednich kandydatów, np. posła Wróblewskiego czy prof. Wawrzyka, albo powiedzmy inaczej – ma niewiele większe szanse na wybór. Jednak polityka – zwłaszcza w ostatnich latach – zna różne przypadki i może być jeszcze interesująco. Natomiast obecnie mamy do czynienia z pewnym teatrem politycznym, który urządza opozycja, ale też Zjednoczona Prawica, która składa propozycje kandydatów, którzy, owszem, przechodzą w Sejmie, ale potykają się o większość senacką i sprawa wraca do punktu wyjścia, a czasu na wybór nowego Rzecznika Praw Obywatelskich jest niewiele. Jednak wcale nie jestem pewien, czy ten polityczny teatrzyk się skończy.   

Lidia Staroń nie zawsze popiera projekty PiS, nie poparła też kandydatury Krzysztofa Wróblewskiego, wstrzymując się od głosu. Czy PiS już o tym zapomniało, wybaczyło?

– PiS widząc, że również po stronie Porozumienia toczy się pewna gra, stara się manifestować swoją zdolność do porozumienia. Dlatego proponuje osobę de facto nie ze swojego grona, tylko wprost przeciwnie – kogoś, kto może być definiowany jako kandydat niezależny. Przypomnę, że wobec wszystkich poprzednich kandydatów głównym zarzutem było to, że byli to kandydaci partyjni związani z PiS-em, czy wręcz wprost wzięci z ław poselskich. Tu owszem, mamy kandydatkę z ław senatorskich, ale nie z PiS-u. Powiedzmy też sobie uczciwie, że PiS też sobie zgotował ten cały, nazwijmy to, pasztet – mianowicie podczas kampanii wyborczej do Senatu nie zadbał w sposób należyty o pewnych ludzi, pewne kandydatury wykluczał i przez to przegrał wybory w kilku okręgach, co przełożyło się na brak większości w Senacie, a teraz skrzętnie wykorzystuje to opozycja. Czasu nie da się jednak wrócić i jest, jak jest, natomiast wydaje mi się, że w tym rozdaniu – przy wyborach Rzecznika Praw Obywatelskich – ze strony PiS-u będzie manifestacja szukania środka i pokazywania, że kandydatura Lidii Staroń nie jest partyjna – w rozumieniu PiS-owska – i co opozycja na to… Ze strony opozycji można się spodziewać odzewu, że najlepiej, żeby kandydatami w ogóle nie byli parlamentarzyści. Tylko przypomnijmy sobie, że Platforma mianowała w różnych instytucjach, na przykład do Trybunału Konstytucyjneg,o ludzi zasiadających kiedyś w ławach poselskich. Zatem mamy i chyba będziemy mieli nadal wzajemne przerzucanie się, podczas gdy potrzebna jest decyzja.    

Cały czas dyskutujemy, jak zachowa się Senat, gdzie Zjednoczona Prawica jest w mniejszości, ale tym razem również w Sejmie – przez postawę Jarosława Gowina możemy mieć do czynienia z wątpliwym poparciem kandydatury Lidii Staroń? Przypomnę, że PiS deklarowało, że nie poprze kandydatury dr. Marka Konopczyńskiego, co więcej, słyszymy, że Gowin – być może w odwecie – poprze kandydata opozycji prof. Marcina Wiącka…

– Trudno zrozumieć to zachowanie, zwłaszcza że wicepremier Jarosław Gowin, patrząc na wyniki sondażów, jest w poważnym kryzysie i osiąga poparcie w granicach 0,7 procenta. Tymczasem raz za razem w tej układance PiS-owskiej licytuje wysoko, raz za razem staje okoniem i nie można wykluczyć, że kiedyś cierpliwość partii wiodącej może się skończyć, a efektem będą przyśpieszone wybory albo wyrzucenie Gowina z rządu. Zatem jeśli w Sejmie Jarosław Gowin zagłosuje przeciwko kandydaturze senator Lidii Staroń, to w perspektywie może się to dla niego źle skończyć. Co by jednak nie powiedzieć, cała ta sytuacja pokazuje, że napięcia w Zjednoczonej Prawicy nie minęły.

Swoją drogą, dlaczego PiS wystawia kandydaturę senator Lidii Staroń? Czy nie jest trochę tak, że licząc na poparcie tej kandydatury, a w konsekwencji na wybory uzupełniające, wietrzy szanse pozyskania nowego senatora, licząc na zmniejszenie przewagi obecnej większości w Senacie?

– PiS ma 48 senatorów i jeden dodatkowy mandat nie daje większości, a nawet równowagi. Zatem nie byłoby to zyskanie przewagi w Senacie, a tylko to oznaczałoby koniec rządów marszałka Tomasza Grodzkiego i możliwość szybszego procedowania wielu spraw w tej izbie parlamentu i dalsze reformowanie państwa. Przypomnę też, że o kandydaturze senator Lidii Staroń mówiono już wcześniej w różnych kręgach, szukając jakiegoś kompromisu, zdaje się, że nawet „gowinowcy” o tym mówili. Tak czy inaczej wybór senator Lidii Staroń na Rzecznika Praw Obywatelskich i ewentualny wybór nowego senatora to owszem, byłby pewien uzysk, ale wcześniej PiS musiałby ewentualne uzupełniające wybory wygrać, co wcale nie jest przesądzone.

Czy nie jest tak, że senator Staroń podczas wcześniejszych głosowań nad kandydaturami na Rzecznika Praw Obywatelskich wstrzymywała się od głosu, licząc, że z czasem, w kolejnym rozdaniu, sama może być kandydatką na ten urząd?

– Trudno powiedzieć, bo kandydowanie na urząd Rzecznika Praw Obywatelskich wcale nie musi się wiązać z wygraną, co więcej, zawsze jest ryzyko przegranej i pewnej, rzec można, nawet kompromitacji. Nie przypuszczam więc, żeby gra szła aż tak daleko, bo można zagrać, ale można też dużo przegrać. Cóż zatem z samej kandydatury, jeśli efektem jest przegrana, a politycy nie lubią ponosić porażek...   

           Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl