Dziś 40. rocznica pogrzebu kard. Wyszyńskiego. Jak Pan Profesor z perspektywy czasu postrzega postać Prymasa Tysiąclecia?
– Tak jak go zaczęto nazywać – Prymas Tysiąclecia. To określenie ściśle łączy się z obchodami, jakie organizował, czyli przygotowaniem i obchodami Milenium Chrztu Polski. Z drugiej strony można powiedzieć, że kard. Stefan Wyszyński, Prymas Tysiąclecia, to była jedna z najwybitniejszych – jak nie najwybitniejsza postać na tym urzędzie, któremu przyszło sprawować funkcję Prymasa Polski w czasie szczególnym, trudnym, bo w latach terroru komunistycznego. Realnie zastępował on także nuncjusza apostolskiego, bo przypomnę, że ówczesne władze PRL-u zerwały stosunki dyplomatyczne ze Stolicą Apostolską. Kardynał Wyszyński był też biskupem warszawsko-gnieźnieńskim, a więc piastował bardzo wiele ważnych, odpowiedzialnych funkcji, co więcej, przyszło mu przewodzić Kościołowi w Polsce w bodaj najtrudniejszym momencie w dziejach, to znaczy nie tylko w okresie zniewolenia komunistycznego – niewoli państwowej, ale również niewoli w sferze ideologicznej, czyli w czasie dominacji ideologii komunistycznej. Jako Prymas Polski musiał więc ratować kulturowo, duchowo polski Naród przed tymi potężnymi zagrożeniami. I biorąc to wszystko pod uwagę – można powiedzieć, że spełnił tę swoją misję w sposób heroiczny. Nieprzypadkowo zresztą jest wynoszony na ołtarze. Co więcej, swoją misję – przewodzenie Kościołowi w Polsce – wypełniał nie tylko w sposób heroiczny, ale też skuteczny.
Jakie są owoce posługi Prymasa Wyszyńskiego?
– Tych owoców jest bardzo wiele. Owocem posługi Prymasa Wyszyńskiego jest wybór kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową, ale także zwycięstwo w wojnie kulturowej, w wojnie, której stawką była świadomość polskiego Narodu. To jest niezwykłe, że w najciemniejszej nocy, jak zastała Kościół w Polsce, kard. Wyszyński potrafił zobaczyć światło i konsekwentnie prowadzić nasz Naród do celu. To, jaki był Kościół po okresie komunizmu czy jeszcze w czasach komuny, wreszcie to, jaki jest Kościół dzisiaj z całą swoją – co by nie powiedzieć – przewagą nad Kościołem zachodnim, to jest skutkiem działalności kard. Stefana Wyszyńskiego.
Kardynał Wyszyński kochał Kościół, ale też kochał Polskę, Naród – był jego duchowym Ojcem…
– Co więcej, nie rozdzielał tych rzeczy. Dzisiaj próbuje się sugerować, że to jest nacjonalizacja – ograniczenie Kościoła w jego posłudze, ale Prymas Stefan Wyszyński nie myślał w tych kategoriach, co więcej, on widział i rozumiał związek katolicyzmu i polskości. Zasadniczo nie da się uratować Narodu bez Kościoła – to po pierwsze – i tu Prymas Wyszyński był patriotą. Po drugie, nie da się prowadzić w skuteczny sposób misji duszpasterskiej wśród Polaków, jeśli się oderwiemy od kultury polskiej, jeśli się oderwiemy tej historii i od tradycji, od maryjności głęboko zakorzenionej w naszym Narodzie, od obyczajów związanych z religijnością i wiarą w Pana Boga. Kościół przemawia tu i teraz w taki sposób, który będzie czytelny, i kard. Wyszyński przemówił do narodu językiem tysiąclecia, językiem spuścizny wieków, i poruszył najbardziej delikatne, najbardziej subtelne, a zarazem najważniejsze struny naszej narodowej duszy. To wszystko się spięło w tym jednym, Bożym człowieku i zagrało najpiękniej jak można. Ci, którzy myśleli, czy wciąż myślą, że Kościół w Polsce należy unowocześniać, oddzielać od Narodu, ponoszą duszpasterską porażkę. Podobnie ci, którzy próbują Polskę odrywać od katolicyzmu, prowadzą do zguby Ojczyzny.
Prymas Wyszyński mimo niewoli, więzienia obronił Polskę, nie pozwolił też zamknąć Kościoła do zakrystii, a przy tym był niezwykle odważny. Takich pasterzy nam dzisiaj chyba brakuje?
– Kardynał Stefan Wyszyński – Czcigodny Sługa Boży – miał przede wszystkim świadomość tego, w jakim świecie żyje. Nie dał się nabrać na wizję księży patriotów, którą lansowali komuniści, czyli pewnego rodzaju ożenku komunizmu z katolicyzmem. Nie dał się także nabrać na pseudonowoczesność, która nie wiadomo ku czemu miałaby prowadzić. W swoim życiu i posłudze biskupa i Prymasa był realistą, ale nade wszystko był człowiekiem głębokiej wiary i to trzeba widzieć. Prymas Wyszyński był człowiekiem wiary z mocno zakorzenioną pobożnością maryjną, był człowiekiem, który właśnie w przywiązaniu do Pana Boga i Jego Najświętszej Matki widział ocalenie człowieka i Narodu. I tu widzimy jego racjonalność rozumienia tych wielkich spraw. Zatem rozum i silna wola, i to wszystko złączone z silną wiarą, która tę wolę wzmacniała jeszcze bardziej. To sprawiało, że Prymas Wyszyński rozumiał nie tylko to, co przyrodzone, ale widział wszystko w porządku nadprzyrodzonym, czyli interwencję Opatrzności, nieustanną opiekę Opatrzności nad Kościołem w Polsce. Dla niego Maryja,Królowa Polski, to nie były słowa puste, to nie był nawet symbol, ale kard. Wyszyński traktował to dosłownie jako rzeczywistość, która trwa. Proszę zwrócić uwagę na treść Apelu Jasnogórskiego, który sam propagował. Dla niego Bóg, Maryja to była rzeczywistość i w tym sensie zwyciężył, ale żeby dobrze zrozumieć Prymasa Wyszyńskiego, trzeba go widzieć nie tylko w kontekście czysto doczesnym, ale w wymiarze nadprzyrodzonym.
Jaki wpływ na życie, dzieło, na prowadzenie Polski i Polaków w trudnym czasie pożogi komunistycznej miała izolacja i więzienie Prymasa Wyszyńskiego?
– To były, można powiedzieć, rekolekcje przygotowujące kard. Wyszyńskiego do ostatecznego starcia z komunizmem, które się miało dokonać. Podczas niewoli zawierzył się całkowicie Matce Bożej, tam też doświadczał opieki Maryi w sposób wyjątkowy. To był trudny czas, to była pustynia i ogromne cierpienie wywołane utratą wolności i brakiem możliwości obcowania z wiernymi. Myślę jednak, że ksiądz Prymas dobrze, w sposób religijny przeżył ten czas – to znaczy mądrze wykorzystał te lata odosobnienia, nie popadł w depresję, ale z tego cierpienia, niosąc krzyż, jaki Opatrzność włożyła na jego ramiona, wyszedł z bardzo wzmocniony. Uwolniony Prymas Wyszyński stał się praktycznie niekwestionowanym autorytetem w Episkopacie Polski oraz jako pasterz Narodu.
Czy nauczanie Prymasa Wyszyńskiego jest aktualne także dzisiaj? Co możemy, co powinniśmy z niego wyciągnąć?
– Nauczanie ks. kard Stefana Wyszyńskiego, owszem, jest cały czas aktualne, ale nie powiedziałbym, że jest powszechnie znane. Jest aktualne, ponieważ wszystkie główne myśli tam zawarte, a zwłaszcza Wielka Nowenna, którą zaproponował, obchody Milenium Chrztu Polski i Śluby Jasnogórskie Narodu Polskiego to były wielkie narodowe rekolekcje, przeżycia duchowe, dzięki którym nasz Naród mógł się odrodzić. Warto sięgać nawet do Ślubów Jasnogórskich Narodu Polskiego, których treść i przesłanie są wciąż aktualne. Zostały złożone w trzechsetlecie Ślubów Lwowskich króla Jana Kazimierza z 1 kwietnia 1656 roku, a więc historycznie ze sobą są spięte. Ponadto Śluby Jasnogórskie są uniwersalne, są ponadczasowe. One nam przypominają, że nie należy się bać bardzo mocnego u nas związku wiary i Narodu. Proszę zwrócić uwagę, że u kard. Wyszyńskiego obchody Millenium, czyli Chrztu Polski, to było wielkie narodowe święto i wielkie narodowe rekolekcje. Jest pytanie, dlaczego nie czcimy tego święta Chrztu Polski jako najważniejszego wydarzenia w sensie rocznicy w dziejach naszej Ojczyzny? Przecież od tego wszystko się zaczęło i to w każdym wymiarze. Widać, że jest lęk, żeby Polski nie „redukować” do chrześcijaństwa, ale faktem bezsprzecznym jest, że od tego momentu wszystko się w naszych dziejach zaczęło. Od tego momentu bierze początek tworzenie Narodu, tworzenie nowoczesnego państwa, kultury narodowej, i to we wszystkich aspektach. Tymczasem 14 kwietnia, kiedy przypadają kolejne rocznice przyjęcia chrztu przez Polskę, przechodzą praktycznie niezauważalnie.
Prymas to dostrzegł?
– Prymas Wyszyński to zauważył i wokół tego symbolu zbudował całą wielką teologię Narodu Polskiego. I w tym sensie trzeba nam dzisiaj powrotu do nauczania kard. Stefana Wyszyńskiego – Prymasa Tysiąclecia.
Prymas Wyszyński był tym, który budował relacje międzyludzkie, potrafił – jako jeden z niewielu obok Jana Pawła II – zjednoczyć Naród Polski przy wierze w Boga. Dzisiaj tęsknimy za takimi autorytetami?
– To prawda. Potrzebny jest autorytet, potrzebny jest przywódca duchowy, który ma wizję, który ma wiarę i który prowadzi Naród do celu, a celem ostatecznym nas wszystkich jest Pan Bóg. Inne cele, jakie sobie stawiamy w życiu, czy to w życiu prywatnym, czy wspólnotowym, mają mniejsze znaczenie. Dla nas, ludzi wierzących, wszystko spina się w tym celu ostatecznym i tak widział to kard. Stefan Wyszyński. Nawet kiedy szalał w Polsce ateizm, wojowniczy, brutalny, to Ksiądz Prymas cały czas pokazywał Narodowi tę perspektywę wieczną, która ostatecznie jest perspektywą wolności.
Jakie są Pana oczekiwania, jeśli chodzi o beatyfikację Prymasa Wyszyńskiego i jej owoce dla Polski i nas, wiernych Kościoła, co Bóg chce nam przez to powiedzieć?
– Oprócz bardzo ważnego przeżycia religijnego i czczenia osoby ks. kard. Stefana Wyszyńskiego – Prymasa Tysiąclecia musimy wrócić do jego myśli, do dziedzictwa, które nam pozostawił, do jego dorobku, a wówczas ta beatyfikacja przyniesie wielkie owoce.
Dziękuję za rozmowę.

