logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Jesteśmy geopolityczną strefą zgniotu

Czwartek, 17 czerwca 2021 (07:40)

Aktualizacja: Czwartek, 17 czerwca 2021 (09:46)

Z prof. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Za nami szczyt G7 w Kornwalii i szczyt NATO w Brukseli. Jak przyjął Pan ustalenia ze szczytu G7, jeśli chodzi np. o szczepionki dla najuboższych państw?

– Rzeczywiście podjęto decyzję o przekazaniu ponad miliarda szczepionek przeciwko COVID-19 biedniejszym państwom, o których przez ponad rok trwania pandemii nikt tak naprawdę nie myślał. Padło też zobowiązanie do wspólnej odbudowy świata po pandemii koronawirusa i właściwie tyle. Jeśli zaś chodzi o pozostałe kwestie, to komunikaty są lakoniczne. Było to spotkanie zapoznawcze prezydenta Joe Bidena z przywódcami najważniejszych państw świata. I chyba w ten sposób należałoby je czytać. Było to też spotkanie tuż przed rozmowami Bidena z Putinem i prezydent Stanów Zjednoczonych dał sygnał, jak będzie postrzegał geopolitykę. Widać, że Rosja w tym amerykańskim – bidenowskim projekcie – zajmuje ważne miejsce. W tej sytuacji ważne jest to, co tak naprawdę wyniknie ze spotkania Biden-Putin.     

Druga kwestia dotyczy ustaleń szczytu NATO w Brukseli. Jak za prezydentury Joe Bidena może wyglądać nowy rozdział sojuszu? Mamy potwierdzenie art. 5, a więc gotowości amerykańskiej do kolektywnej obrony…

– Słynny art. 5 jest zasadniczo interpretowany w perspektywie tzw. klasycznej wojny, czyli z użyciem konwencjonalnych środków i wojsk – różnego typu, okupacji danego terytorium itd. I zgodnie z tą interpretacją takie byłyby kroki, taka reakcja, jeśli Moskwa zdecydowałaby się na agresywne zachowania. Czasy się zmieniają i dzisiaj mamy do czynienia z wojną nowej generacji. Dzisiaj zagrożeniem jest wojna hybrydowa, wojna w cyberprzestrzeni, to oznacza cyberataki, ingerencje w wybory w różnych krajach, wspieranie rozmaitych odśrodkowych ruchów rewolucyjnych, generowanie wszelakich konfliktów, które osłabiają poszczególne państwa. I jeśli prezydent Joe Biden ustępuje, de facto schodzi z najbardziej fundamentalnych sankcji w sprawie Nord Stream 2, które mogły Rosję boleć i w perspektywie zablokować jej możliwości, bo jeśli blokowane są finanse, to blokowane są możliwości działania. Takie możliwości otwierają kolejne fronty dla Putina. W tym sensie art. 5 dobrze, że jest, że się pojawia, ale Rosja zawsze może powiedzieć, że nie będzie wchodzić na poziom agresji, który naruszałby art. 5 w tym konwencjonalnym wymiarze, ale wszystko, co jest poniżej tego artykułu, czyli ekspansja i ataki w ramach wojny nowej generacji, absolutnie wchodzą w grę.

Komentatorzy dość krytycznie oceniają konkluzje szczytu NATO w wymiarze klimatycznym, który też się pojawia, a który jest charakterystyczny dla administracji Joe Bidena…

– To tylko pokazuje, że mamy marsz lewicowej ideologii i przemoc gospodarczą. Jeśli bowiem zdefiniujemy, że każdy, kto emituje CO2, staje się zagrożeniem dla świata, to idąc tym tokiem rozumowania, można wytłumaczyć wszystko. Można głosić, że amerykańskie hamburgery wzmagają otyłość, a cola przyczynia się do cukrzycy. Czy producenci nagle zaprzestaną wprowadzać na rynek swoich produktów? Można się zatem przerzucać takimi argumentami, tylko nic z tego nie wynika. Myślę, że jednym z zagrożeń, jakie prezydentura Joe Bidena stanowi dla świata, jest jej uwikłane ideologiczne. Przypomnę, że pierwsze decyzje Bidena po objęciu urzędu prezydenta Stanów Zjednoczonych były skrajnie ideologiczne. Dotyczy to kwestii aborcji, sprawy lgbt, co pokazuje, że jest to rzeczywistość tak naprawdę blokująca Amerykę, czy też powodująca, że wiele państw świata arabskiego może patrzeć na Stany Zjednoczone jako na kraj niepoważny. Taki, który wprowadza czynniki destrukcyjne w życie społeczne lub taki, który w relacjach międzynarodowych będzie się kierował właśnie ideologią. To z kolei zaburza powagę tego państwa, jego wiarygodność. Pamiętajmy też, że Stany Zjednoczone stanowią o bezpieczeństwie międzynarodowym, o swobodzie handlu, o bezpieczeństwie szlaków handlowych itd.                       

Joe Biden jeszcze przed spotkaniem z Putinem mówił, że Ameryka chce mieć po stronie Rosji przewidywalnego partnera. Czy to nie jest naiwność i czy Biden nie powtarza błędu nie tylko Baracka Obamy, ale też prezydenta Roosevelta, który już na początku II wojny światowej postrzegał Rosję jako normalnego partnera?

– W tym wszystkim są rzeczy racjonalne i nieracjonalne. Prezydent Roosevelt owszem miał taki stosunek do Rosji, ale przede wszystkim chciał, aby przy wykorzystaniu rosyjskiego żołnierza pokonać Niemcy i doprowadzić do dominacji Ameryki w perspektywie tego, co zdefiniujemy jako mocarstwo morskie.

Co z tego wynika?

– Amerykanie po II wojnie światowej uczynili dwa oceany swoim wewnętrznym morzem. Żeby to stało się możliwe, trzeba było nie tylko pokonać Niemcy, ale zasadniczo wyeliminować Anglików z lokalnej dominacji. W rezultacie stało się tak, że po II wojnie światowej już nie Brytyjczycy, ale Amerykanie dominowali na morzach, a Związek Radziecki dostał Europę Centralną. Zasadniczo na tym ruchu Stany Zjednoczone bardzo dużo zyskały. Dzisiaj otoczenie Joe Bidena patrzy na Chiny strategicznie, jako na głównego swojego przeciwnika, który może ich pozbawić dominacji w świecie, szczególnie na Pacyfiku i w Eurazji. I teraz Amerykanie mierzą swoje zasoby, czy są na tyle silni, aby podtrzymać globalną dominację, czy też trzeba się z kimś dogadać. Widać, że uznali, że w Europie dogadają się z Niemcami, a w Eurazji jakoś dogadają się z Rosjanami, że stabilizacja stosunków z Moskwą da im możliwości osaczenia Chin.

Czy Putin pójdzie na taką jednorodną grę?    

– Z całą pewnością nie. Putin zapewne nie zdecyduje się na całkowity alians ze Stanami Zjednoczonymi przeciwko Chinom i zapewne nie będzie to główny wektor polityki Kremla. Putin będzie grał na tyle z Amerykanami, na ile mu się to będzie opłacało. Dla przykładu opłaca mu się Nord Stream 2 i zniesienie sankcji na ten projekt, więc w jakimś zakresie będzie współpracował z Waszyngtonem. Jednocześnie będzie współpracował z Pekinem – na tyle, na ile to będzie dla niego korzystne. Sprzedaż surowców, wymiana handlowa itd., to wszystko będzie nadal funkcjonować, więc Putin będzie wygrywał na tym amerykańsko-chińskim konflikcie.

Administracja Joe Bidena w odróżnieniu od administracji Trumpa w Europie stawia na Niemcy…

– Taka jest kalkulacja Waszyngtonu, ale tak naprawdę różnie z tym jeszcze może być. Do tego oczywiście dochodzi czynnik ideologiczny: lekceważenie takich krajów jak Polska i Węgry – państw nawiązujących wyraźnie do chrześcijaństwa, krajów, które nie mieszczą się w rewolucyjnej doktrynie ekipy najpierw Baracka Obamy, a teraz Joe Bidena. Jeśli to wszystko zsumować, to widać naszą naiwność, a na pewno rozbieżność interesów polskich i amerykańskich. Dzisiaj nasza polityczna elita zobaczyła – bardzo namacalnie – rozbieżność interesów amerykańskich i polskich – szczególnie interesów zdefiniowanych przez nową administrację w Białym Domu. W trakcie prezydentury Donalda Trumpa wyglądało to inaczej, jakoś to funkcjonowało, bo ówczesny prezydent widział te sprawy, ale teraz mamy realną rozbieżność interesów. Jednak na pierwszym plan wysuwa się przede wszystkim różnica ideologiczna.

Czy kładąc inaczej akcenty, Joe Biden nie oddaje spraw Europy Środkowej, w tym Polski, Niemcom, a pośrednio także w ręce Putina?        

– Niestety, ale tak to wygląda. Proszę sobie przypomnieć, co działo się po resecie Baracka Obamy, kiedy – w niedługim czasie – mieliśmy do czynienia z katastrofą smoleńską, tak dziwnie później wyjaśnianą przez Rosjan. Mimo upływu 11 lat widzimy, jak to wygląda. Rosjanie znani są z tego, że jeśli się im popuści na jakimś polu, jeśli się pozwoli na więcej swobody, będą to wykorzystywać. Cyberataki na Polskę, z jakimi mamy do czynienia, mają ośmieszyć nasz kraj, skompromitować i skonfliktować wewnętrznie. To manifestacja siły i pokazanie, co jeszcze można nam zrobić. Niemcy i Rosjanie starają się spacyfikować Polskę, bo mają świadomość, że w Europie Centralnej tylko Polska jest w stanie skupiać wokół siebie jakąś siłę i próbować się przeciwstawić niemiecko-rosyjskiemu układowi. To w sensie geopolitycznym czyni z Polski strefę zgniotu.

          Dziękuję za rozmowę.         

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl