logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Zagrożenie rosyjskie wzrasta

Piątek, 18 czerwca 2021 (20:25)

Aktualizacja: Piątek, 18 czerwca 2021 (20:25)

Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Jak skomentuje Pan oświadczenie wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego, który po zapoznaniu się z informacjami Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Służby Kontrwywiadu Wojskowego poinformował, że cyberatak na polskich urzędników został przeprowadzony z terenu Rosji? Zatem wątpliwości zostały rozwiane…

– Inaczej tego zinterpretować się nie da. Zagrożenie ze strony Rosji wzrasta i to widać. Moskwa próbuje zdestabilizować sytuację polityczną w Polsce, próbuje zbadać, jak daleko i na ile może się posunąć w swoich działaniach i jaka będzie reakcja. Atak hakerski na skrzynki e-mailowe polskich polityków, urzędników wysokiego szczebla, parlamentarzystów – to jest przejaw działania za pomocą przestępczości internetowej, która jest skierowana przeciwko państwu polskiemu.

Jaki cel mają działania rosyjskich hakerów i dlaczego to polscy politycy znajdują się na celowniku?

– Takie działanie ma służyć destabilizacji, naruszeniu bezpieczeństwa państwa polskiego. Zwrócę uwagę, że generalnie – jako państwo polskie – zawsze byliśmy celem przynajmniej aktywności wywiadowczej rosyjskich służb. W tej chwili działania hakerskie, cyberataki idą w kierunku zdestabilizowania życia politycznego w Polsce. Temu mają służyć właśnie próby kompromitacji polityków obozu rządzącego. Widać wyraźnie, że Rosja obawia się Polski, która z jednej strony radzi sobie coraz lepiej w dziedzinie gospodarczej, z drugiej strony próbuje wybić się na niezależność energetyczną od dostaw gazu z Rosji. Stąd ten – najprawdopodobniej – nieprzypadkowy ciąg zdarzeń, czyli z jednej strony żądanie zamknięcia Kopalni Węgla Brunatnego „Turów” przez sędzię, wiceprezes Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej Rosario Silvę de Lapuertę, a z drugiej strony zablokowanie, czy też zawieszenie prac nad budową lądowego odcinka gazociągu Baltic Pipe na terytorium Danii przez zanegowanie decyzji środowiskowych. Zestawiając te fakty, rzeczywiście można podejrzewać, że mamy próby osłabienia Polski oraz próby dezinformacji, a wszystko po to, żeby doprowadzić do upadku rządu premiera Mateusza Morawieckiego i do zmiany władzy w Polsce. Mam jednak nadzieję, że te próby destabilizacji państwa polskiego się nie powiodą.

Za nami tajne posiedzenie Sejmu w sprawie cyberataków. Jednak paru posłów opozycji opuściło obrady, kpiąc i szydząc z rządowego raportu. Tymczasem jak widzimy, sprawa jest poważna i dotyczy nie partii, ale bezpieczeństwa państwa polskiego?

– To posiedzenie dotyczyło kwestii związanych bezpośrednio z bezpieczeństwem obywateli i bezpieczeństwem państwa polskiego. Zrozumiałe, że nie mogę podawać szczegółów, bo jako uczestnik tego posiedzenia też jestem objęty zobowiązaniem do poufności, jeśli chodzi o te obrady Sejmu. Natomiast absolutnie nie mogę się zgodzić z opiniami polityków Koalicji Obywatelskiej, którzy twierdzą, że na tym posiedzeniu nie było informacji niejawnych i że nie mogło ich być. Ktoś niepotrzebnie zaczyna grać na emocjach Polaków, podczas gdy potrzebna jest powaga i troska o dobro i bezpieczeństwo państwa. Takie podejście polityków opozycji świadczy o całkowitym braku powagi i braku odpowiedzialności. W takich sytuacjach tajność jest absolutnie wymogiem i jest uzasadniona. Myślę też, że wszyscy – zwłaszcza politycy, i to niezależnie od formacji politycznych – powinni sobie wziąć do serca apel wicepremiera i szefa komitetu do spraw bezpieczeństwa Jarosława Kaczyńskiego, aby nie wpisywać się w scenariusz „operacji zaplanowanej przeciwko polskim urzędnikom i politykom” poprzez rozpowszechnianie doniesień hakerów, którzy tylko na to czekają.

Czy tych cyberataków nie należy też czytać w kontekście zakończonego niedawno szczytu Biden – Putin? Czy zapewnienia amerykańskiej dyplomacji, że Ameryka stoi po naszej stronie, nie są to tylko czczymi słowami?

– Myślę, że warto byłoby poczekać i sprawdzić, czy i na ile deklaracje obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych są szczere i jakie będą konsekwencje tych deklaracji. To zasadne, bo skoro z jednej strony padają deklaracje, a z drugiej strony mamy poluzowanie amerykańskiej polityki wobec Kremla – chociażby w kontekście przyzwolenia na dokończenia projektu Nord Stream 2, to z całą pewnością osłabia – żeby nie powiedzieć: stawia pod znakiem zapytania – deklaracje wsparcia dla Polski i generalnie dla Europy w relacjach z Rosją. To istotne, szczególnie kiedy mamy do czynienia z absolutnie agresywną polityką Władimira Putina, a działania w postaci cyberataków wobec Polski mają ewidentnie prowokacyjny charakter i być może – w jakimś sensie – wpisują się w pierwsze spotkanie prezydentów Stanów Zjednoczonych i Rosji w Genewie. Wygląda też na to, że mamy typowe dla Rosji badanie, na ile może sobie pozwolić oraz czy i jaka będzie reakcja Stanów Zjednoczonych.

Nie ma obaw, że Joe Biden za cenę wsparcia Rosji w rozgrywce z Chinami może przehandlować Polskę? Takie tezy też się pojawiają…

– Sądzę, że nie, że Polska – w ogóle flanka wschodnia – to obszar z punktu widzenia interesów strategicznych Stanów Zjednoczonych również niezwykle ważny. Nie ma zatem zagrożenia, że uwaga Stanów Zjednoczonych odsuwa się od Europy i od Polski. Jesteśmy częścią Sojuszu Północnoatlantyckiego, jesteśmy też członkiem Unii Europejskiej, więc nie ma możliwości, aby narażać bezpieczeństwo Polski, bezpieczeństwo polskich obywateli na działania Rosji. Uważam, że solidarność świata demokratycznego, którego liderem cały czas są Stany Zjednoczone, będzie nadal zachowana.

Owszem, ale fakty są takie, że oddanie spraw przez nową administrację amerykańską w ręce Berlina, a pośrednio także Moskwie już ma miejsce…?

– Rzeczywiście, Stany Zjednoczone czasem zachowują się w sposób – nazwijmy to – dziwny. Myślę, że wynika to poniekąd z niezrozumienia Europy i rosyjskich zagrożeń, które dotyczą zarówno Europy, jak i Polski, przez nową administrację amerykańską. Uważam, że uleganie w pewnych kwestiach Niemcom jest charakterystyczne dla administracji amerykańskiej pod rządami demokratów. Natomiast jeśli w Stanach Zjednoczonych w Kongresie czy w Białym Domu gospodarzami są republikanie, to wówczas jest większy nacisk na światowe bezpieczeństwo i bardziej zdecydowana polityka wobec Kremla. Niestety, ale w czasie ośmiu lat rządów prezydenta Baracka Obamy mieliśmy do czynienia z resetem z Rosją i czym to się skończyło, to wszyscy wiemy – mieliśmy m.in. atak na Gruzję. To pokazuje, że Putinowi nie wolno pobłażać, nie wolno pozwolić mu na zbyt wiele, bo to wykorzysta. Putin to polityk, który uznaje tylko język siły; w innym wypadku zaczyna dominować. Niestety, wygląda na to, że Joe Biden idzie śladami Baracka Obamy. Być może liczy na współpracę z Rosją w rozgrywce z Chinami. Z tym że nie dawałbym większych szans, że zyska tu wsparcie Kremla, a nawet Berlina, który też będzie chciał realizować własną politykę gospodarczą wobec Pekinu, licząc na własne zyski.

         Dziękuję za rozmowę.     

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl