logo
logo

Dziś w
„Naszym
Dzienniku”

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

NIE ZAMYKAJMY KOPALŃ

Sobota, 19 czerwca 2021 (02:03)

Z prof. dr. hab. inż. Władysławem Mielczarskim z Instytutu
Elektroenergetyki Politechniki Łódzkiej rozmawia Beata Falkowska.

 

Panie Profesorze, jak kształtuje się zużycie węgla w Niemczech?

– Niemcy mają energetykę opartą głównie na elektrowniach węgla brunatnego i zużywają ok. 160 ton tego węgla rocznie, czyli mniej więcej trzy razy więcej niż my. W Polsce zużywamy ponad 50 mln ton węgla brunatnego i ok. 50 mln ton węgla kamiennego.

Niemcy otwierają wciąż nowe elektrownie węglowe.

– Tak, niedawno oddali np. elektrownię Datteln IV o mocy ok. 1000 MW, która opalana jest węglem kamiennym. Jeśli pracuje z pełną mocą, to potrzebuje ok. 400 ton węgla na godzinę, czyli 2,5-3 mln ton węgla rocznie, w zależności od tego, jak jest wykorzystywana. Zatem Polska ze swoim zużyciem węgla nie jest w żaden sposób wyjątkowa. Ponieważ Niemcom bardziej opłaca się kupować węgiel kamienny za granicą, wiele własnych kopalń zamknęli, ale ich nie zlikwidowali, tylko zakonserwowali tak, że w każdej chwili są one gotowe do uruchomienia. Importują rocznie ok. 50 mln ton węgla kamiennego, z czego blisko 21 ton jest przeznaczonych dla hutnictwa i ok. 29 ton dla elektrowni.

Węgiel kamienny Niemcy importują, natomiast cały czas rozbudowują swoje kopalnie węgla brunatnego.

– Tak, Niemcy mają kopalnie odkrywkowe w kilku miejscach, ale największe złoże jest na zachód od Renu, przy granicy z Holandią. Rozszerzają wciąż tę kopalnię, trwają tam wyburzenia domów, są mapy obrazujące ten dość brutalny proces. Dla Niemiec kopalnie węgla brunatnego, które stanowią podstawę ich energetyki, to być albo nie być, bo są wielką uprzemysłowioną gospodarką.

Władze w Berlinie deklarują zamykanie w przyszłości kopalń i przestawianie się na energetykę gazową.

– Tak, ale trzeba bardzo mocno podkreślić, że o ile w Polsce, jeżeli chcemy zamykać kopalnie węgla kamiennego, to przygotowaliśmy bardzo konkretny plan – kopalnia po kopalni, rok po roku; o tyle w Niemczech są to jedynie dość luźne deklaracje polityczne, nawet nie polityków decydentów, ale doradców niższego szczebla. To raczej delikatne apele, a wszystko odbywa się w bardzo miękkiej, niewiążącej sferze. U nas zaś mamy twardą decyzję rządową, bardzo silnie umocowaną prawnie.

Za Odrą nie ma antywęglowej histerii, protestów ekologów?

– Nie, co więcej, tamtejsi ekodziałacze przyjeżdżają protestować przeciwko wydobyciu węgla do Polski. Kiedyś miałem okazję zagadnąć jednego z nich. Powiedziałem: „Macie większe kopalnie odkrywkowe węgla brunatnego niż Polska, największa ma 450 m głębokości, dlaczego tam nie protestujecie?”. A on odpowiedział: „Nie gryzie się ręki, która karmi”. W Niemczech mamy do czynienia z protestami nie przeciwko samej energetyce węglowej, ale np. przeciw wyburzeniom pod infrastrukturę kopalnianą. Jeśli chodzi o energetykę węglową, panuje tam duże zrozumienie.

Przypomnijmy, że Niemcy z terenów przygranicznych kilka lat temu mocno oprotestowali powstanie odkrywkowej kopalni pod Gubinem w woj. lubuskim.

– To były dobre złoża. Nie miałoby to większego wpływu na życie w niemieckich przygranicznych gminach, bo jest to dosyć daleko od Odry, natomiast chodziło o to, że były to bardzo bogate złoża – gdyby Polska je otworzyła, miałaby tanią energię, i to w dużej ilości. Brzmi to jak teoria spiskowa, ale taka jest rzeczywistość. Ekodziałacze protestują w interesie swoich sponsorów. Organizacje tzw. ekologów mają charakter pozarządowy, ale obficie korzystają z grantów państwa. Co więcej, znam wiele organizacji polskich, które są finansowane z grantów niemieckich, a które zwalczają węgiel w Polsce. Tak samo cała historia z kopalnią w Turowie to typowa sprawa konkurencyjna, bo Czesi mają takie same kopalnie u siebie. Są zresztą jednym z największych producentów węgla w Europie.

Kopalnie odkrywkowe są bardziej szkodliwe dla środowiska?

– Dziś mamy technologie minimalizujące ten szkodliwy wpływ na otoczenie. To kwestia odpowiednich zabezpieczeń, a nie realny problem. W długofalowej perspektywie kopalnia odkrywkowa zmienia oczywiście ukształtowanie terenu, ale może je także poprawiać. Gdy wybierze się do końca surowiec z odkrywki, zalewa się ją wodą, powstają sztuczne jeziora – olbrzymie rezerwuary wody. Gdy długoterminowo patrzymy na odkrywki, można dostrzec ich pozytywne skutki dla danego rejonu.

Władze w Berlinie za cel pierwszoplanowy stawiają sobie obecnie likwidację elektrowni jądrowych i przechodzenie na energetykę gazową.

– Tak, po pierwsze, niemieckie elektrownie atomowe są bardzo stare i nie opłaca się ich modernizować. A po drugie, w społeczeństwie niemieckim panuje bardzo negatywne nastawienie do energetyki jądrowej. Gdy zostanie ukończony Nord Stream 2, Niemcy otrzymają nową porcję gazu i będą mogli zamienić elektrownie jądrowe na gazowe, ale ten proces jeszcze potrwa. Moim zdaniem Niemcy będą przestawiać swoją energetykę atomową na gazową do końca tego dziesięciolecia, czyli do ok. 2030 roku. Przypuszczam, że to będzie proces na „zakładkę” – jak po pierwszych pięciu latach ustabilizują sobie przełączenie energetyki jądrowej na gaz, zaczną przestawiać energetykę węglową, ale do końca jej nie zredukują, bo nie starczy im gazu, aby całkowicie wyeliminować węgiel. Trochę zależy to także od tego, jak będzie kształtował się popyt na gaz. W tym momencie w Europie jest on stabilny, nawet się zmniejsza, bo mamy bardziej energooszczędne domy i potrzebujemy mniej ciepła, ale Niemcy będą potrzebować olbrzymich ilości gazu – ok. 250 mld m sześc. rocznie. Zatem proces przestawiania elektrowni węglowych na gaz na pewno nie zakończy się do końca stulecia, bo nie mają takich zasobów gazu, chyba żeby zacząć budować Nord Stream 3.

Zatem nadal będą korzystać z węgla. Jak to się ma do polityki Zielonego Ładu?

– Niemcy tworzą pewną narrację, jedno mówią, ale drugie robią. Wygrywa realpolitik, a ta sprowadza się do tego, że muszą mieć energię, bo są krajem wysoko uprzemysłowionym.

Jaka lekcja płynie z tego wszystkiego dla nas?

– Przede wszystkim, nie wysuwajmy się przed orkiestrę. Można pewne kroki rozważać, wprowadzać różne rozwiązania, ale z pewnym opóźnieniem. Nie zamykajmy kopalń, bo to jest w ogóle działanie bez sensu, na którym chyba ktoś chce się wylansować, bo przecież kopalnie nie emitują CO2. To elektrownie węglowe za to odpowiadają. Jednocześnie dyskutujmy z Komisją Europejską, z Niemcami, róbmy symulacje, wydłużajmy ten proces w czasie. Polityka Zielonego Ładu i neutralności klimatycznej przeminie, tak jak socjalizm, który budowaliśmy, budowaliśmy i nie wybudowaliśmy.

Jeśli zamkniemy kopalnie, czeka nas importowanie węgla?

– To jest absolutnie pewne, że jeśli skasujemy własne kopalnie, nikt jednocześnie nie zamknie elektrowni węglowych, bo nie będziemy mieć wystarczających możliwości zasilania ich np. gazem, a społeczeństwo i gospodarka muszą normalnie funkcjonować.

Pójdziemy zatem w kierunku uzależnienia się od importu węgla z Rosji i innych krajów. Zapewne chętnie sprzedadzą nam węgiel także Amerykanie czy państwa Ameryki Południowej. Zatem należy działać spokojnie i jako państwo nie powinniśmy robić żadnych gwałtownych ruchów.

Dziękuję za rozmowę.

Beata Falkowska

Nasz Dziennik