logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Magia nazwiska Tusk już nie działa

Czwartek, 24 czerwca 2021 (19:51)

Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Panie pośle, gdzie jest ten mityczny biały koń, na którym miał wrócić z Brukseli do polskiej polityki Donald Tusk?

– Można powiedzieć, że owszem, co jakiś czas pojawiają się deklaracje Donalda Tuska co do wsparcia Platformy czy szerzej – Koalicji Obywatelskiej, ale za słowami nie idą czyny. Widocznie Donald Tusk zdaje sobie sprawę z tego, że gdyby wrócił do polskiej polityki, to musiałby odpowiedzieć na wiele niewygodnych pytań związanych z konsekwencjami ośmiu lat rządów koalicji PO – PSL. Po ludzku można by nawet zrozumieć takie, a nie inne zachowanie tego europejskiego polityka, bo jak mówi przysłowie: „dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi”. Trzeba też stwierdzić, że na polskiej scenie politycznej jest zupełnie nowa sytuacja, przyszło nowe pokolenie młodych polityków w Platformie, więc z jednej strony nie po drodze im już z Donaldem Tuskiem, ale ponadto chyba on sam zdaje sobie sprawę, że jego gwiazda mocno przygasła. Również skala trudności, jeśli chodzi o odbudowanie poparcia dla Platformy, jest obecnie nieporównywalnie większa, niż miało to miejsce na początku tego wieku, w 2007 r., kiedy Platforma wygrywała wybory i obejmowała rządy w Polsce.  

Czemu zatem miało służyć to pompowanie balonika, że – jak donosiły niektóre media – niby wczoraj na zarządzie krajowym Platformy miał zostać ogłoszony powrót „rycerza” z Brukseli, który ma wejść do rady krajowej, do zarządu partii i po rezygnacji Borysa Budki zostać pełniącym obowiązki przewodniczącym? Dzisiaj jedynie słychać komentarze, że takie rzeczy – w domyśle: powrót Tuska – lubią ciszę…

– Być może mamy do czynienia z badaniem gruntu, z sondowaniem elektoratu, jaka będzie reakcja sympatyków, zwolenników Platformy na zapowiedź powrotu Donalda Tuska do polskiej polityki. Może również sam zainteresowany oczekiwał na większy entuzjazm, na pozytywne wyniki badań sondażowych, które pokazałyby, że jest oczekiwany, i jego powrót momentalnie podniesie notowania Koalicji Obywatelskiej. Tymczasem nic takiego się nie dzieje. Trzeba sobie zatem powiedzieć jasno, że ten okres, od kiedy Donalda Tuska nie ma w krajowej polityce, to można rzec: cała epoka i to, co było, już nie wróci. Wiele się w tym czasie wydarzyło, a dla wielu ludzi – zwłaszcza ludzi młodych – nazwisko Tusk nic nie znaczy, niewiele mówi. Od kiedy Donald Tusk wyjechał z Polski, aby robić karierę na brukselskich salonach, pojawiło się kilka roczników nowych wyborców, którzy kompletnie nie interesują się polityką europejską, czy też w ogóle nie interesują się polityką, więc magia nazwiska Tusk już nie działa.

Co powstrzymuje Donalda Tuska przed powrotem do aktywnej polskiej polityki, bo za pośrednictwem Twittera ciągle w niej uczestniczy? Czy nie jest to też w jakimś sensie obawa przed porażką i czy wciąż nie ciągnie się za nim przegrana z Lechem Kaczyńskim w wyborach prezydenckich w 2005 r.?

– Na pewno jest w tym dużo kunktatorstwa. Na pewno jest tak, że Donald Tusk uciekł – to chyba najlepsze określenie – do Brukseli przed porażką Platformy, która nastąpiła w 2015 r. w wyborach parlamentarnych. Donald Tusk dobrze znał nastroje społeczne, więc chętnie, skwapliwie skorzystał z propozycji kanclerz Angeli Merkel dotyczącej objęcia przewodnictwa w Radzie Europejskiej. To jest chyba w naturze Donalda Tuska, że decyduje się na przedsięwzięcia, w których ma stuprocentową pewność odniesienia sukcesu. Tak było, jeśli chodzi o kandydowanie na urząd prezydenta Rzeczypospolitej w 2005 r. Wystartował wówczas, bo był pewien – wszystkie sondaże wskazywały, że wygra te wybory. Okazało się jednak, że w twardej walce z prof. Lechem Kaczyńskim przegrał. Rzeczywiście to przeżycie musiało być dla Donalda Tuska traumatyczne i dlatego od tej pory nie ryzykuje, nie podejmuje ryzyka angażowania się w przedsięwzięcia, które nie gwarantują mu w pełni sukcesu.

Ponadto chyba ciężko byłoby dziś podnieść Platformę, która stacza się po sondażowej równi pochyłej?

– Teraz powrót Donalda Tuska musiałby być okupiony bardzo ciężką pracą nad zmianą wizerunku Platformy. Tymczasem, jak słyszymy, polityk ten nie lubi się przepracowywać, zwłaszcza że powodzenie takiego przedsięwzięcia jest obarczone sporym ryzykiem. Ponadto wracając na polską scenę polityczną, Donald Tusk musiałby odpowiedzieć na cały szereg niewygodnych pytań, które dotyczą ośmiu lat rządów Platformy czy chociażby Sławomira Nowaka i Stanisława Gawłowskiego, czyli tych polityków Platformy, na których ciążą zarzuty prokuratorskie.               

Czy Donald Tusk jest w ogóle tą osobą, która może pomóc Platformie, czy przeciwnie – mógłby być tym, który definitywnie wyprowadzi sztandar? W końcu jako założyciel Platformy ma na to papiery…

– Niewykluczone, że powrót Donalda Tuska mógłby się wiązać wyłącznie z zamknięciem tego etapu, tego projektu, któremu na imię Platforma Obywatelska, i ewentualnie z otwarciem nowego. Jednak „nowe”, które – jak się wydaje – ma jakiekolwiek szanse powodzenia, to jest ewentualne zjednoczenie – w kontrze do Prawa i Sprawiedliwości – wszystkich sił opozycyjnych pod jednym szyldem. Wygląda jednak, że na takie zjednoczenie pod auspicjami Donalda Tuska się nie zanosi. Swoje ambicje polityczne mają bowiem liderzy zarówno Lewicy, PSL, jak i lider Polski 2050 – Szymon Hołownia, który jest kreowany na lidera i męża opatrznościowego po stronie całej opozycji. Zatem zdaje się, że na polskiej scenie politycznej miejsca dla Donalda Tuska już nie ma.

Nic zatem dziwnego, że odgrzewany temat powrotu Tuska, który pojawia się co jakiś czas, zakrawa na śmieszność i nasuwa pytanie o powagę tego polityka?

– Na pewno w Platformie widoczny jest poważny kryzys przywództwa. Jest on widoczny właściwie od momentu odejścia Donalda Tuska z polskiej polityki na stanowisko szefa Rady Europejskiej. Takim liderem nie okazał się Grzegorz Schetyna, nie wspominając już o Ewie Kopacz czy o Borysie Budce, którego styl uprawiania polityki można zamknąć w haśle: ulica i zagranica. Swoją drogą rzec trzeba, że Borys Budka, jako przewodniczący, nie zrobił furory i nie zyskał poklasku wśród zwolenników Platformy, których cały czas ubywa. Rzeczywiście próba ratowania Platformy – jej wizerunku i nazwijmy to: objęcie patronatu przez Donalda Tuska nad tą formacją – nie przynosi żadnego rezultatu, co więcej, trąci wręcz śmiesznością. Od lat pieczołowicie pielęgnowany w Platformie mit jeźdźca, który miałby powrócić na białym koniu, już nie działa i wydaje się, że nikt na niego już nie czeka. W polityce podejmuje się męskie decyzje. Jeżeli istnieje potrzeba wsparcia, jeżeli jest potrzeba przejęcia kierownictwa nad formacją polityczną, to się taką decyzję podejmuje albo mówi się jasno: nie, ten rozdział jest już za mną, zrezygnowałem z polskiej polityki i już do niej nie wracam. Natomiast takie ciągłe krążenie wokół tematu, wchodzenie jedną stopą przez próg, po czym cofanie się tylko podaje w wątpliwość powagę polityka, który się w ten sposób zachowuje. Ponadto upada mit Donalda Tuska.

              Dziękuję za rozmowę.   

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl