logo
logo

Zdjęcie: Fot. twitter.com_bogdan_rzonca.jpg/ Inne

Bezrefleksyjna polityka Paryża i Berlina

Piątek, 25 czerwca 2021 (15:43)

Aktualizacja: Piątek, 25 czerwca 2021 (16:16)

Z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Nie będzie szczytu Unia – Rosja, propozycja Niemiec i Francji nie zyskała akceptacji Rady Europejskiej. Jak odebrał Pan argumentację Berlina i Paryża, że rozmawiając z Putinem łatwiej będzie zapobiegać agresjom, niż reagować już po fakcie?

– Takie myślenie nie powinno mieć miejsca. To jest absolutnie jakaś pomyłka, wielkie kłamstwo i szukanie wsparcia u Putina przed wyborami. Emmanuel Macron ma wybory w przyszłym roku, dlatego chciał się spotkać z Putinem. Z kolei wybory do Bundestagu odbędą się już we wrześniu bieżącego roku i Angela Merkel, która jak wiadomo po 16 latach sprawowania władzy nie będzie ponownie kandydować na urząd kanclerski, ale też ma problem, bo rządzące CDU/CSU zaliczyło gwałtowny spadek poparcia. W tej sytuacji zarówno Emmanuel Macron jak i Angela Merkel chcą pokazać jak bardzo są europejscy, jak bardzo są światowi, konstruktywni i próbują narzucić pozostałym krajom Unii Europejskiej tę pro-putinowską narrację. Przez cały tydzień pracowałem w Parlamencie Europejskim, z bliska przysłuchiwałem się tym pomysłom i muszę powiedzieć, że nie zyskały one dużego poparcia. Uważam i podobnego zdania jest wielu polityków, że z Putinem należy grać ostro, dyskutować bardzo twardo, jednoznacznie, bez niedomówień.

Unia Europejska ma takie możliwości?

– Oczywiście, że Unia Europejska posiada odpowiednie do tego instrumenty i nie powinna wpuszczać Putina na brukselskie salony. Nie powinno być mowy o dialogu z Moskwą i Putinem, dopóki nie wycofa się z agresywnych działań na wschodzie Ukrainy, dopóki nie odda Ukrainie Krymu, dopóki nie uwolni Aleksieja Nawalnego i nie zaprzestanie usuwania swoich politycznych przeciwników. Nie ma zatem mowy o jakichkolwiek ustępstwach, dopóki Putin będzie wspierał reżim Łukaszenki, który uprowadza samoloty pasażerskie, porywa ludzi i oczywiście, dopóki Moskwa nie zaprzestanie cyberataków – jak chociażby ostatnio na Polskę. Tak czy inaczej, argumentacja Paryża i Berlina jest komiczna i co najmniej niezrozumiała, dziwna. Takimi działaniami, poprzez taką propozycję Niemcy i Francuzi się ośmieszyli, bo jaki może być dialog z Putinem. Jak wygląda taki dialog z administracją kremlowską najlepiej pokazuje wizyta Josepa Borrella w Moskwie, w lutym tego roku, gdzie szef unijnej dyplomacji jak uczniak został wręcz ośmieszony przez Siergieja Ławrowa. Podobnie można odebrać szczyt Biden-Putin w Genewie, gdzie Putin ugrał swoje, a prezydent Stanów Zjednoczonych miał właściwie niewiele do powiedzenia. To pokazuje, że wobec Putina musi być stosowana zdecydowana polityka i tylko solidarna postawa całego zachodu może przynieść Unii Europejskiej sukces w rozmowach ze współczesnym carem Rosji. Myślę, że pomysł i postawa Macrona i Merkel spowodowały utratę zaufania w oczach francuskich i niemieckich wyborców. Całe szczęście, że w konkluzjach szczytu Rady Europejskiej nie ma poparcia dla próby otwarcia drzwi Putinowi na europejskiej salony. Na pewno duża w tym zasługa Polski i państw bałtyckich, które bardzo mocno sprzeciwiły się zakusom Paryża i Berlina.

Czy te zakusy Paryża i Berlina, czy strategię współpracy i dialogu z Moskwą i Putinem należy łączyć z polityką resetu w relacjach z Rosją zastosowaną przez prezydenta Joe Bidena?

– To jest dokładnie ta sama polityka. Unia Europejska po latach rządów Donalda Trumpa, który był bardzo stanowczy w relacjach z Brukselą próbuje się dzisiaj przymilać do Joe Bidena. Mamy zatem próbę nadania nowego rytmu wydarzeniom międzynarodowym na linii Unia Europejska-Stany Zjednoczone oraz na linii Unia Europejska-Rosja. Uważam, że wycofanie się prezydenta Bidena z krytyki i blokowania projektu Nord Stream 2 jest bardzo wymowne, bardzo jednoznaczne i jest błędem. Tak naprawdę ten rosyjsko-niemiecki projekt daje ogromne pieniądze borykającemu się z problemami finansowymi Putinowi. Prezydent Rosji będzie swobodnie sprzedawał gaz na Zachód, co daj mu nowy oddech finansowy i pozwoli mu na inwestowanie w zbrojenia w armię, a w konsekwencji umożliwi dyktowanie nowych warunków kolejnym krajom. Nie ma wątpliwości, że reset i złagodzenie retoryki wobec Putina przez Joe Bidena przełożył się na próbę resetu ze strony prezydenta Macrona i kanclerz Merkel. Zostało to bardzo mocno skrytykowane w Europie, na Radzie Unii Europejskiej i na szczęście do szczytu Unia Europejska-Putin nie dojdzie. Natomiast mam nadzieję, że będą wdrożone bardzo zdecydowane sankcje, a takie możliwości Unia posiada.

Jak Pan wspomniał przez cały tydzień pracy w Brukseli przyglądał się Pan z bliska tym wszystkim wydarzeniom. Jak zatem próba dialogu z agresorem rosyjskim została odebrana przez europosłów z różnych państw?

– Jeśli chodzi o europosłów Platformy, to chyba nie jest zaskoczeniem, że byli oni za dialogiem z Moskwą i wręcz kibicowali, aby do szczytu Unia Europejska-Putin doszło. Można zatem powiedzieć, że wszyscy ci, którzy w Polsce uprawiają politykę proniemiecką byli za tym rozwiązaniem. Natomiast ci europosłowie – z różnych państw, którzy uważają, że trzeba Putina postawić pod ścianą, że trzeba grać z nim ostro, stawiając tamę jego zaborczej polityce, to ci wszyscy są niezadowoleni z prób układania się z Moskwą. Tych, którzy uważają, że polityka ustępstw nic nie daje jest znacznie więcej. Najbardziej w tym momencie są zagrożone kraje bałtyckie, gdzie wpływy rosyjskie są ogromne. Miejsce tych krajów w Europie, ze strategicznego punktu widzenia Rosji jest bardzo ważne, bo przy założeniu, że je zajmuje, zyskałby ogromne pole do szantażowania kolejnych państw.

Putin chce podzielić Unię Europejską. Czy Bruksela i kraje tzw. starej Unii tego nie dostrzegają, nie widzą agresywnej postawy prezydenta Rosji?

– Bruksela i zachód Europy żyją swoim rytmem, są przy tym bardzo wygodne i tych zagrożeń nie dostrzegają, a raczej nie chcą widzieć. Nie jest przecież żadną tajemnicą, że są różne deale gospodarcze z Rosją, trwa współpraca, wymiana towarów i wszyscy mają z tego zyski, a hasła „wolna Europa” czy „demokratyczna Europa” są tylko w ustach polityków, ale konkretnych działań wobec Moskwy w odpowiedzi na wojnę na wschodzie Ukrainy, za aneksję Krymu czy za Gruzję, to nie było i nie ma. Moi koledzy, którzy są posłami do Parlamentu Europejskiego dłużej ode mnie, śmieją się, że kolejne rezolucje przeciwko Rosji, których nikt nawet już nie liczy, są przyjmowane, a Putin nadal robi swoje nie oglądając się na opinię międzynarodową. I trudno się z tym nie zgodzić. Putin ugnie się tylko przed siłą i stanowczym działaniem opinii międzynarodowej.

W konkluzjach zakończonego dziś w Brukseli szczytu Rady Europejskiej znalazł się też zapis wzmocnienia partnerstwa wschodniego…

– To bardzo ważne stwierdzenie i należy się tylko cieszyć, że się pojawiło. Podobnie jak zapis potępiający ataki hakerskie na Polskę. To pokazuje solidarność, o którą zazwyczaj trudno w gremiach przywódców państw Unii Europejskiej. Tymczasem problem jest bardzo poważny. Przypomnę tylko wydarzenia sprzed kilku tygodni z Irlandii, gdzie hakerzy – prawdopodobnie rosyjscy – wykradli wszystkie dane systemu ochrony zdrowia tego kraju. Wszystkie dane o pacjentach, lekarzach, pielęgniarkach, o lekach i procedurach – to wszystko padło łupem hakerów. I to jest już bardzo groźna sytuacja. Jeśli do tego dojdą ataki hakerskie na banki i na systemy finansowe, czego przecież nie można wykluczyć, to kolejne państwa mogą się znaleźć w ogromnych kłopotach. Dlatego w obliczu takich ataków, w obliczu zagrożeń konieczna jest solidarność wszystkich państw w obszarze cyberprzestrzeni oraz w obszarze partnerstwa wschodniego .

           Dziękuję za rozmowę.

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl