logo
logo

Zdjęcie: solidarność.org.pl/ Inne

Zatrzymać terror neomarksistowskiej zielonej ideologii

Czwartek, 1 lipca 2021 (14:26)

Aktualizacja: Czwartek, 1 lipca 2021 (15:13)

Z Kazimierzem Grajcarkiem, działaczem „Solidarności”, emerytowanym przewodniczącym Sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak przyjął Pan informację o kolejnych planach Komisji Europejskiej dotyczących zmniejszenia emisji dwutlenku węgla? Słyszymy, że propozycje w tej sprawie mają być oficjalnie przedstawione 14 lipca.

- To jest dalsze zaciskanie pętli na szyi polskiej, i nie tylko polskiej, gospodarki. Dziwi fakt, że w ogóle nie słychać odzewu – po pierwsze – ze strony pracodawców, którzy milczą. Nie słychać też, żeby producenci, biznes zabierali głos w sprawie grożącej nam katastrofy.

Jest takie zagrożenie?

- Oczywiście. Po to się zaciska tę pętlę, żeby zrównać, a następnie podwyższyć ceny energii elektrycznej do poziomu zachodniej Europy. Na razie u nas – pomimo drakońskich, niesłusznych podatków w postaci emisji CO2 – mamy jeszcze bardzo konkurencyjne ceny energii elektrycznej, a to – jak wiadomo – jest podstawa każdej produkcji i usług również. Dlatego ze zdziwieniem przyjmuję ciszę wokół tego tematu. Oczywiście, część prasy czy środki masowego przekazu od czasu do czasu o to pytają, wyrażając zaniepokojenie, natomiast pracodawców, właścicieli firm w ogóle to nie interesuje. Przyznam, że nie słyszałem, żeby się na ten temat wypowiadali. Owszem, związki zawodowe od czasu do czasu zabierają głos, ale właściciele firm, które są energochłonne, siedzą niczym myszy pod miotłą i czekają na wyrok.

Z czego to wynika, czy to jest brak świadomości zagrożenia?

- Nie wiem, dlaczego tak jest. Trudno mi powiedzieć. Nie sądzę jednak żeby człowiek, który prowadzi własny biznes, nie miał świadomości, nie patrzył perspektywicznie kilka, czy nawet kilkanaście lat do przodu i nie zastanawiał się, jak będzie się rozwijał jego interes w przyszłości. Być może dominuje zasada – bardzo krótkowzroczna: jakoś to będzie. I to jest błąd. Później, kiedy pojawią się konsekwencje, to będzie za późno i wtedy wszyscy będą narzekać na rząd – obojętnie, jaka opcja by sprawowała władzę, że winą rządu są wyższe podatki, wzrost cen energii itd. Natomiast teraz, kiedy jest szansa, żeby się przeciwstawić tej bezrefleksyjnej polityce, to mamy ciszę. Przecież są związki zawodowe pracodawców, i to właśnie związki pracodawców energetycznych, związki pracodawców górniczych, związki pracodawców hutniczych, transportowców, bo przecież zatrzymanie wydobycia węgla pośrednio uderzy także w transport itd., a tu jest milczenie. W ogóle Polska generalnie w tym temacie milczy. To jest jakiś szalony chocholi taniec i kaduk, który dotyka ludzi.

Eksperci, naukowcy też nie dostrzegają problemu?

- Eksperci wielu dziedzin, naukowcy zajmujący się tymi sprawami – zarówno ci, którzy są za tym programem unijnym i ONZ-etowskim, jak również ci, którzy są przeciw – milczą. Nauka milczy. Moja babcia zawsze powtarzała, że jeśli Pan Bóg chce kogoś ukarać, to najpierw odbiera mu rozum. I w tym wypadku Pan Bóg pewnie odebrał rozum – najpierw politykom, naszym biznesmenom, już nie wspomnę o związkowcach, którzy też cicho siedzą i na ten temat się nie wypowiadają, ale również odebrał rozum szeroko rozumianej nauce. Nie wiem, jak w tej sytuacji naukowcy, profesorowie, uczelnie wyższe, które – jak wiemy – pracują i zajmują się tymi sprawami z naukowego punktu widzenia, jak wszystkie te instytucje mogą milczeć i de facto się godzić na kolejne bzdurne propozycje.

Jakie zadania widzi Pan zatem przed Radą ds. Energii, Środowiska i Zasobów Naturalnych powołaną przez prezydenta Andrzeja Dudę?

– Mam nadzieję, że Rada ds. Energii, Środowiska i Zasobów Naturalnych nie będzie martwym tworem, że prezydent Andrzej Duda nie ograniczy się tylko do zapraszania na obrady huraoptymistów, ale zaprosi do prac, do dyskusji ludzi, którzy mają zdanie odrębne – po prostu tych, którzy mają rację i nie ulegają, nie dają się zdominować całej tej zielonej propagandzie. Tym bardziej że dotyczy to kwestii energetycznych bardzo ważnych z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa i jego prawidłowego rozwoju. Proponuję „Naszemu Dziennikowi” – prawdziwie polskiej gazecie, Radiu Maryja, Telewizji Trwam, aby zastanowić się nad zorganizowaniem konferencji naukowej, może w ramach „Rozmów Niedokończonych”, z udziałem naukowców. Niech się odbędzie prawdziwa dyskusja naukowa nad tym, jak prawdę, wiedzę o tych sprawach przekazywać społeczeństwu, żeby nie ulegać temu ideologicznemu szaleństwu, które robi ludziom wodę z mózgu. Kiedyś – jeszcze w latach sześćdziesiątych, kiedy odbywały się akcje zbiórki makulatury, zieloni mówili, żeby nie wycinać drzew, że nic nie będziemy robić z papieru, który zastąpi plastik, że opakowania plastikowe wszystko załatwią. Kiedy nasi starsi koledzy, nasi rodzice zadawali pytania: ale co z plastikiem…? – to w odpowiedzi słyszeli, że będzie wielokrotny użytek, utylizacja itd. To mówili tzw. ekolodzy, których polityka doprowadziła do tego, że dzisiaj mamy szalone zanieczyszczenie kuli ziemskiej przez plastik. I dzisiaj wracamy do dawnej mądrej polityki: sadzimy drzewa, wracamy do opakowań papierowych, które nazywamy ekologicznymi, itd.

Poruszył Pan ważny temat utylizacji, który dotyczy nie tylko opakowań…

- Przyznam się, że byłem w Stanach Zjednoczonych, w Kalifornii, i oglądałem tzw. farmy wiatrowe, które w Ameryce są już od końca lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Muszę powiedzieć, że góry kalifornijskie z tymi wiatrakami wyglądają ohydnie. Starych zepsutych wiatraków nikt nie usuwa, nie utylizuje, tylko stawia się nowe i wygląda to naprawdę przerażająco. Podobna sytuacja będzie z fotowoltaiką. Jest cisza na temat utylizacji urządzeń fotowoltaicznych, które też mają swoją żywotność. Na razie nie ma na to sposobu. Problem na dzisiaj załatwia się i poprzestaje na składowaniu, także pod ziemią, podobnie jak z odpadami energetyki jądrowej. Przecież w Wielkiej Brytanii bodajże od lat pięćdziesiątych funkcjonuje tzw. cmentarz takich odpadów, którego utrzymanie kosztuje elektrownie miliardy funtów rocznie. Ale nikt się nie zastanawia, tzw. ekolodzy tam jakoś nie protestują, nikt nie mówi, co będzie z tym wszystkim za kilkadziesiąt lat. Kiedy słyszę, z jaką radością, z jakim optymizmem politycy obecnego polskiego rządu – który ja popieram w wielu kwestiach, bo uważam, że dużo dobrych rzeczy robi dla Polski i Polaków – mówią, że będziemy budować elektrownie jądrowe, to muszę zadać pytanie: panie premierze, panie prezydencie, co nasze wnuki będą robiły z odpadami radioaktywnymi? Jak zaświnimy – to chyba właściwe określenie – cały światy tymi odpadami jądrowymi, które rozkładają się przez tysiące lat – tak przewidują naukowcy, ale naprawdę dziś nikt tego nie wie, to jak będzie wyglądał świat tych, którzy przyjdą po nas, co im zostawimy? Dlatego istotne jest, aby zadawać pytania, dlaczego naukowcy też w tej materii milczą. Jestem tym wszystkim zaszokowany. Świat – widać – zwariował, Pan Bóg odbiera ludziom, naukowcom, biznesmenom rozumy, co więcej, już dawno odebrał rozum politykom.

Smutna konstatacja…?      

- Ale takie są fakty. Proszę zwrócić uwagę, kiedy pojawiają się te wszystkie kwestie dotyczące czy to narzucania nam nowych ekologicznych ram, próby zamykania Kopalni Węgla Brunatnego „Turów”, kiedy spłonął przenośnik dostarczający węgiel do bloku 858 MW w elektrowni w Bełchatowie, także kwestia protestów i wstrzymania realizacji gazociągu Baltic Pipe, który ma nam dostarczyć gaz ze złóż norweskich… To wszystko dzieje się w okresie rocznicy I Pielgrzymki Ojca Świętego Jana Pawła II do Ojczyzny, ale także w okresie rocznicy jego urodzin – jak pamiętamy: 18 maja. Myślę, że Niebo daje nam sygnały. Niech ludzie w końcu się zatrzymają w tym szaleńczym chocholim tańcu, w tym pędzie donikąd. I odpowiadając teraz wprost na pytanie pana redaktora na wstępie naszej rozmowy –  mianowicie jak przyjmuję informację o kolejnych planach Komisji Europejskiej dotyczących zmniejszenia emisji CO2, otóż odpowiadam: z ogromnym niepokojem. Z ogromnym niepokojem, ale jednocześnie z nadzieją, że w końcu politycy, że biznes, że ludzie, którzy znają się na tych wszystkich sprawach – energetycy, górnicy, w końcu będą mieli odwagę odezwać się i zaprotestować. To przykre i niebezpieczne, że ta neomarksistowska zielona ideologia tak bardzo zdominowała świat, że ludzie się boją i ze strachu się nie odzywają, bo chyba nie z głupoty, choć kto to wie… Tak czy inaczej wygląda, że strach nas zdominował. Tak jak kiedyś za komuny czerwony marksizm zdominował nas do tego stopnia, że ludzie bali się mówić o swojej historii, o ludziach, którzy walczyli o wolność i niepodległość Polski, tak dzisiaj poddają się terrorowi neomarksistowskiej zielonej ideologii. Nie chcę nikogo obrażać, ale nie możemy być tchórzami. Dzisiaj potrzeba nam ludzi odważnych – dotyczy to także, a może przede wszystkim polityków, naukowców, którzy także w tych kwestiach ekologicznych muszą nam mówić prawdę. Dlatego namawiam wszystkich – wróćmy do prawdy i do prawdziwej ekologii, wróćmy do prawdziwego dbania o naszą planetę Ziemię, a nie jak robi to Greenpeace, czyli zbrojne ramię zielonego marksizmu.

         Dziękuję za rozmowę.    

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl