Donald Tusk wrócił do polskiej polityki, ale żeby został pełniącym obowiązki przewodniczącym Platformy, to w cień musiał się usunąć Borys Budka, z funkcji wiceszefów partii musieli też zrezygnować Ewa Kopacz i Bartosz Arłukowicz. Dużo się musiało zmienić, żeby otworzyć Tuskowi drzwi formacji, którą przed laty zakładał?
– Proszę zwrócić uwagę na jeden ważny szczegół, mianowicie dzisiaj w Warszawie – w świetle kamer – odbyło się posiedzenie Rady Krajowej Platformy Obywatelskiej, ale tak naprawdę decyzje o zmianach personalnych zapadły już wcześniej – za zamkniętymi drzwiami, w wąskim partyjnym gronie. Ponadto z ust Borysa Budki, który z uśmiechem na ustach żegnał się z fotelem przewodniczącego, nie padło słowo: rezygnuję, ustępuję, odchodzę, ale Budka powiedział o powrocie Donalda Tuska. Zatem wszystkie działania formalno-proceduralne były tylko teoretycznym działaniem skrojonym pod powrót Tuska. Moim zdaniem Donald Tusk nie wrócił, natomiast mogliśmy oglądać nową odsłonę, nową twarz człowieka, który siedem lat temu zrezygnował z funkcji premiera Rzeczypospolitej na rzecz unijnej kariery.
Do kogo było skierowane to przemówienie radykalizm, antypisizm – słowem – nic nowego?
– Wystąpienie Donalda Tuska określiłbym jako skrzyżowanie stand-upu z analizą psychologiczną własnej osobowości. W tym, co mówił Donald Tusk – wszędzie, na każdym kroku, począwszy od przysłowiowej lodówki po telewizor czy pod łóżkiem, czai się zło, które nazywa się Jarosław Kaczyński. Odnoszę wrażenie, że mieliśmy do czynienia z wystąpieniem człowieka, który ma obsesję, wszędzie widzi zło, co więcej, winą obarcza za to Polaków, którzy przed sześciu laty – powierzając władzę w ręce Prawa i Sprawiedliwości – otwarli furtkę temu „złu”. Dlatego uważam, że to wystąpienie powinni przeanalizować nie tylko politycy czy politolodzy, ale również psychiatrzy. Mamy bowiem do czynienia z powrotem człowieka, który wszędzie dostrzega zło i jedną tylko osobę – Jarosława Kaczyńskiego. Przez dobre pół godziny mieliśmy wylewanie żółci i jeden temat: PiS. Nie podobało mi się też określanie Polaków jako zwykłych ludzi, co samo w sobie nie jest niczym złym, ale w tym kontekście brzmiało to tak, jakby gdzieś indziej byli ludzie nadzwyczajni. Mam też wrażenie, że Donald Tusk rozpoczął wojnę ze swoim środowiskiem, które próbuje zachęcić poprzez strach, który ma być elementem mobilizującym. Nie wiem jednak, czy to właściwa droga.
Mieliśmy aksamitne przejęcie władzy w Platformie czy raczej okupione wewnętrznym konfliktem?
– O ile Borys Budka oddał stery Platformy w ręce Donalda Tuska bez walki, o tyle zachowanie Rafała Trzaskowskiego było bardzo wymowne. Mina Trzaskowskiego mówiła wiele. Jak mawia klasyk – klaskał, ale się nie cieszył. Zresztą nawet specjalnie nie starał się ukryć swego niezadowolenia. Myślę, że Trzaskowski widział dla siebie inną rolę – szefa Platformy i na tym chciał budować swoją dalszą polityczną karierę. Tusk swoim powrotem pokrzyżował mu te plany.
Czy i na ile powrót Donalda Tuska może pomieszać szyki PiS-owi?
– Myślę, że wraz z powrotem Donalda Tuska do polskiej polityki problem ma nie PiS i Zjednoczona Prawica, ale Szymon Hołownia i Polska 2050. Jego przemówienie, oczywiście poza wątkami antypisowskimi, było skierowane do środowiska Szymona Hołowni. Borys Budka w swoim wystąpieniu w sposób tryumfalny mówił o „sukcesach” swego półtorarocznego przywództwa w Platformie. Przyznam, że pierwszy raz widziałem polityka, który wszystkie swoje porażki – w ciągu kilku minut – przekuł w sukces. Wszystko, co zrobił Budka, wszystko, co za jego przywództwa zrobiła Platforma, było jednym wielkim pasmem sukcesów. Rozumiem, że poparcie dla Platformy na poziomie 13-14 procent i zjazd sondażowy z 27 procent to jest przykład sukcesu Budki w roli przewodniczącego.
Skoro w Platformie jest tak dobrze, skoro ma tak fantastycznego przewodniczącego, to po co komu powrót Tuska?
– Dokładnie. Może gdybym po dwóch latach obudził się ze snu, to rzeczywiście mógłbym uznać słowa Budki za prawdziwe. Ale ja ostatnich lat nie przespałem, przeciwnie: obserwowałem – także z bliska – scenę polityczną i wiem, co się działo. Tak czy inaczej, patrząc na ten dzisiejszy spektakl Budki i Tuska, uważam, że to już nie będzie totalna opozycja, jaką stworzył Grzegorz Schetyna, która była wersją lightową, ale przed nami hardcorowa totalna opozycja. Można powiedzieć, że przybywa Tusk w wersji hardcorowej, któremu rządy PiS-u kojarzą się ze złem. Wszędzie jest zło, a tylko on i jego ludzie są dobrzy – prawi i sprawiedliwi, a cały Naród to – rzec można głupcy, naiwniacy, którzy dali się oczarować i omamić przez PiS. Dlatego sądzę, że przy takiej diagnozie widać, iż autor ma poważne problemy natury psychologicznej. Całe to wystąpienie nie miało pokazać innej Platformy, niż znamy ją od lat, nie było – do czego zdążyliśmy się przyzwyczaić – żadnego elementu programowego, nie było też żadnych pozytywnych rozwiązań. Natomiast był element straszenia czy wręcz paraliżowania strachem. Nie wiem, jak na to zareagują sondaże, ale przekaz z tego wystąpienia Donalda Tuska płynie jeden – bój się, narodzie, bo pan z Brukseli wrócił.
Czy Donald Tusk ma szanse wzmocnić Platformę, czy wprost przeciwnie: zostać jej grabarzem?
– Myślę, że Donald Tusk tym wystąpieniem nie tylko że nie wzmocni Platformy, ale raczej pogłębi podziały w niej istniejące, a także jeszcze bardziej może zmobilizować elektorat PiS-u. To było wystąpienie, które miało być adresowane do sympatyków Platformy, ale też do sympatyków Szymona Hołowni.
Jaki jest faktyczny powód powrotu Tuska do polskiej polityki?
– Trzeba czytać to wszystko niekoniecznie wprost, odnosząc się do tego, co zostało powiedziane, ale jakby między wierszami. Wracam, bo się boję…
Czego może obawiać się Donald Tusk?
– On nazwał ten swój powrót troską, ale jego mina nie wyrażała troski, ale bardziej lęk. Donald Tusk się boi. W tym powrocie od dawna zapowiadanym, odwlekanym, przekładanym, gdzie nawet mityczny biały koń zdążył okuleć, zanim dowiózł jeźdźca z Brukseli, więcej dostrzegam chaosu niż jakiegoś spójnego działania. Słuchając słów Tuska, można było odnieść wrażenie, że od siedmiu lat żyje on w innej rzeczywistości. Wygląda też, że człowiek, który zostawił urząd premiera Rzeczypospolitej, aby wyjechać do Brukseli, człowiek, który był szefem Rady Europejskiej, a więc zajmował jedno z ważniejszych stanowisk w Unii Europejskiej, ma bardzo krótką pamięć. Mówi o sukcesach, tylko zapomina, że jego „sukcesem” jest brexit, jego „sukcesem” jest bezradność wobec konfliktu na Bliskim Wschodzie i związana z tym fala migracyjna ze wszystkimi tego konsekwencjami, a więc z najazdem imigrantów na Europę. I takich „kwiatków”, które można wymieniać i należy łączyć także z Donaldem Tuskiem, jest cała masa, np. kryzys grecki czy kryzys w strefie euro. To są wszystko pasma „sukcesów” Donalda Tuska, ale o tym wszystkim ten europejski polityk, który nagle przypomniał sobie o Polsce, o swoich korzeniach, nawet się nie zająknął.
Oficjalnie ten człowiek „sukcesu” wraca, aby ratować Platformę…
– W mojej ocenie Donald Tusk został niejako przywołany przez siły związane z Platformą do ratowania tego, co jest możliwe do uratowania. Wszyscy mają świadomość, że jeśli Tuskowi nie uda się podźwignąć tej formacji - niemalże z dna, to na pewno nikomu innemu i Platforma pójdzie całkiem na dno. Z drugiej strony być może otrzymał zadanie od swoich mocodawców. Trzeba podkreślić, że przez te kilka lat Donald Tusk w jakiś sposób zużył się na salonach brukselskich, został wykorzystany przez kanclerz Angelę Merkel. I dzisiaj nikt specjalnie już za nim nie tęskni w Brukseli. Nie jest przecież tajemnicą, że był politykiem dyspozycyjnym, zmiennym, ulegającym presji niemieckiej. Kto wie, czy nie został wysłany do Polski, aby pogłębić podziały społeczne. To nie jest człowiek zgody.
Zastanawiający jest czas, w którym Donald Tusk wraca do polskiej polityki…
– Myślę, że nie jest to przypadek, bo z jednej strony jest to być może związane z nakazem pani Angeli, ale kto wie, czy ten powrót nie ma związku ze Sławomirem Nowakiem, który ma problemy i być może jeszcze nie powiedział wszystkiego, co wie… Myślę, że to też jest argument, który mógł zmobilizować Tuska do powrotu. Mianowicie jeśli nie wróci i jeśli nie doprowadzi do istotnych zmian politycznych, to kto wie, co w trakcie śledztwa może jeszcze zeznać Nowak, a co może być związane z Tuskiem. Pamiętajmy, że w rządzie Donalda Tuska Sławomir Nowak jako minister transportu odpowiadał za budowę dróg ze środków unijnych. I Donald Tusk, czy mu się to podoba, czy nie, „sukcesy” Nowaka na Ukrainie musi też wziąć na klatę, bo to był jego człowiek, z jego namaszczenia.
Tusk będzie pełniącym obowiązki przewodniczącym Platformy, a co z ambicjami Rafała Trzaskowskiego?
– Wszystko można było przeczytać po oczach i po minie Rafała Trzaskowskiego. Zastanawiające też, jak zachowa się, jak zareaguje młodzież, która niedawno weszła w wiek wyborczy, która nie pamięta Donalda Tuska z czasów, kiedy był premierem Polski. Mam wątpliwości, czy Tuskowi uda się skupić wokół siebie ludzi młodych, dlatego Szymon Hołownia może odetchnąć, że robiąc spokojnie swoje w sposób wyważony, ma szansę osiągnąć sukces. Na pewno może osiągnąć więcej niż Platforma i Donald Tusk z tym przekazem, jaki dzisiaj usłyszeliśmy podczas Rady Krajowej Platformy Obywatelskiej. Tusk wjechał na scenę z obsesją lęku oraz z przekonaniem, że jest tak silny, że Platforma jest tak dobra, że wszystko jest możliwe, że można się odbić od dna i powrócić do gry o władzę w Polsce. To jest cała kwintesencja wystąpienia Tuska, sztuka rządzenia bez planu, bez pomysłu, bez programu, z jednoczesnym założeniem, że moja twarz, mój urok osobisty wszystko załatwią. Warto więc pamiętać, że to Donald Tusk jako premier podniósł Polkom i Polakom wiek emerytalny, co nie przeszkadza mu dzisiaj wrócić do kraju z podniesioną głową i jako urzędnik brukselski na emeryturze, emeryt unijny próbować podnieść Platformę z kolan. Czy Polacy to kupią, mam poważne wątpliwości.

