Za nami pierwsze oficjalne wystąpienia Donalda Tuska po jego powrocie do polskiej polityki. Co przywiózł ze sobą ten europejski polityk?
– Z całą pewnością wrócił dawny kontrowersyjny Donald Tusk, jakiś rzec można antyk – w sensie sposobu zachowania, argumentacji, jednym słowem anty-PiS w czystej, klasycznej postaci. Wydaje się, że bardziej pozytywny – jeśli w ogóle jest to odpowiednie słowo – był już znany ze swojej zaciekłości Borys Budka. Tak czy inaczej u Donalda Tuska w jego retoryce, sposobie bycia, traktowania przeciwników politycznych nie ma nic oprócz totalnej niechęci czy wręcz nienawiści do Prawa i Sprawiedliwości i prezesa Jarosława Kaczyńskiego.
Jaki jest cel tego działania?
– Najwidoczniej Donald Tusk chce wrócić do starych emocji, rozgrzać na nowo do czerwoności atmosferę, a więc wrócić do dychotomicznego obrazu polskiej polityki, gdzie jest PiS i Platforma, jako dwaj najwięksi wrogowie, śmiertelni wrogowie. Emocje są po jednej i po drugiej stronie i kto tę walkę wygra, ten rządzi w Polsce. Tylko że Platforma ma niskie poparcie i Tusk uważa, że wzbudzając emocje, atakując PiS, zbierze na nowo utracony elektorat. Czy tak się stanie – przyznam, że nie jestem co do tego przekonany. W końcu minęło parę lat od wyjazdu Tuska z Polski, a w polityce kilka lat to dużo. Dzisiaj, pojawiając się na nowo na polskiej politycznej scenie, Tusk jest zabytkiem, europejskim emerytem, którego zwłaszcza młodzi ludzie już nie znają, nie kojarzą. Czy jest w stanie przekonać do siebie młodszy elektorat, który prawa wyborcze uzyskał niedawno, wątpię. Taki scenariusz oparty na emocjach, a także na próbie przekonania do powrotu tych, którzy zwątpili w Platformę, ćwiczyli Grzegorz Schetyna i Borys Budka, ale ostatecznie to nie wyszło. Zobaczymy wkrótce, czy i jak efekt Tuska przełoży się na sondaże. Jeśli skok w sondażach na rzecz Platformy byłby bardzo znaczący, bo wzrost tak czy inaczej będzie, chodzi o to, że coś nowego choć w tym wypadku w starym podrasowanym wydaniu zawsze przyciąga, chociażby z ciekawości i budzi zainteresowanie. Czy to nie będzie tylko chwilowy impuls, czy utrwalona tendencja, to wkrótce się okaże. Nie jestem jednak przekonany, że stara metoda, którą wcześniej uskuteczniał Donald Tusk, sprawdzi się w dzisiejszych czasach.
Przysłuchując się temu, co i jak mówił Donald Tusk, można było odnieść wrażenie, że było to chyba najbardziej zajadłe nasycone agresją wystąpienie w ostatnich czasach…
– Wygląda na to, że Donald Tusk, wiedząc, że odbywa się Kongres PiS, chciał sprowokować Jarosława Kaczyńskiego do podobnej odpowiedzi, a wszystko po to, żeby na nowo rozgorzała wojna polsko-polska. W takim scenariuszu nie ma miejsca na środek, to znaczy każdy musi się opowiedzieć po jednej ze stron. Donald Tusk niejako sugeruje, że przez głębszy radykalizm Jarosław Kaczyński połknie część Konfederacji, a Platforma przejmie głosy Hołowni i SLD. Mniej więcej tak wygląda to zaproszenie do politycznego ping ponga. Tyle że prezes Kaczyński nie zareagował na te zaczepki, a w jego postawie i postawie PiS-u więcej jest pokory związanej chociażby z ukróceniem nepotyzmu, a także jest program, którego w Platformie i u Donalda Tuska nie widać. Tusk liczył na odpowiedź Kaczyńskiego, że będzie cios za cios, że będzie polityczna bójka. I to jest jego cel. Jeśli Jarosław Kaczyński nie odpowie mu w ten sam sposób, to spowoduje, że działanie to będzie nieskuteczne, a cały plan runie. Efekt będzie taki, że Platforma osiągnie wynik porównywalny do Polski 2050 i to się utrzyma, ale nie taki jest cel, jaki chce osiągnąć Tusk.
Donald Tusk, jako lider Platformy, jeśli będzie chciał osiągnąć sukces, to będzie się musiał zmierzyć nie tyle z prezesem Kaczyńskim, co z premierem Morawieckim, który został wiceszefem PiS i wygląda, że jest przygotowywany, by objąć stery w partii?
– To prawda, ale póki co Donald Tusk nie wybiega tak daleko, na razie wydaje się, że o tym nie myśli. On rysuje plany i działa na krótkim dystansie, aby odrobić punkty, które straciła Platforma na rzecz Szymona Hołowni. Zatem dzisiaj przeciwnikiem Donalda Tuska nie jest Mateusz Morawiecki, mimo że retoryka jest anty-PiS-owska, ale dzisiaj przeciwnikiem Tuska jest Hołownia i rywalizacja o głosy z Polską 2050. Natomiast anty-PiS jest mu potrzebny, żeby móc się odbić, ale w istocie myśli, żeby zniszczyć Hołownię, przejmując jego elektorat. Przypomnijmy, że podobnie było ze strategią Grzegorza Schetyny, dla którego głównym celem było zniszczenie Ryszarda Petru, co mu się zresztą udało. I Donald Tusk zamierza to samo zrobić z Szymonem Hołownią. Schetyna, ścigając się na radykalizm z Petru, wygrał, rzec można wykończył jego i jego formację, ale nie udało mu się wygrać z PiS-em. To samo może być z Tuskiem, który na razie myśli w krótkim dystansie: wyprzedzić wszystkich na opozycji i to jest jego zasadniczy cel.
Dlaczego Tusk wraca? Opinie na ten temat są bardzo różne począwszy od tego, że mają go już dość w Brukseli po tezy, że wraz z końcem kadencji kanclerz Merkel, która była jego protektorką, Tusk traci wsparcie. Ale mówi się też, że CDU wysyła go do Polski, żeby osłabić PiS i zmienić władze na bardziej przychylne polityce Berlina i Brukseli.
– To, jak reagują niemieckie media na powrót Tuska do polskiej polityki, świadczyłoby raczej na ten ostatni scenariusz. Widać, że Niemcy łączą z Tuskiem pewne nadzieje, tyle że chyba nie do końca czytają rzeczywistość, podobnie zresztą jak sam Donald Tusk. Im się wydaje, że Tusk działa w Europie jako polityk niemiecki, że to również w Polsce przysporzy mu elektoratu. Tyle że Tusk poprzez swoje powiązania i uległość wobec Berlina stał się łatwym celem ataków. Media związane z obecną władzą w Polsce, media PiS-owskie mają w Tusku łatwy cel, którym nigdy nie będzie Szymon Hołownia. Pokazanie przesłania Donalda Tuska do uczestników zjazdu niemieckiej Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU) ze stycznia tego roku, kiedy niemalże składał hołd w języku niemieckim, kiedy mieliśmy jego wiernopoddańczą deklarację, którą wygłaszał do Niemców i to na tle Gdańska, również jego zachowanie w Unii, kiedy był szefem Rady Europejskiej i nie był w stanie niczym się wykazać, aby pomóc Polsce i de facto nawet małej rzeczy nie pomógł załatwić dla swojego kraju, którego był wcześniej premierem, to bardzo źle o nim świadczy. I poza zagorzałymi zwolennikami nie da mu poparcia ze strony ludzi myślących po polsku i działających na rzecz Polski. I dzisiaj, kiedy ten człowiek krytykuje PiS za nepotyzm, kiedy ma Sławomira Nowaka na głowie, który był jego najbliższym współpracownikiem, a dzisiaj ciążą na nim poważne korupcyjne zarzuty prokuratorskie, to wszystko sprawia, że Donald Tusk jest bardzo łatwym celem ataków, bo jego wiarygodność jest nikła. Natomiast proniemieckie nastawienie, którym się wielokrotnie wykazał, będzie tylko odstręczać, a nie przyciągać elektorat. Biorąc to wszystko pod uwagę, nie wiem, czy nadzieje niemieckie co do Tuska, że będzie on w stanie skleić całą opozycję w Polsce przeciwko PiS-owi, czy te oczekiwania nie są zbyt wygórowane. Ponadto wydaje mi się, że Tusk, próbując zrealizować tę wizję Berlina, będzie się w Polsce męczył. Jednak z drugiej strony, skoro nie ma dla niego już miejsca w Europie, to musi działać w Polsce z nadzieją, że kiedyś znów zaświeci dla niego słonce i jeszcze wróci na brukselskie salony.
Czy Donald Tusk ma cokolwiek do zaoferowania już nie tyle Polsce, co samej Platformie? Jego powrót nie wszyscy przyjęli z zadowoleniem, co widać było chociażby po minie Rafała Trzaskowskiego.
– Uważam, że Rafał Trzaskowski nie będzie miał innego wyjścia, cofnie się i będzie czekał na potknięcia Donalda Tuska. I jeśli Tuskowi – dajmy na to w ciągu roku – się nie powiedzie, kiedy Platforma nie zyska w sondażach, to będzie chciał wrócić na fotel lidera. Wśród zwykłych działaczy pogrążonych w defetyzmie, którzy są rozbici, jest nadzieja. Dla nich przypomnienie Tuska jako pewnego mitu, świetlanej historii Platformy, kiedy mieli wpływy, apanaże, to nadzieja powrotu do tego co było. Myślę, że wszystko w sensie sondażowym rozegra się w przeciągu kilku najbliższych miesięcy. Jeśli nic pozytywnego nie będzie się działo, a jest na to duża szansa, to można założyć, że Donald Tusk zabierze manatki i wyjedzie. Wówczas Rafał Trzaskowski przejmie stery w Platformie i będzie chciał zrealizować swój projekt.
A Grzegorz Schetyna i Borys Budka to już historia?
– Niekoniecznie. Borys Budka jakoś wyszedł z twarzą z tego blamażu i widać, że przejęcie przez Donalda Tuska sterów Platformy mocno mu ulżyło, bo sam już nie wiedział, co robić. Natomiast Grzegorz Schetyna się wzmocnił. Myślę, że jakoś się z Tuskiem dogadał i dla niego usunięcie się Budki w cień także jest małym, bo małym, ale jednak sukcesem. Jak widać, wszyscy politycznie żyją, mają się dobrze i będą czekać na to, co się wydarzy. Ale po cichu pewnie gdzieś mówią: pokaż Tusku, co potrafisz.
Na rozwój wydarzeń czeka też Szymon Hołownia, który może być chyba największym beneficjentem wewnętrznych sporów w Platformie?
– Szymon Hołownia do tej pory był i wciąż pozostaje beneficjentem totalnej opozycji, Platformy. Nic nie robił, a zyskiwał w sondażach, i wydaje się, że będzie obserwował i badał, czy strategia, jaką obiera Donald Tusk, jest skuteczna. Jeśli nie będzie skuteczna, to nadal będzie realizował swój plan przy małym nakładzie sił i środków, aby dotrwać z wysokim poparciem do wyborów parlamentarnych. Natomiast jeśli działania Tuska zaczną przynosić efekty i odbierać poparcie Polsce 2050, to Hołownia zaostrzy retorykę. Póki co ma czas, który działa na jego korzyść.

