logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Z takimi ludźmi się nie rozmawia

Wtorek, 20 lipca 2021 (21:37)

Z posłem Markiem Astem, członkiem Komitetu Politycznego PiS oraz przewodniczącym Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Trwają spotkania premiera Mateusza Morawieckiego, przedstawicieli rządu i polityków Prawa i Sprawiedliwości w związku z Polskim Ładem. Jaka atmosfera im towarzyszy ?

– Atmosfera jest bardzo dobra, a przedstawiane propozycje są pozytywnie odbierane. Myślę, że szczególnie wtedy, gdy uczestniczy w nich premier Mateusz Morawiecki, prezes Jarosław Kaczyński czy marszałek Sejmu Elżbieta Witek. Wydarzenia odbywają się w większych i mniejszych miejscowościach w piknikowej atmosferze festynu i towarzyszy im dobra frekwencja. Nie tylko liderzy Prawa i Sprawiedliwości biorą w nich udział, organizujemy także mniejsze spotkania z udziałem lokalnych parlamentarzystów. Jednym słowem cel tych zgromadzeń jest jeden: promocja programu Polski Ład, konsultacje z Polakami, także pod kątem tego, co w tym programie należałoby zmienić. Niestety, dochodzi też do sytuacji, gdy  wydarzenia są zakłócane przez przedstawicieli totalnej opozycji bądź jej zwolenników.      

Z taką sytuacją spotkała się marszałek Sejmu Elżbieta Witek w ostatnią sobotę w województwie lubuskim.

– Niestety, takie sytuacje też mają miejsce. W tym wypadku było to drugie spotkanie marszałek Elżbiety Witek w tym dniu. Pierwsze, w Lubsku na sali widowiskowej domu kultury odbyło się przy dużej frekwencji i w bardzo dobrej atmosferze, bez żadnych zakłóceń. Po wystąpieniu pani marszałek były też indywidualne rozmowy z mieszkańcami Lubska – wspólne zdjęcia i w sumie było bardzo sympatycznie i spokojnie. W Otyniu, do którego marszałek Sejmu udała się bezpośrednio z Lubska, również podczas festynu rodzinnego też było bardzo sympatycznie. Natomiast wydarzenie to zostało zakłócone przez grupę kilkunastu przyjezdnych osób – obwoźną grupę, cyrk objazdowy składający się z osób, które są po to, żeby robić zadymy i atakować polski rząd. Mają megafony i próbują zakrzyczeć tego rodzaju spotkania. Muszę przyznać, że był to żenujący spektakl, bo ludzie przyszli na spotkanie całymi rodzinami, aby spotkać się z marszałkiem Sejmu, ale też żeby się pobawić. Było to wydarzenie, ponieważ – jak podkreślała burmistrz – po raz pierwszy do Otynia zawitała osoba tej rangi.

Co jest celem zakłócania spotkań?

– Nie chodzi o żadną dyskusję czy wymianę argumentów, ale cel tej obwoźnej grupy jest jeden: przeszkadzać, zagłuszać, obrażać. I tak właśnie wyglądało to w Otyniu.

Agresja wzrosła, ataki się nasiliły po powrocie Tuska, który mówił, zachęcał, aby działać mocniej. Strategia podziału zamiast programu?

– Wzmożoną aktywność tych grup należy łączyć z powrotem Donalda Tuska i jego wezwaniem do bardziej zdecydowanych działań ze strony totalnej opozycji. Fakty są takie, że podczas dotychczasowych wystąpień Tusk nie zaprezentował jakiegokolwiek programu. Jedynym „programem” na przejęcie władzy mają być właśnie protesty, agresywna pozbawiona merytoryki krytyka obozu Zjednoczonej Prawicy. Można było się domyślać, że to wezwanie do polaryzacji społeczeństwa, bo taki jest też cel Donalda Tuska, który przyniesie rezultaty w postaci agresywnych wystąpień grup zakłócających spotkania organizowane przez PiS. Mogliśmy tego doświadczyć w ubiegłym tygodniu także pod Trybunałem Konstytucyjnym, gdzie trzeba powiedzieć wprost – chamstwo i wulgarność – przeszły jakiekolwiek granice. Myślę, że Donald Tusk nic nie wnosi do polskiej polityki poza agresją. Próbuje stworzyć wrażenie, że ludzie nie godzą się z propozycjami, jakie są zawarte w Polskim Ładzie, i poprzez tego typu manifestacje swoich zwolenników próbuje zakłócać nasze eventy. Trzeba też dodać, że są to nieliczne, choć głośne grupy.

Donald Tusk – jak Pan zauważył – stawia na emocje, na polaryzację. Czym może się skończyć, do czego może doprowadzić ten konfrontacyjny język?

– Pamiętamy z historii nie tak odległej, jak się kończyło nawoływanie do agresji. Podobna atmosfera towarzyszyła zbiorowej żałobie po tragedii smoleńskiej w 2010 roku na Krakowskim Przedmieściu, gdzie agresywne grupy próbowały zakłócić ból, żałobę Polaków i potrzebę bycia we wspólnocie. Później – już w trakcie kampanii wyborczej prezydenckiej, gdy kandydatem był Jarosław Kaczyński – zakończyło się to atakiem na biuro poselskie w Łodzi i zabójstwem Marka Rosiaka, działacza partii i asystenta europosła Janusza Wojciechowskiego. Sprawcą okazał się Ryszard Cyba, który mówił wyraźnie, że jego celem był Jarosław Kaczyński. Dlatego nawoływanie do agresji może się bardzo źle skończyć. Donald Tusk, rozbudzając takie negatywne emocje, nie będzie w stanie później nad nimi zapanować i to jest naganne. Politycy, korzystając z doświadczeń, powinni odpowiadać za skutki swoich działań albo przewidywać skutki tego typu działań. Te doświadczenia rzeczywiście są bardzo bolesne. Oczekiwałbym od liderów opozycji prezentowania pozytywnych programów i tonowania nastrojów. Natomiast politycy totalnej opozycji, niestety, próbują doprowadzać do wzburzenia nastrojów społecznych.

Czy Donald Tusk – w końcu doświadczony polityk – nie widzi tego zagrożenia, czy może podsycanie atmosfery sporu jest celowym i świadomym działaniem?  

– W mojej ocenie Donald Tusk działa absolutnie z premedytacją. Zresztą zapowiedział to zaraz po powrocie do polskiej polityki i widać, że ten plan realizuje. Program czy scenariusz „ulicy i zagranicy” jest kontynuowany – tym razem już pod przywództwem Donalda Tuska i raczej nie należy się spodziewać refleksji oraz tego, że będzie miał inny pomysł na zwiększenie poparcia dla swojej formacji. Czyli z jednej strony „ulica i zagranica”, a z drugiej nieustanne kłamstwa na temat ośmiu lat rządów Platformy i PSL, również w czasie, kiedy premierem był Donald Tusk. Do tego dochodzą kłamstwa na temat działania Zjednoczonej Prawicy i programu Polski Ład. Można zatem powiedzieć, że zarówno treść tych wystąpień, jak i sposób komunikowania się Donalda Tuska ze społeczeństwem są żenujące.

Elementem planu, bo nie programu Tuska, ma być debata, do której wczoraj wezwał prezesa Kaczyńskiego. Czemu miałoby służyć spotkanie, które PiS odrzuca?

– Nie można spotykać się z człowiekiem, który – przede wszystkim – kłamie, który w sposób bezczelny przypisuje sobie czy swojej formacji zamiary realizacji programu zbliżonego do „500 plus”. To, co usłyszeliśmy z ust Donalda Tuska, że ówczesna premier Ewa Kopacz miała przygotowany bardzo podobny program do „500 plus”, jest całkowitą kompromitacją Donalda Tuska i całego obozu. Ponadto nie spotyka się z człowiekiem, który zarzuca prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu i premierowi Mateuszowi Morawieckiemu czy w ogóle Zjednoczonej Prawicy złych intencji, jakich po prostu nie mamy. Donald Tusk nie ma żadnych propozycji, nie przedstawia programu dla Polski, a stawia żądania i chce rozmawiać. W tej sytuacji odpowiedź na de facto zaczepkę może być tylko jedna. Najpierw niech Donald Tusk i Platforma przedstawią program alternatywny wobec propozycji PiS i dopiero później ewentualnie na temat takiego programu można by dyskutować. Natomiast dzisiaj mamy sytuację, w której Donald Tusk i liderzy totalnej opozycji wzywają Komisję Europejską do stosowania restrykcji wobec Polski. Wzywają też do tego, żeby nie respektować orzeczeń Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego i nie wykonywać wyroków Trybunału Konstytucyjnego. Z takimi ludźmi się nie rozmawia.

        Dziękuję za rozmowę.   

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl