logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Niebezpieczna gra Berlina i Waszyngtonu

Czwartek, 22 lipca 2021 (20:03)

Z prof. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak Pan Profesor ocenia porozumienie, właściwie deal, Waszyngtonu z Berlinem i de facto odejście od sankcji za Nord Stream 2?

– To jest konsekwencja wcześniejszej retoryki i zapowiedzi, które się pojawiały, więc można się było tego spodziewać. Natomiast forma, w jakiej dochodzi do tego porozumienia niemiecko-amerykańskiego, rzeczywiście przypomina najgorsze czasy. Przypomnę tylko, że tego porozumienia między Niemcami a Stanami Zjednoczonymi nie konsultowano ani z Ukrainą, ani z Polską, ani z żadnym innym krajem środkowoeuropejskim. Niemcy z Amerykanami dogadali się w tej sprawie ponad naszymi głowami. Wydaje się im, że – niczym za czasów Jałty – rzucą jakiś ochłap nie tyle Europie Środkowej, co Ukrainie i wszystko będzie już w porządku. Tyle że ustalili sobie coś nie w ramach negocjacji z Ukrainą czy Europą Środkową, tylko załatwili to między sobą. To działanie, ale też sposób, w jaki zostało to załatwione, przypomina najgorsze czasy, ale cóż – tak realnie wygląda dziś polityka międzynarodowa.

Prorosyjski rzekomo był Donald Trump, którego krytykował obóz demokratów, tymczasem to Joe Biden ustępuje Putinowi…

– Ta sytuacja do złudzenia przypomina oskarżenia rzucane przez Donalda Tuska pod adresem prezesa Jarosława Kaczyńskiego, że rzekomo jest proputinowski. Tyle samo sensu jest zarówno w jednym, jak i drugim oskarżeniu. To jest czysta gra. Przypomnijmy sobie, że agenci w czasach komunizmu byli najbardziej antykomunistyczni w sensie werbalnym. Pozwalali sobie na niewyobrażalne wyskoki, ale w więzieniach siedzieli i byli mordowani inni, którzy walczyli o wolną Polskę. Oni zaś udawali bohaterów, tyle że po latach okazało się, że w ten sposób wysługiwali się komunistycznym władzom. Dlatego to, kto i jaką retorykę stosuje, a jaka jest prawda o ich prawdziwych relacjach w stosunku do Rosji, to są dwie różne rzeczy.

Gdzie w tym wszystkim jest solidarność unijna, solidarność energetyczna, o której tak wiele się mówi?

– To jest retoryka – mówiąc wprost – dla głupich. Solidarność unijna jest traktowana niczym bicz wobec tych, którzy chcieliby jakkolwiek bronić swoich interesów czy je realizować, a są słabi. Przypomnijmy sobie, jak to wyglądało w przypadku dyrektywy o pracownikach delegowanych, podobnie było z tzw. solidarnością w zakresie praw pracowniczych, kiedy nałożono na nas obciążenia. To pokazuje, że solidarność unijna tak naprawdę nie istnieje, że jest tylko czysta gra interesów. Po spotkaniu Angela Merkel – Joe Biden i porozumieniu w sprawie definitywnego zawieszenia sankcji za Nord Stream 2 widać, że sytuacja wygląda tak jak przed laty, kiedy prezydent Roosevelt – w Jałcie – oddawał Europę Środkową w ręce Stalina i zrobił to bez żadnych skrupułów, bo chodziło mu o panowanie Ameryki na głównych oceanach jako mocarstwo morskie. Reszta spraw była zupełnie marginalna, dlatego taką cenę zapłaciliśmy za mocarstwowe ambicje Stanów Zjednoczonych. Podobnie dzisiaj prezydent Joe Biden ma na względzie walkę globalną z Chinami, i na tym się koncentruje, a Europę Środkową oddaje pod hegemonię niemiecką. Z kolei drugą część Europy Środkowej – od Bugu na wschód – w ręce Putina.

Jednym z zabezpieczeń na wypadek agresji Putina mają być ewentualne sankcję na Moskwę.

– Owszem, takie mają być ustalenia. Ponadto Niemcy zainwestują w sektor energetyczny Ukrainy, co ma pomóc w przekształceniu tamtejszej gospodarki na niskoemisyjną i w razie czego nie wykluczają też sankcji, jeśli tylko Rosja będzie wykorzystywała gazociąg jako formę nacisku czy szantażu na Ukrainę i inne kraje wschodniej flanki NATO. Tyle że jaki to ma sens. Skoro jest niebezpieczeństwo, że Putin – jak to ma w zwyczaju – nie dotrzyma słowa, to po co było się zgadzać na ustępstwa i stwarzanie niebezpieczeństwa kolejnych agresywnych zachowań.

Nawet w niemieckiej prasie pojawiają się komentarze, że to porozumienie Berlin – Waszyngton to prezent żegnającej się z urzędem kanclerskim Angeli Merkel dla Putina.

– Niemcy, nawet cytowany przez pana redaktora „Die Welt”, mimo krytyki widzą w tym porozumieniu interes niemiecki. Niemcy nie od dzisiaj współpracowały z Rosją. Pamiętamy chociażby XVIII wiek i prusko-rosyjskie porozumienia, mieliśmy też Święte Przymierze – sojusz zawarty przez Austrię, Prusy i Rosję 26 września 1815 roku po zakończeniu wojen napoleońskich, można też przypomnieć politykę bismarckowską. Zatem to, czego doświadczamy dzisiaj, jeśli chodzi o politykę niemiecką, tak naprawdę nie jest niczym nowym. Niemcy mają sentyment i w ten sposób dookreślony swój interes, wierząc, że dzięki współpracy z Moskwą uporządkują sobie wiele spraw geopolitycznych i gospodarczych. Dlatego wizja Angeli Merkel to nie jest tylko interes rosyjski – to dobrze pojęty interes niemiecki.

W dodatku bardzo egoistyczny…

– Owszem, ale w interesach nie ma sentymentów. Niemcom, które pouczają innych, w tym wypadku jakoś nie przeszkadza brak solidarności europejskiej. Tymi ideałami szastano na wszystkie strony, ale z rzeczywistością nie mają one nic wspólnego. Cóż… jest jak jest.

Jest krytyczne wspólne oświadczenie szefów MSZ Polski i Ukrainy, temat porozumienia niemiecko-amerykańskiego ma być także przedmiotem dyskusji na poziomie Komisji Europejskiej. Czy jest coś, co mogłoby zatrzymać i odwrócić ustalenia na linii Berlin – Waszyngton?

– Oczywiście nie musimy się z tym zgadzać. Możemy protestować, możemy tę kwestię podnosić w rozmaitych kontekstach, rozgrywkach, posługując się odpowiednią argumentacją. Możemy też używać tego przykładu w uświadamianiu polskiego społeczeństwa – na jakim świecie żyjemy, czym tak naprawdę jest Unia Europejska i jaką rolę odgrywają w niej Niemcy. Także Ukraińców, którzy – jeśli chodzi o rozwiązywanie problemu konfliktu z Moskwą – mimo naszej przychylności zachowywali się nielojalnie wobec nas, możemy zachęcać do różnych przedsięwzięć. Zatem można tę całą sytuację odpowiednio wykorzystać. Natomiast jeśli chodzi o sam fakt, to nie sądzę, żeby była możliwość powstrzymania i odwrócenia tego układu, tego, co już się właściwie dokonało.

„Matką chrzestną” tego przedsięwzięcia, będącego na rękę Rosji, jest kończąca polityczną karierę kanclerz Niemiec. Jak kończy Angela Merkel?

– Przede wszystkim Angela Merkel kończy przedsięwzięcie związane z budową gazociągu Nord Stream. Warto jednak zauważyć, że zapoczątkował je kanclerz Gerhard Schröder, który był autorem zbliżenia Berlina i Moskwy. Przypomnę tylko, że były kanclerz Niemiec od 2005 roku pracuje dla Nord Stream AG, a od czterech lat jest również przewodniczącym rady nadzorczej Rosnieftu – największego rosyjskiego koncernu naftowego. Zresztą cały niemiecki biznes wiąże ogromne nadzieje z projektem Nord Stream. Natomiast jeśli chodzi o polityczną karierę Angeli Merkel, to trzeba powiedzieć, że doprowadziła Niemcy do bardzo dużego rozkwitu gospodarczego, do dominacji Niemiec w Unii Europejskiej. Ustawiła Niemcy w polityce bismarckowskiej – nie chcę już przypominać, czym się to kiedyś zakończyło, bo to znamy z historii, ale tak to dzisiaj wygląda. Niemcy wracają do imperialnej polityki, wykorzystując jako narzędzie Unię Europejską.

A w jakiej pozycji kanclerz Angela Merkel ustawiła świat i Unię Europejską wobec zagrożeń ze strony Moskwy?   

– Unia Europejska – zwłaszcza ta zachodnia część – nie uznaje Rosji jako wielkiego zagrożenia, i to musimy sobie uświadomić. W tzw. starej Unii nikt się tym problemem specjalnie nie zajmuje, w przeciwieństwie do Europy Środkowej, która ma pewne, bardzo bolesne doświadczenia związane z zaborczą polityką Moskwy. Co więcej, cały ten proces, na którym chcą zarobić Niemcy, ale też Stany Zjednoczone, prowadząc bezrefleksyjną politykę wobec Kremla, dzieje się kosztem Europy Środkowej.

         Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl