Miejsce: Dworzec Warszawa Wschodnia (od strony ulicy Kijowskiej)
Czas: 1 sierpnia 2021 w godzinach 12.00 – 17.30
12.00 – 17.30 - Dioramy
„Życie codzienne w okupowanej Warszawie”
„Powstanie Warszawskie na Pradze”
„Powstanie po drugiej stronie Wisły”
13.30 – Część oficjalna. Przemówienia, wypowiedzi
13.20 – 14.00 Relacja z Powstania Warszawskiego – Wspomnienia kolejarza
14.00 – 14.40 Inscenizacja (Atak powstańców na Dworzec Wschodni 1 sierpnia 1944 roku)
Miejsce inscenizacji: Teren od wschodniej strony dworca (Aleja z drzewami i trawnik, budynek)
16.00 – 17.30 Koncert
„Chłopcy silni jak stal” Chór Żołnierzy AK „Nowogródzkie Orły”
„Czuwaj wiaro” Chór Praskie Małmazyje
16.30 – 17.15 – Złożenie kwiatów zapalenie zniczy na skwerze pułkownika Antoniego Żurowskiego
Organizatorzy:
Towarzystwo Miłośników Polskiej Tradycji i Kultury
Poseł na Sejm Paweł Lisiecki
Grupa Historyczno-Edukacyjna „Szare Szeregi”
Instytut Pamięci Narodowej oddział w Warszawie
Partnerzy:
PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. Związek Żołnierzy NSZ Oddział Mazowiecki, Grupa Rekonstrukcji Historycznej im. Wojciecha Lisa „Mściciela” z Mielca, Grupa Rekonstrukcyjno-Historyczna im. cc mjr. „Zapory”, Chór Praskie Małmazyje, Chór Żołnierz AK „Nowogródzkie Orły”, Towarzystwo Przyjaciół Pragi oddział Towarzystwa Przyjaciół Warszawy, Grupa Historyczna Niepodległość 1863, Fundacja grupy PKP, Lidl.
RELACJA Z ATAKU NA DWORZEC WSCHODNI 1 SIERPNIA 1944 R.
Mirosław Charzyński ps. Hary
Stopień: starszy kapral
Formacja: organizacja wojskowa Grunwald
Dzielnica: Praga
Mieliśmy za zadanie opanowanie Dworca Wschodniego. Dworzec Wschodni był mocno obstawiony przez wojska niemieckie, zwłaszcza przez pociąg pancerny, także była trudność nie do pokonania [...].
Przed Dworcem Wschodnim były składy węglowe, duże koryta, duże pojemniki węglowe i tam niektóre oddziały nasze chciały zdobyć miejsce, mieć oparcie pod tymi bunkrami węglowymi, ale niestety silny ogień karabinów maszynowych z pociągu ich uziemił, tak że nie mogli się przez dwa czy trzy dni stamtąd ruszać.
Mój odział, mój pluton, był zdekompletowany. Pluton mój składał się z oddziału bojowego, znaczy tych ludzi, którzy byli prawdziwymi żołnierzami bojowymi plus druga część to byli żołnierze oddziału dywersji bojowej, którzy do tego bojowego oddziału zostali przypisani na skutek reorganizacji, która nastąpiła w maju 1944 roku. Mój pluton nie miał zadania dywersyjnego, tylko zadanie pilnowania tego, co się dzieje […]. Dostałem polecenie: pilnowanie przejść, posterunki wartownicze. Rozkazy przenoszone były z dowództwa obwodu do poszczególnych punktów. Trzy łączniczki, trzeba było przeprowadzić na ulicę Kawęczyńską i mnie polecono je przeprowadzić. Z broni miałem butelki zapalające i „sidolówki”, pistoletu nie dostałem ani karabinu, tylko miałem własny pistolecik, który był prywatny z małą ilością amunicji [...].
Będąc tak uzbrojony, poszedłem z dziewczynami przeprowadzić je na ulicę Kawęczyńską. Tam już dostałem się do oddziału, który stacjonował w sklepie spożywczym. Wejście do tego sklepu było zamknięte z ulicy, natomiast otwarte było od strony bramy wejściowej. Weszliśmy tam. Łączniczki zostawiłem, musiałem wracać do siebie [...]
Wróciłem na Brzeską 11. Bramy były zamknięte, musiałem wchodzić po podstawionych skrzynkach, żeby przez okno dostać się do punktu, gdzie stacjonował mój oddział. Ten punkt był ostrzeliwany z kolei z pociągu pancernego, a „nasi”, którzy byli pod bunkrami, też próbowali się bronić przed Niemcami [...].
Zostałem ranny…
Dostałem karabin. Wychyliłem się z parteru z okna i strzelałem w lewą stronę. Przed nami był dworzec, a tu był ostrzał z lewej strony. Wychyliłem się za bardzo, dostałem w prawą pierś. Spadłem na tą akurat skrzynkę, po której wcześniej wchodziłem, a tam już były porozbijane szkła. Spadłem na nie, obojczyk, to wszystko było połamane, noga przestrzelona. Gdy spadałem to dostałem jeszcze w stopę. Nogi na szczęście mi nie rozerwało [...].
Nie mogłem uczestniczyć dalej w walkach. Znajdowałem się w miejscu, gdzie były komórki stajenne na placu podwórkowym. Zdjęto jedne drzwi, na nich mnie położono i zaniesiono na pierwsze piętro, gdzie pani Jaczkowska pozwoliła, żebym w tym mieszkaniu został.
Mieliśmy własną sanitariuszkę, która opatrzyła mi rany, zanim sprowadzono lekarza.
Następnie przeniesiono mnie do stajni, żeby mnie ukryć […]. Poruszać się mogłem dopiero po tygodniu.
Więcej można zobaczyć TUTAJ.

