logo
logo

Dziś w
„Naszym
Dzienniku”

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Przekazywałem meldunki do PAST-y

Sobota, 31 lipca 2021 (00:01)

Z płk. Leonardem Kapiszewskim, członkiem Szarych Szeregów i Armii Krajowej, uczestnikiem Powstania Warszawskiego, rozmawia Zenon Baranowski

Jakie były Pana początki w konspiracji?

– Wyrośliśmy z harcerstwa, które nas uformowało. Tam stawialiśmy pierwsze kroki. Działałem w Szarych Szeregach, w formacji Zawiszacy. W tych hufcach, które przeszły do Szarych Szeregów, utworzonych w latach 1942-1943. Zostałem namówiony przez moje otoczenie, początkowo mało mi znane. Rekrutacja nastąpiła z grupy osób służących w kościele. Wiem, że z tej grupy ministrantów tylko nam 3 spośród około 40 osób zaproponowano wejście do Szarych Szeregów.

Jak wyglądała atmosfera konspiracyjna przed Powstaniem. Dzisiaj słyszymy głosy krytyczne, że nie była to decyzja do końca przemyślana, ale wielu powstańców wspomina, że nie mogli się doczekać, „żeby bić Niemca”.

– Atmosfera była gorąca, jeśli ktoś nie przeżył tamtych lat albo nie jest pozytywnie nastawiony, nie zrozumie tego do końca. Ale zawsze znajdą się osoby, które mają zupełnie inne przemyślenia. Choć ja nie spotkałem się z taką formą oceny. Wówczas to była mobilizacja, chęć działania, przyłączenia się do tych starszych kolegów, którzy mogli więcej zrobić w Szarych Szeregach.

Początkowo w konspiracji przekazywałem informacje, później pocztę, przesyłki najróżniejszego znaczenia, także elementy do broni. Często nie wiedzieliśmy, jaką przesyłkę przenosimy. Powiedziane było tylko, że to jest bardzo ważna przesyłka: masz dostarczyć. Dopiero później dowiadywaliśmy się, co przewoziliśmy i jakie to niosło zagrożenie. Były instrukcje, jak się zachować w sytuacjach trudnych, niebezpiecznych. Uczono nas, co należy robić, jak będzie rewizja, np. gdy Niemcy zatrzymają tramwaj.

Ćwiczyliśmy się w topografii terenu, w pierwszej potrzebie, w posługiwaniu się bronią, w znajomości jazdy samochodem. Tak wyglądała konspiracja. Tak było do Powstania. W 1944 r. otrzymaliśmy już bardzo konkretne polecenia dotyczące przekazywania broni, obserwacji przejazdów niemieckich samochodów i ich uzbrojenia. To wykonywaliśmy, jako ci najmłodsi.

A po wybuchu Powstania?

– Ja byłem na Grochowie, po prawej stronie Wisły. Wiadomo, że na Pradze sytuacja inaczej wyglądała niż po lewej stronie. Powstanie trwało raptem trzy dni. Czwartego dnia grupy bojowe i szturmowe naszych starszych kolegów przemieściły się w kierunku Chotomowa, Legionowa. Broniła się centrala telefoniczna na Brzeskiej i tu się zaczęło.

 

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Zenon Baranowski

Nasz Dziennik