Koalicja Obywatelska w ostatnim badaniu zanotowała wzrost o 10,1 punktów procentowych z kolei Polska 2050 zanotowała spadek o 7 punktów procentowych w porównaniu do poprzedniego sondażu. Czy to już stała tendencja?
– Skok sondażowy wyraźnie pokazuje, że Donald Tusk odzyskał dla Platformy elektorat, który został utracony w wyniku daleko idącego kryzysu i braku decyzyjności Platformy, elektorat utracony na rzecz Polski 2050 Szymona Hołowni. I to chyba nie jest zaskoczeniem, dlatego że Donald Tusk jednak doprowadził do konsolidacji elektoratu Platformy. Proszę jednak zauważyć, że to jest ciągle poparcie na poziomie 26 procent, co zapewne jest daleko niesatysfakcjonujące dla formacji i samego Tuska. Pamiętamy przecież zapowiedzi niektórych polityków tej partii, którzy przewidywali, że po powrocie Tuska osiągną pułap przyzwoitości sondażowej na poziomie 30 procent, co pozwoli Platformie na skuteczną walkę z Prawem i Sprawiedliwością o najwyższe podium. To jednak nie nastąpiło. Na razie Donald Tusk skonsolidował najbardziej twardy elektorat Platformy, natomiast nadal nie udało mu się pozyskać nowego potencjalnego elektoratu, a tym bardziej niezdecydowanego. Sądzę, że to może być szczyt i wiele się już tu nie zmieni. Być może nastąpi jeszcze minimalny wzrost związany z tzw. efektem Tuska, ale przekroczenie pułapu 30 procent poparcia przez Platformę będzie zadaniem niewykonalnym.
Czy metoda, jaką przyjął Tusk, polegająca na agresji, jest w stanie – w przewidywalnej perspektywie – umożliwić Platformie powrót do gry o władzę?
– Myślę, że Donald Tusk w sposób świadomy przyjął taką strategię. Nie wiem tylko, na ile jest to jego suwerenna decyzja, a na ile jest to decyzja jego mocodawców z Unii Europejskiej, a przede wszystkim z kręgów polityki niemieckiej – żeby kontynuować politykę totalnej opozycji. Nic zatem dziwnego, że Donald Tusk próbuje do swoich działań wprowadzać narrację daleko idącego podziału społecznego i gra na emocjach. Tyle że w tym wszystkim nie ma zupełnie wizji politycznej, brakuje też – nawet ogólnych – założeń programowych, natomiast jest to polityka skierowana na budzenie przede wszystkim emocji. W swoim przekazie Donald Tusk koncentruje się na przedstawianiu obrazu Polski jako kraju niedemokratycznego, niepraworządnego, nierespektującego praw człowieka i wolności obywatelskich.
Czyli nic się nie zmieniło, jeżeli chodzi o narrację Platformy?
– Dokładnie nic. Jest to ta sama narracja, jaką stosowała Platforma przez ostatnie sześć lat, również sam Tusk stosował tę samą narrację, kiedy pełnił prominentne funkcje w Unii Europejskiej. Można zatem powiedzieć, że przekaz, jaki dzisiaj prezentuje Donald Tusk, jest zbieżny z tym, co prezentuje Unii Europejska – Komisja Europejska, jak i europarlament. Tak czy inaczej nieprawdziwy obraz, który kreuje Komisja Europejska czy europarlament – jeśli chodzi o Polskę – Donald Tusk przenosi na grunt krajowy.
Nie ma znaczenia program, ważne jest, żeby za wszelką cenę dorwać się do władzy? Niestety, niemała część wyborców popiera taki styl…
– Owszem, tu wcale nie chodzi o przyszłość Polski, Polaków, o gospodarkę. Donald Tusk stosuje zasadę totalnej polaryzacji, totalnego podziału społeczeństwa. Ten przekaz daje wsparcie części elektoratu, ale z drugiej strony sytuacja – jeśli chodzi o Polskę – bardzo się zmieniła od czasu, kiedy premierem był Tusk. Myślę też, że są pewne okoliczności, których Tusk albo nie widzi, albo nie chce wziąć pod uwagę – mianowicie, że inna jest scena polityczna, która nie jest już dwubiegunowa. Zatem ta jego gra na polaryzację z punktu widzenia skuteczności jest bardzo ryzykowna. Ponadto znaczna część polskiego społeczeństwa pamięta, a nawet jeśli zapomniała, to sobie przypomniała rządy Donalda Tuska, niespełnione obietnice, a także brak norm etyczno-moralnych wielu działaczy Platformy. Afera taśmowa – w jakiś sposób cały czas ciąży na Platformie, która się z tego nie wyzwoliła. Proszę też pamiętać, że Donald Tusk nie jest już tym stosunkowo młodym politykiem – takim fajterem, który mógł sobie pozwalać na stosowanie efekciarskich przekazów słownych. Widać natomiast, że jest to już człowiek nieco straszy, który mimo zajadłości – co widać – nie ma już dawnej dynamiki i nie radzi sobie w niektórych sytuacjach.
Daje się to zauważyć chociażby na otwartych spotkaniach...
– Dokładnie tak. Rozpoczynając szumnie zapowiadany objazd po Polsce – wygodnie dla siebie – udał się najpierw na Pomorze Zachodnie, do Gdańska, ale z tego objazdu niewiele wynika. Nawet na tych przychylnych dla siebie obszarach spotkał się z krytyką, z niewygodnymi pytaniami dotyczącymi przeszłości. W Szczecinie wielu mieszkańców przypomniało sobie udział rządu Donalda Tuska w likwidacji stoczni w Gdyni i Szczecinie. Ponadto obecny szef Platformy nie jest chyba przygotowany na taką krytykę. Przyzwyczaił się chyba do salonów brukselskich, gdzie decydenci poklepywali się po plecach, i z tego punktu widzenia miał komfortową sytuację. Natomiast w Polsce musi się zmierzyć z nowymi wyzwaniami, z trudnymi pytaniami, także z atakami pod swoim adresem. Myślę, że Donald Tusk nie jest też w stanie w skuteczny sposób narzucić swojego przekazu, swojej koncepcji, której de facto nie ma, daje się wciągać w dyskusje, odpowiada często poirytowany na pytania dziennikarzy czy zwykłych Polaków, którzy patrzą na niego krytycznie.
Co sprawia, że spora część polskiego społeczeństwa – mimo wszystko – nie jest w stanie krytycznie, a przynajmniej obiektywnie spojrzeć na Donalda Tuska i jego dokonania. Czy to nie świadczy też źle o nas, Polakach? Wystarczy być miałkim, być przeciw PiS-owi, żeby zyskać sobie przychylność części wyborców…
– Postawy anty-PiS są bardzo mocno ugruntowane, ale te postawy mają głębsze podłoże. W tym momencie jest to PiS, ale gdyby jakakolwiek inna formacja sprawowała władzę w Polsce i dbała o polski interes narodowy, o polską rację stanu, która kierowałaby się zasadami związanymi z polską tradycją, z patriotyzmem, to każda taka formacja byłaby przez te środowiska oceniana krytycznie, wyszydzana i tak traktowana, jak dzisiaj PiS. Mamy tu zatem do czynienia z daleko idącym wykorzenieniem znacznej części społeczeństwa – nawet z polskości, z poczucia pewnej powinności, obowiązku wobec wspólnoty narodowej. Wydaje się – niezależnie od ocen obozu rządzącego w takich czy innych obszarach – że zdecydowana większość polskiego społeczeństwa w sporze z Unią Europejską popiera rząd. Nic w tym dziwnego, bo Unia przecież grozi Polsce utratą suwerenności, a także utratą tożsamości narodowej, cywilizacyjnej, który to spór uderza bezpośrednio w rodzinę, edukację, wychowanie dzieci, a więc w ważne dla człowieka obszary. Są jednak ludzie, którzy stają po stronie Unii Europejskiej, po stronie opozycji i to poparcie dla Platformy, dla Lewicy czy innych formacji jest daleko idące. To pokazuje, że ten spór między kosmopolityzmem czy internacjonalizmem a polskością, powinnością wobec wspólnoty narodowej niestety wciąż trwa i będzie się nasilał. To świadczy, że mamy jednak do czynienia z daleko idącym kryzysem patriotyzmu, ale też kryzysem człowieczeństwa. Myślę tu o postawach, które się niestety ostatnio uwidoczniły na przykład w atakach na Kościół, na obiekty sakralne, także w wulgaryzacji życia politycznego, także języka. To wszystko niestety ma swoje konsekwencje. Zjawisko jest szerokie, a przyczyny tego stanu są wielorakie, przede wszystkim mają one jednak charakter kulturowy.
Wokół jakich obszarów te obecne spory polityczne na polskiej scenie mogą się koncentrować, czy będą to sprawy wewnętrzne, czy może ostatnio podnoszone przez Tuska kwestie europejskie? Mam na myśli brak uległości rządu wobec wyroków TSUE i nacisków ze strony Komisji Europejskiej…
– Sądzę, że Donald Tusk będzie się starał przenieść ten spór na obszar unijny – to znaczy oskarżać polski rząd o nierealizowanie zaleceń czy oczekiwań Unii Europejskiej, których niespełnienie rzekomo ma szkodzić Polsce, m.in. z powodu sankcji finansowych, ale także z powodu ograniczeń wolności obywatelskich. Jeśli zaś chodzi o kwestie wewnętrzne, to Platforma czy Koalicja Obywatelska nie ma niczego do zaoferowania Polsce i Polakom. Próba konfrontowania się wokół sztandarowego dla PiS-u programu Polski Ład chyba nie jest najlepszym pomysłem i polem dla Platformy oraz Tuska, którzy nie potrafią się zdobyć na racjonalną krytykę. Co więcej, nie mają niczego do zaoferowania. Stąd przede wszystkim kwestie tzw. europejskie będą najważniejsze.
Jakie – Pana zdaniem - były faktyczne motywy powrotu Tuska do polskiej polityki?
– Tego nie wiemy. Nie wiemy, czy to była indywidualna, suwerenna decyzja Donalda Tuska, że chce ratować Platformę przed całkowitym upadkiem, że chce – jak sam to określa – ratować demokrację, wolność w Polsce. Czy też motywy były zupełnie inne – zsynchronizowane z politykami Unii Europejskiej, szczególnie z politykami niemieckimi. Nieprzypadkowo przecież to prasa niemiecka przede wszystkim mówiła o spektakularnym powrocie Donalda Tuska. Wietrzono mu nawet wielki sukces, wyrażano wielkie nadzieje. Pojawiły się też spekulacje, że po wyborach parlamentarnych Tusk obejmie funkcję premiera, co by świadczyło, że takie scenariusze są już rozpisane. Zatem taki dobrze nam znany scenariusz – ulica i zagranica – jest nadal realizowany. Jedno można powiedzieć, że działania Donalda Tuska na pewno są zsynchronizowane z Brukselą, z atakami Unii Europejskiej, choćby na polskie sądownictwo, i będą się nasilały. Jak słyszymy, grożą nam sankcje finansowe, które mogą być realizowane w różnej formie, i chyba w tym działaniu, w tym wsparciu Unii Europejskiej Donald Tusk upatruje swoją szansę. Jest też pytanie, kto kogo tak naprawdę wspiera, czy Unia Europejska Donalda Tuska, czy Donald Tusk ma służyć Unii Europejskiej?

