Dotyczy to różnych grup, które w różnym okresie przyjęły szczepionki, żeby zweryfikować, jaka jest odporność po określonym upływie czasu.
Szkoda, że tak naprawdę nikt nie pochylił się nad tym tematem wcześniej. Nie powinien być dalej odwlekany, zwłaszcza w związku z zapowiadaną kolejną falą zachorowań. Każdy robi to, co umie najlepiej. Ja staram się pokazać światu, że można skutecznie leczyć tę chorobę. Świat postawił na profilaktykę szczepionkową. Te dwie rzeczy powinny współgrać, ale niestety nie idą w parze. W przypadku badań nad odpornością uważam, że grupę pacjentów należałoby podzielić na następujące kategorie (można też dodatkowo podzielić na wiek czy choroby współistniejące, ale warto wyjść z takim założeniem, jak to się przekłada na częstość i ciężkość zachorowania).
Podział na grupy:
1. Pacjenci, którzy nie byli szczepieni i nie chorowali, przeciwciała ujemne.
2. Pacjenci, którzy nie chorowali, ale przeszli pełny cykl szczepienia.
3. Pacjenci, którzy chorowali i szczepili się dodatkowo (nie wiemy, ilu ich było, bo wielu nie robiło przeciwciał przed szczepieniem).
4. Pacjenci, którzy chorowali i nie brali amantadyny (nieszczepieni).
5. Pacjenci, którzy chorowali i brali amantadynę (nieszczepieni).
Różnicuję tu grupę 4. i 5. z amantadyną lub bez, ponieważ z moich obserwacji wynika, że znacznie częściej w grupie osób, którym nie podawano amantadyny, występują objawy pocovidowe. Może się to wiązać z gorszą wydolnością narządową i tym samym odpornością.
Drogi Czytelniku! Więcej można przeczytać w papierowym wydaniu „Naszego Dziennika” dostępnym w punktach sprzedaży prasy lub w wersji elektronicznej TUTAJ.

