Najnowsze sondaże poparcia dla partii politycznych nie pozostawiają złudzeń, oczekiwany efekt Tuska jest dość mizerny, a przynajmniej nie taki, jakiego się spodziewali politycy Platformy?
– Od powrotu Donalda Tuska do polskiej polityki upłynęło już blisko dwa miesiące, tymczasem fakty, jakie wynikają z sondaży np. IBRIS-u dla „Wydarzeń” Polsatu pokazują pewną tendencję, która staje się już powtarzalna – mianowicie, że poparcie dla Koalicji Obywatelskiej wprawdzie urosło, ale nie tak jak sądzono, jak liczono. Otóż, kiedy pojawiła się wieść, że Donald Tusk wraca, to politykom Platformy zaświeciły się oczy, bo oto z dołującej formacji przybywa ratunek, który pozwoli wyjść z niebytu.
Miał zadziałać tzw. efekt świeżości, efekt starego-nowego wodza, nowego spojrzenia. Tymczasem miesiąc miodowy już dawno minął, a fakty nie są korzystne dla Donalda Tuska. W 2015 roku, kiedy Prawo i Sprawiedliwość wygrywało wybory, Platforma otrzymała 27 proc. poparcia. Podkreślam, to jako pewien punkt wyjścia pokazujący, z jakiej pozycji startowała Platforma, która po wyborach do europarlamentu w 2019 r. przekształciła się w Koalicję Obywatelską. I dzisiaj ten nowy twór może liczyć na 24-procentowe poparcie, a więc wynik gorszy niż osiągnęła Platforma w roku 2015. Co więcej, to jest tendencja, która się utrzymuje już od jakiegoś czasu.
Tusk zawiódł?
– Można tak powiedzieć, a na pewno nie spełnia pokładanych w nim nadziei. Proszę zwrócić uwagę, że 12 proc. elektoratu, który jest ewidentnie elektoratem Platformy, od jakiegoś czasu konsekwentnie stoi przy Polsce 2050 Szymona Hołowni i – wszystko wskazuje – nie ma zamiaru wracać do popierania Platformy. Zatem widać, że Tusk tych ludzi nie przekonuje, co może być irytujące dla obecnego p.o. szefa Platformy. Tymczasem po drugiej stronie politycznej sceny – mimo opuszczenia szeregów Zjednoczonej Prawicy przez Porozumienie Jarosława Gowina – poparcie dla PiS nie tylko nie zmalało, ale nawet wzrasta. Zatem partia liderująca swoją pozycję umacnia, mimo ubytku jednego z elementów tworzących koalicję. Co również znamienne, Porozumienie Jarosława Gowina we wspomnianym sondażu ma zerowe poparcie.
Co ten sondaż mówi przed nowym sezonem politycznym, który rozpocznie się po wakacjach?
– W przeddzień inauguracji nowego sezonu politycznego prognozy nie są zbyt optymistyczne zwłaszcza dla Donalda Tuska. Po pierwsze, choć udało mu się powstrzymać tendencję spadkową Platformy, która zjeżdżała po równi pochyłej, pomimo że udało się mu wzmocnić żelazny elektorat Platformy, to jednak wciąż nie jest w stanie przebić szklanego sufitu i zyskać nowych wyborców. Zatem poziom ze wspomnianego wcześniej roku 2015 jest nawet dla Tuska nieosiągalny. Skoro PiS ma 35 proc. poparcia, to dla partii z ambicjami, jaką jest Platforma, poziom przyzwoitości to minimum 30 proc.
Chodzi o to, żeby być w tzw. kontakcie wzrokowym z liderem, co w przypadku wyborów stwarza szansę, aby go przeskoczyć. Tymczasem – na dzisiaj – tych 30 proc. Platforma nie ma. Co więcej to, co robi Koalicja Obywatelska – jak zachowują się jej poszczególni politycy – od Platformy po Lewicę w obliczu sytuacji w Afganistanie i tego, co się dzieje przy naszej granicy z Białorusią, najbliższe sondaże mogą pokazać jeszcze boleśniejszą prawdę dla totalnej opozycji.
Co ma Pan na myśli?
– Może się okazać, że „wystąpienia” polityków Koalicji Obywatelskiej, ich postawa wobec Straży Granicznej, wobec Wojska Polskiego, brak solidarności ze stroną rządową, to nie jest kwestia partyjna, ale kwestia bezpieczeństwa państwa. I w tym momencie dawanie pożywki białorusko-rosyjskiej propagandzie jest karygodne. To, z czym mamy do czynienia na polsko-białoruskiej granicy, to nie jest tylko nasz problem, ale problem, z którym się mierzy cała Europa, nasi sojusznicy.
Mieliśmy do czynienia najpierw z uderzeniem hybrydowym na Litwę, której Polska udzieliła wsparcia sprzętowo i kadrowo, a teraz sami mierzymy się z podobnym zagrożeniem. W tej sytuacji powinna obwiązywać jedna zasada – wszystkie ręce na pokład, od lewa do prawa, bo tu chodzi o bezpieczeństwo państwa polskiego. Zarzuty, że państwo, że rząd nie zabezpieczył naszej granicy, są chybione. Nie ma bowiem fizycznej możliwości, aby całkowicie odgrodzić się od państwa sąsiedniego. Niestety, to, co wyczynia Białoruś, reżim Łukaszenki, pokazuje, że mamy do czynienia z nieodpowiedzialnym, zdolnym do wszystkiego sąsiadem. Dlatego – w tym momencie – nie mamy innego wyjścia jak działać szybko i wznosić płot, zaporę, która będzie bardziej skuteczna niż opieranie się na zapewnieniach skompromitowanego i nieprzewidywalnego Łukaszenki.
Wracając do sondaży poparcia, co Pana zdaniem powoduje, że nawet Tusk, który miał być „wybawcą” Platformy czy nawet całej opozycji i odebrać władzę PiS, nie jest w stanie dojść z sondażowym poparciem do poziomu z roku 2015?
– Donald Tusk nie ma szans na zjednoczenie mocno podzielonej opozycji, której interesy są bardzo rozbieżne. Zresztą jedno z jego ostatnich wystąpień w mediach społecznościowych dotyczące sytuacji na polsko-białoruskiej granicy szybko i bardzo krytycznie zostało ocenione przez pozostałe partie opozycyjne. Chodzi o to, że Tusk próbuje się forować na lidera całej opozycji, którym de facto nie jest. Dlatego sytuacja dla Donalda Tuska wcale nie jest taka korzystna i „miłość”, jaka miała być po jego powrocie, ze strony opozycji wcale nie kwitnie.
Wszyscy mają świadomość, po pierwsze, że do wyborów pozostało jeszcze dwa lata, a po drugie, że pozycja Tuska nie gwarantuje już sukcesu, co więcej, może stać się obciążeniem i będzie mu trudno skleić samą Platformę ,i wygrać przekonująco jesienne wybory w Platformie, nie mówiąc już nawet o scaleniu pozostałych partii opozycyjnych.
Nie wiem, czy Tuskowi, który liczył na szybki, spektakularny sukces, który – jak widać – potyka się o własne nogi, będzie zależało, żeby brnąć dalej w projekt, który nie rokuje?
– Mam wrażenie, że emocje opadły i Tusk widzi, że powrót był jednym z najgorszych, jak nie najgorszym, pomysłów w jego politycznej karierze. Jest też pytanie, czy sam to wymyślił, czy może ktoś mu ten scenariusz napisał. Dzisiaj cała odpowiedzialność za mizerne rezultaty Platformy czy za spodziewaną porażkę nie pójdzie już na konto Borysa Budki, który usunął się w cień szefa, czy na konto Rafała Trzaskowskiego, tylko będzie to uznane za winę Donalda Tuska. A ma on chyba znacznie większe ambicje niż sondażowe 24 procent.
Wspomniał Pan wcześniej, że jesień rozpoczyna nowy rozdział, tymczasem właśnie po powrocie z wakacji będzie próba odwołania marszałek Sejmu Elżbiety Witek. To Pana zdaniem realny scenariusz?
– Nie sądzę. Ponadto dotychczas siłom opozycyjnym nie udało się wyłonić wspólnego kandydata, który miałby ewentualnie zastąpić obecną marszałek Sejmu. Polityków z ambicjami jest ogrom, tylko ich możliwości są niewielkie. To potwierdza, że interesy ugrupowań opozycyjnych są rozbieżne i o konsensus będzie bardzo trudno, może to być misja z gatunku niemożliwych. Zresztą tych rozbieżności jest więcej i kilka innych testów jeszcze czeka opozycję.
Wszyscy, a przynajmniej większość sił opozycyjnych – od Hołowni po Tuska – mówi, że kadencję tego Sejmu trzeba przerwać. Tylko dlaczego nikt nie składa wniosku o samorozwiązanie. To pokazuje, że nie ma takiej woli. Ponadto przed nami prace nad nowym budżetem, pojawia się coraz więcej konkretów odnośnie do Polskiego Ładu i wszystkie ugrupowania będą się musiały zmierzyć się z pewną rzeczywistością programową. Oczywiście, że program Polski Ład nie jest doskonały, ma wiele słabych punktów, tylko istotą problemu – w obecnej rzeczywistości politycznej – jest to, że nie mamy innych wariantów.
Ponadto największa partia opozycyjna, która chciałaby przejąć władzę, nie ma żadnego pomysłu na Polskę, nie ma żadnego programu dla Polski i Polaków. To pokazuje, że emocje są dobre i można na nich grać, ale w pewnym momencie trzeba wyłożyć karty na stół, przejść od słów do konkretów, a tych opozycja nie przedstawia. Natomiast te konkrety będą się pojawiać przy propozycjach ustawowych przedstawianych przez PiS. Pojawia się pytanie, jak zachowa się opozycja, jak do konkretnych założeń odniosą się poszczególni gracze naszej sceny politycznej.
Skoro w naszej rozmowie odnosimy się do sondaży, to jest jeszcze jeden – pracowni Social Changes, gdzie większość badanych nie akceptuje używania wulgaryzmów i wyzwisk przez polityków czy publicystów. Odnosi się to oczywiście do Radosława Sikorskiego i obraźliwych określeń pod adresem Pawła Kukiza, oraz do Władysława Frasyniuka, który obrażał żołnierzy Wojska Polskiego i lżył z munduru polskiego żołnierza…
– Z pewnością takie zachowanie polityków partii opozycyjnych, również sympatyzujących z nimi dziennikarzy, czy w ogóle stacji komercyjnych, może mieć wpływ na niskie sondaże poparcia dla Koalicji Obywatelskiej. Ponadto od jakiegoś czasu mamy do czynienia z tendencją, gdzie ktoś usiłuje wulgaryzmy wprowadzić do życia politycznego, publicznego jako pewien standard. Obserwując polską scenę polityczną, uważam, że ten manewr się nie powiedzie. Wyborcy są zniesmaczeni taką postawą i – jak mówią badania – ponad 70 proc. całkowicie potępia używanie wulgaryzmów i wyzwisk przez polityków.
Natomiast jednym z ważniejszych sondaży będzie – pewnie niedługo – badanie pokazujące zachowanie się polityków wobec sytuacji na naszej granicy z Białorusią. To może być przełom, który zdecyduje, co będzie się działo w parlamencie i czy Donald Tusk wytrzyma całą tę sytuację i czy odbije Platformę z pułapu 24 proc., czy może odwrotnie – swoją postawą – zapoczątkuje tendencję spadkową. Myślę, że takiego scenariusza nie można wykluczyć, bo to, co robili politycy – posłowie Koalicji Obywatelskiej, a także Lewicy na granicy z Białorusią, całkowicie ich dyskredytuje. To porażka, która pokazuje, że Koalicji Obywatelskiej i Lewicy nie tylko brakuje pomysłu, ale zwyczajnie brakuje klasy, nie mówiąc już o zdolności do rządzenia Polską. Myślę, że przy takiej kompromitującej postawie wobec żołnierzy Wojska Polskiego, wobec Straży Granicznej, rząd nawet nie musi nic mówić, bo tego, co robi opozycja totalna, nie da się obronić. Pewne ugrupowania zwyczajnie nie dojrzały do tego, żeby być w parlamencie, nie wspominając już nawet o rządzeniu Polską.
Czy takie zachowanie może czy powinno być czynnikiem, na który wyborcy będą zwracać uwagę podczas najbliższych wyborów?
– Sądzę, że Platforma już wie, że pewnych osób na swoje listy więcej już nie zaprosi. Stąd pani Jachira czy pan Sterczewski, którzy zrobili sobie show i poniżyli godność polskiego parlamentarzysty – tak myślę – nie znajdą się więcej w Sejmie. Co więcej uważam, że tych dwoje parlamentarzystów powinno zostać usuniętych z klubu parlamentarnego. To jest jedyny sposób na odcięcie się od tego, co zrobili, od postawy tych ludzi, którzy w sposób rażący złamali wszelkie obowiązujące standardy, być może też prawo. Platforma musi to zrobić, bo inaczej sprawa ta i wspomniane osoby będą dla niej balastem pogrążającym tę formację coraz bardziej. Takiej zdecydowanej postawy na dzisiaj niestety brakuje w postawie Platformy – partii, która ma ambicje do rządzenia Polską.

