logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Rozminęli się z polską racją stanu

Wtorek, 7 września 2021 (20:08)

Aktualizacja: Wtorek, 7 września 2021 (20:08)

Z Markiem Astem, członkiem Komitetu Politycznego Prawa i Sprawiedliwości oraz przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki

168 posłów opozycji zagłosowało za uchyleniem stanu wyjątkowego. Takiej postawy totalnych przeciwników rządu można się było wprawdzie spodziewać, jednak styl debaty i podsycanie atmosfery chyba pozostawia wiele do życzenia?

– Opozycja miała szansę wykazać się odpowiedzialnością za bezpieczeństwo polskiego państwa i bezpieczeństwo wszystkich Polaków, ale niestety z tego nie skorzystała. Rzeczywiście, wygląda na to, że posłowie zarówno Koalicji Obywatelskiej, jak i Lewicy w ogóle nie zdają sobie sprawy z poziomu zagrożenia związanego z sytuacją na polsko-białoruskiej granicy. Ta postawa ma miejsce mimo tego, że w dogłębny sposób premier Mateusz Morawiecki, minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Kamiński oraz przedstawiający w Sejmie rozporządzenie Prezydenta RP szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, minister Paweł Soloch podkreślali, że mamy do czynienia z zagrożeniem o ponadstandardowym wymiarze. Co więcej, przedstawiali motywy rozporządzenia o stanie wyjątkowym. I mimo tego mocnego uzasadnienia i zrozumienia przez większość Polaków jednoznacznej potrzeby wprowadzenia tych nadzwyczajnych środków, opozycja totalna nadal mówiła kompletne bzdury.  

Szef MON w rządzie PO – PSL Tomasz Siemoniak mówił, że sytuacja nie wymagała tak radykalnych środków jak stan wyjątkowy…

– I wypowiadając te słowa, nie miał racji. Nie ulega wątpliwości, że sytuacja tego wymagała. Natomiast te wszystkie popisy posłów opozycji i sprzyjających im przedstawicieli rozmaitych organizacji, czy to lewicowych, czy mieniących się obrońcami praw człowieka, mogły doprowadzić rzeczywiście do jakichś incydentów granicznych skutkujących wzrostem napięcia sytuacji międzynarodowej. Opozycja oczywiście nie przyjmuje do wiadomości faktu, że dzisiaj wszyscy nielegalni imigranci usiłujący od początku sierpnia przekroczyć granicę polsko-białoruską – to jest ponad trzy tysiące przypadków – zostali sprowadzeni na Białoruś przez Łukaszenkę i mają zostać wysłani do Unii Europejskiej. Przypomnę, że Białoruś podpisała Konwencję Genewską, z której jasno wynika, że ochronie podlegają imigranci na terenie kraju, do którego dostali się legalnie. Skoro legalnie dostali się na teren Białorusi, to dzisiaj Mińsk odpowiada za ich bezpieczeństwo. Ewentualne procedury związane z przyjęciem tych osób na terenie Unii Europejskiej mogą się odbywać jedynie poprzez relację międzynarodową państw członkowskich Unii Europejskiej z Białorusią. Tymczasem takich rozmów w ogóle nie ma. Co więcej – jak słyszeliśmy podczas wczorajszej debaty sejmowej – Łukaszenka sprowadził na teren Białorusi ponad 10 tysięcy imigrantów, których teraz próbuje wyekspediować w nielegalny sposób na teren Unii Europejskiej. Jest rzeczą jasną, że Polska nie może się na to zgodzić.

Stanowisko Komisji Europejskiej w tej sprawie też jest stanowcze i jednoznaczne…

– Jest zatem jasne, że w tej retoryce i w tej sprawie opozycja de facto jest przeciwko Unii Europejskiej. Dziwne też, że media sprzyjające opozycji o tym ani nie mówią, ani nie piszą, tym samym pomijając ten fakt.

Trudno się też dziwić, że niektórzy postawę dużej części opozycji nazywają zdradą polskich, narodowych interesów…

– Tak można byłoby to ująć. Zresztą przywołał to w swoim wczorajszym wystąpieniu w Sejmie premier Mateusz Morawiecki, który mówił, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu właśnie tego rodzaju postawy byłyby uznane za zdradę i zapewne byłyby karane, i to surowo. Tymczasem dzisiaj mamy takie rozluźnienie, że opozycji w zasadzie można wszystko. Można prowokować groźne sytuacje na granicy, można też wypowiadać poglądy, które są zupełnie sprzeczne z polską racją stanu. Jednak na całe szczęście mamy w Polsce rząd, który prowadzi mądrą, rozsądną i zdecydowaną politykę – także jeśli chodzi o przepływ nielegalnej imigracji na teren Polski, a jednocześnie wbrew temu, co twierdzi opozycja, czyni to z poszanowaniem praw człowieka. Przypomnę tylko, że zaproponowaliśmy Białorusi pomoc humanitarną dla tych ludzi koczujących na terenie państwa białoruskiego. Jednocześnie też dobrze wiemy – i to pokazywał minister Mariusz Kamiński – że służby białoruskie dożywiają nie tylko osoby koczujące na granicy, ale też te, które czekają na sprzyjający moment, aby przekroczyć granicę, a na razie rezydują gdzieś w Mińsku. Warto też podkreślić, że nie są to osoby biedne, ale majętne. Tak można to określić, bo koszt przyjazdu na Białoruś dla tych osób to kwoty rzędu pięciu tysięcy dolarów na osobę. O tym również wspominał minister Mariusz Kamiński. Nie chodzi zatem o osoby prześladowane, tylko te, które po prostu chcą nielegalnie przekroczyć granicę Unii Europejskiej w poszukiwaniu lepszych warunków życia.

Część posłów Koalicji Obywatelskiej – dokładnie 12 – jednak nie pojawiło się na głosowaniu, m.in. Grzegorz Schetyna, Marcin Kierwiński, Małgorzata Kidawa-Błońska, Arkadiusz Myrcha, Kinga Gajewska czy Katarzyna Lubnauer. Czy można powiedzieć, że ci parlamentarzyści opozycji wykazali się zdrowym rozsądkiem?

– Nie sądzę. Uważam, że przyczyny absencji mogą być różne, związane – dajmy na to – z obiektywną niemożnością uczestniczenia w posiedzeniu Sejmu. Jeżeli jednak wśród parlamentarzystów niegłosujących są tacy, którzy nie zgadzają się ze szkodliwą linią polityki Koalicji Obywatelskiej, to chwała im za to. Sądzę jednak, że większość parlamentarzystów była nieobecna podczas głosowania z przyczyn niekoniecznie politycznych, ale po prostu życiowych, osobistych.

Wakacje minęły i sondaże pokazują, że „efekt Tuska” jest dość mizerny i już dawno wyhamował. Co więcej, większość Polaków nie popiera postawy opozycji wobec kryzysu migracyjnego. Tymczasem Koalicja Obywatelska, Lewica, Polska 2050, a także PSL, które wprawdzie wstrzymało się od głosu, co na jedno wychodzi, brną dalej w tę antypolską narrację. Żadnej refleksji nie widać… Z czego to wynika, w tych gronach nie istnieje coś takiego jak instynkt samozachowawczy?

– Fakty pokazują, że nie ma ani spodziewanego wzrostu, ani też refleksji. Widać też, że „efekt Tuska”, na który opozycja totalna tak liczyła, rzeczywiście mamy za sobą. Zresztą można to było przewidzieć, że po chwilowym wzroście notowań Platformy wszystko wróci do normy. W tej chwili obserwujemy już nawet nie zastój, wyhamowanie, co istotny spadek notowań. Wynika to z jednej strony z nieodpowiedzialnej postawy Koalicji Obywatelskiej wobec nielegalnej imigracji i kryzysu, jaki obserwujemy na granicy polsko-białoruskiej, z drugiej strony wpływ na taki stan rzeczy mają popisy polityków Platformy i ich akolitów na Campusie Polska Przyszłości, co się Polakom oczywiście nie podoba. Nie podoba się zapowiedź marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego dotycząca likwidacji szpitali, a także słowa posła Sławomira Nitrasa, który straszył ludzi wierzących – katolików opiłowywaniem przywilejów, co jest mową haniebną. Z całą pewnością wypowiedzi prominentnych polityków Platformy nie pomogły ani Donaldowi Tuskowi, ani Koalicji Obywatelskiej. Ponadto prezentowane przez zdecydowaną większość polityków tej opcji awanturnictwo, które coraz bardziej staje się znakiem rozpoznawczym totalnej opozycji, na pewno zwolenników tej formacji nie przysparza. Co więcej, raczej nie widać oznak zmiany polityki, tego sposobu działania zarówno polityków Koalicji Obywatelskiej, jak i Lewicy. Myślę, że Zjednoczona Prawica – Prawo i Sprawiedliwość może spokojnie realizować swój program i pewnie żadne przedterminowe wybory nam nie grożą.

          Dziękuję za rozmowę.    

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl