Coraz częściej w Polsce dochodzi do aktów profanacji figury Matki Bożej w Aninie, ostatnio także w Szczecinie, gdzie obok profanacji kościoła i krzyża brutalnie pobity został kapłan, a wcześniej profanacje podczas tzw. strajku kobiet. To niechlubny znak naszych czasów…?
– Nie jestem teologiem, ale myślę, że są to sprawy być może też z pogranicza opętania. Przypomnę, że kiedy dochodziło do profanacji jasnogórskiego wizerunku Matki Bożej, kiedy jedną z płockich parafii oklejono plakatami z wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej, na którym postacie Maryi i Dzieciątka otoczone są nimbami w barwach tęczy, to komentując to kulturowe barbarzyństwo, mówiłem, że cała ta sytuacja tylko ilustruje, z jak poważnymi procesami właśnie w sferze kulturowej, duchowej mamy do czynienia.
Mamy się do tego przyzwyczaić…?
– Niewątpliwie są tacy, którzy mówią, że nic się nie dzieje. Jest taka tendencja – także wśród niektórych kapłanów, wiernych, ludzi Kościoła, która ma osłabiać naszą czujność, znieczulać nas na to, co się dzieje. Chodzi o wyrobienie w nas przekonania, że mamy do czynienia z jakimś rodzajem performance’u, z różnego rodzaju prowokacjami intelektualnymi, artystycznymi. Tymczasem te przykłady profanacji pokazują, że sprawa jest śmiertelnie poważna. Jeśli nie będziemy widzieć, czy przymykać oczy na pewne zachodzące wokół nas procesy, to w efekcie zagubimy w sobie instynkty obronne – niezwykle ważne, fundamentalne dla naszej chrześcijańskiej wspólnoty.
Czy zachowanie niektórych posłów opozycji, w tym słowa wypowiedziane podczas Campusu Polska Przyszłości przez Sławomira Nitrasa – o opiłowaniu katolików – nie zachęcają do coraz śmielszego atakowania symboli chrześcijańskich?
– Wcześniej był Palikot dzisiaj mamy Nitrasa, którzy tylko do pewnego stopnia generują procesy, a raczej starają się dostosowywać do pojawiających się trendów. Są oni jak gdyby ewolutem procesów kulturowych, które nazywamy procesami rewolucji, i chcą skonsumować to wszystko na rzecz popularności politycznej, na rzecz budowania siły takiej czy innej formacji politycznej. I tak bym to czytał. Nie sądzę jednak, żeby poseł Nitras należał do grona ludzi, którzy są w stanie porywać tłumy. Natomiast zarówno on, jak i jemu podobni próbują się dostosować do panujących trendów. Niewątpliwie trendy – cała ta sytuacja – nie wypływają od Sławomira Nitrasa czy jemu podobnych, ale płyną z Zachodu jako pewien ciąg kulturowy promowany bardzo mocno przez pewne kręgi medialne, kręgi ideologiczne, potężne ośrodki finansowe, stowarzyszenia itd. Zatem nie jesteśmy ani pierwszym, ani ostatnim krajem, w którym tego typu rzeczy mają miejsce i będą mieć w przyszłości.
Dlaczego to właśnie Kościół jest przeszkodą i staje się centrum ataków?
– W rewolucji kulturowej chodzi o wszystko, o całego człowieka, o jego wizję świata, kim jest, dokąd zmierza. Chodzi też o religię, bo rewolucja kulturowa czy neomarksizm dają pewną wykładnię religijną i chrześcijaństwo jest tu – można powiedzieć – konkurencją, zagrożeniem. Gra idzie o to, żeby wprowadzić do świata naszych wartości procesy rewolucyjne, i ten kontekst trzeba widzieć. Żeby wprowadzić działania rewolucyjne w aspekcie ludzkiej seksualności, w aspekcie różnych przejawów życia wspólnotowego, to najpierw trzeba wyrugować, zlikwidować religię, odciąć człowieka od sumienia, od Boga. I to jest dla działań rewolucyjnych rzecz charakterystyczna i fundamentalna. Oczywiście są tacy, którzy nie chcą tego widzieć, dostrzec, lekceważą problem, natomiast wszystkie przykłady aktów świętokradzkich – nie tylko te, które pan redaktor wymienił na początku naszej rozmowy – potwierdzają, że ostatecznie ta wojna kulturowa jest wojną religijną.
Kiedyś – w PRL-u – komuniści walczyli z Kościołem, ale przegrali. Dzisiaj tę pałeczkę, szczucie, przejęła lewica i totalna opozycja. Narracja stalinowska wobec Kościoła katolickiego wraca, tyle że w nowej formie…?
– Totalną opozycję, także lewicę w Polsce, widzę jako pewien przejaw procesów, które się dokonują w głębszej warstwie. Myślę, że jest to aranżowane niekoniecznie na poziomie politycznym, ale na poziomie politycznym jest konsumowane. Natomiast te wszystkie rzeczy dzieją się na poziomie świadomości społecznej. Proszę zwrócić uwagę na masowe wypisywanie dzieci z religii – szczególnie młodzieży licealnej, co jest przejawem pewnej mody, którą kreuje się nawet nie wprost w polityce, tylko na poziomie ośrodków – portali modowych, biznesowych, gdzie występują osoby, które w taki czy inny sposób prezentują swój model życia, co ma stanowić zachętę dla innych. I wszystkie segmenty życia, gdzie ten trend czy trendy się pojawiają, one oddziałują na różnych ludzi. Kiedyś na młodzież oddziaływała – zresztą bardzo piękna – moda związana z „Żołnierzami Wyklętymi” i na tym budowało się pewne postawy patriotyczne. Dzisiaj mamy inną modę, inne trendy, antywartości, które są na topie. Ponieważ dotyczy to sfery ducha, to jeśli ktoś wejdzie w to bardzo głęboko, to później – nie raz – mamy do czynienia właśnie z taką agresją jak w przypadku profanacji krzyża i ataku na kapłana w parafii pw. Św. Józefa na szczecińskich Pomorzanach czy profanacji figury Matki Bożej w ogrodzie domu zakonnego Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi w Aninie. Widać, że mamy tu do czynienia z fizyczną przemocą ukierunkowaną nie tylko na Kościół, ale również na Pana Boga. Jeśli bowiem ktoś profanuje, łamie, kopie krzyż, jeśli zawiązuje kabel na szyi Matki Najświętszej i zrzuca z cokołu figurę, to coś to wszystko ma znaczyć i znaczy. To jest uderzenie w Jezusa Chrystusa, który umarł za nasze grzechy, i uderzenie w Matkę Najświętszą. Każdy może sobie odpowiedzieć, jakie są duchowe konsekwencje tych haniebnych czynów.
Donald Tusk próbuje łagodzić atmosferę, jaka powstała po wypowiedzi posła Nitrasa, stąd podczas sobotniej konwencji Platformy w Płońsku odwołuje się do symboliki religijnej. Co więcej, mówi o znaku krzyża, jaki czyniła jego mama przed ukrojeniem chleba, czy o chrzcie swoich wnuków. Tyle że ten sam Tusk jeszcze kilka miesięcy temu mówił o usunięciu symboli religijnych z przestrzeni publicznej… Kiedy jest prawdziwy?
– Nigdy! Donald Tusk nigdy nie jest prawdziwy, jest bezideowy. Posługuje się tego typu retoryką, widząc w tym tylko i wyłącznie interes polityczny. Wracając do polskiej polityki, będąc radykalnie anty-PiS-owski, co mógł, to już zyskał – osłabił Szymona Hołownię i Polskę 2050, odzyskał pozycję Platformy jako lidera sondaży, ale dalej przed Donaldem Tuskiem jest ściana. Chodzi o to, że w obliczu ataków antykościelnych ze strony polityków totalnej opozycji, także w sytuacji kompromitacji polityków Koalicji Obywatelskiej czy Lewicy na granicy z Białorusią, ludzie się odwracają, bo to wszystko kompromituje Tuska i jego obóz. Natomiast zyskuje Prawo i Sprawiedliwość, które wzmacnia swoją pozycję lidera sondaży. W związku z tym Tusk próbuje zmienić front i mówić w drugą stronę – zupełnie coś innego niż jeszcze niedawno – spodziewając się, że coś uda mu się jeszcze ugrać, wyrwać, że przebije szklany sufit, który zawisł nad Platformą. Tylko że jest to tak sprzeczne ze sobą, że często zakrawa na śmiech, bo jak inaczej określić zachowanie Donalda Tuska, który mówi o szacunku do chleba, a jeszcze niedawno Platforma, której przewodzi, wzięła aborcję na swoje sztandary jako program? To są rzeczy, które powodują, że ktoś taki przestaje być wiarygodny, jeśli jest w stanie zmieniać swoje zdanie – w kluczowych sprawach – tak szybko i tak radykalnie. W tym sensie taki ktoś – w sensie ideowym – jest nikim.
Kim w tej sytuacji są ci, którzy dają się nabierać na takie numery, na nagłą zmianę retoryki? Czy poparcie dla Donalda Tuska i jego formacji świadczy właśnie o sympatykach tej partii?
– To są stali, wręcz zatwardziali wyznawcy Platformy. Są tak mocno usposobieni anty-PiS-owsko, tak urobieni przez media, że zasadniczo przyjmują wszystko, co będzie tam mówione. Jeśli będzie się mówiło – dajmy na to – przeciwko Kościołowi, to będą temu przyklaskiwać; jeśli retoryka będzie prokościelna, to też temu przyklasną. To jest takie środowisko i w dużym stopniu taki elektorat, dla którego dużo ważniejsze są cele pragmatyczne niż ideowe.
Jaka jest zatem przyszłość Platformy i popierającego ją elektoratu?
– To zależy, bo Platforma ma potężne wsparcie ze strony Unii Europejskiej, ze strony Niemiec, co nie jest bez znaczenia. To sprawia, że do końca – tak naprawdę – nie jesteśmy w stanie zdiagnozować, jaka jest przyszłość tej części polskiej sceny politycznej. Jest też pytanie, jak się zachowa, jak będzie wyglądała prawica, a zatem jest cały szereg niewiadomych, pytań, na które nie znamy odpowiedzi. Natomiast dziwne jest to, że Platforma, czy Koalicja Obywatelska, ma wciąż tak wysokie poparcie w sondażach. Partia bez programu, formacja bez podstaw ideowych, partia, na której ciąży odpowiedzialność za osiem lat rządzenia państwem polskim, ma dzisiaj zdumiewająco dobry wynik. Jednak to świadczy w dużej mierze także o elektoracie, o tej części społeczeństwa, która popiera takich polityków.

