logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Niebezpieczna gra z reżimem w Mińsku

Niedziela, 3 października 2021 (16:43)

Aktualizacja: Niedziela, 3 października 2021 (18:03)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Koalicja Obywatelska wraz z Lewicą w obliczu wojny hybrydowej i zagrożenia u naszej wschodniej granicy zamiast ręka w rękę z rządem bronić bezpieczeństwa państwa polskiego wytacza kolejne działa. Czy to brak rozwagi, czy świadome działania?

– Informacje ze strony szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego, kierownictwa Straży Granicznej i przedstawicieli wojska dotyczące sytuacji na naszej wschodniej granicy pokazują, że zagrożenie jest realne i poważne. Debata sejmowa nad wnioskiem prezydenta Dudy o przedłużenie stanu wyjątkowego i postawa opozycji przerażają. Jeśli instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo przedstawiają sytuację podczas posiedzenia komisji sejmowej, jeśli uczestniczą w tym parlamentarzyści opozycji, którzy mają też dostęp do informacji niejawnych, a zatem są świadomi, jak to wygląda, a mimo wszystko mówią, że nie wierzą stronie rządowej, i udają, że nie wiedzą, co się dzieje, domagają się obecności mediów i sami chcą być na miejscu przy granicy, i odgrywają cały ten spektakl, atakując rząd, to wygląda to przerażająco. Zachowanie obecnej klasy politycznej przeraża. Doszliśmy do sytuacji, gdzie nie wierzy się sądom, Trybunałowi Konstytucyjnemu, nie wierzy państwu polskiemu, szarga się mundur polskiego żołnierza. To jest jakieś szaleństwo, które jest bardzo niebezpieczne.

Obrady Sejmu nad przedłużeniem stanu wyjątkowego zdominowały krzyki, często histeryczne, o dzieciach. Co ciekawe, troskę o dzieci migrantów wyrażali ci, którzy są za zabijaniem dzieci poczętych…   

– To hipokryzja w najczystszej postaci. Najgłośniejsze w chórze wyrażającym troskę o dzieci migrantów były posłanki Koalicji Obywatelskiej i Lewicy, które były liderkami tzw. strajku kobiet i ruchów aborcyjnych. Jeśli z mównicy sejmowej padają słowa: „Gdzie są dzieci?”, to warto zapytać tej czy innej posłanki, gdzie jest ich troska o dzieci abortowane, gdzie są dzieci, które chcą zabijać? Ci ludzie w białych rękawiczkach chcą zabijać polskie dzieci nienarodzone, a jednocześnie odgrywają teatr, wyrażając rzekomą troskę o dzieci imigrantów, które były pod opieką rodziców, odpowiednio ubrane, które zostały zaopiekowane, nakarmione i nic im nie groziło. Państwo polskie nie jest winne temu, że mimo propozycji złożenia wniosków o azyl ich rodzice odmówili, bo ich celem jest nie Polska, ale Niemcy.

Jak zatem nazwać zachowania opozycji odgrywającej cały ten teatr?

– Myślę, że najlepiej określił to wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki, który powiedział jasno, że w Parlamencie mamy frakcję łukaszenkowską. Nie ma w tym przesady, bo rzeczywiście Łukaszenka bez wyborów i mandatu wszedł do polskiego Sejmu. Mamy ponadpartyjną agenturę wpływu – łukaszenkowców, którzy idealnie wpisują się w to, czego oczekuje Łukaszenka. Przypomnę tylko, że przez pierwsze tygodnie granice Polski usiłowali sforsować głównie mężczyźni, ale z uwagi na to, że los mężczyzn – migrantów ekonomicznych – nie działa tak na emocje, na opinię publiczną, więc pojawiało się coraz więcej kobiet. Zmiękczanie opinii społecznej idzie jednak dalej i w tej chwili u polskich granic pojawia się coraz więcej dzieci. Można się zatem spodziewać, że w najbliższym czasie priorytetem będzie wsadzanie do samolotów lecących do Białorusi jak najwięcej dzieci, które następnie białoruski satrapa będzie wysyłał na granicę z Polską. Wszystko po to żeby realizować serial propagandowy: zobaczcie, jak Polacy walczą z bezbronnymi dziećmi. I taki będzie przekaz. Przykre, że w ten białorusko-rosyjski scenariusz wpisują się posłowie opozycji, którzy swoimi działaniami szkodzą Polsce.

Dlaczego opozycja nie wyciąga wniosków? Przecież szturm migrantów na Litwę osłabł po tym, jak litewski parlament głosami wszystkich posłów, także opozycyjnych, poparł stan wyjątkowy na terenie całej Litwy, natomiast w Polsce jest podział i reżim białoruski to wykorzystuje…

– To pokazuje odpowiedzialność polityków litewskich, gdzie parlament zwiększył uprawienia służbom i straży granicznej. Powstały też obywatelskie patrole, a zatem obywatele wspierają litewskie służby. W sytuacji kiedy stan wyjątkowy jest na obszarze całej Litwy, to trudno, żeby nagle przestały działać media. Natomiast u nas stan wyjątkowy obejmuje trzykilometrowy pas przygraniczny i jest rozdzieranie szat, jakoby wróciły czasy reżimu Jaruzelskiego. Co więcej, opozycja krzyczy, że setkom nielegalnych migrantów udało się przejść przez granicę z Polską, że granica jest nieszczelna. Tylko warto tu zadać pytanie, ile by ich było, gdyby nie zasieki, gdyby nie było stanu wyjątkowego… Byłyby ich tysiące, przy granicy byłyby wydeptane ścieżki, a my bezradnie patrzylibyśmy na marsz muzułmańskich imigrantów przez Polskę. Mielibyśmy u siebie powtórkę z tego, co w 2015 roku działo się na zachodzie i południu Europy. Inna sprawa, że granica z Białorusią to ponad czterysta kilometrów – w dużej mierze są to szczere pola, lasy, puszcze czy bagna, i jeśli nie ma płotu, muru na wysokość trzech metrów, to fizycznie taki obszar jest nie do upilnowania. Na razie powstaje płot, zasieki i dzięki działaniom polskich służb granicznych to Łukaszenka, który naściągał muzułmańskich imigrantów celem ich przerzucenia do Polski i dalej do innych państw Unii Europejskiej, powoli sam zaczyna się dusić. Ludzie, którzy nie mogą przejść przez polską granicę, siłą rzeczy wracają na Białoruś, gdzie ktoś musi ich utrzymać, nakarmić i się nimi zająć. I to wszystko staje się problemem Łukaszenki. Tym bardziej powinniśmy robić wszystko, aby jeszcze bardziej uszczelnić naszą granicę, co wyhamuje przemyt i działania Łukaszenki.

Opozycji to jednak nie przekonuje…

– Totalnej opozycji nic nie jest w stanie przekonać. Ale my nie powinniśmy zważać na fochy Koalicji Obywatelskiej czy Lewicy. Nie możemy ustąpić ani na centymetr. Co więcej, w interesie bezpieczeństwa państwa polskiego nie mamy prawa ustąpić, bo jeśli się ugniemy, to będziemy mieli nie setki osób, ale dziesiątki czy setki tysięcy imigrantów, których reżim Łukaszenki skieruje ku nam, gotując nam piekło na ziemi. Chyba nikt z nas nie chciałby powtórki scenariusza z zachodniej Europy, gdzie ludzie boją się wyjść na ulice w obawie, że zostaną zaatakowani przez muzułmańskich imigrantów. Przypomnijmy sobie, co działo się w 2015 roku na Węgrzech, gdzie wręcz miliony osób przechodziły przez ten kraj. Dzięki działaniom naszych służb i straży granicznej, dzięki budowie płotu, który jak słyszymy jest konstrukcją tymczasową i ma być jeszcze bardziej solidny i szczelny, takiego problemu nie mamy. Natomiast pewną słabością wystąpienia min. Kamińskiego było to, że nie pokazał liczby osób zatrzymanych, które zajmują się handlem ludźmi, bo to są ważne sprawy. Otóż codziennie są zatrzymywane osoby – obcokrajowcy z Niemiec czy innych państw, które uprawiając handel ludźmi, przewożą ich samochodami w głąb kontynentu. Warto byłoby też pokazać, ile takich osób zatrzymywano przed stanem wyjątkowym, a ile obecnie dzięki uszczelnieniu naszej granicy. To są argumenty merytoryczne i myślę, że nie do końca wykorzystywane przez stronę rządową.

Uszczelnianie granicy to jedno, ale co jeszcze można zrobić, żeby zniechęcić potencjalnych imigrantów przed wyruszeniem w trasę?

– Myślę, że ważne byłoby przeprowadzenie kampanii na terenach takich państw, jak Irak czy Afganistan, aby informować potencjalnych imigrantów, że są wprowadzani błąd przez handlarzy i że płacąc duże pieniądze, nie trafią do Niemiec. Chodzi o to, żeby pokazać, że granica jest szczelna, ale to musi być kampania jasna, rzeczowa, że granicy białorusko-polskiej nie da się sforsować, że Łukaszenka ściąga ludzi, oszukując ich, że prosto z Białorusi trafią do Niemiec. Taka kampania powinna się odbywać też na terenie zachodniej Europy. Niestety, polska opozycja totalna oraz Lewica, kontestując działania rządu, stały się nie tylko sojusznikiem Łukaszenki, ale swoimi nieodpowiedzialnymi wystąpieniami w Sejmie de facto wspierają także handel ludźmi. Takie są fakty. Łukaszenka, obserwując podział na polskiej scenie politycznej, ma gotowe scenariusze działań. Przed nami zima, gdzie presja na granice powinna się zmniejszyć, a zatem zyskamy czas na postawienie docelowego muru, a nie tylko zasieków, co w sposób naturalny utrudni i znacznie ograniczy zagrożenie nielegalnego przekraczania naszej granicy.

Znam politologów, ekspertów od bezpieczeństwa, którzy już w 2015 roku radzili, aby wybudować solidny mur na naszej wschodniej granicy. Dlaczego nie skorzystano z tych mądrych rad?  

– Trudno byłoby to zrobić wtedy, bo rząd zostałby odsądzony od czci i wiary, że izoluje się od świata. Przekaz opozycji totalnej byłby jeden: powstaje nowy mur berliński, który rząd Zjednoczonej Prawicy przesuwa na wschód.

Ale dziś bylibyśmy bezpieczni…

– Dzisiaj nikt już nie ma wątpliwości, że taki mur musi powstać, tak jak powstał chociażby na węgierskiej granicy. Nie ma wyjścia, trzeba działać konsekwentnie i stanowczo. Oczywiście, będzie to duża i kosztowna inwestycja, ale będziemy bezpieczni. Natomiast granie emocjami – jak to robi opozycja, która mówi o ludziach ginących na bagnach, jest złe. To moralny szantaż, wykorzystywanie sytuacji ludzi, którzy są wypychani także przez bagna, gdzie nie ma karetek, ratowników. Na bagnach, na mokradłach nie ma przejść granicznych. Cała ta sytuacja pokazuje, jak bardzo zdeterminowany jest reżim Łukaszenki do tego, żeby grać tymi ludźmi do końca. Tym bardziej opozycja powinna przejrzeć na oczy, a nie odgrywać teatr, manipulować opinią publiczną i wrzeszczeć, gdzie są dzieci. To były haniebne zachowania. Cała debata w Sejmie dotyczyła dzieci migrantów, ale ani słowem opozycja się nie zająknęła o polskich pogranicznikach, którzy dzień i noc w deszczu pilnują granicy. Coraz częściej są też prowokowani i różnie się to może potoczyć, bo reżim Łukaszenki, któremu grunt wali się pod nogami, może zadziałać w różny sposób.

Rządowi zarzuca się brak humanitaryzmu, że nie pokazuje ludzkiej twarzy...

– Przepraszam, co to znaczy?... Humanitarnie można pomagać tym ludziom w miejscach ich zamieszkania. Natomiast tu chodzi o bezpieczeństwo polskich granic. Jeśli granica ma być szczelna, to znaczy, że nikt nie ma prawa przez nią przejść w niedozwolonym miejscu. To jest kwestia bezpieczeństwa państwa polskiego i Polaków i tu nie ma żadnej dyskusji. Jeśli ktoś chce przyjechać do Polski, to są przejścia graniczne, są odpowiednie procedury. Granice w sposób nielegalny przekraczają intruzi i na to zgody być nie może.

Czy media powinny mieć dostęp do granicy – jak domaga się opozycja totalna?

– Jest stan wyjątkowy, który ma swoje ograniczenia, te zaś dotyczą również mediów. Gdyby nie było konferencji ministrów Kamińskiego i Błaszczaka, gdyby nie było informacji w Sejmie, to słyszelibyśmy, że Polacy nie wiedzą, co się dzieje, że nie ma dowodów itd. Kiedy pokazuje się dowody różne, konkretne analizy, że spora część nielegalnych migrantów ma powiązania z przestępczością, także z grupami terrorystycznymi, że część tych ludzi nie posiada dokumentów, choć do Mińska przyleciała legalnie, mając paszporty, to chyba powinno to przekonywać nawet wątpiących. Również zważając na fakt, że organizacje terrorystyczne finansują przemieszczanie się swoich zwolenników na teren Europy, trzeba być szczególnie wyczulonym. Słyszymy też, że wśród zatrzymanych są osoby, które przeszły szkolenie w Rosji. Tymczasem krytyka spotkała szefa MSWiA, że pokazuje, jakie zdjęcia pedofilskie czy zoofilskie znajdują się w telefonach nielegalnych imigrantów, ale zapomina się, że jest to zakazane w Polsce, że posiadanie takich treści jest przestępstwem. Jaką zatem moralność mają politycy opozycji, którzy krzyczą: „Ratujmy dzieci migrantów!”, a z drugiej strony krytykują rząd za przestrzeganie prawa, za troskę, aby do Polski nie przybywali ludzie podejrzani. Przecież nikt normalny nie gromadzi tego typu zdjęć na swoich telefonach. Kogo zatem broni opozycja…? Sytuacja jest poważna. Musimy bronić Polski, musimy wybudować płot, mur, który sprawi, że nasza granica nie będzie przekraczana w sposób nielegalny.

           Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl