logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Co z tego, że prawo jest po naszej stronie...

Czwartek, 14 października 2021 (21:11)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak głęboki jest podział na polskiej scenie politycznej, skoro nawet sprawy bezpieczeństwa państwa zamiast łączyć,  dzielą polityków?

– Jesteśmy świadkami walki politycznej – można powiedzieć – na śmierć i życie. Partia rządząca i szeroko pojęta opozycja właściwie nie mają tematów wspólnych – nawet jeśli chodzi o dobro państwa polskiego.   

Skoro opozycja jest nieodpowiedzialna – jeśli chodzi o zapewnienie bezpieczeństwa państwu w obliczu działań ze strony reżimu Łukaszenki – to czy rząd powinien tłumaczyć, dyskutować, czy może po prostu robić swoje w trosce o państwo i obywateli?

– Rząd bez wątpienia powinien robić to, co jest związane z dobrem państwa i jego obywateli. To jest obowiązek każdej władzy. Natomiast rolą opozycji jest wspierać rząd – szczególnie w czasie zagrożenia, a takie mamy dzisiaj. Oczywiście trzeba rozmawiać, podejmować próby, ale jak rozmawiać z drugą stroną – opozycyjną, która ewidentnie przejawia złą wolę. W tej sytuacji dyskusja nie ma sensu. Dyskusja ma sens tylko wtedy, kiedy po drugiej stronie jest minimum dobrej woli, ale po stronie opozycji takich przejawów nie widać.

Jak wygląda ta „dobra wola”, pokazał w niedzielę Donald Tusk, wyciągając ludzi na ulice – choć pewnie nie tak licznie, jak się spodziewał. Czy p.o. lidera Platformy jest świadom, że wywołuje „wojnę polsko-polską”, czy może robi to z premedytacją?

– Ta „wojna polsko-polska” rozpoczęła się już w czasie prezydentury Lecha Kaczyńskiego, kiedy Donald Tusk wykorzystywał do walki Palikota i jego środowisko. Ta wojna była kontynuowana także po katastrofie smoleńskiej, do ataków na Prawo i Sprawiedliwość. Pamiętamy ataki pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu – zresztą wiele było rzeczy, które świadczyły o tym, że Tusk gra emocjami ludzi. W tym względzie nabył pewnych umiejętności dzielenia Polaków, co robił jako premier, jako szef Rady Europejskiej, wykorzystuje to także dzisiaj po powrocie do polskiej polityki. Dzisiaj wpisuje się w pewien kontekst – totalnej opozycji, który zastał po powrocie z Brukseli, co więcej – stał się tego elementem.

Tuska nie stać na nic innego? Zwłaszcza, że sondaże nie są korzystne dla niego. Przecież widać, że ta taktyka „ulica i zagranica” – oraz ostatnio zarzucanie partii rządzącej dążenia do polexitu – się nie sprawdza. Co więcej, to PiS zyskuje w sondażach…

– Tusk jest politykiem zależnym od europejskich elit. Natomiast taktyka Unii Europejskiej i polityków Komisji Europejskiej, którzy mają świadomość, że ich polityka prowadzi donikąd – doprowadziła przecież do brexitu, doprowadziła do kryzysu finansowego w Grecji i krajach południa Europy, wreszcie, że ich bezrefleksyjna polityka doprowadziła do kryzysu migracyjnego – ale jak widać ten destrukcyjny kierunek się nie zmienia. Eurokraci mają, muszą mieć przecież świadomość, że Europa dzisiaj przegrywa konkurencję światową w gospodarce z Azją, ale ich odpowiedź jest cały czas jedna – jeszcze więcej tego samego. Stoją na stanowisku, że problemy wynikają z tego, że wciąż za mało jest rozwiązań ideologicznych i dlatego brną jeszcze bardziej w tej ideologicznej ofensywie. Dla ludzi o mentalności ideologicznej jest to działanie charakterystyczne. Wychodzą z założenia, że jeśli rewolucja nie przynosi zamierzonych efektów, sukcesów, to znaczy, że jest jej za mało, więc presji ideologicznej trzeba więcej. I realizują ten swój chory plan destrukcji.   

Jaki sens ma działanie Tuska?

– Jego działanie ma wymiar z jednej strony wewnętrzny, a więc mobilizowanie elektoratu i przejęcie zwolenników Hołowni i Polski 2050. Natomiast w dalszej perspektywie chodzi o pokazanie tej gry, tych protestów, całej tej narracji, że rząd Prawa i Sprawiedliwości wyprowadza Polskę z Unii Europejskiej. Natomiast jeśli chodzi wymiar zewnętrzny, chodzi o to, żeby Unia Europejska interweniowała w obronie rzekomo pokrzywdzonych – tych, którzy w co drugim słowie używają wulgarnych słów, protestując przeciwko orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego w sprawie wyższości Konstytucji RP nad prawem unijnym. To jest oczywiście kuriozum, ale to pokazuje, że mamy system naczyń połączonych: Tusk dla Brukseli, Bruksela dla Tuska.

Jak w historii Polski zapisze się Donald Tusk?

– Wszystko zależy od tego, kto tę historię będzie pisał. Jeśli w Polsce rządzić będą kosmopolici i tzw. Europejczycy, to będą stawiać Donalda Tuska jako przykład czy sztandar postępu i sukcesu Unii Europejskiej. Natomiast jeśli tę historię Polski będą pisać środowiska patriotyczne, to pewnie ustawią go w jednym rzędzie z Sewerynem Rzewuskim – jednym z przywódców konfederacji targowickiej, czy z innymi PRL-owskimi działaczami, ale zawsze po linii kosmopolitycznej. Pytanie też, jakie kryterium moralne zastosujemy do oceny działań Donalda Tuska. Na pewno trzeba powiedzieć, że wpisuje się on w kontekst nacisków na Polskę i jest bardzo usłużny w tym zakresie.  

Jak może zakończyć się nasz spór z Komisją Europejską? Pytam o to w kontekście wypowiedzi brytyjskiego dziennikarza Matthew Lynna, który na łamach „The Telegraph” stwierdza, że Unia Europejska przegra spór o praworządność z Polską, co więcej – uważa, że konflikt między Brukselą a Warszawą to dowód, że Wielka Brytania postąpiła słusznie, wychodząc z Unii Europejskiej…

– Tylko że Wielka Brytania jest dzisiaj gdzie indziej – jeśli chodzi o położenie geopolityczne. Wielka Brytania była mocarstwem morskim i można rzec funkcjonuje dzisiaj w innym obiegu. Natomiast jeśli chodzi o nasz spór z Komisją Europejską, to nie chodzi o to, czy wygramy prawnie, bo Polska bez wątpienia ma rację, ale tu chodzi o to, czy będziemy mieli wystarczająco siły, żeby się oprzeć tym różnym atakom. Proszę zwrócić uwagę, że w tym momencie decyduje siła, a nie prawo, które – jak wspomniałem – jest po naszej stronie.

Czy presja finansowa może przynieść efekt? Polska da się postawić do pionu?

– To zależy od postawy rządu, także od postawy samorządów, od zwykłych obywateli – czy będą reagować na działania opresyjne wobec Polski, czy będą odpierać te ataki i odrzucą presję zewnętrzną na swój kraj. Wszystko to w tej chwili jest w grze. Wydaje się, że polski rząd i szeroko rozumiane władze uznały, że już dość cofania się, bo ustępowanie za każdym razem do niczego nie prowadzi, nic to nie dało, w związku z tym trzeba walczyć o swoje. Z tego, co mówią znawcy polityki niemieckiej, w tej chwili – po ostatnim wyroku Trybunału Konstytucyjnego – mamy tak potężną nagonkę na Polskę, z jaką do tej pory nie mieliśmy do czynienia. Niemcy tym samy się obnażają i tak naprawdę pokazują, jak traktują Polskę, co o nas myślą i jaką rolę przypisali naszemu państwu. Widać zatem, że Niemcy i Bruksela są zdeterminowane do tego, żeby Polskę spacyfikować. Natomiast czy to się im uda, zobaczymy. Rząd nie ma zbyt wielu atutów, bo wokół nas zaczyna się robić ciasno. Grupa Wyszehradzka została rozbita, w perspektywie ogólnej nie mamy zbyt wielu sojuszników, bo obecny polski rząd jest uważany za ideologicznie niepoprawny, że nie mieści się w kategoriach rewolucji kulturalnej, która przetacza się przez Europę. Również w światowej geopolityce nikt z wielkich graczy nie staje po naszej stronie – Rosja z wiadomych względów, Niemcy też nie, a Stany Zjednoczone się wycofały z Europy, oddając stery w ręce Berlina.

Jeśli przeanalizować działania wobec Polski, czy cała ta gra nie ma na celu wypchnięcia nas z Unii Europejskiej pod płaszczykiem, że niby to prawicowy rząd w Warszawie chce polexitu?               

– Taki wariant też jest brany pod uwagę, bo jeśli cały czas stosuje się podwójną miarę, jeśli się atakuje wolny, suwerenny kraj, to do pewnego momentu – owszem można nadstawiać drugi policzek, ale przychodzi moment, że trzeba powiedzieć „stop”. Również tylko do czasu można nastawiać społeczeństwo przeciwko własnemu rządowi – na co obecnie jest obliczona ta gra wewnętrzna i zewnętrzna. Jednak jeśli ta niesprawiedliwość wobec Polski będzie się nasilać, to w sposób naturalny rozpocznie się proces odchodzenia Polaków od Unii Europejskiej. Proszę też zwrócić uwagę, że Polska jest w tej chwili chyba jedynym krajem w Europie, który ma aż tak duże sympatie prounijne. Nawet w Niemczech czy w Czechach, również we Francji – w żadnym kraju Unia Europejska nie ma takiej popularności jak właśnie w Polsce. Trudno nawet zrozumieć, dlaczego tak się dzieje, skoro Unia w tak wielu przypadkach de facto występuje przeciwko nam. Jest jak jest, ale wcale nie oznacza to, że tak jak dzisiaj Polacy są euroentuzjastami, tak nie mogą przejść, i to szybko, na pozycje eurosceptyczne. I wtedy może rzeczywiście komuś zależeć, żeby nas wypchnąć z Unii Europejskiej. Z pewnością ideologom, którzy chcą zaprowadzić w Europie neokomunę, byłoby wówczas łatwiej, bo bez sprzeciwu mogliby realizować swoje plany. Jednak moim zdaniem z powodów geopolitycznych wypchnięcie Polski z Unii nie opłacałoby się Niemcom. Jesteśmy dla Berlina ważnym buforem zarówno gospodarczym, jak i politycznym, w relacjach z Rosją. Jak widać, interesy są w tym zakresie sprzeczne.

W przyszły wtorek premier Mateusz Morawiecki weźmie udział w debacie w Europarlamencie w Strasburgu. Czy zdecydowany głos polskiego premiera może otrzeźwić niektórych unijnych decydentów, czy może zmienić narrację wobec Polski?

– Owszem, jak słyszymy, jest planowana w Europarlamencie debata dotycząca orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, w sprawie prymatu prawa polskiego nad prawem europejskim. Premier Morawiecki zapewne będzie chciał się skonfrontować z zarzutami wobec Polski i je odeprzeć. Będzie się też musiał zmierzyć z nieprawdziwymi zarzutami w sprawie rzekomego polexitu. Natomiast skoro na zmianę narracji wobec Polski nie wpłynęły argumenty prawne, to nie sądzę, żeby argumenty moralne wpływały na zmianę stanowiska elit wrogich Polsce. Może jasne stanowisko premiera Polski będzie rezonować wśród niektórych europosłów czy dygnitarzy unijnych, natomiast to nie jest etap, kiedy moglibyśmy powiedzieć, że ktoś czegoś nie wie, czegoś nie zrozumiał, co się w Polsce dzieje, w związku z czym można by mu to wyjaśnić, sprostować nawet niewiedzę. Wydaje mi się, że mamy dzisiaj do czynienia z okolicznościami, w których wszyscy mają ogląd sytuacji i doskonale wiedzą, co się dzieje, a zatem działania mające nas spacyfikować są świadome i celowe. Przypomnę, że płomienne i bardzo celne przemówienie w Parlamencie Europejskim miała kiedyś ówczesna premier Beata Szydło. Jednak głos polskiego premiera wybrzmiał, ale nie spowodowało to zmiany działania unijnych eurokratów. Obawiam się, że teraz może być podobnie. Trudno przekonać kogoś, kto dla zasady chce tkwić w błędzie

            Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl