Udaje się Pan do Luksemburga...?
– Właśnie jesteśmy w drodze. Z przewodniczącym Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” Piotrem Dudą oraz przewodniczącym Krajowego Sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ „Solidarność” Jarosławem Grzesikiem udajemy się na spotkanie z szefem luksemburskiej policji, aby uzgodnić wszystkie szczegóły piątkowej – podkreślam – legalnej manifestacji. Takie są wymagania ze strony władz Luksemburga, które chcemy spełnić. Tym samym chcemy też zabezpieczyć naszych związkowców, którzy jutro wezmą udział w proteście.
Jak duża grupa związkowców weźmie udział w manifestacji obronie kopalni i elektrowni „Turów”?
– Chcę podkreślić bardzo stanowczo, że Unia Europejska, która ma pełne usta frazesów o wolności, demokracji itd., boi się „Solidarności”, także Luksemburg, gdzie swą siedzibę ma Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który my, biorąc pod uwagę niesprawiedliwe decyzje, nazywamy – po imieniu – trybunałem niesprawiedliwości. Premier Luksemburga Xavier Bettel, który tak głośno mówi o praworządności – zabronił przyjazdu do Luksemburga więcej niż dwóm tysiącom związkowców z Polski. W tej sytuacji nie możemy się nie dostosować do tych restrykcji, bo grożą nam horrendalne kary. Nie chcemy się też narażać – zwłaszcza że po drugiej stronie są bezwzględni ludzie, którzy na każdym kroku chcieliby nas karać – tym bardziej że nienawidzą nas, Polaków, którzy jako nieliczni mamy honor i odwagę bronić się przed próbami ograniczenia naszej suwerenności i całą tą rewolucją forsowaną przez zideologizowane zachodnie środowiska.
W związku z tym pozostaje nam poszanowanie decyzji władz Luksemburga, które – jak widać – praworządność rozumieją tylko hasłowo. I to jest pierwsza sprawa, ale drugą kuriozalną decyzją jest zakaz uczestnictwa w manifestacji ludzi, którzy nie przedstawią „paszportów covidowych”. To jest szczyt wszystkiego – zwłaszcza że po Europie mogą się poruszać osoby posiadające ważne testy antygenowe. Takie podejście to jest skandal i traktujemy to jako utrudnianie nam wyjazdu na manifestację. Wobec powyższego spełniający warunki pojawią się jutro w Luksemburgu, aby przekazać postanowienie o zamknięciu Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.
Rzeczywiście trudno ten wymóg odczytać inaczej jak piętrzenie trudności ludziom, którzy chcą zaprotestować przeciwko niesprawiedliwej decyzji unijnego sądu, decyzji godzącej w bezpieczeństwo Polski i ludzi, których zamknięcie kopalni i elektrowni pozbawi energii i pracy…
– Unia Europejska, która próbuje uczyć nas – Polskę – demokracji, sama łamie wszelkie zasady. Nie będzie nadużyciem, jeśli powiem, że Unia Europejska uczy się demokracji od północnokoreańskiego dyktatora Kim Dzong Una, bo czym innym są wymuszenia, dyktat i kary finansowe za niepodporządkowanie się decyzjom Brukseli i de facto Berlina. W wydaniu Brukseli mamy szantaże, dyktat – słowem demokrację w wydaniu północnokoreańskim, gdzie decyzje są podejmowane przez wodza. I taką toksyczną decyzję o zamknięciu „Turowa” jednoosobowo podjęła wiceprezes Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu, sędzia Rosario Silva de Lapuerta. Podobne decyzje w kwestii naszego protestu podejmuje dzisiaj premier Luksemburga i inni brukselscy decydenci. Ja – Wojciech Ilnicki oraz związkowcy „Solidarności” – na taką Unię Europejską się nie piszemy, nie do takiej Unii wstępowaliśmy.
Jaki jest plan manifestacji w Luksemburgu?
– Gromadzimy się przed Trybunałem Niesprawiedliwości. Manifestację rozpoczynamy o godz. 10.00 po zakończeniu posiedzenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, które rozpocznie się godzinę wcześniej. Mamy nadzieję, że sędziowie, którzy słyną z tak niesprawiedliwych wyroków, się nie przestraszą, że staną przed nami z otwartą przyłbicą i zechcą wysłuchać naszych racji. Tym bardziej że do Luksemburga przybywamy jako reprezentanci dumnego, polskiego Narodu. Społeczeństwo polskie, którego czujemy się reprezentantami, przybywa, aby zaprotestować przeciw jawnej niesprawiedliwości unijnej instytucji i jednowładztwu typu koreańskiego. W planie mamy przekazanie petycji, postanowienia, które będzie obejmowało zamknięcie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej jako instytucji, która tylko w nazwie ma sprawiedliwość.
Nie mogę powiedzieć wszystkiego, ale zapewniam, że nasza petycja będzie zawierała jeszcze kilka innych, interesujących – jak mniemam – punktów. Siedziba trybunału nie jest jedynym naszym celem, bo udamy się też przed Ambasadę Czech w Luksemburgu, gdzie również przekażemy nasze stanowisko wobec wrogiego podejścia premiera Andreja Babisza – wrogiego podejścia zarówno do Narodu Polskiego, jak i czeskiego, które chcą żyć w przyjaźni. Tymczasem czeski oligarcha niszczy przyjaźń między sąsiadującymi narodami. Co więcej, próbuje też zdyskredytować Grupę Wyszehradzką. Na takie wrogie działania zgody nie ma, bo być nie może.
Co przez ten protest w Luksemburgu strona związkowa chce osiągnąć?
– Nauczeni licznymi doświadczeniami, niczego od Unii Europejskiej nie oczekujemy. Udajemy się do Luksemburga, aby tam przedstawić nasze stanowisko, żądając spełnienia naszych słusznych racji. Jesteśmy zdeterminowani do tego stopnia, że w odpowiednim momencie – jeśli nasze słuszne żądania nie zostaną spełnione – zablokujemy autostrady, żeby zatrzymać tę falę niesprawiedliwości, jaka przetacza się przez Europę. W przeciwieństwie do zabawy w protesty AgroUnii czy innych związków zapewniam, że nasze działania, działania NSZZ „Solidarność” będą skuteczne. Trzymamy też za słowo rząd Rzeczypospolitej, który powiedział jasno, że Polska nie zamknie kompleksu „Turów”, i tego się trzymamy.
Na jakie wsparcie może dziś liczyć inicjatywa obrony „Turowa”?
– Przyznam, że na przestrzeni lat, w całej mojej kadencji, działalności związkowej, nigdy się nie spotkałem z tak ogromnym poparciem społecznym. Ludzie nam kibicują, mało tego, przesyłają nam pieniądze na organizację naszego wyjazdu i protestu, była też chęć wsparcia nas żywnością, wiele osób zadeklarowało też wyjazd do Luksemburga. Wszystko po to, żebyśmy razem mogli udać się do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej i bronić „Turowa”, bronić tego, co polskie. Tak naprawdę nigdy wcześniej nie spotkałem się z taką determinacją i wsparciem Polaków, i to jest budujące. Sprzeciwiamy się dyktaturze Unii Europejskiej i nie czujemy się osamotnieni w tej naszej walce.
O czym świadczy ta determinacja polskiego społeczeństwa w sprawie „Turowa”?
– Unia Europejska i elity brukselskie rozpętały piekło dotyczące całej Europy. Sytuacja wygląda tak, że dzisiaj to my dajemy – sprzedajemy Czechom energię, bo w innym wypadku brak energii, z którym się borykają, zepchnąłby ich do średniowiecza. Fakty są takie, że my dzisiaj eksportujemy więcej energii niż inne kraje. Unia Europejska ze swoimi ideologicznymi pomysłami, podcinając chrześcijańskie korzenie, na których zbudowana jest Europa, próbując zniszczyć państwa narodowe i tworząc jedno superpaństwo europejskie, prowadzi nas ku zagładzie. My, Polacy, katolicy, się na to nie zgadzamy. Jako „Solidarność” mamy w swoim statucie zapisaną obronę naszej wiary, której bronimy i będziemy bronić. Żadne ideologiczne środowiska brukselskie, które dzisiaj są takie, a jutro mogą i będą inne, nie pozbawią nas przywiązania do Boga i chrześcijańskiej tradycji.
Kiedy rozmawialiśmy tuż po ogłoszeniu decyzji Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej o zamknięciu „Turowa”, mówił Pan o zamiarze protestu oraz o tym, że sędziowie w Luksemburgu poznają zapach węgla brunatnego. Poznają…?
– Oczywiście, że poznają, bo do Luksemburga wieziemy też węgiel. Pewno będą zbierać go na pamiątkę, bo ci ludzie – wszystko na to wskazuje – nie rozróżniają węgla brunatnego od węgla kamiennego. Urzędnicy unijni przyzwyczajeni do luksusu – czego symbolem są ostrygi – mają w poważaniu interesy zwykłych ludzi w rozwijających się krajach, takich jak Polska czy Węgry.
Dla nich liczą się wysokie apanaże, ostrygi, dobre winko i – przepraszam za wyrażenie – dojenie takich krajów jak my. Brzmi to brutalnie, ale tu owijacze są zbyteczne. Trzeba mówić jasno – kawa na ławę, trzeba się stanowczo sprzeciwiać tej unijnej propagandzie i presji, bo w przeciwnym razie całkiem wejdą nam na głowę. Polska to moja – nasza Ojczyzna i będziemy jej bronić przed unijnym dyktatem.
Tymczasem to Polska określana jest jako kraj, gdzie nie ma demokracji, gdzie łamane są prawa człowieka…
– To brukselska nowomowa, to narracja tzw. totalnej opozycji, która donosi na swój własny kraj. Co więcej, kłamie. W Polsce nie ma problemów z praworządnością, każdy ma prawo protestować i nikt nikomu nie broni wyrażać swoich opinii, nawet najbardziej absurdalnych i oderwanych od rzeczywistości – jak chociażby protesty tzw. strajku kobiet. Natomiast tu, w Luksemburgu czy w Brukseli, przeciwnicy elit rządzących, przeciwnicy mainstreamu są represjonowani. Mając to na uwadze, nie chcemy prowokować i dawać im pretekstu. Będziemy protestować z zachowaniem zasad, których jesteśmy nauczeni. Pokażemy, że Polska to dumny kraj, a Polacy to cywilizowani ludzie, co trudno powiedzieć o unijnych biurokratach – zważając na decyzje chociażby sędziów Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

