logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Związek socjalistycznych republik europejskich

Piątek, 22 października 2021 (20:33)

Aktualizacja: Piątek, 22 października 2021 (20:33)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i AKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Górnicza „Solidarność” wspierana przez związkowców z całej Polski protestowała dziś przed siedzibą Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu w obronie „Turowa”. Luksemburg przywitał ich zasiekami z drutu kolczastego, transporterami opancerzonymi na ulicach, gorzej niż na granicy z Białorusią. Przed kim broni się Unia Europejska? Tak zachowuje się Unia, która otwierała się na imigrantów muzułmańskich, a dziś zamyka się przed swoimi obywatelami?

– Właśnie tak wygląda demokracja europejska. Co ciekawe, Komisja Europejska i Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu domagają się przestrzegania zasad demokracji w Polsce, gdzie manifestacje są wręcz ochraniane przez policję. Natomiast wszyscy pamiętamy, jak traktowano demonstracje ruchu „żółtych kamizelek” we Francji, rozbijane przez policję i siły porządkowe, i jak traktowano ludzi. To, co dzisiaj widzieliśmy, de facto obnaża hipokryzję wszystkich domagających się poszanowania praw człowieka, którzy upominają się o prawa rzekomo bitych kobiet na ulicach polskich miast. Tymczasem u nas liberalizm w tym zakresie jest posunięty aż do granic absurdu. Pamiętamy, że nawet w czasie obostrzeń pandemicznych, kiedy odbywały się protesty uliczne tzw. strajku kobiet, siły porządkowe nie reagowały. Widać jednak, że taka jest dzisiejsza Europa i polscy związkowcy, którzy przyjechali do Luksemburga w obronie swoich słusznych praw – po raz kolejny zobaczyli, że wolność jest w Polsce, ale nie tam. Wielki szacunek też dla górników – wszystkich protestujących, za ich odpowiedzialne zachowanie.

Luksemburg z zasiekami bardziej przypominał oblężoną twierdzę niż „oazę” sprawiedliwości?

– W istocie tak to wyglądało. Nie chodzi tylko o to, że elity bronią się przed związkowcami z Polski, tylko rzeczywiście elity unijne, biurokraci brukselscy, także sędziowie unijnego Trybunału Sprawiedliwości – wszyscy stworzyli sobie coś w rodzaju złotej klatki, z której patrzą na świat przez ideologiczne okulary. Nie widzą realnego życia, nie dostrzegają problemów, z jakimi borykają się na co dzień zwykli ludzie. Sami zarabiają krocie i np. podwyżki cen energii wcale ich nie dotyczą bądź w minimalnym zakresie. Żyjąc w tej bańce, kreują sobie różne często odrealnione projekty jak Zielony Ład czy pakiet „Fit for 55”, natomiast fakt, że ludzie tracą pracę, to już nie ich problem. Trybunały, jak ten w Luksemburgu, wyrokują o wyrzuceniu z dnia na dzień na bruk tysięcy ludzi, w konsekwencji o pozostawieniu bez energii dziesiątek czy setek tysięcy odbiorców, co tylko pokazuje, że te organy są za murem czy zasiekami obojętności i braku szacunku do drugiego człowieka. Siedzą w złotej klatce, póki co, dobrze się mają, ale to może się naprawdę skończyć źle.

Gdzie w tym wszystkim są ludzie, gdzie jest człowiek, którego prawa unijni biurokraci wynoszą na sztandary, ale realnie sami depczą wartość osoby ludzkiej czy życia ludzkiego. Wreszcie, gdzie jest ta demokracja, o której tak dużo się mówi?   

– Korytarze w urzędach ZSRS też były wytapetowane wzniosłymi hasłami o równości, wolności, tylko że sam system był karykaturą tego, co głosił. I jeśli chodzi o Unię Europejską, to tutaj zaczyna być bardzo podobnie. Nikt z Trybunału Sprawiedliwości nie wyszedł do protestujących, aby przyjąć od nich petycję, choć przecież było to podobno uzgodnione i było wiadomo, że delegacja z Polski – w obronie Turowa – się pojawi. W związku z czym manifestujący musieli zostawić petycję w płocie odgradzającym siedzibę Trybunału od protestujących. To też świadczy o podejściu tych elit i traktowaniu ludzi, którzy przybyli, aby bronić swoich miejsc pracy i zatrzymać szkodliwą politykę wobec Polski. Wszystko pokazuje, jak „otwarta” jest Unia Europejska. Co ciekawe, polscy europosłowie z Koalicji Obywatelskiej czy z Lewicy na forum Parlamentu Europejskiego rozdzierają szaty i krzyczą, że w Polsce jest prześladowanie, lekceważenie ludzi, tymczasem cała ta dzisiejsza sytuacja obnaża hipokryzję tych europarlamentarzystów oraz władz unijnych, a także trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu.

Obok związkowców na manifestacji pojawili się polscy europosłowie z Prawa i Sprawiedliwości oraz Solidarnej Polski, ale na próżno było w tym gronie szukać tych z opozycji, o których Pan Profesor wspomniał, pomimo zaproszenia…

– Trudno się dziwić, bo przecież europarlamentarzyści Koalicji Obywatelskiej czy Lewicy przyłączają się jedynie do akcji antypolskich organizowanych przez Niemców, a nie do akcji organizowanych przez związki zawodowe, mających na celu obronę miejsc pracy w Polsce. To tylko pokazuje, gdzie ci politycy zawiesili swoją polityczną przyszłość, swoją dalszą karierę. Podobnie jak Donald Tusk – nie tyle postrzegają ją w sile społecznej, którą są w stanie zgromadzić w Polsce, co widzą ją właśnie za granicą, licząc, że Bruksela czy Berlin rozstrzygną spór w Polsce i ostatecznie zdecydują, kto będzie w Polsce rządził. Tak to wygląda. Każdy z tych polityków myśli jedynie o brukselskich korytarzach, tam upatrując swoją karierę, i nie chce być kojarzony ze związkowcami z Polski. Cóż, tacy to ludzie…

Czy ten protest ma szansę być zauważony nie tylko w Polsce? Jak może zostać zinterpretowany np. w Brukseli?

– To jest bez znaczenia, bo biorąc pod uwagę doświadczenie i podejście również prounijnych mediów – raczej zostanie on przemilczany lub zauważony marginalnie. Tak jak wygląda Luksemburg czy Bruksela z zasiekami z drutu kolczastego, tak wygląda obraz i wolność mediów na zachodzie. Tymczasem mówi się, że to w Polsce wolność słowa jest zagrożona, że ograniczana jest wolność mediów. To są rzeczy, które pokazują różnice – można zatem śmiało powiedzieć, że Polska – w porównaniu z tym, co widzimy w Brukseli czy Luksemburgu, jest krajem wolnym.

Coraz częściej obywatele państw członkowskich – nie zgadzając się z polityką pogardy Unii, przyjeżdżają do Brukseli czy Luksemburga, aby wyrazić swoje niezadowolenie. Czy wkrótce możemy mieć swoistą Wiosnę Ludów?

– Jeśli naciski formułowane pod adresem chociażby Polski pójdą w kierunku gospodarczym, w którym – jak widzimy, niestety, idą, czyli że prymat ideologii zwycięża nad gospodarką, to tak się to skończy. Jeśli dalej forsowany będzie projekt „Fit for 55”, radykalna redukcja emisji CO2 czy chociażby kwestia prowadzenia polityki rolnej – co ma nie pomóc, a wręcz dociążyć w sposób niewyobrażalny poszczególne państwa członkowskie – to może doprowadzić niektóre kraje do zubożenia. Proszę zwrócić uwagę, w jakim kierunku idzie świat i tutaj Europa, w porównaniu z Azją zaczyna się cofać, odstawać, opadać w różnych możliwych rankingach. Ci, którzy w Berlinie wymyślili, że ratunkiem dla Niemiec będzie dociążenie różnymi regulacjami słabszych krajów unijnych oraz wymaganie unijnych certyfikatów ekologicznych, i że to uratuje niemiecką gospodarkę, są w błędzie. Owszem, może to przedłużyć agonię, natomiast ostatecznie będzie to przyczyna bezrobocia i różnych innych kryzysów. To, co dzisiaj się dzieje z cenami energii, także bezrefleksyjna polityka wobec Putina, który coraz bardziej zaczyna pokazywać swoją dominację na rynku gazu, jest tylko zapowiedzą tego, co może się dziać również w innych obszarach w przyszłości. I nic dziwnego, że takie podejście wywołuje, gdyż musi wywoływać, protesty społeczne w różnych krajach, bo ludzie chcą żyć, chcą pracować, chcą się rozwijać, a nie podążać w kierunku degradacji i samozniszczenia. Kręgi lewicowe, które kiedyś były antyglobalistyczne i oceniały krytycznie takie instytucje jak Unia Europejska, widząc, że za tą zgubną polityką stoją wielkie koncerny itd., dzisiaj zostały przez te koncerny i globalistyczne instytucje przejęte i sprofilowane na różne genderowe rewolucje, a nie na walkę o podmiotowe traktowanie różnych grup zawodowych. Stąd dzisiaj tak naprawdę o zdrowy rozsądek, o upodmiotowienie człowieka w Unii Europejskiej walczy tylko prawica.

Jak zatrzymać tę falę lewackiej ideologii – także zielonej, oraz rewolucję kulturową, która coraz bardziej rozwija swoje skrzydła?

– Najlepszym narzędziem do powstrzymania tego lewackiego pochodu są demokratyczne wybory i kartka wyborcza. I to jest skuteczna metoda walki z ideologią, która nam zagraża. Proszę zwrócić uwagę, że lewackim ośrodkom nie podoba się władza w Polsce, stąd chcieliby ją zmienić na podległą Brukseli. Pytanie zatem brzmi – czy nasze społeczeństwo da się zmanipulować i czy ulegnie tej presji? Jest też pytanie, jak w obliczu tej fali zareagują społeczeństwa w innych krajach, chociażby we Francji podczas zbliżających się wyborów prezydenckich, jak zareagują Włosi w wyborach parlamentarnych. To są, czy też mogą być, rzeczy rozstrzygające o przyszłości Unii Europejskiej. Walka toczy się o to, czy koteria bardzo hermetyczna, zideologizowana, mocno też oderwana od rzeczywistości – podporządkowana interesom Berlina,  przetrwa i dalej będzie wymyślać niestworzone rzeczy i narzucać je poszczególnym społeczeństwom, czy też decydenci unijni zabiorą się do pracy i zaczną rozwiązywać realne problemy, z jakimi boryka się dzisiaj Unia Europejska. Przypomina to sytuację wyjętą z podręcznika dla marksistów, gdzie próbuje się stworzyć związek socjalistycznych republik europejskich.

   Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl