logo
logo
zdjęcie

Dr Marian Szołucha

Warszawa w oparach absurdu

Poniedziałek, 25 października 2021 (16:58)

Stolica, która powinna się dynamicznie rozwijać, dręczona jest lewicową ideologią, prowadzącą do zwężania ulic, blokowania inwestycji i marnotrawienia publicznego grosza.

Warszawa to piękne miasto. Od lat nie ma jednak szczęścia do włodarzy. Rządząca stolicą przez 12 lat Hanna Gronkiewicz-Waltz odchodziła ze stanowiska w atmosferze skandalu po ujawnieniu afery reprywatyzacyjnej. Grupa ulokowana w ratuszu okradała Warszawę z najcenniejszych nieruchomości. Wszystko to przy biernej postawie pani prezydent oraz ze wsparciem sądów, podejmujących kolejne decyzje o zwrocie nieruchomości, teoretycznie przedwojennym właścicielom lub ich spadkobiercom, a w praktyce oszustom. Zresztą rodzina pani Gronkiewicz sama „odzyskała” pożydowską nieruchomość, kupioną wcześniej od szmalcowników.

Niestety, po czasach rządów Hanny Gronkiewicz-Waltz Warszawa wpadła z deszczu pod rynnę. Ekipa Rafała Trzaskowskiego okazała się nie tylko co najmniej równie niekompetentna, jak poprzednicy, ale też skrajnie zideologizowana. Mamy zatem w ratuszu grupę lewaków, która najwyraźniej za cel postawiła sobie realizację wszelkich eksperymentów społecznych. To nic, że miasto tonie w korkach, remonty się ślimaczą, a prawdziwych inwestycji jest jak na lekarstwo. Ważne, żeby z pieniędzy podatnika powstał hostel dla osób lgbt, a wszystkie najważniejsze ulice w mieście zostały zwężone.

Wszystko to odbija się nie tylko na codziennym życiu warszawiaków. Także uczciwi inwestorzy, którzy chcieliby związać swoje interesy ze stolicą, tu stworzyć miejsca pracy i przyczynić się do rozwoju miasta, mają nieustannie pod górkę. Niewydolny urząd rzadko wydaje decyzje czy zaświadczenia w terminach, do których jest ustawowo zobowiązany.

Swoje „trzy grosze” dokłada do tego wszystkiego mazowiecki konserwator zabytków, czyli urząd, który powinien dbać o zachowanie historycznego dziedzictwa w przestrzeni publicznej wszędzie tam, gdzie jest to możliwe i potrzebne. W praktyce pogłębia on często – i tak już niemały – chaos w mieście i utrudnia działanie tym, którzy, pomimo niekorzystnego otoczenia, chcą zmieniać Warszawę na lepsze. W działaniach konserwatora próżno szukać konsekwencji czy logiki. Wydawanie decyzji wzajemnie sprzecznych, kaprysy, zmiana zdania z dnia na dzień – to wszystko sprawia, że chcąc uczciwie inwestować w stolicy, nie sposób czegokolwiek zaplanować.

Konserwatora, podobnie jak sam ratusz, najwyraźniej inspirują ruchy lewicowe. Tak było choćby w przypadku instalacji fotoradarów na moście Poniatowskiego, gdy pod naciskiem tzw. miejskich aktywistów postanowiono oszpecić to piękne miejsce jaskrawożółtymi totemami, niszcząc jednocześnie zabytkowe, kamienne ławki. Konserwator najpierw wydał na realizację tego skandalu zgodę, a potem sam skrytykował fotoradary, udając, że nie ma z nimi nic wspólnego.

Podobna historia miała miejsce ze stołecznym kinem Atlantic, gdzie konserwator najpierw pozwolił na nadbudowanie kilku pięter biurowych, a potem (po kilku latach!) doszedł do wniosku, że budynek jednak jest zabytkiem.

Tak, niestety, wygląda rzeczywistość w dumnej stolicy 40-milionowego kraju w środku Europy. Absurdy, afery, urzędnicza niekompetencja, a co najgorsze – kompletna bezkarność.

Dr Marian Szołucha

Autor jest ekonomistą w Akademii Finansów i Biznesu Vistula.

NaszDziennik.pl