Donald Tusk już oficjalnie jest szefem Platformy. Można powiedzieć, wygrał sam ze sobą…
– Był jedynym kandydatem na stanowisko przewodniczącego Platformy. Oczywiście nikt się nie ośmielił kontrkandydować przeciwko „królowi Europy”. Taki był zresztą plan, że to Donald Tusk ma być samodzielnym szefem Platformy i ten plan – w tej chwili – się dopełnił, zrealizował. Przewodniczenie przez Donalda Tuska Platformie – w tych okolicznościach – bez demokratycznego mandatu nie mogło trwać w nieskończoność. Donald Tusk owszem ten mandat uzyskał, bo ponad 97 proc. głosujących członków Platformy poparło jego kandydaturę.
Myślę jednak, że Platforma ma kłopot, bo po powrocie Tuska w lipcu do polskiej polityki i po pierwszych sukcesach pył opada i w tej formacji następuje powrót do starych problemów. Efekt Tuska, efekt świeżości był krótkotrwały i już minął, więc patrząc na jego zachowanie, na działania nacechowane agresją, nie wróżę tej formacji i jej nowemu – staremu liderowi – jakiegoś wielkiego sukcesu.
Również osoby wskazane przez Tuska do przewodnictwa w regionach przegrywają m.in. na Pomorzu i Dolnym Śląsku. Co to oznacza?
– To ma duże znaczenie, zwłaszcza że chodzi o regiony czy miasta, które są określane jako bastiony Platformy. Wpływowa poseł Agnieszka Pomaska przegrywa z marszałkiem województwa pomorskiego Mieczysławem Strukiem, którego Donald Tusk nie popierał jako kandydata na szefa regionu. W mateczniku Platformy taka niesubordynacja działaczy jest czymś, co może budzić – w przypadku Donalda Tuska – niepokój. Podobnie rzecz ma się w przypadku Wrocławia, gdzie Michał Jaros, pokonując prezydenta Wałbrzycha Romana Szełemeja, został lokalnym szefem Platformy w regionie dolnośląskim. Michał Jaros, co warto przypomnieć, już raz opuścił Platformę.
To wszystko pokazuje, że w Platformie nie ma powszechnego zaufania do szefa, iż jego decyzje są jednak kontestowane. I to może być większy problem, stąd wynik, jaki uzyskał sam Donald Tusk – 97,4 proc., może być mylący, bo był on jedynym kandydatem, a więc nie było wyboru, konkurencji. Działacze Platformy owszem mogą wiązać z Tuskiem jakieś nadzieje, ale jeśli dochodzi do takiej sytuacji jak w jednym z lokali wyborczych na Dolnym Śląsku, gdzie doszło do rękoczynów, to nie wygląda to obiecująco. To też pokazuje poziom napięcia, a zarazem brak odpowiedniego poziomu kultury w tej formacji.
Czy przewodnictwo Tuska w Platformie wciąż jest bezdyskusyjne, czy Tusk rokuje, czy może młodzi politycy inaczej postrzegają przyszłość tej formacji bez Tuska w roli lidera?
– Gdyby notowania Platformy były stabilne i systematycznie rosły, to z całą pewnością legenda Tuska byłaby przez młodych działaczy akceptowana i przyjmowana, a on sam byłby wtedy niekwestionowanym liderem, przywódcą. Natomiast jeśli się okazuje, że efekt Tuska minął, wzrostów sondaży nie ma, a raczej można się spodziewać spadków niż systematycznego wzrostu poparcia dla Platformy, więc faktycznie może się okazać, że młodzi członkowie, młodzi działacze zaczną się rozglądać, albo za bardziej atrakcyjną formacją polityczną, albo za zmianą lidera. I to pewnie nastąpi w jakimś przedziale czasowym. W tej chwili jesteśmy świeżo po wewnętrznych wyborach w Platformie i pewnie wszyscy będą czekali na efekty działania przewodniczącego. Jeśli spodziewanych efektów nie będzie, to wówczas z całą pewnością w Platformie nastąpi wewnętrzne wrzenie.
Można powiedzieć, że odchodząc na brukselską posadę, Tusk sam wykluczył się z polskiej polityki?
– Z punktu widzenia większości elektoratu Platformy zapewne tak. Fakty są takie, że bardziej niż służba Polsce skusiły go europejskiej apanaże. Właściwie sam uciekł przed kryzysem Platformy, przed przegranymi wyborami w 2015 r. Ta jego nieobecność na polskiej scenie politycznej była długa i wymowna. Ponadto w tzw. międzyczasie doszło kilka nowych roczników wyborczych – młodych ludzi i rzeczywistość, do której wrócił teraz Donald Tusk, jest dzisiaj zupełnie inna. Dzisiaj nikt nie traktuje już Donalda Tuska jako wszechwładnego, niekwestionowanego lidera, jednoosobowo zarządzającego partią – tak jak przed wyjazdem do Brukseli. To się zmieniło.
Początek po jego powrocie, kiedy wszyscy oczekiwali na jeźdźca na białym koniu, który powróci i wszystko się nagle zmieni, a Platforma odzyska dawny wigor, kiedy wszyscy słuchali tego, co Donald Tusk powie, i jakie kierunki wskaże – ten mit w zderzeniu z rzeczywistością szybko prysnął. Dzisiaj po kilku miesiącach jeżeli wciąż nie będzie efektów, to pozycja Donalda Tuska może być coraz słabsza. W polskiej polityce poza elektoratem Platformy pozycja Donalda Tuska nie ma nic wspólnego z pozycją sprzed lat. Dlatego że zaufanie do niego jest bardzo słabe. Szczerze mówiąc, większość wyborców pamięta politykę ciepłej wody w kranie rządu koalicji PO – PSL pod przewodnictwem Tuska, politykę powszechnej niemożności, która zamyka się w stwierdzeniu ministra finansów w jego rządzie – Jacka Rostowskiego – „pieniędzy nie ma i nie będzie”.
Jaka jest wiarygodność Tuska, który wspiera unijne organy w konfrontacji z polskim rządem, a ostatnio zmienia front i twierdzi, że nie pozwoli, żeby Polska nie otrzymała środków w ramach „Krajowego planu odbudowy”?
– Pewnie otrzymał wyraźny sygnał po posiedzeniu Rady Europejskiej, że nie ma podstaw prawnych do tego, aby fundusze w ramach KPO dla Polski były wstrzymywane w nieskończoność. Rada Europejska przeszła do porządku dziennego nad rezolucją europarlamentu w sprawie Polski i Donald Tusk widocznie dostał sygnał, że te pieniądze w niedługim czasie zostaną Polsce wypłacone. Stosuje więc tani chwyt z sugestią, jakoby to jego aktywność i zabiegi w Brukseli spowodowały, że te pieniądze Polska otrzyma. Oczywiście w ten sposób to nie działa i tak jak wspomniałem – od samego początku było wiadomo, że środki z KPO, które tworzą szerszy plan, bo jak wiemy, jest to Europejski Fundusz Odbudowy, i pieniądze te muszą być wypłacone.
Polska spełniła wszelkie merytoryczne i formalne wymogi dla wypłaty tych pieniędzy. I jeżeli miałyby być dalej przetrzymane i wypłacane dopiero, dajmy na to za rok, to wtedy będą już niepotrzebne, bo to są pieniądze na wychodzenie z kryzysu pandemicznego, a nie jakieś ekstra środki, które w każdym czasie spełnią swoją rolę. To jest konkretny, celowy program, który został stworzony właśnie po to, żeby cała Europa szybko podniosła się po gospodarczym kryzysie wywołanym pandemią koronawirusa. Zasługa Tuska jest tutaj żadna.
Plan finansowego szantażu, który miał być sposobem opozycji na przejęcie władzy w Polsce, się rozsypuje, a zatem także misja Tuska jest bezprzedmiotowa?
– Zachowanie Donalda Tuska i formacji, którą reprezentuje – totalnej opozycji, tak naprawdę doprowadziło do kompromitacji tego środowiska. Rzeczą niebywałą jest głosowanie przeciwko swojemu państwu. Nie znajduję przykładów wśród europarlamentarzystów jakiegokolwiek państwa unijnego, którzy w ten sposób zachowywaliby się. Zatem jest to kompromitacja nie tylko w oczach Polaków, ale myślę, że kompromitacja także w oczach wszystkich trzeźwo myślących polityków europejskich.
Niestety, takie działanie, które ma na celu osłabienie rządu własnego państwa, czyli działanie dla określonego politycznego celu, trudno nazwać inaczej jak działaniem zbliżonym do tego, co w historii robiła targowica. Nie przyniosło to efektu – czyli politycy opozycji poświęcili swoją twarz i w efekcie nic nie zyskali poza wstydem, bo Polska i tak należne jej pieniądze otrzyma. Zatem cały ten misternie przygotowywany plan: ulica i zagranica, legł w gruzach, przestał działać. Chodzi o to, że z jednej strony Donald Tusk skrzyknął ludzi, zwołał „wielki” wiec w Warszawie, z którego wyszła klapa.
Niepowodzenie projektu Tuska jest widoczne także w Europie.
– Dokładnie, bo nikt nie wierzy w retorykę Tuska, że rząd ma intencję wyprowadzania Polski z Unii Europejskiej. Również zdecydowana, asertywna reakcja premiera Mateusz Morawieckiego i polskiego państwa, które cały czas negocjowało, cały czas było otwarte na rozmowy – również co do kwestii rozwiązania problemów, które wiążą się z reformą wymiaru sprawiedliwości, to wszystko zadziałało. Reforma wymiaru sprawiedliwości to wewnętrzna sprawa każdego państwa unijnego. Obowiązuje zasada przyznania kompetencji, a Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu nadużywa, czy wręcz przekracza swoje kompetencje, ingerując w system prawny i konstytucyjny Polski. W momencie kiedy te argumenty nie zostały uwzględnione, to twarde stanowisko polskiego premiera przedstawione na forum PE i na forum RE musiało spowodować pewną refleksję. Zarówno szefowie poszczególnych państw wchodzących w skład UE, jak i sama Komisja Europejska musiały w końcu się zreflektować i uznać, że merytorycznie nie ma żadnych podstaw, aby Polskę karać.

