logo
logo

Dziś w
„Naszym
Dzienniku”

zdjęcie

Zdjęcie: arch./ Inne

Unia zmierza ku dyktaturze

Środa, 27 października 2021 (02:01)

Aktualizacja: Środa, 27 października 2021 (09:11)

ROZMOWA z Wojciechem Ilnickim, przewodniczącym NSZZ „Solidarność” Kopalni Węgla Brunatnego „Turów”

Za nami protest NSZZ „Solidarność” w Luksemburgu w obronie polskiej energetyki i kompleksu „Turów”. Jakie będą następne kroki?

– Teraz najważniejsza jest jasna deklaracja rządu Mateusza Morawieckiego: bez względu na naciski i nakładane kary nie ma mowy o zamknięciu kompleksu „Turów”. To jest dla nas najważniejsze. Naszym zadaniem jest teraz pilnować, aby rząd dotrzymał słowa – a jak dotąd ma to miejsce. Na tym się skupi teraz nasze działanie w sprawach krajowych. Co do działań za granicą, o tym już rozmawiam z przewodniczącym NSZZ „Solidarność” Piotrem Dudą i z Jarosławem Grzesikiem, przewodniczącym Krajowego Sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ „Solidarność”. Poruszymy tę kwestię podczas najbliższego spotkania Komisji Krajowej. W ciągu najbliższych dni już pewne działania zostaną podjęte. I śmiem twierdzić, że nasz głos zostanie usłyszany.

Co to będzie?

– O szczegółach jeszcze nie mogę mówić. Ale będzie to reakcja na niebywały skandal, który miał miejsce w Luksemburgu. Zresztą nie pierwszy, którego dopuściła się Unia Europejska w ostatnich miesiącach w odniesieniu do Polski. Nieprzyjęcie przez przedstawicieli UE pokojowej manifestacji, przewodniczącego związku zawodowego, który to związek doprowadził do zrzucenia jarzma komunistycznego z połowy Europy, jest skandalem. Jakie tam panują zasady demokracji, gdy urzędnik chowa się przed społeczeństwem? O jakim Trybunale Sprawiedliwości UE możemy mówić, gdy sędziowie nie chcą przyjąć petycji, pod którą podpisali się członkowie jednego z największych związków zawodowych w Europie? Nie odpuścimy im tej niegrzeczności. Odpowiemy na nią stanowczo. Na tym nie poprzestaniemy. A jeżeli pojawi się zagrożenie dla funkcjonowania kopalni i elektrowni „Turów”, to podejmiemy zdecydowane kroki, o których wielokrotnie mówiliśmy – największe w historii blokady dróg i paraliż europejskich gospodarek. Nie dopuścimy do tego, żeby do ich fabryk trafiła choć jedna część lub choć jeden podzespół. Nie wydaje mi się, żeby ktoś w Europie odważył się podnieść rękę na „Turów”. Liczę na to, że jednak sędziowie przemyśleli sprawę przez weekend i poszli po rozum do głowy. Już teraz temperatury spadają poniżej zera. Jeżeliby ktoś wyłączył ogrzewanie dla Bogatyni lub ciepłą wodę dla miejscowego szpitala, byłby to niebywały skandal. Właśnie do takich rzeczy hiszpańska sędzia Rosario Silva de Lapuerta chciała doprowadzić.

Bierze Pan pod uwagę to, że TSUE w finalnym wyroku opowie się za zamknięciem „Turowa”? Komisja Europejska już zwróciła się do władz polskich o pilne dostarczenie dowodu zaprzestania działalności wydobywczej węgla brunatnego. Jeżeli nie dostarczymy takiego dowodu Komisja grozi, że zacznie regularnie wydawać wezwania do zapłaty kar.

– Biorąc pod uwagę to, że Unia Europejska zachowuje się dzisiaj jak Korea Północna lub Białoruś, wszystko jest możliwe. Wokół całej sprawy funkcjonuje wiele kłamstw i przekłamań. Unijni technokraci chyba nie rozumieją, co tak naprawdę się dzieje wokół „Turowa”. Proces nie dotyczy wód gruntowych i suszy po czeskiej stronie. Praga twierdzi, że 6-letnia koncesja na funkcjonowanie „Turowa” została wydana z pogwałceniem prawa unijnego. Z tym że mamy już przyznaną nową koncesję, która pozwala nam na działalność do 2044 r. Jeżeli TSUE nie uzna tej 6-letniej, to mamy tę nową, o wiele dłuższą. Załoga „Turowa” chce pracować. Tak jak widzimy, problem nie dotyczy wody. Czesi są świadomi tego, że nie mogą powtarzać w mediach, iż chcą zamknąć „Turów”– co doprowadzi do klęski gospodarczej i śmierci z zimna tysięcy ludzi w południowo-zachodniej Polsce – z powodów biurokratycznych. Usiedli i wymyślili, że w dzisiejszych czasach kwestie środowiskowe i ekologiczne są bardzo dobrze słyszalne. Takim wiodącym tematem jest woda. A tej z pewnością nie brakuje z powodu działalności polskiej kopalni. Bo wielokrotnie to już udowodniliśmy, a nawet Czesi przyznają, że tak jest.

Czesi chcą powrotu do negocjacji nad sprawą „Turowa”. Warto podjąć rozmowy?

– Nie warto. Z premierem Andrejem Babišem nie można prowadzić jakichkolwiek rozmów. To nie jest człowiek godny zaufania, a z takimi ludźmi się nie rozmawia. Nawet jego rodacy mu już nie wierzą i pokazali mu czerwoną kartkę podczas minionych wyborów. Czesi, składając nam tę propozycję, gdy Andrej Babiš jest jeszcze premierem, mogą chcieć wciągnąć nas w jakąś grę – bez względu na to, czy będzie ona prowadzona na użytek wewnętrzny czy zewnętrzy. Wiemy, że rozmowy koalicyjne w Czechach są jeszcze prowadzone. Trzeba czekać. Niech powstanie nowy rząd. Według nas najważniejsze teraz jest nawiązanie kontaktu z politykami, którzy stworzą koalicję i będą budować nowy rząd. To ich zdanie na temat relacji polsko-czeskich jest o wiele ważniejsze niż skompromitowanego Andreja Babiša. Oczywiście, to nie ja, a rząd Mateusza Morawieckiego podejmuje decyzje w tej sprawie. Ja po tym, co w ostatnich miesiącach robił premier Andrej Babiš, nie siadłbym więcej z nim do rozmów. Z człowiekiem, który wielokrotnie oszukiwał swoich najbliższych partnerów w Unii Europejskiej, nie powinno się nigdy rozmawiać. Poczekajmy. Jeszcze trochę i go nie będzie.

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

AB

Nasz Dziennik