logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Federalne zapędy Brukseli

Piątek, 29 października 2021 (02:01)

Aktualizacja: Piątek, 29 października 2021 (09:41)

ROZMOWA / z dr. Marcinem Romanowskim, wiceministrem sprawiedliwości

Jak Pan odbiera decyzję Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej o nałożeniu na Polskę kary w wysokości 1 mln euro dziennie w związku z dalszym funkcjonowaniem Izby Dyscyplinarnej?

– Eurokraci nie odpuszczają w próbach zduszenia polskości i wypuszczają kolejny cios w naszą Ojczyznę. To już swoisty zamach na naszą suwerenność i próba wymuszenia bezwzględnego posłuszeństwa. Nie ma tygodnia, w którym Bruksela nie podejmowałaby próby destabilizacji naszego systemu prawnego i generalnie sytuacji politycznej. Tkwimy w samym środku wojny hybrydowej, a jej stawką jest nasza niepodległość. Ta bezprawna kara jest dowodem na to, jakiej Wspólnoty chcą eurokraci: Unii Europejskiej zepsutej, ukierunkowanej na unicestwienie niezależnych państw. Zgodnie z prawem unijnym kształtowanie wymiaru sprawiedliwości należy wyłącznie do kompetencji państw członkowskich. A jednak KE nic sobie z tego nie robi i wyrokami upolitycznionego TSUE daje nam bardzo jasno do zrozumienia, że od teraz za suwerenność trzeba płacić. Na tę chwilę, biorąc pod uwagę tę decyzję, jak i tę w sprawie „Turowa”, Unia Europejska wycenia naszą niezależność na 1,5 mln euro dziennie! Oczywiście to nic pewnego, za chwilę może się okazać, że eurokratom nie podoba się długość kadencji prezydenta i będą oczekiwać kolejnego miliona euro dziennie, dopóki nie wprowadzimy forsowanych zmian.

Tak jak w przypadku „Turowa” Polska powinna złożyć jasną deklarację, że tej kary płacić nie będzie?

– Oczywiście! (Nie)wyroki unijnego Trybunału ingerujące w prerogatywy polskich władz muszą być ignorowane, tego wymaga szacunek do naszej suwerenności i tych, którzy o nią walczyli. Przecież sytuacja, w której niewybieralne i niedemokratyczne organy UE stawiają się ponad polskim społeczeństwem i wbrew jego demokratycznej woli blokują reformy, brzmi jak jakaś abstrakcja, a właśnie z tym mamy do czynienia. Zachodnie elity znowu poczuły kolonialny zew i chociaż to ich społeczeństwa zmierzają w kierunku degeneracji, to kolejny raz z uporem maniaka próbują narzucać innym państwom swoje zepsute „prawdy”.

Wyobraża Pan sobie wymiar sprawiedliwości bez pociągania sędziów do odpowiedzialności dyscyplinarnej?

– Absolutnie nie. Nie moglibyśmy wtedy w ogóle mówić o państwie prawa. Wymiar sprawiedliwości stałby się iluzoryczną groteską. O konieczności wprowadzenia odpowiedzialności sędziowskiej mówili przecież nawet prof. Małgorzata Gersdorf i prof. Andrzej Rzepliński, „niegasnące gwiazdy wolności i demokracji” według polskiej opozycji. Odpowiedzialność dyscyplinarna to zatem konieczna oczywistość. Oczywiście nie możemy zapomnieć o sędziach, którzy ofiarnie wykonują swoją służbę na rzecz wymiaru sprawiedliwości i Rzeczypospolitej. Należy jednak zauważyć, że w ostatnim czasie dostrzegalny jest istotny wzrost zainteresowania działalnością sądów i postawą sędziów. Widać to w przestrzeni politycznej, legislacyjnej czy przede wszystkim w środkach społecznej komunikacji. Polskie społeczeństwo formułuje absolutnie niemarginalne uwagi o krytycznym charakterze wobec politycznie zaangażowanych sędziów. I nie chodzi tutaj o doktrynalne dywagacje w związku z sędziowskim aktywizmem czy brakiem legitymacji społecznej (sędziowie przecież nie są wyłaniani w drodze wyborów). Chodzi o rzeczywiste, realne problemy Polaków. Mamy do czynienia z irracjonalnymi orzeczeniami, brakiem pożądanej komunikacji ze społeczeństwem, o kastowości nie wspominając. Jednak to skandaliczne i nielicujące z godnością sędziego zachowania przelewają czarę goryczy. Niestaranność, niekompetencja, niedopełnianie obowiązków i wreszcie niegodne zachowania w służbie i poza służbą, także takie, które stanowią przestępstwa i wykroczenia. Dlatego odpowiedzialność dyscyplinarna to fundament oraz warunek sine qua non prawidłowego funkcjonowania władzy sądowniczej. Tym samym warunek sprawnych i sprawiedliwych orzeczeń. Nic dziwnego, że nie jest to na rękę instytucjom unijnym, które ostatnio, realizując m.in. niemieckie interesy, destabilizują Polskę.

Dlaczego Polska i Komisja Europejska w tak różny sposób interpretują te same traktaty?

– Komisja wcale nie interpretuje traktatów, tylko bezczelnie je łamie. Będąca oryginalnie wspólnotą silnych i niezależnych państw, Unia zaczęła pożerać tworzące ją kraje, a przynajmniej robi wszystko, żeby tego dokonać. Stajemy w obliczu zderzenia dwóch skrajnie odmiennych wizji przyszłości Europy, chociaż traktaty stawiają sprawę jasno – to tworzące UE państwa decydują o kierunku, w jakim rozwijany powinien być unijny projekt. W prawniczym żargonie już dawno utarło się określanie państw członkowskich „panami traktatów”. Jednak to nie stanowi dla eurokratów przeszkody na drodze do antypaństwowej rewolucji, bo kompletnie ignorują traktaty, które przestały spełniać swoją rolę i nie zabezpieczają państw członkowskich przed federalnymi zapędami Brukseli. Prawdziwą przeszkodę stanowi Polska, i Polacy, którzy nie mają zamiaru przyjmować importowanych rewolucji obyczajowych i oddawać swego losu w ręce zepsutych elit i niedemokratycznych instytucji brukselskich.

W tej sytuacji widzi Pan jakąkolwiek szansę na porozumienie z Komisją Europejską?

– Większość kierująca Unią nie chce porozumienia, dialogu ani nawet wysłuchania polskiej racji. Ignorancja, jaką wykazały się brukselskie elity podczas przemówienia premiera Morawieckiego w Parlamencie Europejskim, odzwierciedla bardzo dobrze, jaki stosunek wobec naszego kraju mają unijni decydenci. Raz poszliśmy na kompromis i zamiast reformy przygotowanej przez ministra Zbigniewa Ziobrę przyjęliśmy zestaw przygotowany przez pana prezydenta. Sądziliśmy wtedy, że w ten sposób spełnimy oczekiwania Brukseli. Prawda jest jednak taka, że jakiekolwiek ustępstwa tylko rozzuchwalają ją do jeszcze głębszej ingerencji i presji na nasz kraj. Toczymy nierówną walkę z niepodlegającym żadnej ocenie i odpowiedzialności przeciwnikiem, który na każdym kroku wykorzystuje swoją przewagę do brudnych zagrywek. Ciężko o porozumienie, kiedy strona unijna słowo „dialog” definiuje jako absolutną uległość państw członkowskich.

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

AB, PAP

Nasz Dziennik